Już z daleka Siuan zobaczyła, że namiot Gawyna jest oświetlony, a po jego ścianach tańczą cienie rzucane przez poruszającego się w środku mężczyznę. Namiot znajdował się podejrzanie blisko posterunku wart – Bryne i jego wartownicy chcieli mieć lokatora na oku.
Bryne, jak przystało na upartą płaszczkę, którą był, nie spełnił jej polecenia, by udać się na posterunek wart. Wlókł się za nią, przeklinając i wzywając adiutantów. Dlaczego nie poszedł w miejsce, gdzie mogliby go bez trudu znaleźć, tylko kazał się szukać w ciemnościach? Kiedy przystanęła przed namiotem młodego Gawyna, stanął obok niej z dłonią wspartą na rękojeści miecza. Potem zmierzył ją z ukosa spojrzeniem pełnym rozczarowania. No i świetnie. Nie on będzie sędzią jej honoru! Zrobi, co zechce.
Choć prawdopodobnie w konsekwencji Egwene będzie na nią bardzo, ale to bardzo zła.
„A na koniec mi podziękuje!” – pomyślała. Tymczasem na głos warknęła donośnie:
– Gawynie!
Przystojny młodzik wypadł z namiotu, podskakując na jednej nodze i próbując wzuć do końca but. W dłoni trzymał pochwę z mieczem, na poły dopięty pas otaczał biodra.
– Co się dzieje? – zapytał, mierząc wzrokiem obóz. – Słyszałem krzyki. Atakują nas?
– Nie – odparła Siuan, zerkając na Bryne’a. – Ale prawdopodobnie atakują Tar Valon.
– Egwene! – wrzasnął Gawyn w pośpiechu dopinając pas.
Światłości, jakąż ten chłopak miał obsesję…
– Mam wobec ciebie, chłopcze, dług wdzięczności za wydostanie mnie z Tar Valon – powiedziała Siuan, zaplatając ramiona na piersi. – Czy w ramach rewanżu przyjmiesz moją pomoc, która polegać będzie na tym, że powrócimy do Wieży?
– Z radością! – ucieszył się Gawyn, przypasawszy wreszcie miecz. – Potraktuję to jako rewanż z nawiązką!
Siuan pokiwała głową.
– Wobec tego zdobądź dla nas jakieś konie. Obawiam się, że dwa wystarczą.
– Zaryzykuję – odparł Gawyn. – Wreszcie!
– Nie dam koni na ten poroniony plan – surowo oznajmił Bryne.
– W jego stajniach znajdują się konie, będące własnością Aes Sedai, Gawynie – oświadczyła Siuan, ignorując protesty Bryne’a. – Przyprowadź mi jednego z nich. Tylko żeby był łagodny. Bardzo łagodny.
Gawyn skinął głową i odbiegł w mrok. Siuan poszła za nim znacznie wolniejszym krokiem, układając w głowie plan. Wszystko byłoby znacznie prostsze, gdyby była w stanie otworzyć bramę, lecz na to nie miała dość siły. Przed ujarzmieniem rzeczy miały się zupełnie inaczej, lecz próżne żale za tamtym stanem były jak skargi, że złapało się zwykłą srebrawę zamiast rybokła. Sprzedać można było tylko to, co się miało w łodzi, i należało być wdzięczną za to, że połów w ogóle się udał.
– Siuan – odezwał się cicho idący obok niej Bryne. Czy nie mógł dać jej wreszcie spokoju? – Posłuchaj. To jakieś szaleństwo! Jak masz zamiar dostać się do środka?
Zerknęła na niego krótko.
– Shemerin się wydostała.
– To stało się jeszcze przed oblężeniem, Siuan – w głosie Bryne’a brzmiały desperackie tony. – Teraz to miejsce jest znacznie ściślej strzeżone.
Siuan pokręciła głową.
– Shemerin też była pod ścisłą obserwacją. Wydostała się przez nadrzeczną furtę. Założę się, że nawet obecnie nie jest strzeżona. W końcu sama o niej wcześniej nie słyszałam, a przecież byłam Amyrlin. Mam zaznaczone na planie jej położenie.
Bryne się zawahał. Po chwili rysy jego twarzy stwardniały.
– To bez znaczenia. We dwoje nie macie żadnych szans.
– Wobec tego jedź z nami – odcięła się Siuan.
– Nie będę brał czynnego udziału w ponownym łamaniu przez ciebie przysięgi.
– Egwene zgodziła się, byśmy podjęli działania jeśli uznamy, że grozi jej egzekucja – powiedziała. – Wyraziła zgodę na operację ratunkową! Z zakończenia mojego dzisiejszego spotkania z nią wnioskuję, że jest w niebezpieczeństwie.
– Ale tym niebezpieczeństwem nie jest egzekucja z ręki Elaidy, lecz atak Seanchan!
– Tego nie możemy być pewni.
– Ignorancja nie jest wymówką – surowo napomniał ją Bryne, dając krok bliżej. – Zbyt łatwo ci przychodzi łamanie przysiąg, gdy tylko nadarza się sposobność, Siuan, a ja nie chcę, żeby ci to weszło w nawyk. Aes Sedai czy nie, była Amyrlin czy co tam jeszcze, ludzie muszą się stosować do określonych reguł i nie wolno im przekraczać pewnych granic. Nie wspominając już o tym, że zapewne zginiesz w trakcie tego szaleństwa!
– Więc chcesz mnie powstrzymać? – Wciąż obejmowała Źródło. – I sądzisz, że ci się uda?
Zgrzytnął zębami, ale nic nie powiedział. Siuan odwróciła się i odeszła, maszerując prosto ku ogniskom obok bramy w palisadzie.
– Przeklęta kobieta – odezwał się za nią Bryne. – Zginę przez ciebie.
Odwróciła się i spojrzała na niego spod uniesionych brwi.
– Jadę – oznajmił, kładąc dłoń na rękojeści wiszącego przy pasie miecza. Stojąc tak po nocy w mundurze z wykrochmalonymi, ostrymi kantami i równie ostrymi rysami twarzy, był w jej oczach postacią doprawdy imponującą. – Ale pod dwoma warunkami.
– Jak one brzmią? – zapytała.
– Po pierwsze, zwiążesz się ze mną więzią zobowiązań Strażnika.
Siuan drgnęła. Chciał… Światłości! Bryne chciał zostać jej Strażnikiem? Poczuła przypływ podniecenia.
Od śmierci Aldrica ani razu nie pomyślała o nowym Strażniku. Jego strata była dla niej koszmarnym przeżyciem. Czy gotowa była zaryzykować to jeszcze raz?
Ale czy gotowa była przepuścić szansę związania się z tym mężczyzną, trwania na zawsze przy jego boku, dogłębnej bliskości emocjonalnej? Po tym wszystkim, o czym śniła i czego pragnęła?
Powoli zawróciła, podeszła do Bryne’a, a potem przyłożyła dłoń do jego piersi i utkała odpowiedni splot Ducha, który po chwili miękko na nim spoczął. Gdy nowa świadomość, nowy związek rozkwitł w myślach obojga, głęboko wciągnął powietrze. Teraz czuła bezpośrednio jego emocje, troskę o nią, która okazała się zaskakująco mocna. Silniejsza niż poczucie obowiązku wobec Egwene i swoich żołnierzy!
„Och, Gareth’cie!” – pomyślała, czując, jak się uśmiecha, zanurzona w słodkim oceanie jego miłości.
– Zawsze się zastanawiałem, jak to jest – powiedział Bryne, unosząc dłoń, a potem kilkukrotnie zaciskając pięść w świetle pochodni. W jego głosie brzmiało zdziwienie. – Gdybym tylko mógł wyposażyć w coś takiego wszystkich żołnierzy mojej armii!
Siuan parsknęła.
– Wątpię, aby spodobało się to ich żonom i rodzinom.
– Spodobałoby się, gdyby dzięki temu ich mężowie i ojcowie mogli ocalić życie – odparł Bryne. – Czuję się tak, jakbym mógł przebiec tysiąc lig i nawet się nie zadyszeć. Mógłbym stanąć przeciwko setce wrogów i śmiać im się w twarz.
Przewróciła oczyma. Mężczyźni! Zaoferować takiemu głęboko osobisty i emocjonalny związek z drugim człowiekiem – jakiego nie znają najbardziej sobie oddani mężowie i żony – a on potrafi myśleć tylko o tym, jak to wpłynie na jego przewagi szermiercze!
– Siuan – rozległ się w ciemności czyjś głos. – Siuan Sanche!
Odwróciła się. Zbliżał się Gawyn na karym wałachu. Prowadził za sobą drugiego wierzchowca – kudłatą, brązową klacz.
– Bela! – wykrzyknęła Siuan.
– Nada się? – zapytał Gawyn, z lekka zadyszany. – O ile pamiętam, Bela była kiedyś koniem Egwene, a poza tym stajenny przekonywał, że jest najspokojniejsza ze wszystkich, jakie posiada.
– Nada się znakomicie – potwierdziła Siuan i odwróciła się do Bryne’a. – Wspomniałeś o dwóch warunkach.
– O drugim powiem ci później – odparł Bryne, wyraźnie wciąż nie mogąc dojść do siebie.