Выбрать главу

Nowicjuszka podbiegła.

– Powiedz temu człowiekowi to, co mi powiedziałaś – rozkazała Siuan.

– Tak, Aes Sedai – skwapliwie zgodziła się dziewczyna, dygając nerwowo.

Tymczasem żołnierze Bryne’a uformowali szyk obronny wokół Siuan, a Gareth wystąpił naprzód i stanął obok generała. Spojrzenie młodzieńca coraz to uciekało ku groźnemu niebu.

– Zasiadająca na Tronie Amyrlin Egwene al’Vere – zaczęła nowicjuszka drżącym głosem – została dziś rano uwolniona z lochów i pozwolono jej wrócić do kwater nowicjuszek. Kiedy nastąpił atak, znajdowałam się w niższych kuchniach i nie mam pojęcia, co się z nią stało. Prawdopodobnie znajduje się wciąż gdzieś na dwudziestym pierwszym, dwudziestym drugim poziomie. Ponieważ teraz to właśnie tam znajdują się kwatery nowicjuszek. – Skrzywiła się. – Ostatnimi czasy w Wieży zapanował straszny chaos. Nic nie jest tam, gdzie powinno być.

Siuan spojrzała w oczy Bryne’a.

– Egwene podawano ostatnio ogromne dawki widłokorzenia. Zapewne ledwie jest w stanie przenosić.

– Musimy się do niej dostać! – krzyknął Gawyn.

– Oczywiście – zauważył Bryne, drapiąc się po brodzie. – Po to tu jesteśmy. Zakładam więc, że musimy iść raczej do góry, a nie, jak wcześniej przyjęliśmy, do lochów.

– Jesteście tu, żeby ją ratować? – ożywiła się nieco nowicjuszka.

Bryne zmierzył ją wzrokiem.

„Naprawdę szkoda, że się domyśliłaś, dziecko”. – Zdecydowanie nie podobała mu się myśl, że musi zabrać zwykłą dziewczynę w środek całego tego bałaganu. Ale nie mogli pozwolić, żeby zaraz pobiegła przekazać wieści Aes Sedai z Białej Wieży.

– Chcę iść z wami – powiedziała dziewczyna z zapałem. – Jestem lojalna wobec Amyrlin. Prawdziwej Amyrlin. Większość z nas jest.

Bryne spojrzał pytająco na Siuan.

– Niech idzie – zgodziła się Aes Sedai. – W każdym razie to najlepsze wyjście. – Odeszła z dziewczyną na bok, żeby zadać jej jeszcze kilka pytań.

Do Bryne’a podszedł jeden z jego kapitanów, żołnierz imieniem Vestas.

– Mój panie – naglącym, głębokim szeptem powiedział Vestas. – Zakończyliśmy selekcję rannych. Straciliśmy dwunastu ludzi. Piętnastu jest rannych, lecz mogą chodzić, więc odesłałem ich do łodzi. Sześciu jest tak ciężko rannych, że nie mogą się poruszać. – Zawahał się. – Trzech z nich nie przeżyje następnej godziny, mój panie.

Bryne zacisnął zęby. – Ruszamy.

– Czuję ten ból, Bryne – odezwała się Siuan, odwracając ku niemu. – O co chodzi?

– Nie mamy czasu. Amyrlin…

– Możemy zaczekać jeszcze chwilkę. O co chodzi?

– Trzech ludzi – wyjaśnił. – Muszę trzech ludzi zostawić tu na śmierć.

– Nie umrą, jeśli pozwolisz mi ich Uzdrowić – powiedziała Siuan. – Prowadź.

Bryne nie marnował więcej czasu, choć nie potrafił się powstrzymać przed okazjonalnym spoglądaniem w niebo. Kilka rakenów wylądowało w innych miejscach na terenach Wieży, w ciemności majaczyły mgliste kształty oświetlone pomarańczową łuną pożarów. Gromadzili się wokół nich wycofujący się Seanchanie.

„To były oddziały uderzeniowe” – pomyślał. „Naprawdę się wycofują. Rajd dobiegł końca”. To oznaczało, że kończy im się czas. Gdy tylko Seanchanie odlecą, Biała Wieża rozpocznie reorganizację. Musieli jak najszybciej dotrzeć do Egwene! Światłości broń, żeby została schwytana.

Mimo to, jeśli Siuan chciała Uzdrowić żołnierzy, miała do tego prawo. W końcu to była jej operacja. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że życie tych trzech nie będzie ceną za życie Amyrlin.

Vestas położył trzech ciężko rannych osobno, na skraju trawnika, pod drzewem o rozłożystej koronie. Bryne zabrał drużynę żołnierzy, zostawiając organizację reszty oddziału Gawynowi, i ruszył za Siuan w kierunku miejsca, gdzie leżeli ranni. Aes Sedai uklękła obok pierwszego z nich. Już na wstępie ostrzegła Bryne’a, że nie ma wielkich umiejętności Uzdrawiania. Być może jednak uda jej się zrobić dla tych trzech dość, żeby dotrwali do czasu, aż odkryje ich i Uzdrowi Biała Wieża.

Pracowała szybko i zręcznie. Obserwując ją, Bryne musiał przyznać, że jej opinia na temat własnych umiejętności była zaniżona. Na pozór było to Uzdrawianie równie sprawne jak inne, których był świadkiem. Jednak chwilę musiało zabrać. Rozglądał się po dziedzińcu, a jego niepokój narastał. Choć na wyższych piętrach wciąż trwała wymiana ciosów Jedynej Mocy, na dole panował już spokój. Jedynymi odgłosami, jakie docierały doń z bezpośredniego otoczenia, były jęki rannych i trzaskanie płomieni.

„Światłości” – pomyślał, wpatrując się w ruiny otaczające podstawę Wieży. Dach i odległa ściana wschodniego skrzydła zniknęły, wewnątrz szalał pożar. Dziedziniec zmienił się w krajobraz ruin i gruzów. W powietrzu zalegała ciężka woń dymu gryzącego w gardło. Czy Ogirowie zechcą wrócić i odbudować swą wspaniałą budowlę? Czy kiedykolwiek będzie jeszcze taka sama jak niegdyś, czy też dzisiejsza noc była zwiastunem końca jej chwały? Dumny był, czy zasmucony, że było mu dane stać się świadkiem tego wydarzenia?

Obok drzewa przemknął w mroku jakiś cień.

Bryne ruszył nań bez chwili zastanowienia. Trzy rzeczy połączyły się u niego w jedno: lata ćwiczeń z mieczem, lata szkolenia bojowych odruchów i świeżo zdobyta wrażliwość zrodzona przez więź zobowiązań. Skutkiem wszystkich trzech było jedno płynne działanie. Błyskawicznym ruchem wydobył miecz z pochwy, przeszedł w formę zwaną Ostatnim Uderzeniem Żmijkąsacza, zatapiając ostrze miecza w karku ciemnej sylwetki.

Wszyscy wokół znieruchomieli. Wstrząśnięta Siuan uniosła spojrzenie znad ciała Uzdrawianego właśnie żołnierza. Miecz Bryne’a uderzył tuż nad jej ramieniem, rażąc seanchańskiego żołnierza w całkowicie czarnej zbroi. W kompletnej ciszy napastnik upuścił krótki miecz o ząbkowanym ostrzu, pokrytym jakąś paskudnie wyglądającą substancją. Przeszył go dreszcz, sięgnął dłonią, jakby chciał wydobyć z ciała ostrze Bryne’a. Na moment jego palce zacisnęły się na dłoni generała.

Potem odchylił się do tyłu, zsunął z ostrza Bryne’a i upadł na ziemię. Zadygotał raz i wyszeptał słowa, które wszyscy zrozumieli, mimo krwi bulgoczącej w jego gardle:

– Marath… damane…

– Żebym sczezła w Światłości! – jęknęła Siuan, przykładając rękę do piersi. – Co to było?

– Wygląda inaczej niż pozostali – stwierdził Bryne, kręcąc głową. – Ma inną zbroję. Zapewne asasyn.

– Światłości – powtórzyła Siuan. – Nawet go nie zauważyłam! Zupełnie zlał się z nocą!

Asasyni. Niezależnie od epoki czy kultury zawsze wyglądali tak samo. Bryne schował miecz do pochwy. Dziś po raz pierwszy zastosował w boju formę Ostatniego Uderzenia Zmijkąsacza. Forma była nadzwyczaj prosta, zapewniała właściwie tylko jedną rzecz: szybkość. Jednym płynnym ruchem wyciągnąć miecz i wyprowadzić cios na kark wroga. Jeżeli nie trafiłeś, twój koniec był równie szybki.

– Uratowałeś mi życie – powiedziała Siuan, spoglądając na niego. Jej twarz spowijały cienie. – Na północne morza – ciągnęła dalej, jakby do siebie: – ta przeklęta dziewczyna miała rację.

– Jaka dziewczyna? – zdziwił się Bryne, przepatrując ciemność w poszukiwaniu kolejnych asasynów. Wykonał krótki gest dłonią, a jego zdezorientowani żołnierze szerzej otworzyli przesłony latarń. Atak asasyna był tak szybki, że ledwie zdążyli drgnąć. Gdyby Bryne nie dysponował szybkością, którą zdobył dzięki więzi zobowiązań Strażnika…

– Min – wyjaśniła Siuan, a w jej głosie brzmiało zmęczenie. Uzdrawianie najwyraźniej kosztowało ją niemało. – Powiedziała, abym trzymała się blisko ciebie. – Zawiesiła głos. – Gdybyś nie poszedł ze mną tej nocy, już bym nie żyła.