Выбрать главу

Ostatnią kobietą w pomieszczeniu była Serancha Colvine, Główna Urzędniczka Szarych Ajah. Była szatynką o wykrzywionej twarzy, sprawiającą takie wrażenie, jakby bez przerwy żuła coś kwaśnego. Dzisiaj rzucało się to w oczy wyjątkowo wyraźnie.

– Ona ma rację, Jesse – skonstatowała Ferane, lecz logika jej słów stała w sprzeczności z przebijającą spod niej irytacją. – To ty zaproponowałaś tę intrygę.

– „Zaproponowałam” to za mocne słowo – Jesse upiła łyk herbaty. – Wspomniałam po prostu, że w bardziej… kameralnych archiwach Wieży można znaleźć zapiski z czasów, gdy to Głowy Ajah kierowały jej sprawami, a nie Tron Amyrlin. – Głowy Ajah miały świadomość istnienia Trzynastego Depozytu, choć nie miały doń dostępu, o ile nie były równocześnie Zasiadającymi Komnaty. Oczywiście każda mogła tam zawsze wysłać którąś ze swych Zasiadających. – Można, rzecz jasna, uznać, że odegrałam w tej sprawie rolę inicjatorki, ale czyż nie takie jest powołanie Brązowych Ajah? Nie widziałam w waszych oczach wahania, nie musiałam was zmuszać do podjęcia decyzji.

Na te słowa kobiety popatrzyły na nią z ukosa i zaraz szybko utopiły spojrzenia w filiżankach z herbatą. Tak, wszystkie były w to zamieszane i wszystkie doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Jesse nie miała zamiaru brać na siebie wyłącznej odpowiedzialności za katastrofę.

– Niewiele osiągniemy, obciążając się wzajemnie winą. – Suana podjęła próbę załagodzenia sytuacji; mało przekonującą, ponieważ jej głos aż ociekał goryczą.

– Tak łatwo się nie wykręcicie – warknęła Adelorna. Na stratę Strażnika jedne reagowały smutkiem, inne gniewem. Nie było większych wątpliwości, do których zaliczała się Adelorna. – Został popełniony błąd, poważny błąd. Biała Wieża w ogniu, Amyrlin pojmana przez najeźdźców, a Smok Odrodzony wciąż swobodnie wałęsa się po świecie. Wkrótce wszyscy zaznają skutków naszego gniewu!

– Ale cóż nam przyjdzie z tego, że będziemy się wzajemnie obwiniać? – powtórzyła Suana. – Czy naprawdę jesteśmy aż tak dziecinne, abyśmy w jałowych próbach uniknięcia odpowiedzialności kłóciły się już tylko o to, którą z nas należy powiesić?

Jesse podziękowała w duchu chudej Żółtej siostrze za słowa rozwagi. Rzecz jasna, prawda była taka, że spośród wszystkich Głów Ajah Suana pierwsza przystała na plan Jesse. Przez co stała druga w kolejce na metaforyczny szafot.

– Ma rację. – Serancha upiła łyk herbaty z filiżanki. – Nie możemy walczyć ze sobą. Wieża potrzebuje przywództwa, a na Komnatę nie możemy liczyć.

– Co znowuż jest po części naszą winą – przyznała Ferane, krzywiąc się.

Bo było. Z początku plan wydawał się niemal genialny. Nie one stały za podziałami w Wieży, emigracją rebeliantek i wyniesieniem nowej Amyrlin na Tron. Ale taka sytuacja nastręczała nadzwyczaj dogodne i liczne sposobności. Pierwsza intryga nasuwała się właściwie sama: wysłać Zasiadające Komnaty do buntowniczek i tak manipulować przebiegiem wydarzeń, aby wszystko zmierzało do pojednania. Misję zalecono najmłodszym Zasiadającym, a ich następczyniom w Wieży powiedziano, żeby spodziewały się krótkiej kadencji. Głowy Ajah przekonane były, że rebelia zostanie zdławiona bez trudu.

Nie potraktowały całej sprawy dość poważnie. To był ich pierwszy błąd. Drugi miał znacznie poważniejsze konsekwencje. Prawdą było, że zdarzały się w przeszłości okresy, gdy Wieżą rządziły Głowy Ajah – nie zaś Tron Amyrlin czy Komnata. Wszystko odbywało się, rzecz jasna, w największym sekrecie, jednak nieodmiennie skutkowało pasmem sukcesów. Cóż, panowanie Cemaile Sorenthaine byłoby kompletną katastrofą, gdyby steru prawdziwej władzy nie przejęły wówczas Głowy Ajah.

Pod wieloma względami obecna sytuacja wydawała się podobna. Jutrzenka Ostatniej Bitwy była przecież czasem zupełnie nadzwyczajnym, wymagającym szczególnej pieczy. Pieczy sprawowanej przez kobiety o trzeźwych, racjonalnych umysłach i wielkim doświadczeniu. Kobiety, które mogły się spotykać za kulisami i poufnie decydować o wyborze najlepszej drogi, nie narażając na jałowe spory Komnaty.

– Gdzie zbłądziłyśmy, jak wam się wydaje? – cicho zapytała Serancha.

Żadna nie odpowiedziała. Dotąd żadna nie chciała przyznać otwarcie, że ich plan zawiódł. Adelorna rozparła się w krześle z ramionami zaplecionymi na piersi, wodząc po reszcie zgromadzonych wściekłym spojrzeniem. Przynajmniej przestała rzucać oskarżenia na lewo i prawo.

– Największą naszą pomyłką była Elaida – stwierdziła Ferane. – Nie wykazała się szczególnymi… zdolnościami logicznego myślenia.

– Okazała się kompletną katastrofą – mruknęła Adelorna.

– Nie tylko o to chodzi – sprzeciwiła się Jesse. – Na miejsce Zasiadających wysłanych, aby negocjować z buntowniczkami, wybrałyśmy kobiety znajdujące się pod naszą całkowitą kontrolą. To było dobre posunięcie, lecz być może przeprowadzone w zbyt oczywisty sposób. Ajah nabrały podejrzeń; na własne uszy słyszałam niektóre komentarze Brązowych sióstr. Nasza władza nie jest aż tak niewidoczna, jakby się to niektórym wydawało.

– Wszystko razem z daleka pachniało spiskiem – przyznała Serancha. – Przez to w nasze szeregi wkradła się nieufność. l jeszcze te buntowniczki… Okazały się znacznie trudniejsze do prowadzenia, niż zakładałyśmy.

Wszystkie razem pokiwały głowami. Początkowo przeważała koncepcja Jesse, zgodnie z którą odpowiednio kierowane buntowniczki miały szybko wrócić na kolanach do Wieży. W ten sposób podział wśród Aes Sedai nie skończyłby się niczym gorszym niż urażoną dumą kilku z nich.

Skąd jednak miały wiedzieć, jak uparte, czy wręcz przebiegłe, okażą się tamte? Do dzisiaj nie pojmowały, jakim sposobem pośrodku śnieżnej burzy na stokach Tar Valon pojawiła się pięćdziesięciotysięczna armia dowodzona przez komendanta, który był jednym z najwybitniejszych umysłów wojskowych tego Wieku. Z nową Amyrlin, a nadto denerwująco skuteczną w działaniach. Któż mógł się spodziewać? Na dodatek kilka z Zasiadających Komnaty, które wysłano, żeby wskazywały drogę tamtym, w końcu przeszło na stronę buntowniczek!

„Nigdy nie powinnyśmy pozwolić Elaidzie na rozwiązanie Błękitnych Ajah” – myślała Jesse. „Być może by wróciły, a tak postanowiły spalić za sobą mosty. Ale taki dyshonor nie pozostawił im wyboru”. Światłość jedna wiedziała, jak groźne były takie radykalne decyzje. Annały historii Białej Wieży pełne były świadectw jednoznacznie wskazujących, jak uparte potrafiły być Błękitne, kiedy już coś sobie postanowiły albo gdy przyparto je do muru.

– Moim zdaniem nadszedł czas, żeby przyznać, iż nasz plan poniósł całkowitą klęskę – odezwała się Suana. – Jesteśmy zgodne w tej kwestii?

– Ja się zgadzam – rzekła Adelorna.

Siostry jedna po drugiej kiwały głowami, aż w końcu przyszła kolej na samą Jesse. Nawet w tym miejscu i czasie przyznanie się do porażki było niełatwe. Jednak wszystkie wiedziały, że nadszedł moment, aby podliczyć straty i zabrać się za coś nowego.

– Przejdźmy więc do problemów jakie pociąga za sobą zaistniała sytuacja – powiedziała Serancha znacznie już spokojniejszym głosem. Pozostałym również wyraźnie ulżyło. Żadna z tej piątki nie ufała szczególnie pozostałym, niemniej pod tym względem sytuacja między nimi i tak nie była nawet w połowie równie zła co na przykład w kręgach zbliżonych do Komnaty Wieży.