Выбрать главу

– Trzeba zająć się pewnymi sprawami – odezwała się Ferane. – Przede wszystkim zasypaniem podziałów w Wieży.

– Bunt wybuchł przeciwko Elaidzie – rzekła Adelorna. – Skoro jej już nie ma, przeciwko komu się buntować?

– A więc postanawiamy, że należy zostawić ją samej sobie? – spytała Jesse.

– W pełni sobie na to zasłużyła – odparła Adelorna. – Setki razy tłumaczyła nam, że Seanchanie nie stanowią żadnego zagrożenia. Cóż, teraz na własnej skórze przyjdzie jej zapłacić za głupotę.

– Poza tym Elaidy nie da się uratować – dodała Ferane. – Komnata już omawiała tę kwestię. Amyrlin znalazła się wśród bezimiennej masy jeńców Seanchan, a my nie dysponujemy ani niezbędnymi zasobami, ani informacjami, które pozwoliłyby nam ją uratować.

„Nie wspominając już o całkowitym braku woli” – dodała w myślach Jesse. Dla wielu Zasiadających, które próbowały podnieść sprawę Seanchan na forum Komnaty, kończyło się to karą z rozkazu Elaidy. Jesse wprawdzie do nich nie należała, niemniej zgadzała się, że Elaidę spotkał całkowicie zasłużony los, jeśli już nie za Seanchan, to bodaj za to, że poszczuła Ajah na siebie nawzajem.

– Wobec tego potrzebujemy kogoś na jej miejsce – oznajmiła Serancha. – Pytanie jednak brzmi: któż mógłby to być?

– Musi być to kobieta przede wszystkim silna, lecz w przeciwieństwie do Elaidy również ostrożna – powiedziała Suana. – Kobieta, która zjednoczy siostry.

– Może Saerin Asnobar? – zaproponowała Jesse. – Ostatnimi czasy wykazała się nadzwyczajną roztropnością, a poza tym jest powszechnie lubiana.

– Wiedziałam, że zaproponujesz Brązową.

– O co chodzi? – zdziwiła się Jesse, z lekka skonfundowana. – Pewna jestem, że wszystkie słyszałyście, jak znakomicie sobie poradziła wczorajszej nocy?

– Seaine Herimon dowodziła własnym posterunkiem obrony – wtrąciła Ferane. – W mojej opinii przyszedł czas na przywódczynię nie dającą się ponosić emocjom. Kobietę, której panowanie będzie panowaniem rozumu.

– Bzdury – zaprotestowała Suana. – Białe są zbyt wyprane z uczuć. Nie chcemy zrażać kolejnych sióstr, lecz zaprowadzić między nimi zgodę. Uzdrowić je! Cóż, Żółta siostra…

– Zapominasz o czymś… – przerwała jej Serancha. – Zastanówmy się, czego w pierwszym rzędzie nam trzeba? Pojednania. Szare Ajah od wieków rozwijają sztukę negocjacji. Któż lepiej poradzi sobie z rozbitą Wieżą i Smokiem Odrodzonym niż Szara siostra?

Adelorna ścisnęła poręcze fotela, plecy miała sztywno wyprostowane. Czuła niemal namacalnie, że atmosfera w pomieszczeniu staje się coraz gęstsza. Gdy już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, Jesse zawołała:

– Dość! Będziemy się tak kłócić, jak Komnata kłóciła się przez cały ranek? Kolejne Ajah wysuwały swoje kandydatki tylko po to, aby reszta mogła je gremialnie utrącić?

Odpowiedzią było milczenie. Obrady Komnaty trwały faktycznie już od wielu godzin i dopiero niedawno zarządzono krótką przerwę. Żadna pretendentka nawet nie zbliżyła się do wymaganego poziomu poparcia. Zbyt wielkie animozje panowały między Zasiadającymi Komnaty, żeby któraś mogła liczyć na poparcie poza własnymi Ajah. Światłości, co za bałagan!

– Niech to będzie jedna z nas – zaproponowała Ferane. – Tylko taki wybór ma sens.

Wszystkie pięć popatrzyło po sobie, w ich oczach Jesse jednoznacznie odczytała, co myślą o tej propozycji. Były Głowami Ajah, najpotężniejszymi kobietami świata. W chwili obecnej istniała między nimi równowaga sił, a choć może i ufały sobie nieco bardziej niż pozostałe Aes Sedai, nie było szans, żeby którakolwiek pozwoliła na wyniesienie innej na Tron Amyrlin. Choćby dlatego, że wtedy w rękach tamtej znalazłaby się zbyt wielka władza. Klęska ich planu poważnie nadwyrężyła wzajemne zaufanie.

– Jeżeli będziemy zbyt długo zwlekać, Komnata może podjąć decyzję za nas – zauważyła Suana.

– Ba. – Adelorna wykonała lekceważący gest dłonią. – Komnata jest tak podzielona, że nie zdołałaby ustalić, jaki ma kolor niebo nad głowami. Zasiadające nie mają pojęcia, co robią.

– Należy się cieszyć choćby z tego, że niektórym z nas starczyło rozsądku, aby nie wprowadzać do Komnaty Zasiadających zbyt młodych, żeby skutecznie reprezentować własne Ajah – zgryźliwie odcięła się Ferane.

– Doprawdy? – Adelorna najwyraźniej miała ochotę kontynuować sprzeczkę. – A ty jak sobie poradziłaś, Ferane? Przyznając samej sobie fotel w Komnacie?

Oczy Ferane rozszerzyły się z gniewu. Drażnienie jej nie było szczególnie dobrym pomysłem.

– Błędy mogą się przydarzyć każdemu – szybko wtrąciła Jesse. – Zgódźmy się, że podejmowałyśmy momentami doprawdy dziwne decyzje. Chciałyśmy sióstr, które będą nam pod wszelkimi względami posłuszne, a otrzymaliśmy stado kłótliwych pannic z rozbuchanym poczuciem własnego ja, zbyt niedojrzałych, by kiedy trzeba podporządkować się bardziej dojrzałym umysłowościom.

Adelorna i Ferane demonstracyjnie unikały spoglądania na siebie.

– Przypominam, że problem pozostał – powiedziała Suana. – Potrzebujemy Amyrlin. Uzdrawianie Wieży musi się rozpocząć natychmiast, co by się nie działo.

Serancha pokręciła głową.

– Naprawdę nie przychodzi mi do głowy żadna kobieta, która by mogła marzyć o uzyskaniu wystarczającego poparcia Komnaty.

– Mnie przychodzi – powiedziała cicho Adelorna. – Zresztą jej imię kilkukrotnie przewijało się dziś podczas obrad Komnaty. Wiecie, o kim mówię. Jest młoda, jej proweniencja jest poniekąd niepewna, lecz to samo można rzec o sytuacji, w której się znalazłyśmy.

– No, nie wiem – rzekła Suana, marszcząc czoło. – Owszem, wspominano o niej, ale wspominały te, których motywom nie ufam.

– Saerin jest chyba pod jej urokiem – przyznała Jesse.

– Jest zbyt młoda – protestowała Serancha. – Czyż nie sztorcowałyśmy się przed chwilą za wybór Zasiadających, którym zabrakło koniecznego doświadczenia?

– Jest młoda, to fakt – powiedziała Ferane – ale musicie przyznać, że… ma coś w sobie. Jakoś sobie nie przypominam, aby jakakolwiek inna kobieta w Wieży potrafiła tak zdecydowanie przeciwstawić się Elaidzie. Zwróćcie też uwagę, w jakim znajdowała się położeniu!

– Czytałyście raporty o działaniach, jakie podjęła, gdy zostałyśmy napadnięte – dorzuciła Adelorna. – Ze swej strony mogę potwierdzić, że wszystko, co w nich napisano, jest prawdą. Przez większość czasu byłam z nią.

Jesse drgnęła na te słowa. Dotąd nie miała pojęcia, że Adelorna walczyła na dwudziestym drugim poziomie.

– Wszystko? Z pewnością jest tam nieco przesady.

Adelorna z ponurym zacięciem pokręciła głową.

– Nie. Nie ma. Wydaje się to niewiarygodne… niemniej… cóż, tak właśnie było. Wszystko jest prawdą, co do joty.

– Nowicjuszki wprost ją uwielbiają – dodała Ferane. – Jeżeli, co do czego się zgadzamy, Zasiadające nie zgodzą się na żadną kandydatkę innych Ajah, może więc kobieta, która nigdy żadnych Ajah nie wybierała? Kobieta, która dysponuje pewnym doświadczeniem… jakkolwiek wątpliwej proweniencji… w sprawowaniu pozycji, o której rozmawiamy?

Jesse przyłapała się na tym, że kiwa głową. Jakim sposobem ta młoda buntowniczka zasłużyła sobie na taki szacunek i Ferane, i Adelorny?

– Nie jestem pewna – wahała się Suana. – Mam wrażenie, że to kolejna decyzja podejmowana w pośpiechu.

– Czyż sama nie mówiłaś przed chwilą, że musimy Uzdrowić Wieżę, co by się nie działo? – zapytała ją Adelorna. – Czy naprawdę możesz mi zagwarantować, że da się znaleźć lepszy sposób na zażegnanie rozłamu w Wieży? – Spojrzała na Seranchę. – Zastanówmy się: jak można załagodzić konflikt z tymi, które czują się urażone? Najlepszą drogą jest poczynienie pewnych ustępstw i przynajmniej częściowe uznanie słuszności ich postulatów.