Выбрать главу

– Egwene? – zapytała niepewnym głosem Sheriam. – Ja tylko…

Egwene dała krok w jej stronę. – Jesteś Czarną Ajah, Sheriam?

– Co? Oczywiście, że nie!

– Czy przystajesz z Przeklętymi?

– Nie! – odparła Sheriam, rozglądając się na boki.

– Służysz Czarnemu?

– Nie!

– Zostałaś uwolniona spod Przysiąg?

– Nie!

– Masz rude włosy?

– Oczywiście, że nie, nigdy… – Zamarła w pół słowa.

„I za tę sztuczkę też ci dziękuję, Verin” – pomyślała Egwene, wzdychając w duchu.

W namiocie zapadła grobowa cisza.

– Źle się wyraziłam – wycofywała się Sheriam, po jej czole spływały krople potu. – Pogubiłam się, nie wiedziałam, na które pytanie odpowiadam. Przecież to jasne, że nie mogę kłamać. Żadna z nas nie może…

Urwała, gdy Egwene podała jej Różdżkę Przysiąg.

– Dowiedź tego, Sheriam. Kobieta, która odwiedziła mnie w Wieży, podała mi twoje imię jako jednej z przywódczyń Czarnych Ajah.

Sheriam spojrzała jej prosto w oczy.

– Dobrze – powiedziała cicho, a w oczach miała już tylko smutek. – Kto to był, powiedz, która do ciebie poszła?

– Verin Mathwin.

– No, no – mruknęła Sheriam, siadając z powrotem na krześle. – Trzeba przyznać, że po kim, jak po kim, ale po niej się tego nie spodziewałam. Jak udało jej się złamać przysięgi złożone Wielkiemu Władcy?

– Wypiła truciznę – wyjaśniła Egwene, czując, jak coś ją ściska w sercu.

– Bardzo sprytne. – Płomiennowłosa pokiwała głową. – Nigdy nie byłabym w stanie się do tego zmusić. Zaiste, nigdy… Egwene tymczasem splotła strumienie Powietrza, a potem skrępowała nimi Sheriam i podwiązała sploty. Odwróciła się ku pobladłym, niedowierzającym kobietom.

– Świat wielkimi krokami zmierza ku Ostatniej Bitwie – oznajmiła surowo. – Czy sądziłyście, że nasi wrogowie zostawią nas w spokoju?

– Kto jeszcze? – szepnęła Lelaine. – Kogo jeszcze zadenuncjowała?

– Jest ich wiele – odparła Egwene. – Wśród nich Zasiadające Komnaty.

Moria poderwała się na równe nogi i rzuciła w stronę wyjścia. Zdołała zrobić ledwie dwa kroki. Jedenaście sióstr oddzieliło byłą Błękitną siostrę tarczą od Źródła i skrępowało splotami Powietrza. W ciągu paru sekund zakneblowana wisiała w powietrzu, a łzy płynęły po jej pulchnych policzkach. Romanda mlasnęła językiem, podeszła do niej, okrążyła raz i drugi.

– Obie z Błękitnych – zauważyła. – To była naprawdę dramatyczna proklamacja, Egwene.

– Masz się do mnie zwracać: „Matko”, Romando – rzekła Egwene, schodząc z podwyższenia. – Nie ma nic dziwnego w tym, że Błękitnych jest najwięcej, ponieważ całe Ajah opuściły Białą Wieżę. – Uniosła w górę Różdżkę Przysiąg. – Powód, dla którego zdecydowałam się to zrobić w ten sposób, jest prosty. Jakbyście zareagowały, gdybym bez dowodu wskazała Czarne siostry wśród nas?

Romanda pokiwała głową.

– Masz rację w obu kwestiach, Matko – przyznała.

– Wobec tego sądzę, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, aby ponownie złożyć swe Przysięgi?

Romanda wahała się tylko przez mgnienie oka, którego potrzebowała, żeby zerknąć przelotnie na dwie kobiety skrępowane Powietrzem. Niemal wszystkie zgromadzone w namiocie obejmowały Źródło, popatrując po pozostałych, jakby tamte mogły się w każdej chwili zmienić w żmije miedzianki.

Romanda wzięła do ręki Różdżkę Przysiąg i zrobiła, co miała zrobić, a więc w pierwszym rzędzie uwolniła się od złożonych Przysiąg. Proces nie był najwyraźniej bezbolesny, niemniej poradziła sobie nieźle i skończyło się na kilku chrapliwych oddechach. Pozostałe patrzyły na nią uważnie, spodziewając się jakiejś sztuczki, niemniej Romanda powtórzyła swe Przysięgi zgodnie ze wszystkimi regułami. Na koniec oddała różdżkę Egwene.

– Nie jestem Sprzymierzeńcem Ciemności – oznajmiła. – I nigdy nie byłam.

Egwene wzięła z jej rąk Różdżkę.

– Dziękuję ci, Romando – powiedziała. – Lelaine, chcesz być następna?

– Chętnie – padła odpowiedź. Prawdopodobnie kierowała nią potrzeba rehabilitacji Błękitnych. Potem jedna po drugiej wypowiadały Przysięgi, jęcząc cicho i posykując z bólu, a potem składały je na nowo, na koniec wyznając, że nigdy nie były Sprzymierzeńcami Ciemności. Za każdym razem z piersi Egwene wyrywało się ciche westchnienie ulgi. Verin ostrzegała ją, że najprawdopodobniej nie poznała wszystkich imion i że Egwene może oczekiwać Czarnych sióstr wśród Zasiadających Komnaty.

Kiedy Kwamesa, która była ostatnia, oddała jej Różdżkę Przysiąg i oznajmiła, że nie jest Sprzymierzeńcem Ciemności, napięcie panujące w namiocie zdecydowanie opadło.

– Bardzo dobrze – rzekła Egwene, wracając na swoje miejsce. – Odtąd jesteśmy jednością. Żadnych więcej sprzeczek. Żadnych walk politycznych. Wszystkie kierujemy się najlepszym interesem Białej Wieży.., i świata jako takiego. Jak tu jesteśmy we dwanaście, możemy na sobie polegać. Oczyszczenie nigdy nie jest procesem łatwym. Często boli. Dzisiaj oczyściłyśmy się we własnych oczach, niemniej to, co nas czeka, będzie niemal równie bolesne.

– Ty… znasz imiona wszystkich pozostałych? – zapytała Takima, której oczu choć raz nie spowijała mgiełka roztargnienia.

– Tak – potwierdziła Egwene. – W sumie jest ich ponad dwieście, ze wszystkich Ajah. Jakieś siedemdziesiąt w naszym obozie. Znam ich imiona. – W nocy wróciła do Wieży, żeby zabrać ze swojego pokoju księgi Verin. Teraz spoczywały bezpiecznie w jej namiocie, niewidzialne. – Proponuję natychmiastowe i równoczesne aresztowanie, choć z pewnością nie będzie to łatwe. – Oprócz zaskoczenia mogły liczyć jeszcze na naturalną podejrzliwość Czarnych Ajah. Verin i inne źródła wskazywały, że jedynie kilka spośród nich znało więcej niż garstkę wspólniczek. W księdze Verin był cały rozdział na temat organizacji Czarnych Ajah opierającej się na samodzielnych grupkach nazywanych „sercami”, które ze względów konspiracyjnych właściwie nie utrzymywały ze sobą kontaktów. Na szczęście tego typu struktura utrudniała im też wzajemne ostrzeżenia o grożącym niebezpieczeństwie. Zasiadające Komnaty wyglądały na przybite.

– Po pierwsze – ciągnęła Egwene – ogłosimy, że każdej siostrze chcemy przekazać ważne wieści, lecz tak, aby nie dowiedzieli się stacjonujący w obozie żołnierze. Potem wezwiemy je do tego namiotu, według Ajah, namiot jest dość duży, żeby pomieścić około dwustu kobiet. Każda z was będzie znała imiona wszystkich Czarnych sióstr. Gdy Ajah znajdą się w środku, usłyszą ode mnie to, co wy usłyszałyście, a potem będą powtórnie Przysięgać na Różdżkę. Wy zajmiecie się wyłapaniem Czarnych, które będą próbowały uciekać. Zwiążemy je i ulokujemy w namiocie audiencyjnym. – Mniejszy namiot połączony był z Komnatą, lecz wiodące doń przejście można było zamknąć, dzięki czemu wchodzące nie zorientują się od razu w sytuacji.

– Musimy się też zająć Strażnikami – ponuro zauważyła Lelaine. – Moim zdaniem powinni wejść do środka z siostrami, potem jakoś sobie z nimi poradzimy.

– Niektórzy z nich też będą Sprzymierzeńcami Ciemności – zgodziła się Egwene. – Lecz nie wszyscy. A ja nie mam pojęcia, jak ich odróżnić. – Tej kwestii Verin też poświęciła trochę miejsca w swej księdze, lecz niestety niezbyt wiele.

– Światłości, co za bałagan – mruknęła pod nosem Romanda.

– Nie da się tego uniknąć – oświadczyła arogancka Berana, kręcąc głową.

– Poza tym, naprawdę nie ma na co czekać – stwierdziła Egwene. – Tylko damy Czarnym czas na ucieczkę. Zresztą ostrzegę lorda Bryne’a, żeby ustawił na obrzeżach obozu łuczników i siostry, którym ufamy, tak na wszelki wypadek. Niestety sprawdzi się to tylko w przypadku sióstr na tyle słabych, żeby nie mogły otworzyć Bramy.