Выбрать главу

– Nie wolno nam do tego dopuścić – zgodziła się Lelaine. – Wojna domowa w naszym obozie…

Egwene pokiwała głową.

– A co z Białą Wieżą? – zapytała Lelaine.

– Kiedy skończymy wewnętrzną czystkę – odpowiedziała Egwene – zajmiemy się jednością Aes Sedai.

– Chcesz powiedzieć…

– Tak, Lelaine – potwierdziła Egwene. – Chcę przez to powiedzieć, że wieczorem rozpoczniemy szturm na Tar Valon. Przekaż słowo i każ lordowi Bryne’owi rozpocząć końcowe przygotowania. Te rozkazy z pewnością osłabią czujność Czarnych sióstr i może sprawią, że nie od razu zorientują się, co tu robimy.

Romanda zerknęła na Sheriam i Morię, które wisiały w powietrzu zakneblowane Powietrzem; po ich policzkach spływały łzy.

– Nie da się tego uniknąć. Niniejszym zgłaszam oficjalny wniosek, żeby Komnata przystała na działania zaproponowane przez Amyrlin.

W namiocie zapanowała cisza. Potem powoli dłonie unosiły się, jedna po drugiej. Wniosek przeszedł jednogłośnie.

– Niech nas Światłość ma w swej opiece – szepnęła Lelaine. – I wybaczy nam, co mamy zamiar uczynić.

„Nie ujęłabym tego lepiej” – dodała w myślach Egwene.

44.

Obca woń.

– Przełęcz Tarwina to najlepsze miejsce! – przekonywała Nynaeve. Ona i Rand jechali po zarośniętej drodze przecinającej otwarte stepy Maredo, towarzyszył im oddział Aielów. Nynaeve była tu jedyną Aes Sedai; oddział zamykali Narishma i Naeff, obaj ponuro patrzyli przed siebie. Rand osobiście wydał rozkaz zabraniający udziału w misji ich Aes Sedai. Ostatnimi czasy korzystał z każdej okazji, żeby podkreślać swoją niezależność od nich.

Nynaeve dosiadała siwej klaczy o imieniu Księżycowa Poświata, którą wyszukała w stajniach Randa we Łzie. Wciąż jakoś nie mogła pogodzić się z tym, że w ogóle posiadał własną stajnię, a co dopiero, że miał takową w każdym większym mieście świata.

– Przełęcz Tarwina – powtórzył Rand, kręcąc głową. – Nie. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie warto tam walczyć. Prawda, Lan robi mi przysługę. Gdyby tylko dało się skoordynować jego działania z moim atakiem, zyskałbym poważną przewagę strategiczną. Ale nie chcę wysyłać armii na Przełęcz. To byłaby strata sił.

Strata sił? Przecież Lan zmierzał właśnie na Przełęcz, prosto niczym strzała wypuszczona z długiego łuku, jakim posługiwano się w Dwu Rzekach. Jechał tam, aby zginąć! A Rand twierdził, że wsparcie dla niego będzie stratą sił? Wełnianogłowy idiota!

Zaciskając zęby, zmusiła się do zachowania spokoju. Żeby choć wysuwał argumenty, a nie tylko przemawiał w ten swój zdystansowany sposób, który ostatnio stał się jego drugą naturą. Wydawał się całkowicie wyprany z uczuć, jednak ona już nieraz widziała zerwaną z łańcucha, ryczącą bestię. Czuwała, zwinięta w jego sercu niczym wąż – jeśli Rand w porę nie przypomni sobie o ludzkich uczuciach, zostanie pożarty od środka.

Lecz jak go nakłonić, aby posłuchał głosu rozumu? Podczas wspólnego pobytu we Łzie układała w myślach kolejne argumenty – a każdy z nich miał solidną konstrukcję i odwoływał się tylko do chłodnych, racjonalnych środków. Rand wszystkie puszczał mimo uszu, zresztą ostatnie dwa dni spędził praktycznie rzecz biorąc wyłącznie w towarzystwie generałów, układając strategię Ostatniej Bitwy.

Lana z każdym dniem coraz mniej czasu dzieliło od bitwy, której nie mógł wygrać. Nynaeve coraz bardziej się martwiła; już kilka razy o mało co nie opuściła Randa i nie ruszyła na północ. Skoro Lan wymyślił sobie, że stoczy beznadziejną walkę, jej miejsce było przy jego boku. Jednak coś jej nie pozwalało odjechać. Niech Światłość pochłonie Randa al’Thora, mówiła sobie wciąż i wciąż nie wyjeżdżała. Cóż z tego, że pomoże Lanowi, skoro świat tymczasem runie w otchłań Cienia, a powodem będzie uparty upór… butnego pasterza!

Szarpnęła warkocz. Mocno. Wysadzane klejnotami bransolety i pierścienie na jej dłoniach zalśniły w mdłej poświacie słońca – niebo było zaciągnięte grubą powłoką chmur, tak samo jak od wielu tygodni. Wszyscy jakoś nauczyli się ignorować nienaturalne zjawisko i tylko Nynaeve wciąż czuła burzę gromadzącą się na północy.

Już tak niewiele dni dzieliło Lana od Przełęczy! Światłości, spraw, aby pochód zwolnili Malkierczycy, których wysłała mu na pomoc. Światłości, spraw, aby w tych ostatnich chwilach nie był sam. Kiedy wyobrażała sobie jego samotną sylwetkę na Ugorze, a naprzeciw armię Pomiotu Cienia, który zbezcześcił jego ojczyznę…

– Musimy tamtędy zaatakować – upierała się Nynaeve. – Ituralde twierdzi, że Trolloki kręcą się po całym Ugorze. Czarny koncentruje swe siły. Mogę iść o zakład, że główne uderzenie pójdzie przez Przełęcz, która jest najlepszą drogą do ataku na Andor i Cairhien!

– I z tego właśnie powodu nasz atak nie pójdzie Przełęczą, Nynaeve – rzekł Rand głosem chłodnym i pozbawionym wyrazu. – Nie możemy pozwolić, żeby to wróg wybrał za nas pole bitwy. Ostatnią rzeczą, którą uczynię, będzie walka z nimi tam, gdzie tego chcą, albo bodaj tam, gdzie się nas spodziewają. – Spojrzał na północ.-Tak, niech się gromadzą. Szukają mnie, a ja nie będę sam się pchał w ich łapy. Po co walczyć o Przełęcz Tarwina? Nie lepiej bezpośrednio przerzucić większość sił pod Shayol Ghul?

– Randzie – zaczęła, próbując nadać głosowi rozsądne brzmienie. Czy on nie widzi, jak bardzo się stara? – Lan nie zdoła zgromadzić sił, które zdołają oprzeć się zmasowanemu atakowi Trolloków. Bez wsparcia Pograniczników to niemożliwe, a oni wciąż przebywają na południu, Światłość tylko jedna wie po co. Zostanie zmiażdżony, Trolloki przetoczą się po nim i pójdą dalej!

Na wspomnienie Pograniczników twarz Randa ściągnęła się; w końcu jechali właśnie na spotkanie z ich łącznikiem.

– Trolloki pójdą dalej – powtórzył Rand.

– Tak, właśnie!

– To dobrze – stwierdził. – Dzięki temu coś je zajmie na czas, jakiego będę potrzebował, by zrobić to, co konieczne.

– A Lan? – zapytała Nynaeve.

– Jego atak posłuży moim celom. – Rand każde słowo podkreślał skinieniem głowy. – Ściągnie uwagę moich wrogów na Malkier i Przełęcz, może nawet uznają, że jestem z nim. Pomiot Cienia opanował Podróżowanie przez Bramy, więc zdolność manewrową ma taką samą jak ja. W czasie gdy Lan nawiąże kontakt bojowy z wrogiem, ja będę już daleko za ich liniami. Uderzę bezpośrednio w samo serce Czarnego. Ale nie planuję porzucenia ziem południa. Po pokonaniu Przełęczy armia Trolloków rozpadnie się na pojedyncze tarany, a każdy z nich będzie operował samodzielnie. Wtedy zaatakują ich moje siły, dowodzone przez Bashere i wykorzystujące Podróżowanie, zachodząc z flanki lub od tyłu. W ten sposób za każdym razem będziemy mogli wybrać takie pole walki, które najlepiej będzie nam odpowiadało.

– Randzie – powiedziała Nynaeve, czując, jak jej gniew zamienia się w przerażenie. – Lan umrze!

– Lecz kim ja jestem, żeby odmawiać mu prawa do wybranej przez siebie śmierci? – odparł Rand. – Wszyscy zasługujemy na szansę znalezienia ukojenia.

Nynaeve zamarła z otwartymi ustami. Naprawdę wierzył w to, co mówił! A przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

– Moją powinnością jest zgładzenie Czarnego – rzekł na poły sam do siebie. – Kiedy go zabiję, umrę. To wszystko.

– Ale…