Выбрать главу

– Dość, Nynaeve. – Mówił cicho, tym swoim groźnym głosem.

Nynaeve zrozumiała, że nie zniesie dalszego naciskania. Wyprostowała się w siodle. W środku aż się gotowała, w jej głowie szalała gonitwa myśli i kolejnych pomysłów. Światłości! Pozwoli, żeby mieszkańcy Ziem Granicznych ginęli i znosili niewyobrażalne cierpienie w łapach Trolloków? Tym ludziom obojętne będzie, czy Czarny zginął, czy nie, ponieważ warzyć się będą w kociołkach z pożywieniem dla nieludzkich bestii. A Lan i Malkierczycy zmuszeni zostaną do samotnej walki z przeważającymi siłami potworów mobilizowanych po całym Ugorze.

Seanchanie poniosą swoją wojnę na południe i na zachód. Trolloki zaatakują od północy i wschodu. W końcu ich siły będą musiały się spotkać. Andor i inne królestwa zmienią się w gigantyczne pola bitewne, a ich mieszkańcy – dobrzy ludzie, tacy jak ci, którzy zamieszkiwali Dwie Rzeki – nie będą mieli szans cało wyjść z pożogi. Zostaną wdeptani w ziemię przez maszerujące armie.

Cóż więc mogła zrobić, aby nie dopuścić do ziszczenia się tej wizji? Musiała wymyślić jakiś nowy sposób, żeby przemówić Randowi do rozumu. A tymczasem jej serce rwało się, żeby ratować Lana. Żeby znaleźć dlań jakąś pomoc.

Oddział Smoka Odrodzonego jechał przez step, którego monotonię zakłócały tylko od czasu do czasu budynki farm. Właśnie jedną minęli po lewej, stała osamotniona wśród pól – zupełnie jak w Dwu Rzekach. Lecz w Dwu Rzekach nie spotykało się farmerów odnoszących się do podróżnych z nieskrywaną wrogością. Rudobrody mężczyzna w brudnych spodniach, z niemal całkowicie podwiniętymi rękawami koszuli, stał oparty o na wpół ukończony płot, a za jego plecami na stercie drewna spoczywał niby przypadkiem odłożony – lecz równocześnie widoczny dla wszystkich -topór.

Jego pole z pewnością pamiętało lepsze czasy, ponieważ choć zaorane i wybronowane, zrodziło w swych bruzdach jedynie liche kiełki. Poza tym pokrywały je łyse place, w których ziarna w ogóle nie wykiełkowały. Z kolei te, które wzeszły, miały niezdrową, żółtą barwę.

Na sąsiednim polu grupa młodzieńców wyrywała z ziemi pniak ściętego drzewa. Wyćwiczone oko Nynaeve natychmiast odkryło, że tamci tylko markują pracę. Wół, który rzekomo miał ciągnąć pniak, w ogóle nie był zaprzężony, a sam pniak nie był okopany, bez czego nigdy nie wyjdzie z gruntu. Drzewca leżące w trawie były z kolei zbyt grube i gładko odrobione, żeby wziąć je za styliska rolniczych narzędzi. Pałki. Mając na względzie dwustu Aielów Randa, ta demonstracja ocierała się o komedię, niemniej coś można było z niej wnosić. Ci ludzie spodziewali się kłopotów i byli na nie przygotowani. Bez wątpienia oni również wyczuwali nadciągającą burzę.

Obszar, przez który jechali – położony stosunkowo blisko Łzy i szlaków kupieckich karawan – był dość bezpieczny, bandyci się tu raczej nie zapuszczali. Północna lokalizacja sprawiła, że nie docierały tu poważniejsze zatargi między Łzą a Illian. Mieszkańcy nie powinni mieć powodów, aby dobre drewno marnować na pałki, a obcym przyglądać się wzrokiem zalęknionego zwierzęcia.

Rzecz jasna, czujność przyda im się, gdy w okolicę dotrą Trolloki – zakładając, że w tym czasie nie będą już służyć w armii nowych panów: Seanchan. Nynaeve szarpnęła warkocz.

Wróciła myślami do Lana. Przecież musi być coś, co da się zrobić! Ale Rand był głuchy na jej argumenty. Zostawał więc tylko zagadkowy plan Cadsuane. Głupia kobieta, nie chciała jej wtajemniczyć! Nynaeve wyciągnęła rękę do zgody, zaproponowała jej sojusz, a jak Cadsuane zareagowała? Oczywiście, pretensjonalną arogancją. Jak ona śmiała potraktować Nynaeve niczym małą dziewczynkę, która zabłąkała się w lesie i którą uprzejme Aes Sedai zapraszają do zamieszkiwanej przez siebie chatki!

W jaki sposób zlecone Nynaeve zadanie – odnalezienie Perrina – miałoby się przysłużyć Lanowi? Przez ostatni tydzień Nynaeve kilkukrotnie naciskała Cadsuane, by udzieliła jej wyjaśnień, lecz tamta pozostawała niewzruszona.

– Zajmij się tym, co ci zleciłam, dziecko – mówiła – a może w przyszłości otrzymasz inne, bardziej odpowiedzialne zadanie. Tyle razy okazywałaś bezrozumny upór, że teraz nie możemy ryzykować.

Nynaeve westchnęła. Dowiedzieć się, gdzie przebywa Perrin. Niby jak? Rozmowy z ludźmi z Dwu Rzek niewiele dały. Potwierdziło się, że wielu tamtejszych mężczyzn wyruszyło pod rozkazy Perrina, lecz odtąd słuch po nich zaginął. Znajdowali się gdzieś na południu, najpewniej w Altarze lub Ghealdan – co wszakże stanowiło obszar zbyt duży, aby dało się go skutecznie przeszukać.

Powinna z góry wiedzieć, że w ten sposób wiele nie uzyska. Cadsuane z pewnością musiała szukać kontaktu z Perrinem na własną rękę. Podejrzewać ją, że nie skorzystała z oczywistej możliwości i nie rozpytała się wśród ludzi z Dwu Rzek, było obrażaniem jej rozumu. Dlatego zadanie przypadło Nynaeve. Może Rand wysłał Perrina z jakąś sekretną misją?

– Randzie? – powiedziała.

On tymczasem mruczał pod nosem oderwane, ochrypłe słowa. Zadrżała.

– Randzie – powtórzyła, tym razem ostrzejszym tonem. Przestał mruczeć, po chwili spojrzał na nią. Zdało jej się, że w jego oczach dostrzegała błysk głęboko ukrytego gniewu, mgnienie irytacji, że mu przerywa. Potem ta iskra zniknęła i zostało wyłącznie chłodne opanowanie.

– Tak? – zapytał.

– Wiesz może… gdzie przebywa Perrin?

– Otrzymał swoje rozkazy i jest w trakcie ich wypełniania – odparł Rand, odwracając głowę. – Czemu chcesz wiedzieć?

Lepiej nie wspominać imienia Cadsuane.

– Martwię się o niego. I o Mata również.

– Ach – westchnął Rand. – Niewiele jest osób, którym kłamstwo przychodziłoby z równym trudem co tobie, prawda, Nynaeve? Poczuła, że się rumieni z zażenowania. Kiedy on się nauczył tak trafnie odczytywać ludzkie uczucia!

– Naprawdę się o niego martwię, Randzie al’Thorze – rzekła. – Perrin ma taki spokojny, skromny charakter.., zawsze pozwalał swoim przyjaciołom na zbyt dużo.

W dziesiątkę. Niech się nad tym zastanawia.

– Skromny – w zadumie odparł Rand. – Tak. Przypuszczam, że jest skromny jak wcześniej. Ale spokojny? Zaręczam ci, że Perrina już nie sposób określić mianem… spokojnego.

A więc miał z nim ostatnio jakiś kontakt. Światłości! Skąd Cadsuane to wiedziała i jak Nynaeve mogła to przegapić?

– Randzie, jeżeli kazałeś Perrinowi, żeby coś dla ciebie zrobił, dlaczego trzymasz to w tajemnicy? Zasługuję na…

– Nie widziałem się z nim, Nynaeve – wszedł jej w słowo Rand. – Uspokój się. Ja po prostu wiem różne rzeczy. Jesteśmy ze sobą związani: Perrin, Mat i ja.

– Jak? Co ty…

– Nic więcej nie powiem na ten temat, Nynaeve – znów jej przerwał; te jego ciche, zimne słowa ucięły rozpoczęte zdanie niczym nóż.

Nynaeve jak niepyszna zgarbiła się w siodle, zacisnęła zęby. Aes Sedai pouczały ją, że trzeba się nauczyć panować nad emocjami, ale najwyraźniej te, które to mówiły, nie miały na co dzień do czynienia z Randem al’Thorem. Nynaeve też byłaby spokojniejsza, gdyby nie musiała się zmagać z najbardziej upartym i głupim mężczyzną, jaki kiedykolwiek wzuwał buty.

Przez czas jakiś jechali w milczeniu, zaciągnięte chmurami niebo wisiało nad nimi niby odwrócone do góry nogami, odległe pole szarego torfowca. Miejscem przewidzianego spotkania z Pogranicznikami były najbliższe rozstaje dróg. Podróżując, mogli się tam przenieść od razu, jednak Panny wymogły na Randzie, żeby otworzyć Bramę w pewnej odległości i najpierw zorientować się w sytuacji. Podróżowanie było nadzwyczaj wygodnym sposobem przemieszczania się z miejsca na miejsce, lecz wiązały się z nim też określone zagrożenia. Jeżeli wrogowie znali miejsce docelowe, można było wyjść z Bramy wprost przed szereg łuczników. Nawet wstępny zwiad przez Bramę nie był równie bezpieczny co Podróż do miejsca, o którym nikt nie miał pojęcia.