Egwene siedziała bez ruchu w siodle i namyślała się, równocześnie wystawiając twarz na podmuchy miłej bryzy wiejącej z dołu rzeki.
– Nie zakwestionowałeś rozkazu do szturmu, generale.
– Nie jest w moim zwyczaju kwestionować otrzymane rozkazy, Matko.
– A gdybym jednak chciała poznać twoje zdanie na ten temat?
– Gdybyś chciała? – powtórzył Bryne. – Cóż, powiedziałbym, że szturm jest całkiem sensowny taktycznie. Straciliśmy przewagę, jaką dawało nam Podróżowanie, a wróg dzięki niemu zyskał zdolność odbudowy zapasów i swobodnego komunikowania się ze światem zewnętrznym, więc pierścień oblężenia właściwie należy uznać za przerwany. Pozostaje szturm lub spakowanie manatków i odwrót.
Egwene pokiwała głową. Wciąż się wahała. Ten złowieszczy dym snujący się po niebie, okaleczona Wieża, przerażeni żołnierze nie mogący liczyć na odwody. Wszystko to zmieniało się w jej uszach w ostrzegawczy szept.
– Jak długo możemy zwlekać, nim trzeba będzie wydać rozkaz do szturmu, generale? – spytała się.
Zmarszczył brwi, ale nie zaprotestował. Spojrzał w niebo.
– Robi się późno. Mamy może jeszcze jakąś godzinę. Później będzie już zbyt ciemno. Przy naszej przewadze liczebnej, nie decydowałbym się na przypadkowość walk w ciemnościach.
– Zatem zaczekamy jeszcze godzinę – oznajmiła Egwene, moszcząc się wygodniej w siodle. Jej towarzysze wydawali się niespokojni, lecz nikt się nie odezwał. Tron Amyrlin przemówił.
Na co czekała? Co podpowiadała jej intuicja? Egwene zastanawiała się nad tym przez długie minuty, aż w końcu zrozumiała. Kiedy zrobi ten krok, nie będzie już odwrotu. Wczorajszej nocy Biała Wieża poważnie ucierpiała, po raz pierwszy w dziejach wróg uderzył w nią Jedyną Mocą. Szturm oddziałów Egwene będzie kolejnym precedensem – po raz pierwszy Aes Sedai poprowadzi swe wojska do walki przeciwko innym siostrom. Potyczki między frakcjami Wieży nie były niczym nowym; Ajah niekiedy przekraczały tradycyjne granice rywalizacji, zdarzało się, że przy okazji lała się krew, jak na przykład podczas detronizacji Siuan. Sekretne Historie wspominały o takich wydarzeniach.
Lecz wewnętrzne spory nigdy dotąd nie opuszczały murów samej Wieży. Nigdy żadna Aes Sedai nie prowadziła swych wojsk po tym moście. Jeżeli Egwene zrobi to teraz, odium tego czynu na wieki naznaczy czas jej panowania na Tronie Amyrlin. Cokolwiek jeszcze osiągnie, ten dzień położy się cieniem na wszystkich zdobyczach.
Wierzyła w wolność i jedność. Zamiast tego zwracała się ku przemocy i walce o podporządkowanie jednych drugim. Jeżeli nie ma innego wyjścia, wyda ten rozkaz. Lecz chciała to odwlec w czasie tak bardzo, jak to tylko było możliwe. Skoro miało to oznaczać godzinę spędzoną na ponurych myślach, pod zaciągniętym chmurami niebem, wśród parskania koni wyczuwających nastroje jeźdźców – niech tak będzie.
Godzina, którą dał jej Bryne nadeszła i minęła. Egwene zwlekała jeszcze kilka chwil – więcej się nie ośmieliła. Żadne posiłki nie przyszły na pomoc żołnierzom po drugiej stronie mostu. Patrzyli zza swej mizernej barykady, w ich oczach lśniła determinacja. Egwene odwróciła się z wahaniem, żeby wydać rozkaz.
– Spójrz tam. – Bryne nachylił się w siodle. – Co to jest?
Wzrok Egwene podążył za jego spojrzeniem. W oddali, ledwie widoczna z miejsca, gdzie się znajdowali, drogą od Wieży schodziła kawalkada. Czy zbyt długo się ociągała? Czy Biała Wieża wreszcie przysłała posiłki? Czy za jej niedorzeczny upór zapłacą swą krwią żołnierze?
. Lecz nie. To nie byli żołnierze, ale kobiety w sukniach. Aes Sedai! Egwene uniosła dłoń, żeby powstrzymać swych żołnierzy przed jakimś niebacznym czynem. Procesja Aes Sedai zmierzała prosto ku barykadzie wzniesionej przez Gwardię Wieży. Chwilę później zza barykady wyszła kobieta w szarej sukni w towarzystwie samotnego Strażnika. Egwene zmrużyła oczy, próbując dostrzec rysy kobiety. Bryne pospiesznie podał jej szkło powiększające. Wzięła je odeń z uśmiechem, lecz nie było jej już potrzebne, ponieważ rozpoznała ją. Andaya Forae, jedna z nowych Zasiadających Komnaty wybranych po rozłamie. Z Szarych Ajah. Należało stąd wnosić, że druga strona pragnie negocjacji.
W chwili gdy to zrozumiała, zobaczyła też, że tamtą otacza poświata Mocy– Siuan syknęła cicho, a żołnierze natychmiast napięli łuki. I znowu Egwene uniosła do góry dłoń.
– Bryne, nikt nie ma prawa strzelać bez mojego wyraźnego rozkazu – oznajmiła zdecydowanie.
– Spocznij, w szeregu! – krzyknął Bryne. – Pierwszego, który bodaj napnie cięciwę, obedrę ze skóry! – Żołnierze zwolnili cięciwy i opuścili łuki.
Stojąca w oddali kobieta splotła strumienie – Egwene nie potrafiła dostrzec, w jaki sposób – a po chwili odezwał się jej donośny, wzmocniony Mocą głos:
– Chcemy rozmawiać z Egwene al’Vere – mówiła Andaya. – Czy jest wśród was?
Egwene szybko splotła strumienie, żeby uzyskać taki sam efekt co tamta.
– Jestem tutaj, Andayo. Każ swoim towarzyszkom wyjść przed barykadę, abym je mogła zobaczyć.
Dziwne, ale natychmiast zastosowały się do polecenia. Ukazało się dalszych dziewięć kobiet, a Egwene przyjrzała się każdej po kolei.
– Zasiadające Komnaty – mruknęła, oddając Bryne’owi szkło powiększające, a wcześniej uwalniając sploty, żeby go nie ogłuszyć. – Po dwie z każdych Ajah wyjąwszy Błękitne i Czerwone.
Bryne podrapał się po brodzie.
– Wygląda obiecująco.
– Cóż, to jeszcze nic pewnego – stwierdziła Egwene. Ponownie wzmocniła głos Mocą. – W porządku, czego ode mnie chcecie?
– Przybyłyśmy tutaj… – zaczęła Andaya. Lecz zaraz się zawahała. – Przybyłyśmy tutaj, aby cię poinformować, że decyzją Komnaty Białej Wieży zostałaś wyniesiona na Tron Amyrlin.
Siuan jęknęła cicho, a Bryne zaklął pod nosem. Z boku żołnierze zaczęli szeptać, że to pułapka. Lecz Egwene tylko przymknęła powieki. Czy odważy się zaufać ich słowom? Czy odważy się rzucić wszystko na szalę nadziei? Jeszcze przed chwilą była pewna, że niechciana operacja ratunkowa została przeprowadzona zbyt szybko. Być może jednak, nim na rękach Siuan i Gawyna została wyniesiona z Wieży, udało jej się położyć fundamenty dostatecznie mocne…
– Co z Elaidą? – zapytała, otwierając oczy; jej głos poniósł się grzmotem w dal. – Zdetronizowałyście kolejną Amyrlin?
Po drugiej stronie mostu na moment zapadła cisza.
– Naradzają się – stwierdził Bryne, przyglądając się Aes Sedai przez szkło powiększające.
Chwilę później Andaya przemówiła znowu:
– Elaida do Avriny a Roihan, Strażniczka Pieczęci i Płomienia Tar Valon, Zasiadająca na Tronie Amyrlin… została wzięta do niewoli podczas rajdu ubiegłej nocy. Miejsce jej pobytu nie jest znane. Uważa się ją za poległą, a w każdym razie niezdolną do pełnienia obowiązków.
– Na Światłość! – Bryne opuścił szkło powiększające.
– Na nic więcej nie zasługiwała – mruknęła Siuan.
– Żadna kobieta nie zasługuje na taki los – rzekła Egwene. Mimowolnie uniosła dłoń do szyi. – Lepiej byłoby, gdyby zginęła.
– To jednak może być pułapka – rzekł Bryne.
– Nie wydaje mi się – sprzeciwiła się Siuan. – Andayę wiążą Przysięgi. Nie było jej na liście twoich Czarnych sióstr, nieprawdaż, Egwene?
Egwene pokręciła głową.
– Wciąż się waham, Matko – upierał się Bryne.