– Ach, Nynaeve – powiedział Rand, a potem rozluźniony wrócił do swoich map. Gestem dłoni wskazał jedną z nich Bashere, potem odwrócił się do niej plecami. – Właśnie miałem po ciebie posłać. Przybyli Rhuarc i Bael.
Nynaeve uniosła brew, zaplotła ramiona na piersiach.
– Tak? – zapytała obojętnie. – A ja przypuszczałam, że obecność w obozie tych wszystkich Aielów oznacza, że zostaliśmy zaatakowani przez Shaido.
Na ton jej głosu coś w jego twarzy stwardniało, a oczy stały się… niebezpieczne. Po chwili jednak oblicze mu pojaśniało, pokręcił głową, jakby chciał się z niej pozbyć nieprzyjemnych myśli. Na chwilę wróciło coś ze starego Randa, tego, który był niewinnym pasterzem.
– Tak, oczywiście, że musiałaś zdać sobie sprawę – przyznał. – W każdym razie, cieszę się, że już jesteś. Zaczniemy, gdy tylko przyjdą wodzowie klanów. Nalegałem, aby najpierw dopatrzyli rozbicia obozu.
Gestem dłoni zaprosił ją, żeby usiadła; wszędzie na podłodze leżały poduszki, nie było żadnych krzeseł. Aielowie ich nie używali, a Rand zapewne chciał, żeby czuli się wygodnie. Nynaeve zmierzyła go wzrokiem, zdumiona, jak bardzo napięte są również jej nerwy. A przecież on był tylko wełnianogłowym wieśniakiem, nieważne, jakie wpływy teraz posiadał. Nie był nikim innym.
Ale jakoś nie potrafiła się otrząsnąć po tym spojrzeniu, tym błysku gniewu, który na chwilę pojawił się w jego oczach. Powiadano, że korona na głowie zmienia człowieka na gorsze. Zamierzała dopilnować, że nie spotka to Randa al’Thora, ale co mogłaby zrobić, gdyby postanowił ją uwięzić? Ale przecież nie zrobiłby tego, prawda? Nie Rand.
„Semirhage powiedziała, że oszalał” – myślała dalej Nynaeve. „Powiedziała, że… słyszy głosy ze swego przeszłego życia. Czy dzieje się to wtedy, gdy przekrzywia głowę, jakby nasłuchując czegoś, czego inni nie mogą usłyszeć?”.
Zadrżała. Rozejrzała się po namiocie. Min oczywiście też tu była, siedziała w kącie, czytając książkę pod tytułem Następstwa Pęknięcia. Niemniej jakoś zbyt intensywnie wpatrywała się w otwarte karty, więc prawdopodobnie słyszała wymianę zdań między Randem a Nynaeve. Co sądziła o zachodzących w nim zmianach? Była mu bliższa niż ktokolwiek inny – tak bliska, że gdyby wszyscy mieszkali w Polu Emonda, Nynaeve zrugałaby ich tak bardzo, że aż by im się zakręciło w głowach. Nie mieszkali w Polu Emonda, Nynaeve nie była już żadną Wiedzącą, jednak w pewnym momencie powiedziała Randowi, co o tym myśli. Odpowiedź, jaką usłyszała, była prosta i brutalna: „Gdybym się z nią ożenił, moja śmierć przyniosłaby jej jeszcze więcej bólu”.
Kolejny idiotyzm. Ewentualne niebezpieczeństwa były tylko kolejnym dobrym powodem do tego, żeby wziąć ślub. Jasna sprawa. Nynaeve usiadła na podłodze, pieczołowicie rozkładając suknie, i z całej siły unikała myślami osoby Lana. Miał tak długą drogę do przebycia i…
A przed nią stało zadanie, polegające na tym, aby wejść w posiadanie jego więzi, zanim on dotrze na Ugór. Tak na wszelki wypadek.
Nagle wyprostowała się. Cadsuane. Kobiety nie było w namiocie; oprócz gwardii znajdowali się w nim tylko Rand, Nynaeve, Min i Bashere. Może więc Cadsuane planowała coś, czego Nynaeve…
I wtedy tamta weszła do namiotu. Siwowłosa Aes Sedai miała na sobie prostą jasnobrązową suknię. Nie potrzebowała żadnych strojnych ubiorów, żeby zwrócić na siebie uwagę, wystarczała jej osobowość. Rzecz jasna, we włosach lśniły złote ozdoby. W ślad za nią szła Corele.
Cadsuane od razu splotła osłony przeciwko podsłuchom, Rand nie zaoponował. Od czasu do czasu powinien się jej jednak przeciwstawić – ta kobieta zrobiła zeń praktycznie rzecz biorąc pieska pokojowego, aż przykro było patrzeć, co jej uchodziło na sucho. Na przykład przesłuchanie Semirhage. Przeklęta była zbyt potężna i groźna, żeby traktować ją tak niefrasobliwie. Powinna zostać ujarzmiona w chwili, gdy została schwytana… choć opinia Nynaeve w tej sprawie wyrastała z doświadczeń, jakie zdobyła, trzymając w niewoli Moghedien.
Corele uśmiechnęła się do Nynaeve, ale to niewiele znaczyło, uśmiechała się grzecznie do wszystkich. Cadsuane zaś swoim zwyczajem zignorowała Nynaeve. I bardzo dobrze. Niepotrzebne nikomu jej łaski. Cadsuane wydawało się, że może wszystkim rozkazywać, ponieważ była najstarsza wiekiem wśród Aes Sedai. Cóż, Nynaeve nauczyła się w życiu, że wiek niewiele ma wspólnego z mądrością. Cenn Buie był stary jak świat, ale nie miał więcej rozumu niż kupa kamieni.
W ciągu następnych kilku minut w namiocie znalazło się kilka dalszych Aes Sedai oraz dowódcy z obozu żołnierskiego. Może Rand naprawdę wysłał posłańców, a jeden z nich szukał teraz Nynaeve? Wśród nowo przybyłych była Merise ze swoimi Strażnikami, między innymi z Asha’manem Jaharem Narishmą, na którego niezliczonych warkoczykach pobrzękiwały dzwoneczki. Dalej Damer Flinn, Elza Penfel oraz kilku oficerów Bashere. Rand przyglądał się przelotnie każdemu z wchodzących, czujny i napięty, ale za każdym razem wracał potem spokojnie do swych map. Czy stawał się paranoikiem? Czasami szaleńców ogarniała podejrzliwość wobec wszystkich dookoła.
Na koniec do namiotu dotarli Rhuarc z Baelem wraz z kilkoma innymi Aielami. Wślizgnęli się do środka miękko niczym koty na łowach. Dziwne, ale w towarzyszącej im grupce znalazło się parę Mądrych, które Nynaeve była w stanie wyczuć, gdy podeszły bliżej. U Aielów tego rodzaju wydarzenia były albo sprawą wodzów klanów, albo sprawą Mądrych, podobnie rzeczy się miały w Dwu Rzekach, gdzie rozdzielano materie, którymi zajmowało się Koło Kobiet od pozostających w gestii Rady Wioski. Czy Rand poprosił je, aby przybyły, czy zdecydowały się na to z sobie tylko znanych powodów?
Okazało się, że Nynaeve myliła się w kwestii miejsca pobytu Aviendhy, przeżyła więc prawdziwy wstrząs, widząc wysoką rudowłosą kobietę z tyłu grupki Mądrych. Kiedy opuściła Caemlyn? I dlaczego miała na sobie te zniszczone ubrania o wystrzępionych brzegach?
Jednak Nynaeve nie miała okazji zadać Aviendzie żadnych pytań, ponieważ Rand skinął głową Rhuarcowi oraz pozostałym, a potem zaprosił, żeby usiedli, co też wszyscy uczynili. Tylko Rand stał dalej, nie odchodząc od stołu z mapami. Założył ręce za plecy, zdrowa dłoń ścisnęła kikut, czoło zmarszczył w namyśle.
– Opowiedz mi o waszych dokonaniach w Arad Doman – zwrócił się do Rhuarca. – Zwiadowcy donoszą, że nie jest to spokojna kraina.
Rhuarc przyjął filiżankę herbaty z rąk Aviendhy – a więc wciąż była uważana za uczennicę – i spojrzał na Randa. Przemówił od razu, nawet nie spróbowawszy napitku.
– Mieliśmy bardzo mało czasu, Randzie al’Thorze.
– Nie interesują mnie wymówki, Rhuarcu – uciął Rand. – Tylko wyniki.
Na te słowa twarze kilku Aielów rozbłysły gniewem, a dłonie stojących u wejścia Panien zamigotały szaleńczo w mowie gestów. Po Rhuarcu nie było znać nawet śladu uczuć, choć Nynaeve zdało się, że jego palce nieco mocniej ścisnęły filiżankę.
– Podzieliłem się z tobą wodą, Randzie al’Thorze – powiedział. – Nie sądziłem więc, że sprowadzisz mnie tutaj tylko po to, aby obrażać.
– Nie chcę cię obrazić, Rhuarcu – odparł Rand. – To, co powiedziałem, to po prostu prawda. Nie mamy czasu do stracenia.
– Nie mamy czasu, Randzie al’Thorze? – zapytał Bael. Wódz Klanu z Goshien Aiel był mężczyzną bardzo wysokim, nawet siedząc, wydawał się górować nad wszystkimi zebranymi. – Kazałeś nam przez miesiące czekać w Andorze, gdzie nie mieliśmy nic do roboty prócz czyszczenia włóczni i straszenia mieszkańców mokradeł! A teraz posłałeś nas na tę ziemię z niemożliwymi do wykonania rozkazami i po kilku tygodniach oczekujesz wyników?