Выбрать главу

Jedną z osobliwych cech zaimprowizowanej wioski – nie licząc oczywiście faktu, że namioty zastępowały komnaty, a drewniane chodniki posadzkę korytarzy – stanowiła liczba zgromadzonych w niej nowicjuszek. Były ich setki. Po prawdzie, to ich liczba musiała już przekroczyć tysiąc, znacznie więcej niż kiedykolwiek za pamięci żywych liczyła Wieża. Kiedy Aes Sedai wreszcie staną się na powrót jednością, trzeba będzie otworzyć kwatery nowicjuszek nieużywane od pokoleń. Być może trzeba będzie pomyśleć nawet o drugiej kuchni.

Nowicjuszki krążyły po obozie w rodzinnych grupach, a większość Aes Sedai starała się nie zwracać na nie uwagi. Niektóre czyniły tak ze starego nawyku – kogóż mogłyby interesować nowicjuszki? Innymi kierowała wyraźna niechęć. W ich ocenie imiona kobiet na tyle dorosłych, że mogły być matkami lub babciami – i które w istocie często matkami i babciami były – za nic nie powinny trafić do księgi nowicjuszek. Ale cóż począć? Egwene al’Vere, Zasiadająca na Tronie Amyrlin, ogłosiła, że tak być powinno.

W oczach mijających ją kobiet Siuan wciąż jeszcze widziała ślady wstrząsu, z jakim Aes Sedai przyjęły ten dekret. Przecież zgodnie z ustaleniami poprzedzającymi jej wybór, Egwene miała znajdować się pod ścisłą kontrolą bardziej doświadczonych sióstr. Co więc poszło nie tak? W jaki sposób Amyrlin uwolniła się spod ich wpływu? Siuan z pewnością czerpałaby znacznie większą radość z tego niekończącego się zakłopotania, gdyby nie martwiła się coraz bardziej o Egwene, wciąż więzioną w Białej Wieży. To faktycznie woal lworyba. Szansa wielkiego sukcesu, ale i równie wielkiej porażki. Otrząsnęła się z tych myśli i pospieszyła za Lelaine.

– Jak postępują negocjacje? – zapytała Lelaine, nawet się nie odwracając.

„Mogłabyś sama pofatygować się na któreś spotkanie i zobaczyć na własne oczy” – pomyślała Siuan. Ale Lelaine chciała mieć w oczach innych status osoby nadzorującej określone działania, a nie tej, która bierze w nich aktywny udział. Poza tym tego rodzaju pytanie, publicznie zadane Siuan, było ruchem całkowicie wykalkulowanym. Wszystkie uważały Siuan za powierniczkę Egwene, żadna też nie zapomniała, że kiedyś to ona zasiadała na Tronie Amyrlin. Odpowiedź, jakiej Siuan mogła udzielić na pytanie tamtej, była zupełnie nieważna, ważne było natomiast to, że publicznie rozmawiały o tych kwestiach, a to mogło wzmocnić pozycję Lelaine w obozie.

– Niezbyt dobrze, Lelaine – odrzekła Siuan. – Wysłanniczki Elaidy nie chcą się zgodzić nawet na najdrobniejszy kompromis, a kiedy poruszamy kwestie naprawdę istotne, jak choćby przywrócenie Błękitnych Ajah, reagują oburzeniem. Osobiście wątpię, by miały od Elaidy pełnomocnictwa do podpisania porozumienia.

– Hmm – mruknęła w namyśle Lelaine, równocześnie kiwając głową do grupki przechodzących nowicjuszek. Tamte natychmiast przystanęły i ukłoniły się głęboko. Ostatnimi czasy Lelaine zaczęła nadzwyczaj pochlebnie wyrażać się o nowych nowicjuszkach, co było chytrym manewrem politycznym.

W powszechnej opinii Romanda była najzagorzalszą przeciwniczką wspomnianego dekretu Egwene. Teraz, kiedy Egwene trafiła do Wieży, zaczynała coraz głośniej mówić, że po osiągnięciu porozumienia z Elaidą z całych tych „głupot” z wiekowymi nowicjuszkami będzie można wreszcie zrezygnować. Z drugiej strony coraz więcej sióstr zaczynało jednak dostrzegać mądrość, jaką wykazała w tej sprawie Egwene. Wśród nowicjuszek były kobiety dysponujące naprawdę wielką siłą i niejedna miała stać się Przyjętą, gdy tylko Wieża znów zostanie zjednoczona. Okazując tym kobietom choćby milczącą akceptację, Lelaine podkreślała w oczach sióstr swoje związki z Egwene.

Siuan patrzyła za odchodzącymi nowicjuszkami. Ukłoniły się przed Lelaine niemal równie skwapliwie i uniżenie, jak uczyniłyby to wobec Amyrlin. Stawało się powoli jasne, że po miesiącach bez rozstrzygnięcia, Lelaine powoli zwyciężała nad Romandą w grze o władzę.

A to już naprawdę był poważny kłopot.

Nie chodziło o to, że Siuan nie lubiła Lelaine. Była kompetentna, zdecydowana i wytrwała w dążeniu do celu. Kiedyś były nawet przyjaciółkami, choć na kształt ich stosunków wpłynęła drastycznie zmiana pozycji Siuan.

Tak, mogłaby powiedzieć, że lubi Lelaine. Ale za nic jej nie ufała, a przede wszystkim nie chciała jej widzieć na Tronie Amyrlin. W innej epoce Lelaine zapewne dobrze poradziłaby sobie w roli przywódczyni. Jednak świat, w którym żyły, potrzebował Egwene, dlatego też – niezależnie od osobistych uczuć – Siuan nie mogła pozwolić, żeby ta kobieta zdetronizowała prawowitą Amyrlin. W tym celu musiała jednak w pierwszym rzędzie zadbać, aby Lelaine nie podjęła żadnych działań, które mogłyby stanąć na przeszkodzie uwolnieniu Egwene.

– Cóż – podjęła Lelaine – kwestię stanu negocjacji powinniśmy podnieść na posiedzeniu Komnaty. Amyrlin życzy sobie, aby były dalej prowadzone, więc z pewnością nie zrezygnujemy z nich. Jednak musi istnieć jakiś sposób, żeby wreszcie zaczęły przynosić owoce. Trzeba przecież uczynić zadość życzeniom Amyrlin, nie sądzisz?

– Bez wątpienia – odpowiedziała Siuan obojętnym tonem. Lelaine spojrzała na nią wymownie i Siuan przeklęła samą siebie w duchu za to, że znowu dała się ponieść emocjom. Lelaine musiała uwierzyć, że Siuan jest po jej stronie.

– Przepraszam, Lelaine. Po prostu na samą myśl o tej kobiecie ogarnia mnie gniew. Dlaczego Elaida podtrzymuje te rokowania, skoro nie chce na nic przystać?

Lelaine pokiwała głową.

– Tak. Ale która z nas może wiedzieć, dlaczego Elaida robi to, co robi? Zgodnie z raportami Amyrlin rządy Elaidy w Wieży są… w najlepszym przypadku kapryśne.

Siuan tylko skinęła głową. Na szczęście Lelaine nie zaczęła się zastanawiać nad ewentualną nielojalnością Siuan. Albo może w ogóle jej to nie obchodziło. To ciekawe, za jak niegroźną zaczęła ją uważać, gdy tylko jej władza zmalała.

Dla niej samej słabość była zupełnie nowym doświadczeniem. Od najwcześniejszych dni pobytu w Wieży siostry nieustannie zwracały uwagę na jej potencjał w posługiwaniu się mocą i bystrość umysłu. Niemal natychmiast zaczęły krążyć plotki, czyniące z niej przyszłą Amyrlin – czasami wydawało się, jakby to sam Wzór pchał Siuan na drogę do Tronu. I choć jej intronizacja w tak młodym wieku mimo wszystko zaskoczyła wiele kobiet, dla niej zaskoczeniem nie była. Kiedy łowi się na kałamarnicę, trudno być zaskoczonym, jeśli zębacz weźmie przynętę. Węgorze łowi się na coś zupełnie innego.

Kiedy po ujarzmieniu została Uzdrowiona, początkowy zachwyt wkrótce ustąpił miejsca rozczarowaniu – Moc nie wróciła do niej z taką samą siłą, jaką dysponowała poprzednio. Niemniej powoli przechodziła nad tym do porządku dziennego. Owszem, czasami strasznie denerwujące było niskie miejsce w hierarchii, brak szacunku otoczenia. Z drugiej strony, wiele kobiet zakładało, że osłabienie potencjału równało się ubytkowi zdolności politycznych! Czy ludzie naprawdę mają aż tak krótką pamięć? Jej gorszy status w społeczności Aes Sedai paradoksalnie stwarzał zupełnie nowe możliwości.

– Tak – powiedziała Lelaine, kiwając głową następnej grupce nowicjuszek – moim zdaniem nadszedł czas, aby wysłać emisariuszki do królestw jeszcze niepodbitych przez al’Thora. Być może nie uda nam się zdobyć Białej Wieży, ale to nie powód, aby rezygnować z politycznego przywództwa w świecie.

– Tak, Lelaine – zgodziła się Siuan. – Jednak pewna jesteś, że Romanda się nie sprzeciwi?

– Dlaczego miałaby to zrobił? – odparła Lelaine. – To nie miałoby sensu.