Выбрать главу

– Nigdy mi nie wyjaśniłaś w zadowalający sposób, dlaczego wówczas złamałaś przysięgę – powiedział.

Siuan znów zamarła, wbiła wzrok w ścianę namiotu, na której tańczyły cienie wiszącego na sznurku prania.

– Myślałam, że zrozumiałeś – odparła, składając kolejną koszulę. – Miałam naprawdę ważne informacje dla Aes Sedai w Salidarze. Poza tym nie mogłam przecież tak sobie pozwolić biegać Logainowi po świecie, nieprawdaż? Musiałam go znaleźć i odstawić do Salidaru.

– To są wymówki – rzekł Bryne. – Ach, wiem, że prawdziwe. Ale jesteś Aes Sedai. Potrafisz przedstawić mi cztery fakty w taki sposób, żeby skrywały prawdę, i to z większą swobodą niż niektórzy kłamią.

– A więc nazywasz mnie kłamcą? – zdenerwowała się.

– Nie – zaprzeczył. – Tylko krzywoprzysięzcą.

Spojrzała na niego rozszerzonymi oczyma. Dobrze, niech się dowie, jak to wyglądało, i to w najbardziej brutalny sposób… Zawahała się. Przyglądał jej się, skąpany w podwójnym świetle, w oczach miał ciekawość. Potrafiła w nich wyczytać rezerwę, ale nie widziała oskarżenia.

– Przygnała mnie tu próba znalezienia odpowiedzi – wyjaśnił. – To dlatego ścigałem cię przez całą tę drogę. I dlatego w końcu złożyłem przysięgę zbuntowanym Aes Sedai, choć nie miałem szczególnej ochoty wdawać się w kolejną wojnę w Tar Valon. Zrobiłem to wszystko, ponieważ chciałem się dowiedzieć. Musiałem się dowiedzieć. Dlaczego? Dlaczego kobieta o takich oczach… takich namiętnych, dzikich oczach… złamała przysięgę?

– Mówiłam ci, że chciałam wrócić, aby wywiązać się ze złożonej przysięgi – powtórzyła Siuan, a potem odwróciła się i strzepnięciem rozprostowała koszulę.

– Kolejna wymówka – rzekł cichym głosem. – Kolejna odpowiedź Aes Sedai. Czy kiedykolwiek usłyszę z twych ust całą prawdę, Siuan Sanche? Czy ktokolwiek kiedykolwiek usłyszał? – Westchnął, po chwili usłyszała szelest papierów, a płomień świecy zamigotał poruszony ruchem dłoni sięgającej po kolejny dokument.

– Kiedy byłam jeszcze Przyjętą w Białej Wieży – zaczęła cicho Siuan – zdarzyło mi się być jednym z czworga świadków Przepowiedni głoszącej rychłe narodziny Smoka Odrodzonego na zboczu Góry Smoka.

Szelest papierów ucichł jak ucięty nożem.

– Jedna z nas – ciągnęła dalej Siuan – umarła na miejscu. Druga wkrótce poszła jej śladem. Pewna jestem, że ją… a była to ówczesna Amyrlin we własnej osobie… zamordowały Czarne Ajah. Tak, one istnieją. Jeżeli komukolwiek powiesz, że dowiedziałeś się o tym ode mnie, wyrwę ci język. Zanim Amyrlin umarła, zdążyła wysłać Aes Sedai na poszukiwanie Smoka. Jedna po drugiej ginęły. Czarne musiały torturami wydrzeć z ust Tamry ich imiona, zanim ją zabiły. Z pewnością nie oddała tej wiedzy łatwo. Kiedy myślę o tym, przez co musiała przejść, wciąż przeszywa mnie dreszcz. Wkrótce zostałyśmy tylko dwie, dwie, które wiedziały. Moiraine i ja. Chyba nie podejrzewano nas o to, że słyszałyśmy Przepowiednię. Byłyśmy tylko Przyjętymi, w komnacie znalazłyśmy się przez przypadek. Podejrzewam, że Tamra jakimś sposobem zdołała zataić nasze imiona przed Czarnymi, ponieważ gdyby było inaczej, bez wątpienia podzieliłybyśmy los pozostałych. W ten sposób zostałyśmy tylko dwie. Jedyne kobiety w całym świecie, które znały prawdę o tym, co nadejdzie. A przynajmniej jedyne dwie, które służyły Światłości. I takim to sposobem zrobiłam, co musiałam zrobić, Gareth’cie Bryne. Poświęciłam swe życie przygotowaniom do nadejścia Smoka. Przysięgłam, że przeprowadzę świat przez Ostatnią Bitwę. Że zrobię, co będzie konieczne… dosłownie wszystko, co będzie konieczne.., aby unieść ciężar, który został mi zesłany. Była tylko jedna osoba, której mogłam w pełni zaufać, ale ona już nie żyje.

Siuan odwróciła się i spojrzała mu w oczy. Lekki powiew wiatru zmarszczył płócienne ściany namiotu, płomień świecy zadrżał, ale Bryne siedział całkowicie nieruchomo, patrząc na nią.

– Tak więc sam widzisz, Gareth’cie Bryne – kontynuowała Siuan. – Musiałam odłożyć na jakiś czas wywiązanie się z przysięgi złożonej tobie, ponieważ byłam we władzy innych przysiąg. Przysięgłam, że przejdę tę drogę do końca, a sam wiesz, że Smok Odrodzony jeszcze nie spotkał swego przeznaczenia na stokach Shayol Ghul. Człowiek musi się stosować do swych przysiąg wedle hierarchii ich ważności. Kiedy złożyłam ci przysięgę, nie obiecałam, że wywiążę się z niej bezzwłocznie. Specjalnie ostrożnie dobierałam słowa. Zapewne określisz to jako słowne gierki Aes Sedai. Ja nazwałabym to inaczej.

– To znaczy jak? – zapytał.

– Nazwałabym to działaniami koniecznymi, by bronić ciebie, twoich ziem, twojego ludu, Gareth’cie Bryne. Obwiniasz mnie za utratę stodoły i kilku krów. Proponuję ci, żebyś sobie wyobraził, jakie koszty poniosą ludzie, kiedy Smok Odrodzony zawiedzie. Czasami trzeba zapłacić określoną cenę, żeby wywiązać się ze znacznie ważniejszego obowiązku. Oczekiwałabym, że żołnierz zrozumie te słowa.

– Powinnaś była mi powiedzieć – stwierdził, wciąż patrząc jej prosto w oczy. – Powinnaś była mi wytłumaczyć, kim jesteś.

– Co? – żachnęła się Siuan. – Uwierzyłbyś mi?

Zawahał się.

– A poza tym – stwierdziła otwarcie – nie ufałam ci. Z tego co pamiętam, nasze poprzednie spotkanie nie przebiegło w szczególnie… przyjaznej atmosferze. Czy mogłam podjąć takie ryzyko, Gareth’cie Bryne, wobec człowieka, którego nie znałam? Czy mogłam dać mu klucz do tajemnic, których jestem jedyną powiernicą, tajemnic, które przekazać mogłam tylko nowej Zasiadającej na Tronie Amyrlin? Czy mogłam pozwolić sobie na stratę choćby chwili, gdy nad światem wisiała już śmiertelna groźba?

Wciąż patrzyła mu prosto w oczy, czekając na odpowiedź.

– Nie – przyznał w końcu. – Żebym sczezł, Siuan, ale nie. Nie powinnaś czekać ani chwili. A przede wszystkim nie powinnaś składać tej przysięgi!

– Powinieneś uważniej słuchać – rzekła, z cichym parsknięciem odrywając w końcu spojrzenie od jego oczu. – Proponuję ci, żebyś następnym razem, kiedy zechcesz pod przysięgą zapewnić sobie czyjeś usługi, określił precyzyjnie ramy czasowe.

Bryne kaszlnął, a Siuan szarpnięciem zdjęła ze sznurka ostatnią sztukę prania; sznurek rozhuśtał się, tworząc migotliwy cień na ścianie namiotu.

– Cóż – rzekł Bryne – obiecałem sobie, że każę ci u mnie pracować tylko tak długo, dopóki nie uzyskam odpowiedzi. Teraz wiem już wszystko. Powinienem więc powiedzieć…

– Stój! – warknęła Siuan, odwracając się gwałtownie ku niemu i celując weń wyprostowanym palcem.

– Ale…

– Nie mów tego – zagroziła. – Bo cię zaknebluję i powisisz w powietrzu do rana. Nie myśl, że tego nie zrobię.

Bryne siedział bez ruchu, nic nie mówiąc.

– Jeszcze z tobą nie skończyłam, Gareth’cie Bryne. – Strzepnęła ostatnią koszulę w dłoniach, potem złożyła ją. – Powiem ci, kiedy to nastąpi.

– Światłości, kobieto – mruknął prawie niedosłyszalnie. – Gdybym wiedział, że jesteś Aes Sedai, zanim ruszyłem w pościg za tobą do Salidaru… gdybym wiedział, co robię…

– Co? – dopytywała się. – Nie ścigałbyś mnie?

– Oczywiście, że bym cię ścigał – zaprotestował, urażony. – Po prostu byłbym bardziej ostrożny i lepiej bym się przygotował. Poszedłem na polowanie na dzika ze scyzorykiem, zamiast wziąć włócznię!

Siuan położyła złożoną koszulę na stosie pozostałych, a potem wzięła wszystkie na ręce. Obrzuciła go cierpiętniczym spojrzeniem.

– Dołożę wszelkich starań, żeby nie zapamiętać ci, iż porównałeś mnie do dzikiej świni, Bryne. Ale spróbuj trochę panować nad swym językiem. W przeciwnym razie grozi ci wkrótce brak służącej i wtedy będziesz musiał prosić te kobiety z obozu dekowników o robienie ci prania.