– Co jeszcze? – zapytała Egwene.
– W tej kwestii już niewiele więcej – odparła Siuan. – Niestety zdołały nam uciec. Zniknęły tego samego dnia, kiedy odkryłyśmy, kim są.
– Ciekawa jestem, kto je ostrzegł?
– Cóż, z tym związana jest kolejna sprawa, o której muszę ci donieść. – Siuan wzięła głęboki oddech. Najgorsze miała już za sobą, niemniej dalsze wieści też nie będą łatwe do przekazania. – Tamtego dnia odbyło się posiedzenie komnaty, w którym wzięła udział Delana. Podczas tego posiedzenia pewien Asha’man poinformował nas, że wyczuwa w obozie przenoszącego mężczyznę. Uznałyśmy, że stąd się dowiedziały. Ale dopiero po ucieczce Delany połączyłyśmy wszystkie fakty. Ten sam Asha’man doniósł nam, że jego towarzysz spotkał pewnego razu kobietę przenoszącą saidina.
– A co robił Asha’man w obozie?– spytała chłodno Egwene.
– Przybył do nas w charakterze emisariusza, Matko – wytłumaczyła Siuan. – Od Smoka Odrodzonego. Przy okazji dowiedziałyśmy się, że niektórzy z mężczyzn towarzyszących al’Thorowi nałożyli na Aes Sedai więzi zobowiązań.
Egwene mrugnęła, raz.
– Tak. Doszły do mnie plotki na ten temat. Miałam nadzieję, że były przesadzone. Czy ten Asha’man wyjaśnił, kto pozwolił Randowi na taką niegodziwość?
– On jest Smokiem Odrodzonym – stwierdziła Siuan, krzywiąc się. – Nie wydaje mi się, aby potrzebował czyjegokolwiek pozwolenia. Jednak na jego obronę muszę powiedzieć, że nie wydaje mi się, aby wiedział o wszystkim. Kobieta połączona z jego człowiekiem więzią zobowiązań została wysłana przez Elaidę w ekspedycji przeciwko Czarnej Wieży.
– Tak. – W końcu na obliczu Egwene odbił się ślad emocji. – A więc plotki są prawdziwe. Aż nazbyt prawdziwe. – Jej piękna suknia zachowała swój krój, ale zmieniła barwę na ciemnobrązową, jak ubiory Aielów. Egwene chyba nie zdała sobie sprawy z tej przemiany. – Czy katastrofalne rządy Elaidy nigdy się nie skończą?
Siuan tylko pokręciła głową.
– Jako swego rodzaju odpłatę za nałożenie zobowiązań na kobiety przez ludzi al’Thora, zaproponowano nam czterdziestu siedmiu Asha’manów, z którymi możemy postąpić tak samo. Trudno to nazwać sprawiedliwością, niemniej Komnata zdecydowała się przyjąć propozycję.
– I jest to słuszna decyzja – podsumowała Egwene. – Z konsekwencjami głupich poczynań Smoka będziemy się musiały zmierzyć później. Może jego ludzie nie działali na bezpośredni rozkaz, ale i tak Rand musi wziąć za nich odpowiedzialność. Mężczyźni. Nakładają na kobiety więzi zobowiązań!
– Utrzymują, że saidin został oczyszczony – zauważyła Siuan.
Egwene uniosła brew, ale nie zaprotestowała.
– Tak – rzekła w końcu – przypuszczam, że to rozsądna hipoteza. Oczywiście potrzebne nam będzie dalsze potwierdzenie tej informacji. Musimy jednak pamiętać, że skaza pojawiła się w chwili, gdy wszystko było na najlepszej drodze do… dlaczego więc nie miałaby zniknąć, gdy świat wokół pogrąża się w czystym szaleństwie?
– Nie myślałam o tym w ten sposób – powiedziała Siuan. – A więc, co powinnyśmy zrobić, Matko?
– Niech Komnata się tym zajmie – poleciła Egwene. – Najwyraźniej siostry panują nad sytuacją.
– Lepiej, żeby do twojego powrotu nie przyzwyczaiły się za bardzo do tego panowania, Matko.
– Prawda – zgodziła się Egwene. Siedziała z dłońmi splecionymi na kolanach, wyglądając na znacznie starszą, niż można by domniemywać z rysów twarzy. – Ale tu mam jeszcze dużo pracy. Będziesz musiała przypilnować, aby Komnata nie wymknęła się spod kontroli. Pokładam w tobie nadzieję, że nie zawiedziesz.
– Jestem wdzięczna za zaufanie, Matko – odparła Siuan, starając się nie dopuścić, aby przepełniające ją emocje odbiły się na twarzy – ale z każdym dniem jest mi coraz trudniej. Lelaine już zaczęła pozować na drugą Amyrlin… i robi to w taki sposób, żeby wyglądało, iż jak najwierniej cię wspiera. Zrozumiała, że jedyną drogą do władzy jest działanie w twoim imieniu.
Egwene zacisnęła usta.
– Można by sądzić, że Romanda utrzyma przewagę, skoro wykryła obecność Przeklętej.
– Myślę, że sama doszła do takiego wniosku – wyjaśniła Siuan – ale zmarnowała zbyt wiele czasu, pławiąc się w blasku chwały. A tymczasem Lelaine bez najmniejszego wysiłku zmieniła się w najbardziej oddaną służkę Amyrlin, jaką znał świat. Patrząc z boku, można by podejrzewać, że wy dwie byłyście najbliższymi sobie powierniczkami… I jeszcze to, co ona mówi! Uczyniła ze mnie część swego orszaku, a na każdym posiedzeniu komnaty słyszy się: „Egwene chciałaby tego” albo: „Przypomnijcie sobie, co Egwene powiedziała, kiedy tak postąpiłyśmy”.
– Bystre – stwierdziła Egwene.
– Genialne – zgodziła się Siuan, wzdychając. – Ale obie wiedziałyśmy, że jedna z nich dwóch w końcu zdobędzie przewagę. Cały czas rozsnuwam przed nią wizje wyimaginowanych manewrów Romandy, nie wiem jednak jak długo będę jeszcze w stanie odwracać jej uwagę.
– Rób, co możesz – poleciła Egwene. – Ale nie martw się, jeśli nie zdołasz przekonać Lelaine.
Siuan zmarszczyła brwi.
– Ona uzurpuje sobie twoją pozycję!
– Ale opierając się na niej – wyjaśniła Egwene, uśmiechając się. Wreszcie zorientowała się, że jej suknia nabrała brązowej barwy i w mgnieniu oka doprowadziła ją do poprzedniego stanu, nie przerywając konwersacji. – Zagrywka Lelaine zostanie uwieńczona sukcesem tylko wtedy, gdy nie wrócę. Odwołuje się do mnie, jako źródła wszelkiej władzy. Kiedy wrócę, nie będzie miała innego wyjścia, jak uznać moje przywództwo. Wszystkie jej wysiłki przyczynią się tylko. do wzmocnienia mnie.
– A jeżeli nie wrócisz, Matko? – cicho zapytała Siuan.
– Wówczas będzie lepiej, jeśli na czele Aes Sedai stanie silna kobieta – skonstatowała Egwene. -Jeżeli Lelaine okaże się na tyle silna, aby ugruntować swoją władzę, wówczas niech to będzie ona.
– Ale tym samym dajemy jej dobre powody, aby dołożyła wszelkich starań, żebyś nie wróciła – powiedziała Siuan. – W najlepszym wypadku gra przeciwko tobie.
– Trudno ją za to winić. – Egwene na tyle straciła nad sobą kontrolę, że jej usta skrzywiły się w nieznacznym grymasie. – Mnie samą kusiłoby, żeby zagrać przeciwko sobie, gdybym znajdowała się za murami. Musisz sobie jakoś z nią poradzić, Siuan. Nie mogę się teraz rozpraszać. Dostrzegam obecnie pewne szanse powodzenia mej pracy w Wieży, choć równocześnie rośnie ryzyko ostatecznej klęski.
Siuan znała ten widok zaciśniętych w uporze szczęk Egwene. Dzisiaj już do niczego jej nie przekona. Najlepiej przełożyć tę sprawę na następne spotkanie.
Wszystkie te sprawy – oczyszczenie saidina, Asha’mani, Wieża obracająca się w ruinę – wywoływały nieprzyjemne dreszcze na jej skórze. I choć na te dni przygotowywała się przez większość życia, wciąż nie mogła się pogodzić z tym, że w końcu nadeszły.
– Ostatnia Bitwa naprawdę się zbliża wielkimi krokami – oznajmiła Siuan, lecz słowa te kierowała w znacznej mierze do samej siebie.
– Zaiste – potwierdziła Egwene uroczystym tonem.
– A ja będę musiała wziąć w niej udział, dysponując zaledwie ułamkiem wcześniejszej mocy – poskarżyła się Siuan, krzywiąc usta.
– Cóż, kiedy Wieża na powrót stanie się całością, zdobędziemy dla ciebie jakiś angreal – pocieszyła ją Egwene. – Użyjemy wszystkiego, co będzie do dyspozycji, gdy ruszymy na bój z Cieniem.
Siuan uśmiechnęła się.
– To byłoby miłe, aczkolwiek nie sądzę, aby było konieczne. Przypuszczam, że po prostu narzekanie weszło mi w krew. Po prawdzie, to uczę się żyć w mojej… nowej sytuacji. Nie jest zresztą wcale aż tak trudna do zniesienia, od kiedy odkryłam jej jasne strony.