Plecy wciąż bolały, ale z każdym dniem ból wydawał się Egwene coraz mniej znaczący. Czasami śmiała się w trakcie chłosty, czasami milczała. Rózga nie miała znaczenia. Ważne było tylko to, co stanowiło źródło prawdziwego bólu – to, co stało się z Tar Valon. Korytarzem obok niej przeszła gromada odzianych w biel nowicjuszek, skinęła im głową, odpowiedzią był szereg ukłonów. Egwene zmarszczyła czoło, ale nie skarciła ich – pozostawało mieć nadzieję, że za okazany szacunek nie otrzymają kary od towarzyszących jej Czerwonych sióstr.
Celem jej wędrówki były kwatery Brązowych Ajah, ta ich część, która trafiła na niższe piętro skrzydła Wieży. Dziś wreszcie dotarła do niej oczekiwana wiadomość od Meidani, która zapraszała na lekcję. Zaproszenie, a właściwie polecenie, przyszło dopiero teraz – cztery tygodnie po tamtym pamiętnym, pierwszym obiedzie u Elaidy. Dziwne, ale również Bennae Nalsad na dziś zaplanowała lekcje z Egwene. Od czasu wieńczącej tamten dzień rozmowy z Brązową Shienaranką, Egwene nie zamieniła z nią ani słowa. Poza tym nigdy dwa razy nie odbierała nauk u tej samej kobiety. A jednak dziś rano kazano jej odwiedzić ją w pierwszej kolejności.
Kiedy dotarła do wschodniego skrzydła Wieży, w którym obecnie mieściła się część kwater Brązowych sióstr, towarzyszące jej Czerwone niechętnie przystanęły w korytarzu, gdzie miały zaczekać na jej powrót. Elaida zapewne wolałaby, aby nie odstępowały Egwene na krok, niemniej skoro Czerwone tak skrupulatnie przestrzegały eksterytorialności swoich kwater, raczej nie było szans, aby inne Ajah – nawet stosunkowo mało wojownicze Brązowe – udzieliły pozwolenia na wstęp dwóm Czerwonym. Znalazłszy się na brązowych płytkach posadzki, Egwene przyspieszyła kroku, mijając zapracowane kobiety w pozbawionych wyrazu sukniach o przytłumionych barwach. Zapowiadał się dzień pełen zajęć – najpierw spotkania z siostrami, potem regularna chłosta, wreszcie zwyczajowe obowiązki nowicjuszki, jak szorowanie posadzek i tym podobne.
Doszła do drzwi Bennae, zawahała się na moment. Na lekcje z Egwene siostry zasadniczo zgadzały się z obowiązku, a sam ich przebieg często bywał niezbyt przyjemny. Niektóre nauczycielki nie lubiły Egwene przez wzgląd na jej związek z buntowniczkami, inne denerwowała łatwość, z jaką tkała sploty, jeszcze inne wpadały we wściekłość, kiedy okazywało się, że nie traktuje ich z szacunkiem należnym siostrze ze strony nowicjuszki.
Jednakże te „lekcje” stanowiły dla Egwene najlepszą okazję siania ziaren sprzeciwu wobec Elaidy. Jedno z nich trafiło w glebę podczas jej poprzedniej wizyty u Bennae. Może już zaczęło kiełkować?
W końcu zapukała, a usłyszawszy zaproszenie, weszła do środka. W salonie panował bałagan towarzyszący uczonemu życiu. Wszędzie piętrzyły się, niczym miniaturowe wieże, niezliczone stosy książek, które opierały się o siebie nawzajem. Obok nich stały liczne szkielety zwierząt w różnych stadiach rekonstrukcji; ta kobieta miała u siebie tyle kości, że starczyłoby na cmentarzysko całej menażerii. Na widok kompletnego szkieletu człowieka w rogu Egwene zadrżała – stał wyprostowany, poskręcany rzemykami, na kościach czarnym atramentem naniesione były szczegółowe notatki.
W pomieszczeniu było ledwie dość wolnej przestrzeni na to, aby się w nim poruszać, i tylko jedno miejsce siedzące – wyściełany fotel z bliźniaczymi zagłębieniami w poręczach, gdzie najwyraźniej spoczywały łokcie Brązowej siostry w trakcie niekończących się nocnych lektur. Wiszące pod sufitem wypchane dzikie ptaki i jakieś instrumenty astronomiczne pogłębiały klaustrofobiczne wrażenie. Żeby dotrzeć do półki, przy której Bennae grzebała w stosie oprawnych w skórę tomów, Egwene musiała schylić głowę przed modelem słońca.
– Ach – westchnęła siostra na widok Egwene. – Dobrze. – Była kobietą o szczupłej, wręcz kościstej sylwetce. Ciemne, choć bardzo już przyprószone siwizną włosy nosiła spięte w kok. Jej garderoba składała się z prostej – zwyczajem wielu Brązowych – sukni, która modna była sto lub dwieście lat temu.
Bennae ruszyła w kierunku swego wyściełanego fotela. Całkowicie zignorowała dwa masywne krzesła stojące przed kominkiem, ponieważ od czasu pierwszej wizyty Egwene zdążyły się na nich zgromadzić stosy papierów. Egwene podstawiła sobie stołek, wpierw zdejmując z niego szkielet szczura i ustawiając go na podłodze między dwoma stosami książek poświęconych epoce Artura Jastrzębie Skrzydło.
– Cóż, skoro już tu jesteś, myślę, że powinnyśmy się zająć twoją nauką – powiedziała Bennae, moszcząc się wygodnie w fotelu.
Egwene patrzyła na nią z całkowitym spokojem. Czy naprawdę Bennae stworzyła tę okazję do spotkania tylko po to, żeby znowu ją w czymś szkolić? A może ją do tego zmuszono? Niewykluczone – Egwene potrafiła sobie wyobrazić, jak pozbawionej politycznej subtelności Brązowej siostrze ktoś wciska niechciany przez pozostałe obowiązek.
Na polecenie Bennae stworzyła kilka splotów, które znajdowały się poza zasięgiem większości nowicjuszek, ale które Egwene przyszły bez najmniejszego trudu, mimo negatywnego wpływu widłokorzenia. Równocześnie ironicznie wspomniała o sprawie przeniesienia kwater Brązowych, lecz Bennae – wzorem większości Brązowych, z którymi Egwene próbowała rozmawiać – starannie unikała tematu.
Potem Egwene utkała jeszcze kilka splotów. Zaczęła się zastanawiać, jaki też może być cel ich spotkania. Czy poprzednim razem Bennae nie kazała jej demonstrować tych samych splotów?
– Bardzo dobrze – powiedziała Brązowa siostra, nalewając sobie filiżankę herbaty z dzbanka stojącego na małym mosiężnym piecyku opalanym węglem. Egwene nie poczęstowała. – To już umiesz. Ale co innego mnie ciekawi. Mianowicie, czy masz w sobie bystrość umysłu, niezbędną każdej Aes Sedai umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach?
Egwene nic nie odpowiedziała, za to demonstracyjnie sama sobie nalała herbaty. Bennae nie zaprotestowała.
– Zobaczmy… – kontynuowała tamta. – Wyobraźmy sobie, że oto weszłaś w konflikt z kilkoma siostrami z twoich Ajah. Na przykład weszłaś w posiadanie informacji, która nie była przeznaczona dla ciebie, a przywódczynie Ajah mają w związku z tym do ciebie pretensje. Znienacka okazuje się, że zostają ci przydzielane najbardziej niemiłe obowiązki i wszystko wygląda tak, jakby spychano cię na margines, żeby o tobie jak najszybciej zapomnieć. Powiedz mi, co byś zrobiła w takiej sytuacji?
Egwene omal nie zakrztusiła się herbatą. Brązowej siostrze rzeczywiście brakowało politycznej subtelności. Zaczęła się dopytywać o Trzynasty Magazyn, czyż nie? I przez to naraziła się na kłopoty? Tylko nieliczne siostry miały dostęp do sekretnych historii, o których Egwene tak niefrasobliwie wspomniała podczas swej ostatniej wizyty w tym miejscu.
– Cóż – zaczęła Egwene i upiła łyk herbaty – pozwól, że się zastanowię. Najlepiej wyobrazić sobie, jak cała sytuacja może wyglądać z punktu widzenia przywódczyń Ajah.
Bennae lekko zmarszczyła czoło.
– Tak myślę.
– Czy odnośnie do opisywanej przez ciebie sytuacji możemy przyjąć założenie, że wzmiankowane sekrety zostały powierzone pieczy rzeczonych Ajah? Dobrze. Cóż, z ich perspektyw rzecz wygląda tak, że ktoś popsuł im doniosłe i pracowicie układane plany. Wyobraź sobie, jak to musi wyglądać. Ktoś wszedł w posiadanie tajemnic, które nie były dlań przeznaczone. Wynika stąd, że gdzieś wśród najbardziej zaufanych powierniczek tajemnicy jest przeciek.
Bennae zbladła.
– Chyba już rozumiem.
– Wobec tego wiesz zapewne, że rozwiązanie tej sytuacji musi mieć charakter dwuetapowy – kontynuowała Egwene, upijając łyk herbaty. – Po pierwsze, trzeba uspokoić przywódczynie Ajah. Muszą zdobyć pewność, że to nie ich wina, iż nastąpił przeciek informacji. Gdybym była hipotetyczną siostrą w kłopocie… a równocześnie, gdybym nie miała sobie nic do zarzucenia… poszłabym do nich i otwarcie wszystko wyjaśniła. Wówczas zaprzestałyby poszukiwań źródła przecieku.