– Ale – wtrąciła Bennae – to prawdopodobnie nie uchroniłoby naszej siostry… naszej hipotetycznej siostry w kłopocie… przed karą.
– Nie zaszkodzi spróbować – zapewniła ją Egwene. – Ponieważ w przeciwnym razie siostra najprawdopodobniej będzie „karana” przez cały czas, w którym przywódczynie będą poszukiwać zdrajczyni. Kiedy się jednak dowiedzą, że żadna zdrajczyni nie istnieje, zapewne z większym współczuciem spojrzą na sytuację zbłąkanej siostry… zwłaszcza że to ona podsunęła im wyjście z sytuacji.
– Wyjście? – zapytała Bennae. Zapomniana herbata stygła w filiżance w jej palcach. – A jakież wyjście byś zaproponowała?
– Najlepsze: kompetencję. Nie można zakwestionować faktu, że niektóre z rzeczonych Ajah znają tajemnice. Cóż, siostra, która dowiodła tego, że jest godna zaufania i kompetentna, mogłaby w oczach przywódczyń Ajah stać się najlepszą kandydatką do pieczy nad tymi sekretami. To jest najlepsze wyjście, kiedy się nad tym zastanowić.
Bennae siedziała przez chwilę pogrążona w namyśle, wisząca nad jej głową niewielka wypchana zięba powoli kręciła się na sznurku.
– Zgoda, ale czy to się uda?
– Z pewnością lepiej spróbować, niż spędzać całe dnie w jakimś zapomnianym magazynie, katalogując zwoje – wyjaśniła Egwene. – Czasami wprawdzie nie da się uniknąć niesprawiedliwej kary, ale w takiej sytuacji nie należy pozwolić innym zapomnieć o tym, że mimo wszystko jest to niesprawiedliwość. Jeżeli kobieta po prostu zgadza się na to, jak inne ją traktują, zasługuje na los, jaki tamte jej gotują.
„Dziękuję ci, Silviano, za tę drobną dobrą radę”.
– Tak – zgodziła się Bennae, kiwając głową. – Tak, przypuszczam, że masz rację.
– Zawsze chętnie pomogę, Bennae – rzekła Egwene cichym głosem, podnosząc filiżankę do ust. – W każdej, rzecz jasna, hipotetycznej sytuacji.
Przez chwilę wydawało jej się, że zwracając się do Brązowej siostry po imieniu, posunęła się za daleko. Ale Bennae tylko spojrzała jej w oczy, a potem nawet podziękowała nieznacznym skinieniem głowy.
Nawet gdyby godzina spędzona z Bennae była czymś odosobnionym, Egwene i tak uznałaby ją za czas dobrze wykorzystany. Jednakże wychodząc z apartamentów Brązowej siostry, przekonała się ku swemu całkowitemu zaskoczeniu, że w korytarzu czeka na nią nowicjuszka z poleceniem zgłoszenia się u Nagory z Białych Ajah. Egwene miała jeszcze trochę czasu do spotkania z Meidani, więc zastosowała się do polecenia. Nie mogła przecież zignorować wezwania wystosowanego przez siostrę, nawet gdyby później musiałaby się poddać karze za uchylanie od obowiązku szorowania posadzki.
Nagora potraktowała ją lekcją logiki – a „logiczne zagadki”, jakie musiała rozwiązywać, sprowadzały się do psychologicznych problemów Strażnika, któremu dokuczał wiek i osłabiona zdolność do walki. Egwene pomogła, jak potrafiła, na co Nagora skomplementowała jej tryb myślenia, nazywając go „logiką bez zarzutu”, i w końcu uwolniła od swego towarzystwa. Potem była kolejna wiadomość, tym razem od Suany, jednej z Zasiadających Komnaty z ramienia Żółtych Ajah.
Zasiadająca Komnaty! Po raz pierwszy Egwene miała okazję spotkać się z którąś z nich. Żywo pospieszyła do komnaty Suany, gdzie już oczekiwała jej służąca. Apartamenty Żółtej siostry bardziej przypominały ogród niż zwykłą kwaterę w kamiennych murach. Jako Zasiadająca Komnaty Suana miała prawo do kwater z oknami, z którego to prawa skwapliwie skorzystała, zamieniając swój balkon w ogród ziołowy. Na ścianach umieściła lustra kierujące światło do wnętrza, wypełnionego przez niewielkie drzewa w donicach, krzewy w wielkich płaskich skrzynkach, a nawet niewielką grządką marchwi i rzodkiewki. Egwene z niesmakiem dostrzegła w jednym z pojemników stos gnijących bulw – jakby przed chwilą zebranych, a już zepsutych.
Powietrze wypełniała silna woń bazylii, tymianku i tuzina innych ziół. I choć Egwene nie potrafiła zapomnieć o problemach nękających Wieżę, które tutaj przybrały kształt gnijących bulw, to na moment dała się ponieść woniom życia, jakie dominowały wokół świeżo przekopanej ziemi i rosnących roślin. A Nynaeve upierała się, że siostry w Białej Wieży nie mają pojęcia, jak wykorzystywać zioła! Gdyby tylko mogła spędzić choć trochę czasu z pulchną Suaną o okrągłej twarzy…
Gospodyni przypadła Egwene do gustu. Suana kazała jej ćwiczyć sploty, w większości związane z Uzdrawianiem, w którym to kierunku Egwene nigdy nie była szczególnie uzdolniona. Jej umiejętności musiały jednak spodobać się Zasiadającej Komnaty, ponieważ gdzieś w połowie lekcji – Egwene siedziała na wyściełanym stołku między dwoma drzewkami w donicach, a Suana znacznie bardziej stosownie zajmowała miejsce w masywnym, obitym skórą fotelu – ton rozmowy uległ zmianie.
– Sądzę, że z wielką przyjemnością powitałybyśmy cię w gronie Żółtych – oznajmiła Suana.
Egwene aż drgnęła, zaskoczona.
– Nigdy nie odkryłam w sobie szczególnych umiejętności Uzdrawiania.
– Bycie Żółtą to nie tylko umiejętności, dziecko – wyjaśniła Suana. – To przede wszystkim powołanie. Jeżeli pragniesz naprawiać rzeczy, wiązać to, co zostało złamane, wówczas możesz stać się jedną z nas.
– Dziękuję ci – odrzekła Egwene. – Ale Amyrlin nie należy do żadnych Ajah.
– To prawda, niemniej z jakichś musi się wywodzić. Zastanów się nad tym, Egwene. Myślę, że znalazłabyś u nas ciepły kąt.
Rozmowa była kompletnie zaskakująca. Suana najwyraźniej nie widziała w Egwene Amyrlin, ale sam fakt, że ją werbowała do swoich Ajah, był znaczący. Wynikało z tego, że przynajmniej do pewnego stopnia uznawała ją za prawowitą siostrę.
– Suano – rzekła w końcu Egwene, sprawdzając, jak daleko może posunąć się w roli prawowitej siostry – czy Zasiadające Komnaty zastanawiają się, co zrobić z napięciami pojawiającymi się w relacjach między Ajah?
– Nie wyobrażam sobie, co w tej kwestii można by w ogóle zrobić – odparła Suana, zerkając na swój pełen roślin balkon. – Jeżeli pozostałe Ajah uparły się, żeby w Żółtych widzieć wroga, nie zmuszę przecież moich sióstr do mniej głupiego zachowania.
„A tamte zapewne mówią to samo o was” – pomyślała Egwene, lecz powiedziała tylko:
– Ktoś musi zrobić pierwszy krok. Skorupa wzajemnej nieufności staje się powoli tak gruba, że wkrótce nie da się jej strzaskać. Być może, gdyby Zasiadające Komnaty z różnych Ajah zaczęły choćby razem jadać posiłki albo pokazywały się na korytarzach w swoim towarzystwie, reszta Wieży poszłaby za ich przykładem.
– Może… – Suana zawiesiła głos.
– One nie są twoimi wrogami, Suano – mówiła dalej Egwene, kładąc nieco większy nacisk na swe słowa.
Tamta spojrzała na nią spod zmarszczonych brwi, jakby znienacka zorientowała się, od kogo przyjmuje rady.
– Cóż, myślę, że najlepiej będzie, jeśli już pójdziesz. Z pewnością masz dziś jeszcze wiele do zrobienia.
W drodze do drzwi Egwene omijała zwisające gałęzie i masywne donice. Kiedy opuściła kwatery Żółtych Ajah i powróciła do swej eskorty Czerwonych, uderzyła ją nagła myśl. Odbyła trzy spotkania i nie została ani razu ukarana. Nie miała pojęcia, co o tym sądzić. A przecież do dwóch sióstr zwróciła się bezpośrednio po imieniu!
Powoli zaczynały ją akceptować. Niestety, było to stosunkowo niewielkie zwycięstwo, jeśli brać pod uwagę perspektywę nadchodzącej bitwy. A przecież głównym celem było, aby Wieża jakoś przetrwała niedole sprowadzone na nią przez Elaidę.