Выбрать главу

Apartamenty Meidani były zaskakująco wygodne i swojskie. Dotąd Egwene postrzegała Szare Ajah jako podobne do Białych – pozbawione namiętności, idealne dyplomatki, które nie miały czasu na osobiste emocje i frywolność.

Niemniej ta komnata zdradzała, że zamieszkuje ją osoba uwielbiająca podróże. Na ścianach wisiały mapy w cienkich ramkach, wyeksponowane niczym dzieła sztuki. Po obu stronach jednej z map znajdowała się para włóczni Aielów. Inna przedstawiała wyspy Ludu Morza. Ktoś inny zapewne ustawiłby obok porcelanowe pamiątki, które powszechnie kojarzono z Ludem Morza, Meidani jednak miała niewielką kolekcję kolczyków i malowanych muszli, subtelnie oprawionych i opatrzonych drobnymi plakietkami z datą pozyskania.

Salon był niczym muzeum dedykowane wojażom jednej podróżniczki. Alatarański nóż małżeński, z rękojeścią wysadzaną czterema iskrzącymi się rubinami, wisiał obok niewielkiego cairhieniańskiego proporca i miecza z Shienaru. Przy każdym eksponacie umieszczona była niewielka plakietka, na której w kilku słowach wyjaśniono okoliczności, w jakich Meidani weszła w jego posiadanie. Na przykład nóż małżeński został jej ofiarowany w podzięce za pomoc przy rozwiązaniu sporu między dwoma domami na tle zgonu szczególnie ważnego posiadacza ziemskiego. To wdzięczna wdowa podarowała Meidani swój nóż.

Kto by pomyślał, że spłoszona uczestniczka obiadu sprzed kilku tygodni może się poszczycić tak wspaniałymi zbiorami? Nawet dywan na posadzce opatrzony był plakietką – podarunek od podróżnika, który nabył go w zamkniętych dokach Shary, a potem ofiarował Meidani jako podziękowanie za Uzdrowienie córki. Dywan wykonany był w egzotycznej technice, tkany jakby z cieniutkich, czerwonych słomek, z frędzlami na brzegach z niespotykanego szarego futra. Wzór przedstawiał osobliwe zamorskie zwierzęta o długich szyjach.

Sama Meidani zasiadała w równie dziwnym fotelu – mebel był wyplatany niczym koszyk, a ukształtowano go tak, że przypominał gęstwinę gałęzi, które przez przypadek ułożyły się w kształt siedziska. W każdym innym pomieszczeniu Wieży fotel wydawałby się strasznym dysonansem, jednak doskonale pasował do wnętrza, w którym każdy przedmiot był inny od pozostałych i nic ich wzajemnie nie łączyło prócz osoby, która została nimi wszystkimi obdarowana w trakcie swych rozmaitych podróży.

Prezencja Szarej siostry równie dramatycznie odbiegała od tego, czego Egwene była świadkiem w trakcie tamtego obiadu u Elaidy. Zamiast bardzo wyciętej kolorowej sukni miała na sobie prostą białą szatę z wysokim karczkiem, długą i zwężającą się ku dołowi, skrojoną w taki sposób, żeby skrywać wydatny biust. Włosy o barwie ciemnego złota spięła w kok, nie miała na sobie żadnej biżuterii. Czy kontrast był zamierzony?

– Trochę czasu ci zabrało, zanim mnie wezwałaś – zagaiła Egwene.

– Nie chciałam wzbudzać podejrzeń u Amyrlin – wyjaśniała Meidani, gdy Egwene szła po egzotycznym dywanie z Shary. – Poza tym wciąż nie mam pewności, co o tobie myśleć.

– Nie interesuje mnie, co o mnie myślisz – pozbawionym wyrazu głosem odparła Egwene, moszcząc się w ogromnym dębowym krześle, które plakietka opisywała jako dar od kredytodawcy ze Łzy. – Amyrlin nie interesuje się tym, co myślą o niej jej siostry, póki słuchają jej poleceń.

– Zostałaś pojmana i odsunięta.

Egwene uniosła brew i spojrzała prosto w oczy Meidani.

– Pojmana, tak.

– Zapewne Komnata buntowniczek już wybrała nową Amyrlin.

– Wiem skądinąd, że tak się nie stało.

Meidani wyraźnie się zaniepokoiła. Egwene właśnie przyznała jej się otwarcie do kontaktów z buntowniczymi Aes Sedai, co z jej strony było dość ryzykowną grą, lecz konieczną, jeśli chciała zagwarantować sobie lojalność Meidani i jej siatki szpiegowskiej. Mając w pamięci to, jak potraktowana została Meidani podczas posiłku u Elaidy, założyła, że sprawa okaże się dość prosta. Wyglądało jednak na to, że ta kobieta wcale nie była taka uległa, na jaką wyglądała.

– Cóż – rzekła Meidani. – Jeśli nawet to prawda, musisz zdawać sobie sprawę, że wybrano cię jako figurantkę. Marionetkę, za której sznurki pociąga kto inny.

Egwene nic nie odpowiedziała, tylko przez dłuższą chwilę patrzyła rozmówczyni prosto w oczy.

– Nie dysponujesz żadnym prawdziwym autorytetem – kontynuowała Meidani, lecz jej głos lekko drżał.

Egwene wciąż nie spuszczała wzroku. Meidani wpiła się w jej spojrzenie, zmarszczki na jej czole powoli pogłębiały się, zmarszczki wokół ust i na policzkach wyginały gładkie, pozbawione śladów upływu lat oblicze Aes Sedai. Spoglądała badawczo w oczy Egwene niczym mularz, który ogląda kamień, szukając w nim rys, nim położy go na miejsce. Najwyraźniej to, co tam znalazła, tylko pogłębiło jej niepewność.

– Dobrze – rzekła w końcu Egwene, jakby nie uczestniczyła przed momentem w przesłuchaniu – teraz wyjaśnisz mi szczegółowo, dlaczego nie uciekłaś z Wieży. I choć wierzę, że twoje informacje na temat Elaidy mogą okazać się wartościowe, to przecież musiałaś zdawać sobie sprawę, co ci grozi, kiedy Elaida zorientuje się, po czyjej stronie znajduje się twoja lojalność. Dlaczego nie wyjechałaś?

– Ja… Nie mogę powiedzieć – wyznała Meidani, uciekając wzrokiem.

– Rozkazuję ci jako twoja Amyrlin.

– Cóż z tego? Nie mogę powiedzieć – Meidani wbiła wzrok w posadzkę, jakby strasznie czymś zawstydzona.

„Ciekawe” – pomyślała Egwene, skrywając irytację.

– Najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy z powagi swego położenia. Albo uznajesz mój autorytet, albo autorytet Elaidy. Nie ma drogi pośredniej, Meidani. Ze swej strony mogę obiecać ci, co następuje: jeżeli Elaida zachowa Tron Amyrlin, przekonasz się, jak traktuje zdrajczynie, a to będzie raczej nieprzyjemne.

Meidani wciąż nie unosiła wzroku. Mimo początkowego uporu, wyraźnie nie zostało jej już wiele sił.

– Rozumiem. – Egwene wstała. – Zdradziłaś nas, prawda? Przeszłaś na stronę Elaidy z własnej woli, czy dopiero po tym, jak z Beonin wydarto wyznania?

Meidani natychmiast uniosła wzrok.

– Co? Nie! Nigdy nie zdradziłam naszej sprawy! – Jej twarz pobladła, usta zacisnęła w cienką kreskę. – Jak możesz myśleć, że popieram tę okropną kobietę? Z całego serca nienawidzę tego, co uczyniła Wieży.

Cóż, to było dość jednoznaczne oświadczenie, niepozostawiające wiele miejsca na manewry wokół Trzech Przysiąg. Więc albo Meidani mówiła prawdę, albo była Czarną siostrą – choć Egwene jakoś nie potrafiła uwierzyć, aby Czarna ściągała na siebie niebezpieczeństwo zdemaskowania, kłamiąc w sposób, który stosunkowo łatwo można było zweryfikować.

– Dlaczego więc nie uciekłaś? – powtórzyła Egwene. – Dlaczego zostałaś?

Meidani pokręciła głową.

– Nie mogę powiedzieć.

Egwene wzięła głęboki oddech. W całej tej rozmowie coś ją niepomiernie denerwowało.

– A może wyjaśnisz mi chociaż, czemu tak często jesz posiłki z Elaidą? Z pewnością nie chodzi o rozkosze jej towarzystwa…

Meidani się zarumieniła.

– W nowicjacie Elaida i ja byłyśmy przyjaciółkami od poduszki. Siostry postanowiły, że mogłabym odnowić tę przyjaźń i w ten sposób zdobyć być może jakieś wartościowe informacje.

Egwene zaplotła ramiona na piersiach.

– Założenie, że Elaida tak po prostu ci zaufa, wydaje mi się dość naiwne. Z drugiej strony żądza władzy Elaidy popycha ją ku decyzjom, które też zasługują na miano nieodpowiedzialnych, więc być może plan nie był aż taki zły. Ale to już nieważne… skoro Elaida wie, komu jesteś wierna, nigdy ci w pełni nie zaufa.

– Zdaję sobie z tego sprawę. Ale zostało postanowione, że będę udawała, iż nie wiem, że ona wie. Gdybym teraz się wycofała, wiedziałaby, że zostałyśmy ostrzeżone… a nasza obecność tutaj daje nam jedną z nielicznych a cennych przewag nad Elaidą.