Egwene musiała dołożyć wszelkich starań, żeby zapanować nad wyrazem twarzy. Praktycznie rzecz biorąc Seaine właśnie potwierdziła istnienie Czarnych Ajah! Egwene nigdy nie przypuszczała, że usłyszy takie słowa z ust Zasiadającej Komnaty, zwłaszcza w obecności tak wielu świadków. A więc te kobiety przy pomocy Różdżki Przysiąg poszukiwały Czarnych Ajah? Metoda polegała zapewne na tym, żeby każdą z sióstr uwolnić od Trzech Przysiąg, potem zaprzysiąc na nowo i zapytać, czy jest Czarną. Wyglądało to dość rozpaczliwie, choć po namyśle Egwene doszła do wniosku, że w obecnych czasach dopuszczalne są nawet takie środki.
– Przyznaję, że plan jest nawet sensowny – powiedziała w końcu. – Ale jakoś wciąż nie rozumiem, dlaczego kazałyście tej kobiecie złożyć dodatkową przysięgę!
– Czego nie rozumiesz? – upierała się przy swoim Saerin. – Co niby miałyśmy zrobić, wiedząc, że jej lojalność jest w najlepszym razie podzielona? To, że nie jest Sprzymierzeńcem Ciemności, nie oznacza, że nie zdradzi nas w inny sposób.
Przysięga posłuszeństwa była prawdopodobnie głównym powodem, dla którego Meidani nie mogła opuścić Wieży. Uświadomiwszy to sobie, Egwene poczuła dla niej odrobinę współczucia. Wysłana przez Aes Sedai z Salidaru z powrotem do Wieży na przeszpiegi, zapewne przypadkiem znalazła się na drodze prowadzonych przez te kobiety poszukiwań Czarnych Ajah, wpadła w ich ręce, a w końcu wyznała Elaidzie prawdziwy cel swej misji. Tym sposobem znalazła się w polu działań trzech różnych frakcji, z których każda chciała wykorzystać ją do swoich celów.
– Dalej wydaje mi się to niestosowne – stwierdziła Egwene. – Na razie jednak możemy tę sprawę pominąć. Co z Elaidą? Ustaliłyście może, czy należy do Czarnych Ajah? Poza tym chciałabym wiedzieć, kto zlecił wam to zadanie i na jakiej zasadzie powołałyście swoją grupę?
– Coś podobnego! O czym my właściwie z nią rozmawiamy? – obruszyła się Yukiri, prostując i wspierając ręce na biodrach. – Mamy zdecydować, co z nią zrobić, a nie odpowiadać na jej pytania!
– Jeżeli mam pomóc wam w waszej pracy – odpowiedziała Egwene – muszę znać wszystkie fakty.
– Nie jesteś tu po to, aby nam pomagać, dziecko – stwierdziła Doesine. W głosie smukłej Cairhienianki pobrzmiewały twarde tony. – Meidani najwyraźniej przyprowadziła cię tutaj, aby udowodnić sobie, że nie jest do końca naszą marionetką. Zachowała się jak dziecko w napadzie bezsilnej wściekłości.
– Co z resztą? – zapytała Seaine, zwracając się do pozostałych. – Musimy je tu sprowadzić i zadbać, żeby w ich przypadku rozkazy nie pozwalały na równą swobodę interpretacji. Nie chcemy przecież, aby któraś udała się do Amyrlin, nim upewnimy się o jej lojalności wobec Aes Sedai.
„Reszta?” – pomyślała Egwene. „A więc w ten sam sposób zaprzysięgły wszystkie agentki?”. To miało sens. Wystarczyło odkryć jedną, żeby potem bez najmniejszych problemów wyciągnąć z niej imiona pozostałych.
– Chciałabym się jednak dowiedzieć, czy znalazłyście choć jedną Czarną siostrę? – zapytała na głos. – A jeżeli tak, to kim ona jest lub kim one są?
– Nie odzywaj się niepytana, dziecko – ucięła Yukiri, wbijając w Egwene spojrzenie zielonych oczu. -Jeszcze jedno słowo i zadbam o taką karę dla ciebie, że wypłaczesz oczy.
– Wątpię, abyś była w stanie wymyślić coś znacznie gorszego, niż to, co już przeszłam, Yukiri – spokojnie odrzekła Egwene. – Chyba że kazałabyś mi spędzać w gabinecie Mistrzyni Nowicjuszek każdy dzień od rana do wieczora. Poza tym, jeśli mnie do niej poślesz, co mam jej powiedzieć? Że osobiście wyznaczyłaś mi karę? Będzie wiedziała, że dzisiaj nie byłam przez ciebie wezwana. A to może sprawić, że inne siostry zaczną stawiać pytania.
– Możemy nakłonić Meidani, żeby wyznaczyła ci karę – zagroziła Seaine z Białych.
– Nie zrobi tego – poinformowała ją Egwene. – Ona uznaje mój autorytet Amyrlin.
Wszystkie siostry spojrzały na Meidani. Egwene wstrzymała oddech. Meidani jakoś udało się przytaknąć, choć w jej oczach majaczyło przerażenie na myśl, że sprzeciwia się tamtym. Niemniej należała jej się wdzięczność.
Saerin wyglądała na zaskoczoną, choć równocześnie zaciekawioną. Yukiri, wciąż stojąca w wyzywającej pozie, wyraźnie postanowiła nie poddawać się tak łatwo.
– To bez znaczenia. Po prostu rozkażemy jej, aby zleciła ci karę u Mistrzyni Nowicjuszek.
– Doprawdy? – zapytała Egwene. – Wydawało mi się, że na własne uszy słyszałam wasze słowa, zgodnie z którymi rolą czwartej przysięgi jest tylko przywrócenie jedności i zapobieżenie, aby któraś z sióstr nie pobiegła do Elaidy z waszymi tajemnicami. A teraz posługujecie się nią jak pałką zmieniającą siostrę w wasze bezwolne narzędzie?
Po jej słowach w pomieszczeniu zapadła cisza.
– Dlatego właśnie uważam, że przysięga posłuszeństwa jest koszmarnym pomysłem – podjęła po chwili. – Żadna kobieta nie powinna mieć takiej władzy nad drugą. To, jak potraktowałyście tamte pozostałe, niewiele się różni od Przymusu. Wciąż się zastanawiam, czy istnieje jakikolwiek sposób uprawomocnienia tego makabrycznego środka. Widząc, jak traktujecie Meidani i domyślając się, jak zapewne potraktowałyście pozostałe, mam coraz większe wątpliwości.
– Ile razy mam się powtarzać? – warknęła Yukiri, zwracając się do pozostałych sióstr. – Po co marnujemy czas na gdakanie z tą dziewczyną niczym kury na wybiegu? Trzeba podjąć decyzję!
– Rozmawiasz z nią, ponieważ dziewczyna najwyraźniej postanowiła nam się naprzykrzać– odrzekła krótko Saerin, zerkając na Egwene. – Usiądź, Yukiri. Ja się zajmę tym dzieckiem.
Egwene spojrzała Saerin prosto w oczy, czując, jak łomocze jej serce. Yukiri parsknęła, ale usiadła; wnioskując ze spokoju, który powrócił na jej oblicze, zapewne w końcu przypomniała sobie, co to znaczy być Aes Sedai. Nie wolno było zapominać, że ich grupka działała pod ogromną presją. Gdyby Wieża dowiedziała się, czym one się tu zajmują…
Myślała o tym wszystkim, ani na moment nie odrywając wzroku od oczu Saerin. Początkowo założyła, że to Yukiri jest nieformalną przywódczynią grupy – ona i Saerin dysponowały mniej więcej podobnym potencjałem Mocy, a Brązowych sióstr raczej nie cechowało szczególnie wojownicze usposobienie. Jednak popełniła błąd, nie wolno sądzić kobiety tylko na podstawie przynależności do Ajah.
Saerin pochyliła się nad nią, kiedy się odezwała, jej głos był twardy:
– Dziecko, musisz nam okazać posłuszeństwo. Nie możemy cię zaprzysiąc na Różdżkę, poza tym i tak wątpię, abyś taką przysięgę złożyła. Ale nie wolno ci dłużej ciągnąć tej szarady z uzurpowaniem sobie pozycji Zasiadającej na Tronie Amyrlin. Wszystkie wiemy, jak często jesteś karana i jak niewiele z tych kar wynika. A więc pozwolę sobie potraktować cię w sposób, w jaki zapewne cię dotąd nie traktowano, mianowicie odwołując się do rozumu.
– Możesz mówić swobodnie – powiedziała Egwene.
Brązowa siostra parsknęła.
– Bardzo dobrze. Więc po pierwsze: nie możesz być Amyrlin. Pijąc wciąż napar z widłokorzenia, ledwie jesteś w stanie przenosić!
– I do tego ma się sprowadzać autorytet Amyrlin… do siły posługiwania się Mocą? – zdziwiła się Egwene. – Czy nie jest ona nikim więcej jak zabijaką, którego słucha się tylko dlatego, że siłą potrafi wymusić posłuch?
– Cóż, nie – odparła Saerin.