Выбрать главу

Pokręciła głową. Cóż sobie właściwie myślała, sądząc, że rozwiąże zagadkę, nad którą biedzili się uczeni? Ale komu innemu można było powierzyć to zadanie? Zapewne Brązowe Ajah były lepiej od niej przygotowane do takiej pracy, ale czy można było im zaufać? Nawet te, które zaprzysięgły wierność Randowi, mogły dojść do przekonania, że dla jego własnego dobra lepiej przed nim tę tajemnicę zataić. Rand ze swej strony był zbyt zajęty, poza tym ostatnimi czasy nie miał szczególnej cierpliwości do książek. Zostawała Min. Z czasem fragmenty układanki powoli zaczęły się układać w jej głowie, jednak wciąż pozostawało wiele – zbyt wiele – pytań bez odpowiedzi. Czuła, że zbliża się do rozwiązania, lecz równocześnie bała się zapoznać Randa z rezultatami swoich przemyśleń. Jak zareaguje?

Westchnęła, przerzucając karty książki. Dawno temu, zanim się to wszystko zaczęło, nawet nie przyszłoby jej do głowy, że właśnie ona, ze wszystkich kobiet, zgłupieje na punkcie jakiegoś mężczyzny. A jednak oto siedziała tu z nim, a wcześniej wędrowała za nim po świecie, przedkładając jego potrzeby nad swoje. Oczywiście nie oznaczało to, że jest jego zabaweczką, niezależnie od tego, co mówili ludzie w obozie. Szła za Randem, ponieważ go kochała i wiedziała – w całkowicie pewny i bezpośredni sposób – że on też ją kocha. I choć z każdym dniem stawał się coraz bardziej oschły, choć targały nim coraz większe gniew i rozpacz, wciąż ją kochał. I dlatego też robiła wszystko, żeby mu pomóc.

Gdyby udało jej się rozwiązać zagadkę zapieczętowania więzienia Czarnego, przecież nie tylko Rand by na tym skorzystał, lecz cały świat. Jakie to ma znaczenie, że żołnierze w obozie nie znają jej prawdziwej wartości? To pewnie nawet lepiej, jeśli w ich oczach uchodzi za kogoś zupełnie nieważnego. Każdy zabójca nasłany na Randa powinien śmiało zignorować Min. I wtedy niedoszły asasyn przekona się, ile warte są noże, które nosiła poukrywane w rękawach. Wprawdzie nie posługiwała się nimi równie zręcznie co Thom Merrilin, lecz wiedziała, jak zabić.

We śnie Rand przewrócił się z boku na bok, potem znowu znieruchomiał. Kochała go. Ani przez chwilę nie zastanawiała się nad tym wyborem, to serce – albo Wzór, albo Stwórca, albo co tam kierowało tymi sprawami – zdecydowało za nią. Teraz nie mogła już odmienić swych uczuć, choćby nie wiadomo jak chciała. Nawet jeśli oznaczało to niebezpieczeństwo, konieczność znoszenia spojrzeń żołnierzy, jeśli oznaczało to… że musi się nim podzielić z innymi.

Rand znowu się poruszył. Tym razem jęknął, a po chwili otworzył oczy. Uniósł kikut, jakimś sposobem wyglądał na znacznie bardziej zmęczonego niż przed snem. Miał na sobie tylko bieliznę, spod koca wyglądała obnażona pierś. Siedział bez ruchu dłuższą chwilę, potem wstał i podszedł do zawartych okiennic.

Min zamknęła książkę.

– Co ty sobie właściwie wyobrażasz, pasterzu? Spałeś ledwie parę godzin!

Rand otworzył okiennice, a potem okno, wpuszczając do środka mrok nocy. Zbłąkany podmuch wiatru zatańczył z płomieniem lampy.

– Rand? – zaniepokoiła się Min.

Kiedy wreszcie się odezwał, mówił tak bełkotliwie, że ledwie potrafiła wyróżnić kolejne słowa:

– On jest w mojej głowie. Zniknął, kiedy spałem. Teraz znowu wrócił.

Skuliła się w fotelu. Światłości, jakże nienawidziła słuchać o ogarniającym go szaleństwie. Do niedawna miała nadzieję, że po oczyszczeniu saidina oddziaływanie skazy na jego umysł ustanie.

– Jaki on? – zapytała, starając się mówić jak najbardziej spokojnie. – Głos… Lewsa Therina?

Odwrócił się, chmury nocnego nieba układały się w aureolę wokół głowy, słabe światło lampy kładło nierówne cienie na twarz.

– Rand – powtórzyła, odkładając książkę i stając obok niego przy oknie. – Musisz z kimś porozmawiać. Nie możesz wciąż tego dusić w sobie.

– Muszę być silny.

Wzięła go za rękę, odwróciła ku sobie.

– Wydaje ci się, że nic mi nie mówiąc, dowodzisz swej siły?

– To nie…

– Właśnie, że tak. Za tymi twoimi oczami Aiela dzieją się różne rzeczy. Rand, czy ty naprawdę uważasz, że przestanę cię kochać tylko dlatego, że słyszysz głosy w głowie?

– Przerazisz się.

– Och – westchnęła, splatając ramiona na piersiach. – A więc taki ze mnie kruchy kwiatuszek, co?

Otworzył usta, wyraźnie szukając słów, jak to niegdyś miał w zwyczaju. Kiedy nie był nikim więcej niż pasterzem, któremu przydarzyło się trafić w wir przygód.

– Min, wiem, że jesteś silna. Wiesz, że wiem.

– Wobec tego zaufaj mi, że okażę się dość silna, by znieść to, co masz w sobie – powiedziała. – Nie możemy wciąż udawać, że nic się nie stało. – Tym razem zdecydowana była się nie poddawać. – Skaza zostawiła na tobie swój ślad. Wiem o tym, czuję to. Ale jeśli nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, to z kim?

Przeczesał dłonią włosy, odsunął się od niej i zaczął przechadzać po pokoju.

– Niech sczeźnie to wszystko, Min! Jeżeli wrogowie odkryją moje słabości, nie zawahają się ich wykorzystać. Czuję się tak, jakbym był ślepy. Biegnę w ciemnościach nieznaną drogą. Nie mam pojęcia, dokąd prowadzi i czy nie kończy się przeklętą przepaścią!

Urwał, a wtedy schwyciła go za ramię i przytrzymała.

– Powiedz mi.

– Uznasz, że oszalałem.

Parsknęła.

– Już uważam cię za głupka z wełną w głowie. Nie wiem… może być jeszcze gorzej?

Przyjrzał się jej uważnie i po chwili rysy jego twarzy odrobinę zelżały. Usiadł na skraju łóżka, westchnął cicho. Niemniej to już jakiś postęp.

– Semirhage miała rację – zaczął tłumaczyć. – Słyszę… rzeczy. Głos. Głos Lewsa Therina, Smoka. Mówi do mnie, z sensem, jego słowa układają się w adekwatne reakcje na otaczające wydarzenia. Czasami próbuje wyrwać mi saidina. I… czasami mu się udaje. To szaleniec, Min. Ze szczętem obłąkany. Ale to, co potrafi robić z Mocą, jest zupełnie niesamowite.

Wbił wzrok w przestrzeń. Min zadrżała. Światłości! Posługuje się Mocą pod dyktando głosu słyszanego w głowie? Co to ma znaczyć? Że pozwala, aby szalona część jego umysłu przejmowała nad nim panowanie?

Pokręcił głową.

– Semirhage twierdzi, że to tylko obłęd, sztuczki mojego umysłu, lecz Lews Therin wie o rzeczach… o rzeczach, o których ja nie mam i nie mogę mieć zielonego pojęcia. O rzeczach z historii, o Jedynej Mocy. Przecież miałaś wizję, w której ukazałem ci się pod postacią dwóch ludzi zlewających się w jedność. To oznacza, że ja i Lews Therin Telamon jesteśmy dwiema różnymi osobami! On jest prawdziwy.

Podeszła i usiadła obok niego.

– Rand, on jest tobą. Albo ty jesteś nim. Koło ponownie wplotło was we Wzór. Te wspomnienia, te niezwykłe rzeczy, które potrafisz zrobić, to pozostałości tego, kim byłeś niegdyś.

– Nie – zaprotestował Rand. – On jest szalony, Min, ja nie jestem. Poza tym jemu się nie udało. Ja nie zawiodę. Nie podzielę jego losu. Nie skrzywdzę tych, których kocham, jak to on uczynił. A kiedy pokonam Czarnego, zrobię to tak, żeby nie mógł zaraz powrócić i nękać nas znów.

Trzy tysiące lat to było „zaraz”? Objął ją ramieniem.

– A ma to jakiekolwiek znaczenie?– zapytała. – Co za różnica, czy chodzi o innego człowieka, czy tylko o wspomnienia z przeszłości, jeśli wiedzę można wykorzystać.

– No właśnie – zauważył Rand, znów zatapiając się w sobie. – Ale boję się korzystać z Jedynej Mocy. Kiedy to robię, ryzykuję, że on przejmie kontrolę. Nie można mu ufać. Przecież nie chciał jej zabić, a jednak to zrobił, takie są fakty. Światłości… Illyeno…