Выбрать главу

Nie był to najszczęśliwszy sposób rozwiązywania problemów. Ludzie są istotami zbyt skomplikowanymi, aby dało się je zamknąć w zbiorze reguł czy liczb. Oczywiście bywały w życiu chwile, kiedy wbrew wszystkiemu należało trwać przy czystej logice, jednak w innych chwilach należało odwołać się do emocji.

Rand był problemem, którego dotąd unikała – zgodnie z tym, co sobie przykazała, problemy powinna rozwiązywać po kolei. Z drugiej strony, planować należało z wyprzedzeniem. Jeżeli w ogóle nie będzie się zastanawiać nad tym, co począć ze Smokiem Odrodzonym, znajdzie się w końcu w takiej samej sytuacji co Elaida.

Rand nie był już tym mężczyzną, którego kiedyś znała. Niemniej zręby jego osobowości musiały pozostać identyczne. Widziała przecież, jak szalał ze złości w trakcie ich wspólnej wyprawy przez Pustkowie Aiel. W dzieciństwie nie zdarzały mu się takie wybuchy, ta wściekłość musiała jednak tkwić w nim od samego początku. Taki temperament nie rodzi się z dnia na dzień, po prostu w Dwu Rzekach nie było sposobności, by znalazł ujście.

Wspominając tamte miesiące, rozumiała teraz, że z każdym dniem stawał się coraz twardszy. Ale też wyzwania, jakim musiał stawiać czoła, były nadzwyczajne. Jak postępować z takim człowiekiem? Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia.

Niemniej rozmowa, w której uczestniczyła, tak naprawdę nie miała nic wspólnego z Randem. Ferane próbowała się dowiedzieć, jaką kobietą jest Egwene.

– Rand al’Thor jest we własnych oczach kimś w rodzaju cesarza – powiedziała Egwene. – Biorąc pod uwagę okoliczności, pewnie ma rację. Można więc oczekiwać, że zareaguje nerwowo, gdy uzna, że popycha się go w określoną stronę lub stosuje innego rodzaju naciski. Gdybym to ja odpowiadała za stosunki z nim, wysłałabym do niego honorowe poselstwo.

– Ceremonialną procesję? – spytała Ferane.

– Nie – sprzeciwiła się Egwene. – Ale też nic nazbyt banalnego. Powiedzmy delegacja złożona z trzech Aes Sedai pod przewodnictwem Szarej siostry, której towarzyszyłyby Zielona i Błękitna. Dzięki utrwalonym w przeszłości powiązaniom zapewne życzliwym okiem spojrzałby na Błękitne. Zielone zaś są powszechnie postrzegane jako opozycja względem Czerwonych, co byłoby subtelną wskazówką, że zdecydowałyśmy się na współpracę z nim i porzuciłyśmy wszelkie myśli o ujarzmieniu go. Szara zaś dlatego, że jej udział byłby odwołaniem się do oczekiwanej procedury, lecz również dlatego, że tam, gdzie się wysyła Szare, myśli się nie o wojnie, lecz o negocjacjach.

– Sensowna logika – stwierdziła Tesan, kiwając głową.

Ferane nie dała się tak łatwo przekonać.

– Zdarzało się już, że tak zorganizowane delegacje zawodziły. Nie mylę się chyba, sądząc, że delegacji Elaidy również przewodziła Szara siostra.

– Tak, lecz delegacja Elaidy miała niewłaściwy skład – odparła Egwene.

– Dlaczegóż to?

– W pierwszym rzędzie dlatego, że stał za nią autorytet Czerwonych Ajah – wyjaśniła Egwene, rozłupując orzech. – Nie bardzo potrafię pojąć, dlaczego w epoce Smoka Odrodzonego na Tron Amyrlin wyniesiono Czerwoną siostrę. Czy sam ten akt nie może być odczytany jako próba wywołania animozji między nim a Wieżą?

– Z drugiej strony – zareplikowała Ferane – można by rzec, że w tych trudnych czasach potrzeba nam właśnie Czerwonych, ponieważ one mają największe doświadczenie w postępowaniu z mężczyznami, którzy potrafią przenosić.

– „Postępowanie” to nie to samo co „współpraca” – powiedziała Egwene. – Zgodzę się, że nie można pozwolić, aby Smok Odrodzony swobodnie krążył po świecie, odkąd jednak Biała Wieża para się porywaniem ludzi i przymuszaniem ich do swej woli? Czyż nie uważa się nas za najsubtelniejsze i najostrożniejsze spośród wszystkich podmiotów aktywnych w polityce? Czyż nie szczycimy się swymi umiejętnościami nakłaniania innych, aby postępowali w taki sposób, jak chcemy, sądząc równocześnie, że kierują nimi całkowicie własne pomysły? Kiedyż to zamykałyśmy królów w skrzyniach i biłyśmy ich za okazane nieposłuszeństwo? Dlaczego właśnie teraz… ze wszystkich czasów, jakie Światłość nam zesłała… zrezygnowałyśmy z naszych subtelnych metod i zamiast tego uciekłyśmy się do zachowań zwykłych zbirów?

Ferane wybrała pieczołowicie orzech z miseczki. Pozostałe siostry popatrywały po sobie niepewnie.

– Jest sens w tym, co mówisz – przyznała w końcu Zasiadająca Komnaty z ramienia Białych.

Egwene odłożyła na bok dziadka do orzechów.

– Rand al’Thor jest w głębi serca dobrym człowiekiem, lecz potrzeba mu rady i przewodnictwa. A epoka, która nastała, zmusza nas do szczególnie subtelnych działań. Żeby korzystać z naszych rad, musi nam ufać bardziej niż komukolwiek innemu. Powinniśmy go przekonać, że wsłuchanie się w nasze słowa będzie wyrazem mądrości. A zamiast tego traktujemy go niczym niesforne dziecko. I nawet jeśli w istocie nie jest niczym więcej, nie może się zorientować, że takim go widzimy. Skutkiem naszej niezręczności jest sytuacja, w której kilka Aes Sedai trafiło w jego niewolę, a innym jego Asha’mani nałożyli za jego przyzwoleniem więzi zobowiązań.

Ferane wyprostowała się sztywno w krześle.

– Najlepiej nie wspominać o tym okropieństwie.

– O co tu chodzi? – zapytała Tesan, przyciskając dłoń do piersi. Niektóre Białe siostry ledwie zwracały uwagę na świat wokół nich. – Ferane? Wiedziałaś o tym?

Ferane nie odpowiedziała.

– Ja… słyszałam tylko pogłoski – odezwała się posągowa Miyasi. – Gdyby miały okazać się prawdą, nie można tego tak zostawić.

– Właśnie – zgodziła się Egwene. – Lecz na nasze nieszczęście, nie możemy się teraz zajmować al’Thorem.

– Ale przecież to on stanowi największy problem, z jakim musi się borykać świat – powiedziała Tesan ze skurczoną twarzą, pochylając się naprzód. – W pierwszym rzędzie to nim trzeba się zająć.

– Nie – sprzeciwiła się Egwene. – Są inne kwestie.

Miyasi zmarszczyła brwi.

– W obliczu nadciągającej Ostatniej Bitwy jakoś nie potrafię dostrzec kwestii, które byłyby ważniejsze.

Egwene pokręciła głową.

– Gdybyśmy skupiły się wyłącznie na problemie Randa, byłybyśmy niczym farmer, który smutno zagląda na skrzynię wozu i martwi się, że nie ma żadnych towarów na sprzedaż, a równocześnie nie dostrzega pękniętej osi. Jeżeli załadujemy wóz, nie naprawiwszy wpierw koła, doprowadzimy tylko do jego zniszczenia i znajdziemy się w sytuacji gorszej niż przedtem.

– Co ty właściwie chcesz nam tutaj zasugerować? – dopytywała się Tesan.

– Rozumiem – powiedziała Ferane. – Mówisz o podziale w Białej Wieży

– Czy pęknięty głaz może być kamieniem węgielnym? – zapytała Egwene. – Czy zetlały sznur okiełzna spanikowanego konia? Jakim sposobem możemy w naszym obecnym stanie w ogóle marzyć, że poradzimy sobie z samym Smokiem Odrodzonym?

Ferane weszła jej w słowo:

– A ty ze swojej strony tylko pogłębiasz ten podział, upierając się, że jesteś Zasiadającą na Tronie Amyrlin.

– Czy gdybym wycofała swe roszczenia do Tronu, Wieża znów stałaby się jednością?

– Z pewnością by to nie zaszkodziło.

Egwene uniosła brwi.

– Przyjmijmy więc na chwilę, że wycofuję swe roszczenia. Załóżmy, że jestem w stanie przekonać frakcję buntowniczek, aby powróciły do Białej Wieży i zaakceptowały władzę Elaidy. – Jej brwi uniosły się jeszcze wyżej, co miało podkreślać nieprawdopodobieństwo przyjętych założeń. – Czy to położyłoby kres podziałom?

– Właśnie powiedziałaś, że tak – stwierdziła Tesan, marszcząc czoło.

– Doprawdy? – zdziwiła się Egwene. – Czy siostry przestałyby przemykać się korytarzami, obawiając zostać same? Czy grupki kobiet z różnych Ajah przestałyby patrzeć na siebie wrogo, gdy tylko przychodzi im mijać się w Wieży? Z całym należnym szacunkiem, proszę was, byście mi odpowiedziały, czy zrezygnowałybyście wówczas z noszenia swych szali i przestałybyście odczuwać potrzebę demonstrowania przynależności do swych Ajah?