Zaczepiła najbliżej stojącą nowicjuszkę, myszowatą dziewczynę, prawdopodobnie znacznie starszą niż sugerował jej wygląd – nie mogło być inaczej, ponieważ wyglądała na oko na dziewięć lat.
– Potrzebuję posłańca – poinformowała ją Siuan. – Sprowadź tu jednego z łączników, których lord Bryne pozostawił w obozie, by przekazywali mu wieści. Szybko!
Dziewczyna pisnęła i pobiegła.
– Co robisz? – zapytała Sheriam.
– Ratuję nasze życie – wyjaśniła Siuan, patrząc złym okiem na zgromadzony wokół tłum nowicjuszek. – Wszystko jest w jak najlepszym porządku! – warknęła. – Dość gapienia. Jeżeli odwołano wam lekcje z powodu tego fiaska, znajdźcie sobie jakieś zajęcie. Każda nowicjuszka, która za dziesięć sekund będzie wciąż stała na tym chodniku, popamięta tak, że nie będzie umiała policzyć do dziesięciu!
Na te słowa rozpoczął się pospieszny masowy exodus białych sukienek. Wkrótce na miejscu pozostała jedynie niewielka grupka Przyjętych oraz Sheriam i Siuan. Siuan obrzuciła Przyjęte spojrzeniem, pod którym te skuliły się, lecz nic nie powiedziała. Do przywilejów, jakimi się cieszyła ta grupa inicjowanych Wieży, zaliczała się większa swoboda. Zresztą dopóki Siuan mogła przemieszczać się na nikogo nie wpadając, była zadowolona.
– Przede wszystkim interesuje mnie, dlaczego to spotkanie nie zostało Zapieczętowane Płomieniem? – zwróciła się do Sheriam.
– Nie mam pojęcia – wyznała zapytana, zerkając do wnętrza wielkiego namiotu. – Wieści, jeśli prawdziwe, są dość przerażające.
– W końcu to musiało nastąpić – stwierdziła Siuan, choć wewnątrz nie czuła spokoju, jakim miały emanować jej słowa. – Nie da się długo ukrywać wiedzy, że Podróżowanie jest możliwe i że ktoś odkrył je na nowo.
„Co się stało?” – zastanawiała się. „Chyba nie złamały Egwene? Światłości spraw, aby się nie okazało, że to ona lub Leane zostały zmuszone do wyjawienia naszej tajemnicy… Beonin. To musiała być ona. Żeby to wszystko sczezło!”.
Pokręciła głową.
– Niech Światłość sprawi, by udało nam się przynajmniej utrzymać tajemnicę Podróżowania przed Seanchanami. Kiedy zaatakują Wieżę, będziemy potrzebować chociaż tej przewagi.
Sheriam zmierzyła ją wzrokiem, jej wątpliwości wyraźnie odbijały się na twarzy. Większość sióstr nie wierzyła, że Egwene Śniła prawdziwy sen o ataku na Wieżę. Głupie – miały ochotę łowić ryby, ale nie chciało im się później ich patroszyć. Nie po to wybiera się Amyrlin, żeby potem lekceważyć jej ostrzeżenia.
Czekała więc na to, co przyniesie dalszy ciąg spotkania, niecierpliwie nasłuchując głosów dobiegających z namiotu. W pewnym momencie zaczęła się zastanawiać, czy nie przyjdzie jej wysłać kolejnej nowicjuszki, ale właśnie wtedy przed namiotem pojawił się jeden z łączników Bryne’a, w schludnym mundurze i z krótko przystrzyżonymi brązowymi włosami. Dosiadał jakiegoś wściekłego potwora o barwie bezksiężycowej nocy i z opaskami bieli tuż nad kopytami, który parsknął na Siuan, gdy tylko jeździec osadził go w miejscu. Naprawdę musiał przyprowadzać tu to monstrum?
– Aes Sedai? – zwrócił się do nich mężczyzna, kłaniając się z siodła. – Chciałyście przekazać informację lordowi Bryne?
– Tak– potwierdziła Siuan. – A ty zaniesiesz mu ją najszybciej, jak to tylko możliwe.
Żołnierz skinął głową.
– Powiedz lordowi Bryne’owi… – zaczęła Siuan. – Powiedz mu, aby zwracał uwagę na flanki. Nasz wróg wszedł w posiadanie środków transportu, dzięki którym się tutaj dostaliśmy.
– Stanie się, jak każecie.
– Powtórz wiadomość – poleciła Siuan.
– Oczywiście, Aes Sedai – szczupły mężczyzna skłonił się znowu. – Lecz powinienem was poinformować, że od ponad dziesięciu lat jestem łącznikiem przy sztabie generała. Moja pamięć…
– Przestań – weszła mu w słowo Siuan. – Nie interesuje mnie, od jak dawna pełnisz swoją służbę. Nie interesuje mnie, jak dobra jest twoja pamięć. Nie interesuje mnie też, czy jakimś pokrętnym zrządzeniem losu nie proszono cię przedtem tysiące razy o przekazanie informacji o identycznej treści. Powtórz, co ci powiedziałam.
– Hmm, tak, Aes Sedai. Mam przekazać lordowi generałowi, żeby zwracał uwagę na flanki. Nasz wróg nauczył się metod transportu, dzięki którym się tutaj dostaliśmy.
– Dobrze. Jedź.
Żołnierz się ukłonił.
– Już!
Tamten zawrócił swego strasznego konia i galopem wyjechał z obozu; poły płaszcza powiewały mu za plecami.
– O co ci chodziło? – zapytała Sheriam, odrywając wzrok od posiedzenia Komnaty, które wciąż trwało w namiocie.
– Chcę być pewna, że nie obudzimy się w środku nocy otoczone przez armię Elaidy – wyjaśniła Siuan. – Założę się, że jestem jedyną, której przyszło do głowy uprzedzić naszego generała, że wróg właśnie pozbawił nas naszej największej przewagi taktycznej. I na tym koniec z oblężeniem.
Sheriam zmarszczyła brwi, jakby wcześniej nie przyszło jej to do głowy. Z pewnością nie była jedyną, która tak by zareagowała. Och, znajdą się siostry, które już myślały o wysłaniu słowa do generała i które w końcu to zrobią. Jednak dla zgromadzonej tu większości prawdziwą katastrofą nie był fakt, że armia Elaidy dysponowała teraz możliwością oskrzydlenia ich pozycji ani że oblężenie Bryne’a straciło sens. Dla nich katastrofa miała wymiar głównie osobisty: wiedza, której strzegły, wpadła w niepowołane ręce. Dotąd Podróżowanie było ich, teraz miała je też Elaida! Tak właśnie myślały Aes Sedai. Najpierw poczucie urażonej dumy, potem praktyczne wnioski.
A może po prostu Siuan nie mogła już znieść przepełniającego ją rozgoryczenia. Kiedy o tym pomyślała, w namiocie którejś w końcu przyszło do głowy, żeby Zapieczętować spotkanie Płomieniem i Siuan nie miała już tu czego szukać. Odwróciła się i zeszła z drewnianego chodnika na ubitą ziemię. Wokół niej w tę i we w tę śpieszyły nowicjuszki, uciekając spojrzeniami, ale kłaniając się przepisowo.
„Dzisiaj nieszczególnie mi wychodziło udawanie słabej istotki” – pomyślała i się skrzywiła.
Biała Wieża obracała się w ruinę. Ajah wykańczały się wzajemnie w małostkowych walkach. Nawet tutaj, w obozie Egwene, więcej czasu zajmowała polityka niż przygotowania do nadciągającej burzy.
A Siuan po części była odpowiedzialna za tę sytuację. Okoliczności oceniała dość trzeźwo – Elaida i jej Ajah oczywiście ponosiły za wszystko znaczną część odpowiedzialności. Lecz czy w ogóle doszłoby do rozpadu Wieży, gdyby Siuan wcześniej kładła większy nacisk na współpracę między Ajah? W końcu Elaida nie musiała się aż tak bardzo napracować nad swoim przewrotem. Każdy podział w Wieży miał swoje początki w nieznacznych rysach, które powstały za kadencji Siuan jako Amyrlin. Gdyby bardziej się przykładała do roli mediatorki między frakcjami Białej Wieży, może mogłaby natchnąć te kobiety większą siłą? Czy mogła sprawić, by przy pierwszej okazji nie rzucały się na siebie niczym ryby brzytwy zdjęte morderczym szałem?
Smok Odrodzony był ważny. Lecz był tylko jedną z postaci, wokół których układał się splot Wzoru w te ostatnie dni. Zbyt łatwo było o tym zapomnieć, zbyt trudno było oderwać wzrok od dramatycznego bohatera legend i przypomnieć sobie, że na świecie żyją jeszcze inni ludzie.
Westchnęła, podniosła z ziemi kosz z praniem i odruchowo sprawdziła, czy wszystko jest w środku. Kątem oka zobaczyła nadchodzącą bocznym chodnikiem postać w bieli.
– Siuan Sedai?
Siuan uniosła wzrok i zmarszczyła brwi. Nowicjuszka, która przed nią stała, była jedną z najbardziej oryginalnych postaci w obozie Aes Sedai. Blisko siedemdziesięcioletnia Sharina miała pomarszczoną, pobrużdżoną twarz dobrotliwej staruszki. Siwe włosy upinała w kok i choć wiek jeszcze nie przygiął jej do ziemi, miała w sobie pewną powolność kojarzoną z liczbą lat spoczywających na barkach. Widziała już tyle, tyle zrobiła, tyle przeżyła. I w przeciwieństwie do Aes Sedai, Sharina naprawdę żyła przez te wszystkie lata. Pracowała, założyła rodzinę, a nawet pogrzebała swoje dzieci.