— Adam, przyjrzałeś się dokładniej odstępom między jednostkami przeciwnika? — spytał. Towson spojrzał na niego, unosząc brwi.
— Nie, sir — przyznał. — Co w nich takiego ciekawego?
Trikoupis podświetlił i powiększył interesujący go fragment szyku.
— Popatrz na środek. Pionowe odstępy są takie same jak gdzie indziej, ale poziome większe, przez co jest on wydłużony na prawo i wygląda prawie jak stożek skierowany czubkiem w nas.
— Widzę, sir — odparł Towson, nadal zaskoczony. — Przyznaję, że nie rozumiem sensu takiego szyku. Być może dzięki niemu ich sensory dają lepszy odczyt, bo nie ma interferencji, ale kiedy zacznie się pojedynek rakietowy, ta wątpliwa przewaga przestanie istnieć i zmieni się w problem: te okręty będą musiały skręcić w prawo, by móc użyć burtowych wyrzutni, a jeśli wykonają zwrot w lewo, uniemożliwią wykonanie salw kilku jednostkom znajdującym się w stożku.
— Zgadza się, a formacja jest zbyt ciasna i okręty zbyt dobrze utrzymują swoje miejsca, by był to przypadek czy wynik braku umiejętności. To celowy szyk, tylko zastanawiam się, dlaczego został przyjęty…
— Nie mam pojęcia, sir — przyznał Towson.
— Ja też… — powiedział wolno Trikoupis. — Chyba że… tak, sądzę, że mamy do czynienia z pierwszą próbą stworzenia nowej doktryny przeciwlotniczej.
— Przeciwlotniczej, sir?
— „Przeciwkutrowej” to zdecydowanie głupio brzmi, prawda? — uśmiechnął się Trikoupis. — Są lotniskowce, niech więc będzie przeciwlotnicza. Prawdę mówiąc, byłem zaskoczony, że wcześniej się z czymś podobnym nie zetknęliśmy. Biorąc pod uwagę to, co stało się w Hancock, ja na ich miejscu byłbym przerażony możliwościami nowych kutrów. Skoro nie wprowadzili później żadnych środków ostrożności, przyjąłem, że ponieśli aż takie straty, że nie wiedzą, z czym się zetknęli, ale teraz wychodzi na to, że to nie całkiem tak…
— Przy takim założeniu ten szyk ma sens — przyznał Towson. — Sensory wysuniętych jednostek mają czyste pole, nie zakłócone interferencją ekranów sąsiadów przynajmniej z jednej strony formacji. I proszę spojrzeć na okręty osłony, sir.
Towson wstukał odpowiednie polecenie i na ekranie pojawiły się podświetlone symbole krążowników liniowych i ciężkich.
— Większość jest cofnięta w stosunku do sił głównych i bardziej rozrzucona na skrzydła — dodał. — To osłabia wprawdzie skuteczność wsparcia ogniowego obrony antyrakietowej tak samej osłony, jak i jej współdziałania z okrętami liniowymi, ale znacznie zwiększa zasięg ich sensorów na boki i tyły. I zasięg rakiet także. Co prawda kosztem gęstości ognia, ale w ten sposób mogą pokryć znacznie większy obszar przestrzeni. To sensowne, jeśli mają nadzieję wcześnie odkryć zbliżające się kutry, bo wtedy mogliby je ostrzelać już w czasie podejścia. Tylko jeśli to rzeczywiście jest próba obrony przed atakiem kutrów, to dlaczego zastosowali taki manewr połowicznie, sir? Rzeczywiście uzyskują lepszy odczyt sensorów i prawdopodobnie lepsze pole ostrzału z tej strony formacji, ale nie zmienia to sytuacji po stronie drugiej.
— Nie wiem — przyznał Trikoupis. — Podejrzewam, że nadal nie są zbyt pewni własnych umiejętności manewrowych i dowodzący uznał, że gdyby musieli gwałtownie zmienić kurs, taka formacja sprawi im wystarczająco dużo kłopotów, ale manewr powinien się udać. Natomiast gdyby równocześnie zmienił je z obu stron… Nie chciałbym tego próbować z graysońskimi czy królewskimi okrętami bez naprawdę długich ćwiczeń. Wydaje mi się, że to, co widzimy, to kompromis między tym, co chcieliby osiągnąć, a tym, na co ich stać. A to znacznie zwiększa mój szacunek dla osoby, która wpadła na ten pomysł. Perspektywa pełnego wykonania musiała być naprawdę kusząca, ale ten ktoś był na tyle inteligentny, by ograniczyć się do tego, co powinno być wykonalne, zamiast stracić wszystko, chcąc osiągnąć zbyt wiele zbyt szybko.
— Rozumiem, sir. Ale chyba nie wyjdzie im to na zdrowie, gdy zacznie się pojedynek rakietowy. Chyba że do tego czasu wrócą do klasycznego szyku.
— Nie sądzę, by tak postąpili. Gdyby mieli taki zamiar, już by to zrobili. Oho, zmieniają kurs na lewą burtę.
Towson kiwnął głową, ale nie odpowiedział, gdyż był zajęty wydawaniem rozkazów. Trikoupis postanowił mu nie przeszkadzać, jako że sprawy zaszły tak daleko, że miał już niewielki wpływ na ostateczny wynik starcia. Teraz wyszkolenie, planowanie, rozmieszczenie i zaskoczenie należały już do przeszłości. Obie strony mogły już tylko stosować proste manewry wymuszone przez zmniejszającą się odległość i liczbę rakiet, jakimi każda z nich dysponowała. On i Malone zostali chwilowo zepchnięci do roli widzów o wysokich rangach, zmuszonych polegać na podkomendnych.
Towson miał rację — ta nietypowa formacja musiała osłabić obronę antyrakietową, a na dodatek stanowiące czubek stożka jednostki znajdowały się bliżej jego okrętów niż pozostałe, czyli były łatwiejszymi celami, utrudniającymi na domiar złego pozostałym pełne wykorzystanie stanowisk obrony przeciwrakietowej. Ale były to w sumie niewielkie niedogodności wobec korzyści, jaką powinien przynieść ten szyk w przypadku ataku kutrów. A idealnym momentem do rozpoczęcia takiego ataku było rozpoczęcie pojedynku rakietowego. Nadlatujące rakiety zagłuszyłyby część systemów naprowadzania, ogłupiły inne i zmusiły oficerów taktycznych do błyskawicznego decydowania, do czego strzelać: do rakiet czy do kutrów. Dlatego przeciwnik nie mógł zmienić szyku. I nie zmieniał.
— Zbliżamy się do ustalonej granicy otwarcia ognia, sir!
— Proszę zacząć strzelać zgodnie z otrzymanymi rozkazami, komandorze Towson — polecił formalnie Trikoupis.
— Przeciwnik utrzymuje stałe przyspieszenie pięćset dziesięć g, czyli pięć kilometrów na sekundę kwadrat, towarzyszu admirale — zameldował Okamura.
— Hm… — Admirał Groenewold pomasował podbródek.
Biorąc poprawkę na skuteczność nowych modeli kompensatorów bezwładnościowych Królewskiej Marynarki, było to przyspieszenie stosowne dla superdreadnoughta holującego zasobniki. Ale równocześnie było zbyt duże dla lżejszych jednostek, gdyby holowały maksymalną możliwą ich liczbę. Oznaczało to, że albo nie mają ich wcale, albo jedynie niewielką część, bo w przeciwieństwie do superdreadnoughtów nie posiadały ani wystarczającej liczby generatorów promieni ściągających, ani miejsca, by holować je w przestrzeni objętej ekranami.
Ponieważ dysponował prawie trzykrotną przewagą w okrętach liniowych, a zarówno one, jak i pozostałe jednostki holowały pełen ładunek zasobników, wyglądało na to, że obrońcom za chwilę zrobi się gorąco i nieprzyjemnie. Delikatnie rzecz ujmując.
Niepokoiło go, że o tym samym musiał wiedzieć dowodzący siłami broniącymi systemu, a mimo to dążył do boju spotkaniowego. Powody mogły być tylko dwa — albo był durniem, co jak się okazało po pierwszej kontrofensywie, zdarzało się nawet w szeregach Royal Manticoran Navy, choć nieczęsto, albo uważał, że znał sposób na wyrównanie szans. A więc w każdej chwili mogą natknąć się na superkutry, które wyłączą elektroniczne maskowanie i rozpoczną atak…
— Proszę przekazać jednostkom osłony, by zdwoiły czujność — polecił. — Jeżeli przeciwnik dysponuje jakimiś superkutrami, to lada moment ich użyje!
— Wszystkie okręty ognia! — rozkazał Adam Towson.
I wszystkie zasobniki holowane przez okręty stanowiące pikietę Elric odpaliły wszystkie posiadane rakiety. A dzięki trzem superdreadnoughtom rakietowym tak wszystkie okręty, jak i cztery udawane przez boje superdreadnoughty dysponowały maksymalną możliwą ich liczbą.