Ellen uniosła uprzejmie brew w niemym pytaniu i Elżbieta machnęła niecierpliwie ręką.
— Nie udawaj niewiniątka! Od ponad trzydziestu lat dowodzisz moją osobistą ochroną i znasz członków mojej rodziny przynajmniej tak dobrze jak ja! A prawdopodobnie lepiej, bo nie cierpisz na matczyną krótkowzroczność w przypadku moich dzieci! Wiem, że Ariel lubi Rivkę, ale przyznam, że nie rozważałam jej jako jego potencjalnej małżonki.
— I on, i Królestwo mogli trafić znacznie gorzej, Wasza Wysokość — odparła po chwili namysłu Shemais. — Nie wiem, czy ten związek skończy się małżeństwem, choć jest to prawdopodobne. Mimo że w tej chwili miłość zrobiła obojgu kisiel z mózgów, tak w ogóle jest miłą, rozsądną, inteligentną i pewną siebie dziewczyną. Nie pochodzi ze zbyt bogatej rodziny, ale na tyle dobrze sytuowanej, że uczęszcza do Queen’s College bez stypendiów czy pożyczek, więc wątpię, by nie mogła wyjść z podziwu nad życiem w pałacu.
— Majątek to akurat najmniej ważna rzecz. Zapomniałaś, że moją matkę, gdy wyszła za ojca, nazywali Małą Żebraczką? — warknęła gorzko Królowa, ale zaraz dodała już normalnym tonem: — A ona spełnia wymóg konstytucyjny, czyli nie pochodzi z arystokracji… hmm, może powinnam ich zachęcić, choć jak na razie jest dużo za wcześnie na jakieś formalne kroki. Z drugiej strony lepiej, żeby nie skończył jak niektórzy następcy, którzy zakochali się w kimś ze swojej klasy, a potem musieli żenić się z inną, bo taki był warunek prawny. Poza tym… pamiętam, zdaje się, kogoś jeszcze, kto spotkał swego przyszłego męża na uczelni…
I uśmiechnęła się do wspomnień.
— Dziwne, bo ja też coś takiego pamiętam — przyznała Shemais.
— Sądziłam, że będziesz, Ellen. — Elżbieta uśmiechnęła się do swego odpowiednika LaFolleta, po czym z widocznym wysiłkiem wzięła się w garść i odwróciła ku Honor. — Wybacz mi, jestem dziś twoim gościem, a zajmuję się rodzinnymi problemami.
— Jestem do tego przyzwyczajona — pocieszyła ją Honor. — Nie takie rozmowy odbywałam z Benjaminem i jego żonami, zwłaszcza gdy któraś z córek za bardzo zaczynała mnie naśladować. Na szczęście nie dotyczyło to jak dotąd mojej chrześniaczki Honor, pewnie dlatego, że jest jeszcze za młoda, ale jeśli pójdzie w ślady starszych…
— Słyszałam, że to urocze dziecko — stwierdziła Elżbieta, ujmując Honor pod ramię, co było rzadko widywanym publicznie objawem zażyłości.
— Urocze — potwierdziła Honor, kierując się ku tarasowi, na którym znajdowało się wejście. — I dzięki prolongowi nie będzie tak jak ja przeżywała okresu brzydkiego kaczątka.
— Ty też? — zdziwiła się radośnie Elżbieta. — Przypomnij mi, żebym przy jakiejś okazji opowiedziała ci, przez co przeszli pałacowi specjaliści od reklamy w ciągu tych plus minus piętnastu lat, w czasie których upierałam się regularnie, żeby znaleźli jakiś sposób, by nie pokazać, że jestem płaską, bezpłciową atrapą kobiety. Byłam pewna, że nigdy nie dorobię się biustu, nie wspominając o biodrach. Zdaje się, że w pewnym momencie omal nie wpędziłam Ariela w alkoholizm! Na szczęście nie mógł mi tego powiedzieć, ale na pewno rugałby mnie tak, że ściany by się trzęsły. Miałby zresztą świętą rację.
Roześmiała się przy tym radośnie, a Ariel zawtórował jej wesołym bleeknięciem. Honor też się roześmiała, choć nie aż tak wesoło — zbyt dobrze pamiętała, jak bardzo czuła się wtedy nieszczęśliwa… Nagle zatrzymała się na środku tarasu, do którego zdążyły już dojść.
Królowa także stanęła, przyglądając się jej pytająco.
— Proszę wybaczyć, Wasza Wysokość — odezwała się Honor poważniej. — Chciałam to inaczej rozegrać, ale komentarz o tym, co Ariel chętnie by zrobił, jest zbyt dobrą okazją, by ją zmarnować.
— Okazją? — powtórzyła niczego nie rozumiejąca Elżbieta III.
Honor przytaknęła i wyjaśniła:
— Nimitz i Samantha mają niespodziankę dla Ariela i Waszej Wysokości. Przygotowania z pomocą Maca, Mirandy i doktor Arif trwały przez ostatnie kilka miesięcy.
Królowa wyglądała na kompletnie zbitą z tropu.
Honor zaś uśmiechnęła się, spojrzała na Nimitza i spytała:
— Zdaje się, że chciałeś coś powiedzieć Jej Wysokości, Stinker?
Nimitz bleeknął potwierdzająco i pokiwał głową w energicznym potaknięciu.
— Cóż, jestem pewna, że Miranda z ochotą ci pomoże — zaproponowała Honor i spojrzała na Mirandę. — Prawda?
— Oczywiście, milady — potwierdziła zapytana, nie spuszczając wzroku z Nimitza.
Ten usiadł prosto na ramieniu Honor, ustawił górne chwytne łapy przed sobą i powoli zaczął wykonywać ruchy, na widok których spoglądająca na niego Królowa wytrzeszczyła oczy i zamarła.
Nimitz dotknął prawą otwartą dłonią piersi, potem uniósł ją i zwinął w pięść, z której wystawał tylko kciuk, i przesunął nią od ucha do wąsów, po czym uniósł obie dłonie na wysokość piersi i złączył je prawa nad lewą.
— Moja żona… — powiedziała Miranda.
Nimitz dotknął palcem wskazującym prawej dłoni swej piersi.
— …i ja… — dodała Miranda.
Treecat zestawił obie dłonie przed sobą, skierowane palcami w swoją stronę i przyciągnął do piersi.
— …chcemy… — rozległ się głos Mirandy.
Nimitz znów zasygnalizował, a w oczach Elżbiety III pojawił się błysk pełnego niedowierzania zrozumienia.
Palcami obu dłoni Nimitz dotknął czoła, przesunął dłonie w dół, łącząc pod brodą, po czym prawą wskazał Królową.
— …nauczyć ciebie…
Nimitz z prawego kciuka i palca wskazującego oraz lewego wskazującego utworzył mały trójkąt, po czym wykonał gest łapania jakiegoś spadającego obiektu.
— …i Łapiącego Liście…
Palcem wskazującym prawej dłoni Nimitz zakreślił koło przed swoim pyskiem.
— …rozmawiać…
Nimitz uniósł obie zaciśnięte pięści z wystającymi kciukami, tyle że prawym w dół, a lewym w górę, i zatoczył prawą kółko nad lewą zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
— …ze sobą…
Trzykrotnie złączył obie pięści z wyciągniętymi palcami wskazującymi na wysokości piersi.
— …tak jak…
Prawym palcem wskazującym Nimitz pokazał na swoje prawe ramię i przesunął w lewo i nieco w dół, po czym zakreślił nim koło przed pyskiem.
— …my rozmawiamy.
Miranda kiwnęła głową, odetchnęła głęboko i spojrzała na Królową. Po czym powiedziała cicho, ale wyraźnie:
— Nimitz powiedział: „Moja żona i ja chcielibyśmy nauczyć ciebie i Łapiącego Liście rozmawiać ze sobą tak jak my rozmawiamy”, Wasza Wysokość.
Elżbieta powoli przeniosła spojrzenie z Nimitza na nią i jeszcze wolniej uniosła drżącą dłoń, by dotknąć nieruchomego niczym posąg treecata siedzącego jej na ramieniu.
— Łapiący Liście? — spytała tak cicho, że ledwie słyszalnie. — To prawdziwe imię Ariela?
— Niedokładnie, Wasza Wysokość — odparła równie łagodnie Honor i uśmiechnęła się, gdy Królowa spojrzała na nią pytająco. — Odbyliśmy już kilka pogawędek z Nimitzem, Samanthą i Farragutem przez ostatnie tygodnie. Najprościej rzecz ujmując, każdy treecat otrzymuje imię jako młody, potem drugie, gdy osiąga wiek dojrzały. Imię to może ulec zmianie, jeśli będzie się to wiązało z jakimś wydarzeniem lub zmianą w wyglądzie czy zachowaniu. Natomiast te treecaty, które adoptowały ludzi, zawsze mają dwa imiona i imię nadane przez adoptowanego człowieka nigdy się nie zmienia. Jest to dla nich bardzo ważne, bo nadanie imienia uznają za formalne uznanie więzi.