Выбрать главу

— Nie mylisz się — przyznała Honor zwięźle.

— I czujecie tylko swoje emocje? Czy też jesteście w stanie przekazywać sobie coś więcej niż uczucia i ogólne wrażenia?

— Jesteśmy — przyznała cicho Honor. — To się cały czas zmienia, a największe zmiany zachodzą, gdy oboje znajdujemy się w silnym stresie. Nie ma co się więc dziwić, że przez ostatnich dziesięć czy dwanaście lat zmiany były gwałtowne.

— Jak to ładnie zabrzmiało: silny stres… — burknęła Allison.

— Zaczęło się od zwykłych emocji — dodała Honor, ignorując jej uwagę. — Potem nauczyliśmy się używać ich jako nośnika dla bardziej skomplikowanych przekazów. Do poziomu, na którym treecaty porozumiewają się między sobą, jeszcze wiele nam brakuje. Wiem o tym, bo jestem w stanie wyczuć jakby echo takiej rozmowy… gdy Nimitz mógł mówić telepatycznie, zanim ten… No dobrze: jest martwy, więc już nic mu nie mogę zrobić. Po emocjach przyszła kolej na obrazy, najpierw tego, co któreś z nas widzi, potem, jak by to powiedzieć… wyobrażenie wymyślone, przekazujące konkretne treści. Nadal nad tym pracujemy, ale wiem już z praktyki, że w ten sposób znacznie skuteczniej informujemy się o swoich pragnieniach i lepiej się rozumiemy.

— Aha! — ucieszyła się Allison. — To właśnie chciałam usłyszeć. Wydaje mi się, że znalazłam sposób, by Nimitz był w stanie przekazywać Samancie znacznie więcej niż tylko emocje.

— Znalazłaś?! — Honor usiadła prosto i spojrzała na matkę zaskoczona.

Wiedziała, że ta nigdy nie powiedziałaby tego, gdyby nie była przekonana, że ma receptę, ale to przekonanie nie musiało okazać się słuszne. A Allison miała pełną świadomość, jak bolesne okazałoby się rozbudzenie nadziei córki, gdyby nie dało się zastosować teorii, którą wymyśliła.

— Znalazłam — powiedziała z przekonaniem. — Zanim nauczyliśmy się leczyć głuchotę czy krótkowzroczność w młodym wieku i na stałe, a nawet nim zaczęliśmy opuszczać Ziemię, istniało coś takiego jak język migowy. Był to język znaków, którym posługiwali się głusi. Istniało kilka odmian, ale jeszcze nie wiem dokładnie ile. To właśnie jest główny powód mojego powrotu do Królestwa: muszę przejrzeć archiwa, może znajdę kompletny słownik. Wiadomo, że trzeba go będzie zmodyfikować, bo treecaty mają o jeden palec mniej niż my, a od czasów, kiedy używano ostatni raz tego języka, przybyło sporo nowych pojęć, ale to da się zrobić. W ten sposób opracujemy system odpowiadający potrzebom Nimitza.

— Ale… — zaczęła Honor i ugryzła się w język, by nie zdradzić, jak wielkie czuje rozczarowanie.

— Ale nikt nigdy nie nauczył treecatów czytać — dokończyła Allison. — Prawdopodobnie dlatego, że one nie chciały się tego nauczyć; rozmawiałyśmy o tym przed chwilą. Poza tym nie sądzę, żeby to był jedyny problem. Na przykład nie mogę sobie wyobrazić rasy telepatów używających języka w taki sam sposób jak my, toteż sam pomysł uporządkowanej, spisanej jego wersji nie będzie miał dla nich zbyt wiele sensu. Ponieważ nie jesteśmy telepatami, są tylko dwie możliwości: nauczyć je języka migowego albo czytać i pisać. Inaczej nie zdołamy z nimi rozmawiać, a sądzę, że migowy będzie łatwiejszy. Choć od ponad dwustu lat standardowych nikt nie próbował nauczyć treecata czytać, dlatego że jak sama to ładnie ujęłaś, wszyscy uważają, że się nie da. To zresztą był i jest koronny argument mniejszości uważającej, że treecaty nie są naprawdę inteligentne. Teraz może to wyglądać inaczej, bo mogą zechcieć się tego nauczyć, a poza tym nie próbował tego nikt z taką więzią jak twoja. Poza tym jeśli nie odniosłam całkowicie błędnego wrażenia, ich zrozumienie mówionego angielskiego zwiększyło się raczej drastycznie od czasów Stephanie Harrington. W przeciwnym razie nic, co do nich mówimy, nie byłoby niczym więcej jak niezrozumiałymi dźwiękami, a tak nie jest. Prawda?

— Prawda.

— Skoro więc wzrosło, i to poważnie, ich zrozumienie naszego języka mówionego, to równocześnie wzrosła ich zdolność do zrozumienia idei istnienia czegoś takiego jak język mówiony. A twoja unikalna więź z Nimitzem daje ci możliwość wytłumaczenia mu tego wszystkiego tak, by zrozumiał, czego i dlaczego chcemy go nauczyć.

Na tarasie zapadła cisza.

— Nie wiem… — przyznała powoli Honor. — Brzmi to logicznie… zakładając, że proces będzie tak właśnie przebiegał. Natomiast nawet jeśli masz rację, będę musiała być w stanie nauczyć także Sam, żeby Nimitz miał z kim rozmawiać.

— Zgadza się, ale pamiętaj, że żadne z nich nie jest głupie, a wydaje mi się, że mogą być nawet mądrzejsze, niż my w tej chwili jesteśmy zdolne zauważyć. Co więcej, są parą i nie trzeba być empatą, by wiedzieć, jak bardzo Sam boli to, że nie może go usłyszeć. Poza tym znają cię, i to dobrze, i kiedy zrozumieją, co próbujemy osiągnąć, dołożą wszelkich starań, by nam pomóc. To oczywiście nie gwarantuje sukcesu, ale poważnie zwiększa szansę na niego. Jeżeli tylko Sam zrozumie, o co chodzi, będziesz miała równie pilną uczennicę co ucznia.

— Byłoby wspaniale, gdyby mogły znów rozmawiać — powiedziała z rozmarzeniem Honor.

— Coś dziś jesteś wyjątkowo tępa, córeczko! — oznajmiła z politowaniem Allison.

Honor spojrzała na nią zaskoczona.

— Nie patrz tak na mnie: nie dość, że nie myślisz, to jeszcze słyszałaś to, co chciałaś, a nie to, co przed chwilą powiedziałam. Naturalnie, że Nimitz będzie w stanie rozmawiać z Samanthą, jeśli nauczą się języka migowego, ale żeby ich tego nauczyć, sama musisz najpierw to zrobić. A skoro będą mogli porozumiewać się ze sobą, to dlaczego nie mogliby rozmawiać też i z tobą?

Honor wytrzeszczyła zdrowe oko i zamarła z otwartymi ustami. Allison roześmiała się radośnie i oceniła:

— Twój hologram w tym momencie byłby wart każde pieniądze, kochanie!

Honor z trzaskiem zamknęła usta.

— Tak już lepiej — pochwaliła Allison. — Jeszcze drobiazg, jakbyś nie zwróciła na to uwagi: treecaty są telepatami, a Samantha jest, że się tak wyrażę, w pełni sprawna. Jeżeli nauczysz ją, ona zrobi to z całą resztą treecatów już bez żadnego twego udziału. Jeżeli z drugiej strony my nauczymy języka migowego adoptowanych ludzi…

Nie dokończyła, tylko spojrzała ponownie na córkę.

Manticore A zaczęła chować się za horyzontem.

Rozdział XVIII

— Dzień dobry, lordzie Mueller.

— Witam, panie Baird. — Mueller skinął głową ciemnowłosemu i ciemnookiemu mężczyźnie i wskazał mu fotel. — Proszę usiąść — zaproponował uprzejmiej niż przytłaczającej większości niespodziewanych gości o północy.

No ale żaden z tych gości nie wpompował dziewięciu milionów austenów do funduszy wyborczych opozycji. I to dziewięciu milionów, których pochodzenia nie da się wyśledzić. Teraz należało rozważnie je rozdysponować, żeby nigdzie nie pojawiło się ich zbyt dużo, bo to zrodziłoby niepotrzebne pytania, ale to już był jego problem. Chwilowo jeszcze trudno było przewidzieć, jaki kwota ta wywrze wpływ na wynik głosowania, ale nie ulegało wątpliwości, że znacznie ułatwi życie opozycji. Choćby umożliwiając przeprowadzenie skoordynowanej kampanii, którą właśnie zaczęli planować.