— Z ważniejszych rzeczy nie — oceniła Honor. — Należy jednakże pamiętać, że wyczucie, kiedy należy złamać zasady, nie jest czymś, z czym każdy z nas się rodzi. Jest to talent i zdolność, które rozwija się poprzez zdobywanie wiedzy, zaczynając od wstępu do taktyki i ćwiczeń w symulatorach, na udziale w prawdziwych walkach kończąc. Jeśli ma się szczęście i przeżyje, zaczyna się wtedy go rozwijać, zbierając doświadczenia. Wasi instruktorzy są po to, by nauczyć was doktryny i dać pojęcie o możliwościach sprzętu, którym będziecie dysponować. Przekazują wam też to, co uznaliśmy za najcenniejsze i najtrafniejsze z osiągnięć dawnych teoretyków militarnych od Sun-Tzu do Gustava Andermana, oraz analizy i omówienia stoczonych bitew tak historycznych, jak i współczesnych. Próbujemy nauczyć was przede wszystkim, czego nie robić, w oparciu o doświadczenia i zinstytucjonalizowaną mądrość Royal Manticoran Navy. W symulatorach będziecie wykonywać różne zadania i pełnić rozmaite funkcje, od młodszego oficera trzymającego wachtę na niszczycielu toczącym pojedynek z pojedynczym przeciwnikiem, aż do admirała dowodzącego z pomostu dowodzenia superdreadnoughta starciem flot. I będziemy krytykowali wasze posunięcia przez cały czas. Jeżeli jesteście rozsądni, będziecie uważnie wszystkiego słuchać i uczyć się, wyciągając wnioski z własnych błędów. Ale zapamiętajcie jedno: kiedy będziecie dowodzić w ogniu walki, nic, czego możemy was nauczyć, tak naprawdę nie będzie miało znaczenia. Będzie bardzo dobrze, jeśli ta wiedza pozostanie gdzieś w waszych umysłach, bo będzie wam potrzebna, ale najważniejsze będą decyzje podjęte przez was na podstawie oceny sytuacji, w której właśnie będziecie się znajdować. Część z was tego nie przeżyje.
Rozejrzała się po midszypmenach, obserwując ich reakcje i badając uczucia. Jak zwykle u tak młodych ludzi przeważało przekonanie o własnej nieśmiertelności i niezniszczalności. Jedyne, co mogła zrobić, to przygotować ich na chwilę szokującej prawdy, gdy poczują, jak trafienia targają ich okrętami, i zobaczą wokół śmierć i zniszczenie. Dopiero wtedy uświadomią sobie tak naprawdę, że mogą zginąć — tak jak każdy na pokładzie.
— Nawet jeśli zrobicie wszystko dobrze i wykorzystacie wszystkie okazje, możecie znaleźć się w sytuacji, w której największy geniusz taktyczny nie byłby w stanie zrównoważyć przewagi przeciwnika — dodała Honor cicho. — Przydarzyło się to Edwardowi Saganami i Ellen D’Orville. A skoro przytrafiło się to im, może przytrafić się każdemu z was. Jestem tego zresztą najlepszym dowodem, bo to właśnie przydarzyło się Prince Adrianowi w systemie Adler. W każdej sytuacji będziecie mogli jednakże liczyć na trzy rzeczy. Pierwszą jest tradycja Royal Manticoran Navy; gdy ukończycie akademię, będzie to wasza tradycja, obojętnie jaki mundur przywdziejecie. Nauczcie się, czego tak naprawdę się od was oczekuje, bez bohaterstwa rodem z holodram i mitów, w jakie obrastają wszystkie fakty, a będziecie mieli przewodnika, który nigdy was nie zawiedzie. Może doprowadzić do waszej śmierci, ale nigdy nie postawi was w sytuacji, w której musielibyście zgadywać, co jest waszym prawdziwym obowiązkiem. Po drugie, będziecie mieli wiarę we własne siły i zaufanie do własnych możliwości, wyszkolenia, sprzętu i co ważniejsze do waszych ludzi. Oraz przede wszystkim do swej oceny sytuacji. Nie zawsze będzie ona idealna, czasami mimo wszystkiego, czego nauczycie się w akademii czy na Zaawansowanym Kursie Taktycznym, okaże się błędna, ale musicie wierzyć w siebie, a to z tego prostego powodu, że nie będzie nikogo innego, w kogo moglibyście uwierzyć. Losy waszego okrętu i waszej załogi będą zależały od waszych decyzji i nawet jeśli będą one całkowicie słuszne, okręt może zostać uszkodzony, a niektórzy ludzie zginą. Pogódźcie się z tym od razu, bo tak właśnie będzie.
Przeciwnik będzie pragnął przeżyć równie bardzo jak wy, a najczęściej jedynym sposobem, by to osiągnąć, będzie zabicie was. Bo wy będziecie próbowali zabić jego. I zaręczam wam, że czekają was noce pełne koszmarów i takie, w których zabici będą was prześladować. Będziecie sobie wielokrotnie zadawać pytanie, czy nie uratowalibyście choć kilku z nich, gdybyście byli sprytniejsi, szybsi czy czujniejsi. Czasami odpowiedź będzie twierdząca, ale to niczego nie zmieni. Powinniście wtedy powiedzieć sobie, że postąpiliście najlepiej, jak potrafiliście, i zrobiliście, co do was należało — i oni także. Tyle że oni zginęli i co by o tym nie myślała resztą wszechświata, umrzecie przekonani, że powinniście byli spisać się lepiej i znaleźć jakiś sposób, by ich ocalić. Co gorsza, będziecie wracali myślami do tego, co zaszło, analizowali to, mając dodatkową wiedzę nabytą po fakcie, i godzinami zastanawiali się nad słusznością decyzji, na podjęcie której mieliście minuty. I dojdziecie do tego, co i kiedy spieprzyliście, a za co oni zapłacili życiem.
Honor zrobiła przerwę, a siedzący obok Kriangsak i kapitan Garrison, główny programista symulatorów Młyna, kiwnęli głowami równie poważni i posępni jak ona. Po chwili milczenia Honor powiedziała cicho:
— Zaakceptujcie to teraz. Zaakceptujcie albo znajdźcie sobie inne zajęcie. Ostrzegam was, tak jak mnie ostrzegał mój wykładowca i przyjaciel, admirał Courvosier, że nawet jeśli będziecie pewni, że rozumiecie, o czym mówię, to gdy ta sytuacja nastąpi, odkryjecie, że nie byliście przygotowani na poczucie winy. Nie można się na to przygotować, dopóki się tego nie doświadczy. I dlatego trzecim wspierającym czynnikiem w bitwie będzie świadomość, że jeśli coś spieprzycie, to wasi ludzie zginą niepotrzebnie i ich śmierć będzie bezużyteczna. Nie jest waszym zadaniem utrzymywanie ich przy życiu za wszelką cenę, natomiast jest waszym obowiązkiem dopilnowanie, by nie zginęli na darmo. Będziecie im to winni, a oni będą tego po was oczekiwać i świadomość, że nie możecie ich zawieść, będzie powodowała, że nie przestaniecie myśleć i wydawać rozkazów, mimo że nieprzyjaciel będzie rozstrzeliwał wasz okręt. A jeśli nie wierzycie, że świadomość ta będzie miała taki efekt, to fotel kapitański na mostku królewskiego okrętu nie jest dla was właściwym miejscem.
W sali panowała absolutna cisza.
Honor pozwoliła jej trwać przez kilkanaście sekund, po czym rozsiadła się wygodnie i uśmiechnęła lekko.
— Z drugiej strony — dodała dużo swobodniejszym tonem — wasza służba nie będzie nieprzerwanym pasmem desperackich bitew na śmierć i życie. Zapewniam was, że nudzić się wam będzie aż zanadto, a znajdzie się też chwila odprężenia czy nawet czystej przyjemności. Niestety dzisiejsza noc nie będzie do nich należeć.
Zostało to skwitowane kolejną salwą śmiechu.
Honor poczekała, aż wesołość wygaśnie, i oświadczyła:
— Admirał Kriangsak z wydatną pomocą kapitana Garrisona był uprzejmy stworzyć dla was, moi mili, pewien problemik taktyczny.
Większość midszypmenów spojrzała ze zgrozą na Kriangsaka, który uśmiechał się niewinnie.
— Podzielimy się na trzy zespoły — dodała Honor. — Admirał Kriangsak będzie doradcą pierwszego, kapitan Garrison drugiego, a kapitan Thoma trzeciego.
Wskazała na rudowłosą kobietę, której kurtkę mundurową podobnie jak jej własną zdobiła krwistoczerwona baretka Manticoran Cross.
— Kapitan Henke i komandor Jaruwalski będą rozjemcami i sędziami — dokończyła.
— A pani, milady? — spytała niewinnie Jaruwalski.
— A ja, pani komandor — odparła z nieukrywaną radością Honor — będę dowodziła siłami wroga.