Выбрать главу

Niech samo robi…

Potrzeba odwagi i uporu, bo musimy po cichu upierać się przy swoim choćby to wyglądało na lubieżne świństwo. Świństwo przestanie być świństwem, jeśli przy nim się uprzemy! Musimy przeć naprzód, bo, jeśli pofolgujemy, świństwo nas zatopi. Niech pan nie daje się wytrącić – nie zdradza! Nie ma odwrotu.

Kłaniam się. Uszanowanie. Niech pan to spali".

„Niech pan to spali" – rozkazywał. Ale już zostało napisane. „CHODZI O TO ABY HEŃKA Z KAROLEM".:.

Do kogo to było skierowane? Do mnie? Czy do Niej, do natury? "'-• ~'- '

Ktoś zastukał do drzwi. •

– Proszę. Wszedł Wacław.

– Czy mogę z panem pomówić?

Ustąpiłem mu krzesła, na którym usiadł. Ja siadłem na łóżku.

– Bardzo przepraszam, wiem, że pan zmęczony. Ale właśnie przed chwilą przekonałem się, że nie będę mógł oka zmrużyć póki nie rozmówię się z panem.

Inaczej niż dotąd. Bardziej szczerze. Mam nadzieję, że nie weźmie mi pan za złe.

Pan domyśla się o co chodzi. O… o to na wyspie.

– Niewiele mógłbym panu…

– Ja wiem. Wiem. Proszę darować że przerwałem. Wiem że pan nic nie wie. Ale chcę wiedzieć", co pan myśli. Nie mogę dać sobie rady z moimi myślami. Co pan o tym myśli? Co pan – myśli? – Ja? Cóż ja mogę myśleć? Ja tylko pokazałem to panu, uważając za swój obo…

– Oczywiście. Bardzo jestem zobowiązany. Nie wiem doprawdy, jak dziękować. Ale chciałbym poznać pański punkt widzenia. Może naprzód ja przedstawię mój punkt widzenia Według mnie to nic nie jest. To nic ważnego – bo znają się od dzieciństwa i… Więcej w tym głupoty niż… W tym wieku zresztą! Zapewne w latach poprzednich coś tam między nimi., było… może takie na pół dziecinne, wie pan, zaczepki i poufałości, i to przybrało nieco specyficzną formę -

dziwacz? na, co? I teraz do tego czasem wracają. Taka początkująca pączkująca zmysłowość. A także jest dopuszczalne pewne złudzenie optyczne, bo patrzyliśmy z daleka, zza krzaków Nie mogę wątpić o uczuciach Heni. Nie mam prawa. Nis mam podstawy. Wiem, że mnie kocha. Jak mógłbym w ogoli porównywać naszą miłość z takimi… dzieciństwami. Bezsensownymi!

Ciało! Siedział wprost przede mną. Ciało! Był w szlafroku – był z ciałem swoim zażywnym, wychuchanym, pulchi nawym i białawym, toaletowym i szlafrokowym!

Siedzi; z tym ciałem, jak z walizką, czy nawet z neseserem. Ciało!] Ja, rozwścieczony ciałem i przez to cielesny, przypatrywałe: się kpiąco i kpiłem sobie na całego, prawie pogwizdując, krzty litości. Ciało!

– Może pan mi wierzyć, albo nie wierzyć, ale naprawdę nie byłbym się tym przejął… Tylko że… jedna rzecz mnie meczy. I nie wiem, może to złudzenie…

Dlatego chciałbym zapytać. Z góry przepraszam, jeśli to będzie trochę…

fantastyczne. Przyznam się, że nawet nie wiem jak powiedzieć. To co oni robili… wie pan, upadli tak z nagła, potem wstali… zgodzi się pan, że to było… dość szczególne. Tego tak się nie robi!

Zamilkł i przełknął ślinę, i zawstydził się, że przełyka.

– Takie pan miał wrażenie?

– To nie odbywało się normalnie. Wie pan, gdyby oni całowali się – ale zwyczajnie… Gdyby on, powiedzmy, prze-^ wrócił ją – zwyczajnie. Gdyby nawet zwyczajnie posiadł vV moich oczach. To wszystko mniej by mnie… speszyło… diż ta… dziwność…

dziwność tych ruchów…

Ujął mnie za rękę. Spojrzał w oczy. Ścierpłem ze wstrętu. [znienawidziłem.

– Proszę mi szczerze powiedzieć, czy mam rację? A może nie zobaczyłem tego tak, jak trzeba? Może dziwactwo jest We mnie? Sam nie wiem. Proszę powiedzieć!

Ciało!

Ukrywając skrzętnie złośliwość lekkomyślną, ale bezlitosną, powiedziałem -

właściwie nic – ale nic dolewające oliwy do ognia: – Bo ja wiem…

Rzeczywiście… Może do pewnego stopnia…

– Ale ja nie wiem, jaką mam do tego przywiązywać wagę?! Czy to jest coś -

istotnego? I jak dalece? Przede wszystkim niech pan mi powie: czy pan nie sądzi że ona i on?…

– Co?

– Przepraszam! Mam na myśli sex-appeal. To co nazywamy sex-appeal. Kiedy ich zobaczyłem razem po raz pierwszy… to było przed rokiem… od razu mi wpadło w oczy. Sex-appeal. Pociąg. Pociąg płciowy. On i ona. Ale wtedy jeszcze nie myślałem na serio o Heni. A potem, kiedy ona obudziła we mnie uczucie, tamto przeniosło mi się na drugi plan, wobec uczucia mojego stało się bez znaczenia i przestałem zwracać uwagę. Dziecinne przecież! Dopiero teraz…

Odetchnął.

– Teraz boję się, że to może – gorsze od wszystkiego, co ja byłbym w stanie sobie wyobrazić. Wstał.

– Rzucili się na ziemię… nie tak, jakby powinni się rzucić. A wstali zaraz -

też nie tak. I odeszli też nie tak… Co to jest? Co to znaczy? Tego tak się nie robi!

Usiadł.

– Co? Co? Na czym to polega? Spojrzał.

– Jak mi to wykręca wyobraźnię! Niech pan powie! Niech pan w końcu coś powie!

Niech pan mnie nie zostawia samego z tym! – Uśmiechnął się blado. – Proszę dar‹M wać. J5 A więc i ten szukał mego towarzystwa i wolał „nie być w tym sam" – zaiste, miałem powodzenie!

Lecz, w przeci*-wieństwie do Fryderyka, błagał żeby nie potwierdzać mu szału i z biciem serca oczekiwał mego zaprzeczenia, spychającego wszystko w sferę chimery.

Ode mnie zależało – czy uspokoić go… Ciało! Gdy by ż przemawiał do mnie jako dusza tylko! Ale ciało! I ta lekkość moja! I na to, żeby osadzić go na stałe w piekle, nie potrzebowałem się wysilać, wystarczyło, jak poprzednio, bąknąć kilka słów niewyraźnych: „Muszę przyznać… Chyba… Trudno mi powiedzieć… Być może…;:. Powiedziałem. Odrzekł:

– Kocha mnie i wiem na pewno, że mnie kocha, ona mnie kocha!

Bronił się, mimo wszystko.

– Kocha? Nie wątpię. Ale czy pan nie uważa, że miedzy nimi miłość jest zbędna.

Miłość potrzebna jej z panem, nie z nim.

Ciało!

Długi czas nic nie mówił. Siedział po cichu. Ja też siedziałem i milczałem.

Objęła nas cisza. Fryderyk? Czy spał? A Siemian? A Józiek w spiżarni? Cóż on?

Czy śpi? Dom był jak zaprzężony w wiele koni, z których każdy w inną stronę wyrywał.

Uśmiechnął się z zażenowaniem.

– To rzeczywiście przykre – rzekł. – Niedawno ub^ mi matka. A teraz…

Zastanowił się.

– Naprawdę nie wiem jak przeprosić za to najście po nocy. Było mi z sobą -

niemożliwie. Chcę panu jeszcze coś powiedzieć, jeśli pan pozwoli. Zależy mi, żeby to zostało powiedziane. To co powiem będzie… takie. Niech pan posłucha.

Mnie samego nieraz dziwi, że ona… do mnie coś czuje. Jeśli o moje uczucie idzie – co innego. Ja czuję do niej to, co czuję, bo ona jest do miłości stworzona, jest dla miłości, żeby ją kochano. Cóż jednak ona mogła we mnie pokochać? '

Moje uczucie, moją miłość do niej? Nie, nie tylko, ona i mnie samego także kocha – ale dlaczego? Ale co kocha we mnie?. Pan przecież widzi, jaki jestem. Nie mam,złudzeń, ja sobie niezbyt się podobam i naprawdę nie wiem, nie mogę zrozumieć, że ona coś we mnie sobie upatrzyła, a nawet, przyznam się, to mnie razi, jeśli miałbym jej coś do zarzucenia, to właśnie że mnie… przyjmuje tak łaskawie. Czy uwierzy pan, że w chwilach najgorętszej ekstazy ja mam jej za złe tę właśnie ekstazę, to, że ona ze mną jej się oddaje? I nigdy nie mogłem poczuć się z nią swobodnie, zawsze to dla mnie była jakaś łaska, koncesja udzielona mi, musiałem nawet zdobyć się na cynizm, żeby wykorzystać to „udogodnienie", to takie dobrotliwe urządzenie natury. Dobrze. Z tym wszystkim jednak – ona mnie kocha. To fakt. Niezasłużone czy zasłużone, udogodnienie czy nieudogodnienie, ona mnie kocha.

– Kocha. Niewątpliwie.

– Niech pan czeka! Wiem co pan chce powiedzieć: że tamto jest poza miłością, w innej dziedzinie. Prawda! Wskutek tego właśnie ta przygoda, jaka mnie spotyka, jest… niemoralnie barbarzyńska, wyjątkowo wyszukana w swojej złośliwości – aż trudno zrozumieć jakim cudem diabelskim to stać się mogło. Gdyby zdradzała mnie z innym mężczyzną…

– Moja narzeczona puszcza się z kimś takim – rzekł nagle innym tonem i spojrzał na mnie. – Co to znaczy? I jak ja mogę się bronić? Co mam robić?