Выбрать главу

– Puszcza się z kimś poza… – uzupełnił – i w dziwnym sposobie… wyłącznym…

niespotykanym… który mnie dotyka, przenika, wie pan, bo wyczuwam ten smak, chwytam to… Czy pan uwierzy, że ja na podstawie tej próbki, cośmy oglądali, zrekonstruowałem myślowo wszystko, co miedzy nimi jest możliwe, całość ich obcowania. I to jest tak… erotycznie genialne, że nie wiem jak oni na to wpadli! To jak ze snu! Kto to wymyślił? On, czy ona? Jeśli ona – to jest artystka!

Po chwili.

– I wie pan, co mi się zdaje? Że ona jemu nie oddała się. I że to jest okropniejsze, niż gdyby żyli ze sobą. Taka myśl, to czysty obłęd, nieprawdaż? A przecież! Bo, gdyby 5 Pornografia ona oddała się, to ja mógłbym się bronić, a tak… nie mogę… i jest możliwe, że ona, nie oddając się mu, jest bardziej jego. Bo to wszystko między nimi odbywa się inaczej, inaczej! To inne! To inne!

Ha! O jednym nie wiedział. Że, co ujrzał na wyspie, działo się dla Fryderyka i przez Fryderyka – było rodzajem bastarda, zrodzonego przez nich z Fryderykiem. I jaka satysfakcja – trzymać go w niewiedzy, nie mającego pojęcia, że ja, powiernik jego, jestem po tamtej stronie, z żywiołem, który go niszczy.

Aczkolwiek nie był to mój żywioł (bo za młody). Aczkolwiek ja byłem jego kolegą, nie ich – i rujnując jego właściwie siebie rujnowałem. Ale – cudowna lekkość!

– To z wojny – powiedział. – To z wojny. Ale dlaczego ja muszę wojnę toczyć ze szczeniakami? Jeden mi zabił matkę, a drugi… To za dużo, o odrobinę za dużo.

To już przesada. Pan chce wiedzieć, jak ja się zachowam?

Ponieważ nie odpowiedziałem, powtórzył z naciskiem.

– Pan chce wiedzieć, jak będę postępował?

– Słucham. Niech pan mówi.

– Ja nie ustąpię ani na cal.

– Aha!

– Nie pozwolę jej uwieść – ani żeby mnie uwiedzione.

– Jak pan to rozumie?

– Potrafię uprzeć się przy swoim i swego pilnować. Ja ją kocham. Ona mnie kocha.

To tylko jest ważne. Reszta musi ustąpić, reszta musi być bez znaczenia, bo ja tak chcę. Potrafię chcieć tego. Wie pan, ja właściwie nie wierzę w Boga. Moja matka była wierząca, ja nie. Ale ja chcę żeby Bóg istniał. Chcę – to ważniejsze, niż gdybym tylko był o jego istnieniu przekonany. W tym wypadku także potrafię chcieć i utrzymam moją rację, moją moralność. Przywołam Henię do porządku. Dotąd z nią nie rozmawiałem, ale zaraz jutro rozmówię się i przywołam do porządku.

– Co pan jej powie?

– Zachowam się przyzwoicie i ją zmuszę do przyzwoitości. Zachowam się z szacunkiem – ja ją uszanuję i zmuszę aby i mnie uszanowała. Potraktuję ją tak, że nie będzie mogła odmówić mi swego uczucia i swej wierności. Ja wierzę, że szacunek, poszanowanie, wie pan – zobowiązują. I wobec tego młokosa także zachowam się jak trzeba.

Teraz, ostatnio, wyprowadził mnie trochę z równowagi – to się nie powtórzy.

– Pan chce zachowywać się… poważnie?

– Z ust pan mi to wyjął! Poważnie! Ja ich – przywołam do powagi!

– Tak, ale „powaga" pochodzi od „wagi". Poważny jest ten kto się zajmuje tym co najważniejsze. Cóż jednak jest najważniejsze? Dla pana może być najważniejsze jedno, dla nich – drugie. Każdy wybiera to sobie wedle uznania – i na swoją miarę.

– Jak to? Ja jestem poważny, nie oni. Jak oni mogą być poważni, jeśli to dzieciństwa – bzdury – głupstwa. Idiotyzmy!

– A jeśli – dla nich – dzieciństwo jest ważniejsze?

– Co? Dla nich ważniejsze musi być to, co dla mnie jest ważne. Co oni wiedzą? Ja wiem lepiej! Ja ich zmuszę! Nie zaprzeczy pan, że chyba ja jestem ważniejszy od nich, moja racja musi być decydująca.

– Zaraz. Ja myślałem że pan uważa siebie za poważniejszego ze względu na swoje zasady… ale teraz wychodzi na to, że pańskie zasady są ważniejsze, ponieważ pan sam jest ważniejszy. Osobiście. Jako osoba. Jako starszy.

– Nie kijem go to pałką! – krzyknął. – To jedno i to samo! Najmocniej przepraszam. Te zwierzenia o tak późnej godzinie. Najmocniej dziękuję.

Wyszedł. Mnie na śmiech się zbierało. Heca! Połknął haczyk – i rzucał się, jak ryba!

Jakiego figla spłatała mu nasza parka!

– Cierpiał? Cierpiał? No tak, cierpiał, ale to było cierpienie tłustawe -

znużone – łysawe…

Wdzięk był po tamtej stronie. Więc i ja byłem „po tamtej stronie". Wszystko co stamtąd – rozkoszne i… umiejące zjednać… ujmujące… Ciało.

Ten byk, który udawał, że broni moralności, a naprawdę pchał się na nich własnym swoim ciężarem. Pchał się na nich sobą. Narzucał tę swoją moralność nie z innego powodu jak, że była „jego" -

cięższa, starsza, bardziej rozwinięta… moralność mężczyzny. Narzucał gwałtem!

A to mi byk! Nie mogłem go ścierpieć. Tylko że… czyż sam nie byłem jak on? Ja – mężczyzna… O tym myślałem, gdy znów odezwało się pukanie do drzwi. Byłem pewny, że Wacław powraca – a to był Siemian! Rozkaszlałem mu się w twarz – tego się nie spodziewałem!

– Wybaczy pan, że niepokoję, ale słyszałem głosy i wiedziałem, że pan nie śpi.

Czy mógłbym prosić o szklankę wody?

Pił wolno, drobnymi łykami, nie patrząc na mnie. Bez krawata, z rozpiętą koszulą i zmięty – a włosy miał wypomadowane, ale sterczące, i co chwila przebierał w nich palcami. Wychylił szklankę, ale nie wychodził. Stał i przebierał we włosach.

– Jaka to arabeska! – mruknął. – Nie do uwierzenia!… Stał dalej, jakby mnie nie było. Umyślnie nie odzywałem się. Rzekł półgłosem, nie do mnie.

– Potrzebuję pomocy.

– Czym mogę panu służyć?

– Pan wie za ja zupełnie załamałem się nerwowo? – zapytał obojętnie, jakby nie o niego chodziło.

– Przyznam się… Nie rozumiem…

– Pan musi być jednak au courant – roześmiał się. – Pan wie kim jestem. I że się załamałem.

Rozczesywał włosy i oczekiwał mojej odpowiedzi. Mógł czekać bez końca ponieważ zamyślił się, czy też raczej był skupiony na jakiejś myśli, choć nie myślał.

Postanowiłem dowiedzieć się, czego chce – odpowiedziałem, iż rzeczywiście jestem au courant…

– Pan człowiek sympatyczny… Ja tam obok już dłużej nie mogłem… w odosobnieniu… – wskazał palcem na swój pokój. – Jak by tu wyrazić się?

Zdecydowałem, że zwrócę się do kogoś. Zdecydowałem, że zwrócę się do pana. Może dlatego, że pan sympatyczny, a może dlatego, że przez ścianę… Dłużej ja nie mogę być sam. Nie mogę i kwita! Pozwoli pan, że spocznę.

Usiadł, a ruchy jego były jakby po chorobie – ostrożne, jakby nie miał pełnej władzy nad członkami i musiał naprzód obmyślić każde poruszenie. – Prosiłbym o informację – rzekł – Czy tu coś się knuje przeciwko mnie?

– Dlaczego? – zapytałem.

Postanowił roześmiać się, a potem powiedział: – Wybaczy pan, ja bym chciał otwarcie… ale wpierw muszę wyjaśnić w jakim charakterze tu zjawiam się przed panem szanownym. Będę musiał trochę zreferować mój żywot. Proszę łaskawie posłuchać. Pan zresztą sporo musi o mnie wiedzieć ze słyszenia. Pan słyszał o mnie, jako o człowieku śmiałym, niebezpiecznym, można powiedzieć… No tak…

Ale teraz, niedawno, napadło mnie to… Zapeszyłem się, wie pan. Taki feblik.

Tydzień temu. Siedziałem, wie pan, przy lampie i naraz mnie do głowy przychodzi takie pytanie: dlaczego tobie dptąd nie pośliznęła się noga? A jeśli jutro pośliznie się i wpa- t dniesz?

– To przecież nieraz musiało się panu nasunąć.

– Naturalnie! Nieraz! Ale rym razem na tym nie skończyło się – bo mnie zaraz przyszła do głowy druga myśl, taka, że ja nie powinienem tak myśleć, bo to mnie mogłoby ewentualnie zmiękczyć, otworzyć, diabli wiedzą, udostępnić niebezpieczeństwu. Pomyślałem, że lepiej tak nie myśleć. A jak tylko tak pomyślałem, już nie mogłem się opędzić tej myśli, i złapało, i teraz ciągle, ciągle muszę myśleć, że mnie powinie się noga i że nie powinienem o tym myśleć, bo mnie powinie się noga, i tak w kółko. Panie! Złapało mnie!

– Nerwy.

– To nie nerwy. Wie pan co? To przeinaczenie. Przeinaczenie śmiałości w strach.

Na to nie ma rady.

Zapalił papierosa. Zaciągnął się, dmuchnął. – Panie, ja jeszcze trzy tygodnie temu miałem przed sobą cel, zadanie, miałem walkę, obiekt taki czy inny… Teraz nic nie mam. Wszystko ze mnie opadło jak, za przeproszeniem, gacie. Teraz tylko myślę żeby mnie się coś nie stało. I mam rację. Ten kto się boi o siebie, zawsze ma rację! Najgorsze jest to, że mam racj:ę, dopiero teraz mam rację!. Ale czego wy chcecie ode mnie? Już piąty dzień tu siedzę. Proszę o konie – nie dają. Trzymacie mnie jak w więzieniu. Co chcecie ze mną zrobić? Ja w tym pokoiku na górze skręcam się… Co chcecie?