— Wszystkie koła przełączają się na luz, kiedy nie ma zasilania, chyba że zostanie wrzucony bieg.
— Albo zostaną zablokowane w trybie parkingowym — dodał Dex.
— Nie są zablokowane — upierał się Jamie. — Byłem tam. Nie zablokowaliśmy kół, kiedy wpakowaliśmy się w pył. Wręcz przeciwnie, próbowaliśmy się wycofać z krateru.
— Więc mogą być na wstecznym.
— Są na luzie — uparł się Jamie.
Spojrzenie Trumballa przesunęło się z Jamiego na Dezhurową, siedzącą w fotelu pilota plecami do nich.
— Jestem pewien, że da się sprawdzić ustawienie kół — mruknął.
— To nie jest możliwe — wtrąciła się Stacy. — Chyba że podepniemy kabel elektryczny do starego łazika i uruchomimy jego systemy elektryczne.
— Może powinniśmy tak zrobić — rzekł Trumball.
— Zobaczmy, czy uda się go wyciągnąć bez pakowania się w taką robotę — stwierdził Jamie.
— Silniki działają — rzekła Dezhurova, włączywszy napęd. Jamie nie widział jej głowy, tylko górę błyszczącego hełmu.
— Teraz ostrożnie — napomniał Trumball.
— Zamknij się, Dex — warknęła Dezhurova. — Wiem, co robię. Dcx ucichł. Jamie, obok niej, gapił się prosto na zakrzywiony tył starego łazika sterczący dziesięć metrów przed nimi.
Silnik zawył, gdy Dezhurova zaczęła powoli wycofywać łazik. Lina naprężyła się.
— No dawaj, dawaj, malutki — zaklinała go po cichu Dezhurova, szeptem, który Jamie ledwo słyszał. Potem przeszła na rosyjski, mrucząc cicho i czule.
Stojąc za fotelem Trudy, Jamie zachwycił się spokojem, łagodnością i prawie matczyną delikatnością szeptanych zaklęć Stacy. Czy to była ta sama kobieta, która parę godzin temu klęła na śrubokręt jak szewc?
Łazik zakołysał się lekko, a Jamie chwycił oparcie fotela Trudy, by się czegoś trzymać. Silniki zawyły głośniej. Jamiemu wydało się, że czuje zapach spalenizny.
— No dalej, malutki — nuciła Dezhurova. Trumball mruknął:
— Nie idzie…
Łazik podskoczył jeszcze raz, a Jamie wyciągnął wolną rękę w stronę Trumballa. Dex nieporadnie chwycił dłoń Jamiego, kołysząc się w tył w skafandrze, bliski upadku.
— Idzie! — krzyknęła Dezhurova.
Zaokrąglony koniec starego łazika zaczął przesuwać się w ich stronę, jak w zwolnionym tempie, coraz większy.
— Uwaga!
Koniec starego łazika stuknął o przód nowego na tyle mocno, że Jamie uderzył o tylną grodź kokpitu. Oba pojazdy zatrzymały się.
Przez chwilę nikt się nie odezwał. Potem Trudy Hali zachichotała i ogłosiła:
— Coś mi chrupnęło w kręgosłupie! Gdzie jest najbliższy prawnik? Wszyscy zaśmiali się, nieco zdenerwowani.
— W takim razie koła w staruszku na pewno są na luzie — przyznał Trumball.
— Chyba tak — zgodziła się Dezhurova.
Jamie zauważył, że zablokowała koła łazika w pozycji parkingowej, zanim wstała z fotela pilota.
— Muszę się odlać — oznajmiła radośnie.
Przy kolacji planowali, w jaki sposób przeholować stary łazik przez brzeg Wielkiego Kanionu. Jak zwykle, dwie kobiety przysiadły na jednej z dolnych pryczy, a Jamie i Trumball usiedli obok siebie na drugiej.
— A czemu by go nie holować przez całą drogę do bazy? — nalegał Trumball.
— Bo musielibyśmy naruszyć rezerwy paliwa — odparła Dezhurova, patrząc na Jamiego znad składanego stolika.
— Nie tak bardzo — skontrował Trumball.
— Stacy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo — odezwał się Jamie — muszę polegać na tobie. Musimy wiedzieć, ile paliwa zużyjemy na holowanie.
— Mogę podać przybliżone wartości, ale nie wiem dokładnie, ile paliwa pójdzie na holowanie tej bestii.
— W takie razie podaj przybliżone dane.
— Cóż, chcemy wcześniej czy później przetransportować łazik do bazy — mówił dalej Trumball. — Może warto go po prostu zabrać od razu ze sobą.
— Jeśli zdołamy — rzekł Jamie.
— Dobrze. Ale założę się, że możemy to zrobić bez problemu.
— Zobaczymy.
— Tak, tatusiu — zażartował Dex.
Po obiedzie odstawili stół i rozłożyli górne prycze. Trumball doczekał się swojej kolejki w łazience, a dwie kobiety przeszły do kokpitu. Jamie rozsiadł się na pryczy, otworzył laptopa i połączył się z bazą. Przy pulpicie łączności siedział Rodriguez.
— Dostałeś obrazy, które ci wczoraj wysłałem? — spytał, a na jego muskularnej twarzy zarysował się wyraz zainteresowania.
— Tak, tylko dotąd nie miałem czasu ich obejrzeć.
— Dużo na nich nie widać. Samolot zwiadowczy nie jest dobrą platformą dla tego typu danych.
Siedząc po turecku na pryczy, Jamie wzruszył ramionami.
— Nic lepszego teraz nie mamy.
Tak, zgadza się, Rodriguez złożył raport dzienny. Opos Craig uruchomił świder. Fuchida planował wyprawę na Olympus Mons. Sam Rodriguez zaczął składać rakietowy samolot załogowy, którym miał wraz z biologiem polecieć na szczyt najwyższej góry w Układzie Słonecznym.
Jamie słuchał, patrzył jak spisy magazynowe przemykają po ekranie, czekał cierpliwie, aż usłyszał własny głos:
— A co robi Shektar?
— Vijay? Zajmuje się ogrodem Fuchidy i bakteriami, które dostarczył świder Oposa. Chcesz z nią gadać?
— Tak, pewnie.
Trumball wrócił z łazienki i pochylił się na tyle nisko, że wyszczerzył się do Jamiego.
— Nie siedź do późna, wodzu, jutro wielki dzień.
— Dobrze — odparł Jamie. Sięgną! po słuchawką, którą wcisnął sobie do ucha i opuścił mikrofon tak nisko, że ten prawie dotykał jego ust.
Trumball wskoczył na górną pryczę, a na ekranie zamiast Rodrigueza pojawiła się Shektar. Wyglądała, jakby natłuściła czymś skórę. Jamie znów pomyślał, jakie to byłoby wspaniałe namaścić ją aromatycznymi balsamami.
Uśmiechnęła się i zaczęła rozmawiać, odpowiadając na pytania Jamiego o bakterie pożerające żelazo, które świder Craiga wyciągał teraz z głębokości paru kilometrów pod powierzchnią.
— Są magnetycznie aktywne — oznajmiła. — Ustawiają się zgodnie z polem magnetycznym.
— Zapewne z powodu wchłoniętego żelaza — podpowiedział Jamie.
— Tak, ale jaką przewagę daje im to na Marsie? Pole magnetyczne planety jest tak słabe, że nie mam pojęcia, jak to miałoby pomóc im w przetrwaniu.
— Może nie pomaga — rzekł Jamie. — Może to przypadek. Rzuciła mu powątpiewające spojrzenie.
— Może na Marsie pole magnetyczne było kiedyś silniejsze — zasugerował — tylko z biegiem czasu się rozproszyło.
— To jest możliwe — odparła Vijay z namysłem. Po czym rozpromieniła się. — Wspaniale się rozmnażają w kulturze. Dzielą się mniej więcej co godzinę.
— W warunkach pokojowych?
— Mitsuo zrobił im specjalną komorę wysokociśnieniową — odparła. — Trzeba je trzymać w absolutnych ciemnościach. Światło je zabija.
— A ciepło? Oczy jej zabłysły.
— Och, są ciepłolubne. Przy osiemdziesięciu stopniach przestają się dzielić, zaczynają się łączyć. Powinieneś to zobaczyć, Jamie. Parzą się jak króliki!
— Dokładnie tego nam było trzeba — mruknął Jamie. — Bakterii opętanych seksem!
— Są jak większość facetów — rzekła Vijay, uśmiechając się radośnie. — Robią to tylko w ciemnościach i pod dużym ciśnieniem.
— Masz na myśli australijskich mężczyzn — rzekł.
— Niektórych jankesów też.
Nie znalazł odpowiedzi na ten zarzut. Nadal się uśmiechając, Vijay spytała: