Lud zapomniał o wcześniejszych światach, pozostały one tylko w legendach opowiadanych przez Starych. Inni, obcy, przyglądali się obcym światom z zachwytem. Chcieli je zobaczyć, chodzić po nich. Nie wiedzieli, że Kojot poleci tam z nimi i będzie próbował wszystko zniszczyć.
Soi 45: Wieczór
Co za drętwa impreza, pomyślał Jamie. Trudno jednak, żeby było inaczej, kiedy gapi się na ciebie jakieś dziesięć czy dwadzieścia milionów obcych ludzi.
W południe czasu lokalnego pobili rekord pobytu ustanowiony przez pierwszą ekspedycję, ale świętowanie miało miejsce dopiero przy kolacji. Dex uzgodnił godzinę „imprezy” z ludźmi od public relations z Tarawy i Nowego Jorku — jakby nie miał nic do roboty, zżymał się w duchu Jamie.
Zatem Dex z kamerami VR przyczepionymi do głowy jak dodatkowe oczy, i rękawicami cyfrowymi na rękach, oraz pozostali badacze, z powagą wznieśli toasty na cześć nowego rekordu pobytu na Marsie sokiem owocowym, kawą i herbatą.
W Nowym Yorku było wczesne popołudnie. Roger Newell siedział za swoim olbrzymim, całkowicie pustym biurkiem i uczestniczył w małej uroczystości na Marsie. Transmisją VR oglądało jakieś dziesięć milionów osób, jeśli wierzyć informacjom, ale jego sieć miała pokazać małe fragmenty w wieczornych wiadomościach dla tych, których nie było stać na sprzęt VR.
— Nie wiącej niż minuta — mruknął do siebie Newell z wnętrza hełmu VR. — Maksymalnie trzydzieści sekund. — Jezu, co za banda amatorów, pomyślał. Ci naukowcy nawet imprezę potrafią zepsuć.
— A to — mówił Dex — doktor James Waterman, dyrektor misji. Brał udział w pierwszej ekspedycji.
Jamie poczuł nagle, że brak mu słów. Dex stał przed nim, z dodatkową parą elektronicznych oczu w postaci kamer na głowie. Nie zapoznał się z harmonogramem przygotowanym przez Dexa i ludzi od public relations. Wiedział tylko, że ma coś powiedzieć.
— Bardzo się cieszę, że jesteśmy na Marsie i wiemy coraz więcej o tej planecie — zaimprowizował, usiłując zyskać na czasie. Odruchowo uniósł kubek, z którego pił i wyjaśnił:
— Rzecz jasna, nie pijemy tu alkoholu, ale soki owocowe, które pochodzą z naszego ogrodu. Dex, powinieneś pokazać widzom ogród.
— Później — rzekł Dex, próbując ukryć rozdrażnienie. — Najpierw opowiedz nam o tym, co zaplanowaliśmy na kolejne etapy ekspedycji.
— Och, masz na myśli lot na Olympus Mons.
— Ach, tak… i długoterminową wyprawę do stacji Sagana.
— Jasne — rzekł Jamie, czując ulgę, że może pomówić o czymś konkretnym.
Darryl C. Trumball oglądał transmisję na płaskim ekranie w biurze. Nie miał czasu ani ochoty na zakładanie hełmu VR i tych lepkich rękawiczek.
Dex próbuje zmusić tego durnego czerwonoskórego, żeby podgrzał publiczność opowiadając o odzyskaniu Pathfindera, a Indianin opowiada o tym głupim wulkanie!
Robert Sonnefeld wyżebrał, pożyczył, a częściowo zapłacił własnymi pieniędzmi, za osiemnaście hełmów VR i kompletów rękawic, żeby cała jego klasa mogła uczestniczyć w transmisji z Marsa.
Teraz on i siedemnastu zachwyconych uczniów czuło, jakby rzeczywiście spacerowali po ogrodzie pod kopułą, który badacze zbudowali na czerwonych piaskach Marsa.
Angielka oprowadzała ich po ogrodzie, wyjaśniając, co tam widzą.
— To jest w istocie bardzo wyspecjalizowana wersja systemu zwanego Żyjącą Maszyną. Stworzono ją w Stanach jako metodę oczyszczania wody do takiego poziomu, by można było ją pić.
Trudy Hali zatrzymała się przy wielkiej kadzi wypełnionej gęstą, brązową cieczą.
— Cały proces zaczyna się oczywiście od bakterii — wyjaśniła. — Zaczynają pracę od rozkładania odpadów i zanieczyszczeń w wodzie…
Piętnaście minut później stała pomiędzy rzędami plastykowych tacek z rozmaitymi roślinami liściastymi.
— Hodowla roślin na tutejszej glebie jest oczywiście niemożliwa, bo grunt jest nasycony nadtlenkami — objaśniała. — Jak bardzo silny wybielacz. Stosujemy więc uprawę hydroponiczną — rośliny rosną w bogatej w odżywcze składniki wodzie.
Li Chengdu był zafascynowany transmisją. Jako dyrektor misji podczas pierwszej wyprawy pozostawał wtedy na orbicie. Nigdy nie postawił stopy na powierzchni czerwonej planety. A teraz chodził po zbudowanym przez ludzi hydroponicznym ogrodzie pod plastykową kopułą, ogrodzie, który przetwarzał wodę, dostarczając ekspedycji wody pitnej oraz świeżej żywności. Niesamowite.
Szedł obok Trudy Hali, która przemieszczała się powoli między hydroponicznymi tacami, pokazując na prawo i lewo, gdy coś objaśniała.
— W tym miejscu woda jest używana do nawożenia warzyw. Soja, amarant, bakłażan… a tam, w tych dużych tacach, oczywiście melony i truskawki. — Hali sięgnęła i dotknęła jasnozielonego liścia. Li poczuł go w rękawicy.
Jestem wreszcie na Marsie, pomyślał ze zdumieniem.
Jamie i reszta podeszli do stołów w mesie, zaś Dex i Trudy udali się do ogrodu. Rozsiedli się i zaczęli rozmawiać o istotnych sprawach, gdy przestały pracować kamery.
— Dobrze, że VR działa — rzekła Stacy Dezhurova. — Skargi z Tarawy przychodziły codziennie.
Tarawa, pomyślał Jamie, to marionetki w ręku Trumballa seniora, z Bostonu.
— Zabieram go na przejażdżkę do Ares Vallis — powiedział Opos Craig, obejmując kubek kawy oboma rękami. — Popracuję nad nim, aż zacznie się zachowywać jak trzeba.
— Powodzenia — mruknął Rodriguez.
Klapa śluzy syknęła i wkroczyli Trudy i Dex krokiem spacerowym. Dex wcześniej zdjął z głowy kamery VR, co zauważył Jamie.
— Dobrze — ogłosił — rzuciliśmy ich na kolana, tam w Peorii. Trudy to urodzona aktorka VR. Powinniście byli ją zobaczyć!
Hali uśmiechnęła się uprzejmie i wykonała mały dyg.
— Nowa praca — show-biznes.
Vijay przeprosiła i wyszła, gdy Trumball podszedł do zbiornika i nalał sobie filiżankę kawy. Jamie zauważył, że nie zaproponował nic Trudy, która po prostu siadła przy stole i wzięła głęboki oddech, jak po biegu sprinterskim.
Patrząc na Jamiego, który właśnie wrócił do stołu, Dex rzekł:
— Wy nie macie pojęcia, jak ważne są transmisje VR. Dziesiątki milionów ludzi patrząc na nas doświadczają tego, co im pokazujemy.
— Mucho dinero — rzekł Rodriguez.
— Tu nie chodzi tylko o pieniądze — odwarknął Trumball. — Chodzi o poparcie. Ci widzowie mają wrażenie, że byli z nami na Marsie. Poprą nas przy kolejnych ekspedycjach. Może nawet będą chcieli sami polecieć.
Zanim Jamie zdążył odpowiedzieć, do stołu wróciła Vijay, trzymając jakiś pojemnik tak wysoko, żeby wszyscy widzieli:
— A oto pewna ilość alkoholu do celów medycznych. Skoro wyłączyliśmy wścibskie oczy kamer, można zacząć prawdziwą imprezę!
Soi 48: Poranek
Wielki dzień, myślał Jamie. Największy dzień na Marsie od dnia naszego lądowania.
— Smutno mi tu będzie — rzekła ponuro Stacy Dezhurova nad śniadaniem.
— Niedługo wrócimy — rzekł Mitsuo Fuchida. — Za mniej więcej tydzień.
— A najwyżej cztery tygodnie w naszym wypadku — rzekł Dex. Rosyjska astronautka wyglądała na prawie melancholijną, co zaskoczyło Jamiego. Stacy zwykle była aktywna, profesjonalna.
— Tak cicho tu będzie — rzekła, przenosząc wzrok z Trumballa na Fuchidę.