Выбрать главу

– To jest życie – westchnął z ukontentowaniem Freddy, dołączając do niej. – Co zrobić, żeby już zawsze tak było?

– Znajdź sobie bogatą żonę – zażartowała.

– Hej, nie jestem taki wyrachowany! – zaprotestował. -Wiesz, że szalałem za tobą.

– To prawda. Tylko czy szalałbyś, gdyby moje konto bankowe wyglądało mizerniej?

Zastanowił się.

– Nie mogło wyglądać mizernie, bo starałem się obracać wyłącznie wśród bogatych kobiet.

Zaśmiała się, gdyż jak zwykle zdołał ją rozbroić.

– To poobracaj się znowu.

– Powinienem, bo czas leci i mój termin przydatności do spożycia zbliża się coraz bardziej, więc pora pomyśleć o przyszłości. Sęk w tym, że jak kogoś sobie upatrzę, to pewnie uznasz, że to ona ma mnie dalej utrzymywać.

– Skoro będzie bogata…

– Wiesz, mężczyzna potrzebuje niezależności – wygłosił z kamienną twarzą.

Joannę zamurowało na moment.

– I dlatego mam ci dalej płacić alimenty? Wiesz, nikt inny nie wpadłby na coś podobnego, tylko ty.

– Bo nie ma drugiego takiego, jestem jedyny w swoim rodzaju.

Trudno było z tym dyskutować.

– Nie obawiaj się, nie zostawię na lodzie ojca mojego dziecka – obiecała. – Ale w zamian zdradź mi, jakie jeszcze cechy, oczywiście oprócz pieniędzy, powinna posiadać twoja wybranka?

– Przede wszystkim nie może być poważna i zasadnicza. Chciałbym, żeby umiała się dobrze bawić, nie dbając o konsekwencje. Ale wy tak nie potraficie…

– Crystal potrafi – Joanna westchnęła na samą myśl o jej braku odpowiedzialności.

– Tak, ale chwilowo brak jej kasy. Gustavo ją spłaca, na razie oddał połowę, Crystal naciska na resztę, on nie ma skąd wziąć, kłócą się o to ostro.

– Skąd wiesz? – spytała zaskoczona.

– Crystal płacze mi w kamizelkę, bardzo jej się przydałem przez tych parę dni. Gustavo nic ci nie wspominał?

– Nie.

– Ach, ta wasza delikatność! Gdyby nie ona, wzięlibyście ślub i byłoby po kłopotach.

– Freddy, nie bądź prostacki!

– Czemu dla eleganckich ludzi najlepsze rozwiązania są zbyt prostackie? – poskarżył się. – Gdybyś wyszła za Gustava, on miałby z czego spłacić Crystal, więc wreszcie by się jej pozbył, a gdyby ona odzyskała majątek, to… Sama powiedziałaś, że potrzebna mi bogata żona. Ja i Crystal świetnie byśmy się razem bawili. No i dzieciaki byłyby zadowolone. Wszystko zostałoby w rodzinie.

Brzmiało to przerażająco logicznie, lecz wyrachowanie tej propozycji poraziło Joannę, która wolała uciec z powrotem do basenu i nie wysłuchiwać tego dłużej.

Wieczorem zeszła na kolację wcześniej od innych, zajrzała do biblioteki i nieoczekiwanie zastała tam Crystal, która na jej widok spytała z miejsca:

– Słuchaj, o co ci chodziło? Przez cały dzień rzucałaś mi wściekłe spojrzenia, nie znoszę, kiedy ktoś się na mnie gniewa.

– Zrobiłaś ogromną przykrość Renacie. Nosisz w torebce zdjęcia Toniego, ale nie masz ani jednego jej.

– Grzebała w mojej torebce? No coś podobnego!

– Ona tylko rozpaczliwie szukała dowodu, że jej matka ją kocha.

– A niech to! – Crystal westchnęła. – Masz mnie za potwora, tak?

– Cóż… Nie wyobrażam sobie, że mogłabym poświęcać Billy'emu równie mało uwagi jak ty Renacie.

– Wiem, ale nie mogę nic na to poradzić, to nie moja wina. Coś się stało, kiedy ją urodziłam… A raczej na odwrót. Nic się nie stało. Trzymałam ją na rękach i czekałam na przypływ macierzyńskich uczuć, o których się tyle mówi… I nic! Zupełnie nic nie czułam, chociaż naprawdę się starałam.

Joanna przypomniała sobie falę miłości, jaka ją ogarnęła na widok Billy'ego i po raz pierwszy współczuła Crystal, ale szybko przestała, słysząc dalsze wyznania.

– Gdyby to przynajmniej był chłopiec! Strasznie chciałam mieć syna, bo ta ciąża była okropna, zrobiłam się gruba i brzydka, a potem ten poród tyle trwał i trwał, jakiś koszmar, a ja cały czas myślałam, żeby to był syn, bo wtedy nie będę musiała przez to wszystko drugi raz przechodzić, a tu się okazało, że córka, a Gustavo powiedział, żebym się nie martwiła, bo następnym razem urodzę syna. Następnym razem! Co to niby za pociecha? Miałam dosyć! – żaliła się Crystal. – Bycie księżną wcale nie jest zabawne, jej rola polega na zapewnieniu dziedzica, a mnie nie o to chodziło!

– Czyli tylko po to za niego wyszłaś? Żeby zostać księżną? Nie kochałaś go?

Crystal zawahała się.

– Nie wiem. Na swój sposób chyba go kochałam. Taki mi się wydawał ekscytujący! Myślałam, że będziemy jeździli w różne miejsca, obracali się w najlepszym towarzystwie, a tymczasem on najchętniej zakopałby się w tej starej dziurze. Owszem, czasem podróżowaliśmy, ale on w kółko wydzwaniał do Laury i dopytywał o Renatę, i cały czas był myślami tutaj. Przecież można umrzeć z nudów przy takim człowieku!

Joanna osłupiała.

– Według ciebie Gustavo jest nudny?

– Nudny, poważny, zasadniczy! W ogóle nie umie się bawić, interesuje go tylko historia albo załatwianie jakichś spraw. Ja bardzo dziękuję za takiego męża! – Nagle wy buchnęła: – Nic nie poradzę, że jestem zupełnie inna niż on! Nie mogę się zmienić na zawołanie, nie mogę czuć tego, czego nie czuję! To nie moja wina, ja się naprawdę starałam, ale to nie dla mnie. Popełniłam błąd, wychodząc za niego. Gustavo powinien był ożenić się z tobą, jesteś tak samo nudna i zasadnicza jak on.

– To prawda – zgodziła się Joanna bez cienia urazy, dochodząc do wniosku, że nie potrafi gniewać się na Crystal, która jest takim samym dużym dzieckiem jak Freddy.

– Chodźmy do jadalni, zaraz będzie kolacja.

– Chwileczkę, najpierw muszę zadzwonić do Eleny. Crystal wydzwaniała do opiekunki swego dziecka kilka razy dziennie, dopytując o Toniego.

Chwilę potem Joanna usłyszała jej zdenerwowany głos:

– Przecież on płacze! Jest chory? Jak to głodny? Bzdura, nie płakałby tak, gdyby był głodny, na pewno coś mu jest, coś złego, ja to czuję!

Jej krzyki zwabiły do biblioteki przechodzących korytarzem Gustava z Renatą.

– Co się stało?

– Moja kruszyna zachorowała! – lamentowała Crystal. -Muszę natychmiast wracać!

Gustavo zdecydowanie odebrał jej telefon.

– Eleno, co się dzieje? Aha, spóźniłaś się o parę minut z karmieniem? Rozumiem.

Crystal dostała histerii ze zdenerwowania.

– Co wy możecie wiedzieć? – Rozszlochała się. – A jeśli on umrze? Wracam do niego w tej chwili!

Joanna spostrzegła, jak Renata wymyka się z biblioteki, więc na wszelki wypadek podążyła za nią dyskretnie. Dziewczynka pobiegła do swojego pokoju i zaczęła wyjmować ubrania z szafy, co szło jej dość wolno, gdyż miała tylko jedną rękę sprawną.

– Co robisz? – spytała Joanna.

– Jadę z mamą.

– Ale…

– Mama chce, żebym z nią jechała – zadeklarowała Renata tak dobitnie, jakby usiłowała przekonać samą siebie. – Muszę jej pomóc.

W drzwiach pojawił się Gustavo, który usłyszał ostatnie słowa córki – świadczył o tym wyraz jego twarzy.

– Kochanie… – zaczął błagalnie.

Renata obróciła się gwałtownie, jakby miała zmierzyć się z wrogiem.

– Nie zatrzymasz mnie!

– Gustavo, gdzie jesteś? – rozległ się na korytarzu zdenerwowany głos Crystal. – Jestem gotowa, jedźmy!

– Mamo, zaczekaj na mnie! Już biegnę! – zawołała Renata.

– O czym ty mówisz? – zdziwiła się Crystal, wchodząc do pokoju.