Выбрать главу

– Ja też jestem gotowa.

– Ale ja cię nigdzie nie zabieram.

– Przecież obiecałaś!

– Tak, owszem… któregoś dnia… ale teraz Toni jest chory, więc…

– Więc potrzebujesz mnie do pomocy! – Głos dziewczynki zadrżał.

– Musisz mnie zrozumieć, to nie jest dobry moment.

– Mamo!!

– Renata – zaczął dość ostro Gustavo, lecz Joanna powstrzymała go, kładąc mu dłoń na ramieniu.

– Nie tak – szepnęła mu do ucha. – Nie z pozycji autorytetu. Nie rozkazuj, tylko proś, błagaj nawet, jeśli trzeba. Powiedz, jak bardzo jej potrzebujesz.

– Nie widzisz, że…

– Ona tego nie zniesie, jeśli Crystal drugi raz ją odrzuci. Musisz temu zapobiec. To twoja jedyna szansa. No już! – przynagliła go.

Dziewczynka wpatrywała się w matkę szeroko otwartymi oczami, w których widniało niedowierzanie i ból. Gustavo czym prędzej przykląkł na jedno kolano przed córką, położył jej dłonie na ramionach.

– Kochanie, jeśli chcesz jechać, nie będę cię zatrzymywał, ale czy nie mogłabyś zostać ze mną? Proszę. Co ze mną będzie, kiedy odjedziesz? Co ja bez ciebie zrobię?

Renata stała bez słowa, na jej buzi odmalowała się niepewność.

– Wiem, że wolałabyś jechać z mamą, ale ja też bardzo cię kocham, dużo bardziej, niż myślisz. Proszę cię, zostań ze mną. Nie zostawiaj mnie.

Nagle dziewczynka odetchnęła głęboko i wyprostowała się, jakby ktoś zdjął z niej ogromny ciężar. Okazało się, że była wyższa, niż Joanna sądziła przez tych kilka tygodni.

– Nie mogę z tobą jechać, mamo – oznajmiła z dziecięcą godnością. – Tata mnie potrzebuje. Muszę zostać i opiekować się nim.

– Dziękuję ci, kochanie – rzekł z uczuciem Gustavo. Crystal przyszedł z pomocą jej talent aktorski.

– Słusznie postąpiłaś. Powinnaś zostać i dbać o tatę. -Powtórzyła to parę razy jak mantrę, której zamierzała się odtąd trzymać. – A teraz muszę wracać. Gustavo, odwieź mnie.

– Szofer to zrobi, ja zostanę z Renatą.

– Szofer? To ja umieram ze strachu o dziecko, a ty mnie wysyłasz z szoferem? Serca nie masz! – pożaliła się Crystal.

– Oczywiście, że nie możesz jechać z kimś obcym, ja cię odwiozę – zaofiarował się Freddy, który w pewnym momencie wślizgnął się do pokoju, niezauważony przez nikogo.

Crystal odwróciła się do niego z wdzięcznością.

– Och, Freddy, jesteś taki kochany!

– Cała przyjemność po mojej stronie – oświadczył i zabrał ją, na odchodnym mrugnąwszy porozumiewawczo do Joanny, która mogła tylko z dezaprobatą potrząsnąć głową.

Ona wyszła również, zostawiając Gustava z córką. Ujrzała go ponownie dopiero po kolacji, gdyż wtedy zszedł na dół, wyraźnie szukając jej. Mocno ujął Joannę za ręce, uścisnął.

– Dziękuję ci z całego serca. Sam nigdy bym nie wpadł na podobne rozwiązanie. Jak ja w ogóle dawałem sobie radę bez ciebie? Twój przyjazd odmienił wszystko. Gdybym tylko…- Zamilkł.

– Gdybyś co?

– Gdybym tylko słuchał twoich rad wcześniej – zakończył nieco niezręcznie, więc Joanna domyśliła się z łatwością, że wcale nie to chciał pierwotnie powiedzieć.

– Najważniejsze, że Renata wyszła z tego z twarzą. W końcu to ona podjęła decyzję, a to bardzo ważne.

Gustavo z ociąganiem puścił jej dłonie.

– Będę ci wdzięczny do końca życia. Nawet nie umiem ci powiedzieć, ile dla mnie uczyniłaś i jak wiele to dla mnie znaczy.

Czekała na coś więcej, liczyła, że Gustavo jednak zdradzi jej, co naprawdę miał przed chwilą na myśli, lecz on zachował to dla siebie.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

– Dajcie latarkę! – zażądała podekscytowana Joanna, gdy wreszcie ekipie udało się zrobić niewielki otwór w ostatniej warstwie cegieł, z których zbudowano budzącą ich ciekawość ścianę.

Chwilę potem usiadła, jakby ją ścięło z nóg.

– Co tam jest? – Usłyszała wokół siebie głosy swoich pracowników.

– Sami popatrzcie i powiedzcie, co widzicie, bo może mi się tylko wydawało.

Zaglądali jeden po drugim, ale nikt się nie odezwał, ponieważ wszystkich zamurowało. Patrzyli po sobie w milczeniu.

– Chyba powinnam jechać po Gustava – odezwała się w końcu Joanna.

Znalazła go w gabinecie, gdzie wraz z córką pochylał się nad atlasem świata, coś jej objaśniając.

– Chciałam was zabrać na wykopaliska i pokazać pewną rzecz – rzekła tak spokojnie, jak tylko zdołała.

– Jeszcze pracujecie? Myślałem, że już wracacie na kolację.

– To lepsze niż kolacja.

– Co jest lepsze niż kolacja? – spytał zdumiony dziwnym światłem, jakie ujrzał w jej oczach.

– Sam się przekonaj.

Spojrzał pytająco na córkę, a ta zdecydowanie wzięła go za rękę.

– Idziemy, tato.

Joanna zawiozła ich na miejsce. Już z dala widzieli łunę świateł, gdyż z samochodów wyciągnięto potężne reflektory, więc zrobiło się widno jak w dzień.

– Wyjęliśmy kolejną cegłę, teraz lepiej widać – entuzjazmował się Hal.

– Co lepiej widać? – dopytywał zaintrygowany Gustavo. Joanna podała mu latarkę i wskazała otwór. Chwilę potem usłyszała zduszony okrzyk.

– Czy to jest to, co myślę? – upewnił się.

– Tak, to wygląda na złoto – przyświadczyła Joanna.

– Zaginiony skarb Montegiano – mruknął do siebie.

– Trochę potrwa, zanim zdołamy się tam dostać i wszystko wydobyć – uprzedziła Joanna. – Ale wygląda to całkiem obiecująco.

– Rozumiem. Dziękuję, że mi to pokazałaś. Och, gdybym tylko miał pewność, gdyby można było już wiedzieć… – gorączkował się.

– Cierpliwości, tato – powiedziała tonem niani Renata, która bardzo sobie wzięła do serca, że ma się nim opiekować.

Obudziła się w nocy, czując w pokoju czyjąś obecność.

– Kto tu jest?

– To tylko ja – odpowiedział jej znajomy głos. – Nie pukałem, żeby nie ściągnąć niczyjej uwagi. Nie zapalaj światła.

Wzrok zaczął jej przywykać do ciemności, więc wreszcie ujrzała Gustava siedzącego na brzegu łóżka. W jego oczach błyszczało podekscytowanie, a na ten widok Joannie serce zabiło szybciej. Zakradł się w nocy do jej sypialni…

– Co ty tu robisz? – wyszeptała.

– Nie mogłem spać. Leżałem i myślałem. Jesteśmy na progu czegoś zupełnie nowego. Czujesz to?

– Tak.

Czemu jej nie pocałował? Od tamtej wspólnie spędzonej nocy coś ich dzieliło, jakby padł między nich cień, lecz Gustavo wreszcie przyszedł do niej. Tylko dlaczego nie próbował jej dotknąć?

– Nie mogę już dłużej czekać. Zróbmy to.

– Tak? – spytała bez tchu.

– Jedźmy i sprawdźmy, czy to naprawdę złoto. Jest jeszcze ciemno, ale zaraz zacznie się rozwidniać.

Głęboko dotknięta wpatrywała się w jego twarz, którą widziała coraz wyraźniej.

– Po to do mnie przyszedłeś?

Nie zwrócił uwagi na ton jej głosu, był zbyt pochłonięty myślą o skarbie.

– Wiem, że nie powinienem, ale mnie rozumiesz, prawda?

– Tak, zaczynam cię rozumieć… W porządku, poczekaj na dole, zaraz do ciebie zejdę.

Kiedy znaleźli się na miejscu, rzeczywiście powoli świtało. Ponieważ wieczorem ekipa wyjęła jeszcze kilka cegieł, otwór się powiększył, więc Gustavo próbował się przez niego przecisnąć, lecz okazał się za szeroki w ramionach.

– Nie dam rady. Szkoda, prawie już czegoś dosięgłem…

– Czekaj, ja spróbuję, jestem szczuplejsza. – Joanna znikła do połowy w otworze, a po chwili zażądała: – Wyciągnij mnie. Mam coś.

Gustavo chwycił ją wpół i wyciągnął, lecz potem nie puścił. Stał, trzymając Joannę w objęciach i oddychając z trudem jak ktoś głęboko poruszony.