Выбрать главу

– Nie wiem, czy odważę się na to spojrzeć – wyznał zmienionym głosem. – Tak wiele od tego zależy…

– Doprawdy? – Nie zdołała do końca ukryć smutku, ponieważ koniec końców majątek okazał się dla Gustava ważniejszy od niej. – Skoro to takie istotne, przyjrzyjmy się znalezisku.

Na jej dłoni spoczywała duża, dość toporna brosza z żółtawego metalu, ozdobiona nieforemnymi kawałkami czegoś, co wyglądało na stare kolorowe szkło.

– Tylko tyle? – stwierdził z bezbrzeżnym rozczarowaniem Gustavo. – Tania błyskotka z brzydkich szkiełek?

Joanna żachnęła się z oburzeniem. Teraz jej oczy błyszczały z podekscytowania.

– To autentyczna biżuteria sprzed półtora tysiąca lat, wygląda zupełnie inaczej niż współczesna. Gdy poprzednim razem znalazłam ozdobę ze „szkiełkami", wyceniono ją na pięć milionów dolarów. Przecież to prawdziwe złoto, rubiny, szmaragdy…

Gustavo porwał ją na ręce i przycisnął do siebie z całej siły, niemal miażdżąc jej żebra. Brosza wypadła z ręki Joanny, lecz nie zważał na to, całował ją jak szalony.

– Wygraliśmy! – wykrzykiwał w uniesieniu. – Teraz wszystko będzie dobrze!

– Tak, stałeś się bogaty – odparła oszołomiona.

– Właśnie! I nareszcie mogę ci się oświadczyć! Jej czoło przecięła pionowa zmarszczka.

– Nareszcie? A wcześniej nie mogłeś?

– Nie, bo dopiero teraz jestem niezależny finansowo, więc masz pewność, że nie poluję na twój majątek.

– Wcale cię o to nie podejrzewałam. Postaw mnie! – zażądała.

Zrobił to, lecz nie wypuścił jej z ramion.

– Nie mogłem cię poślubić, kiedy tak rozpaczliwie potrzebowałem pieniędzy.

– Czemu nie? Dwanaście lat temu oświadczyłeś mi się właśnie z tego powodu i nie winiłam cię za to, więc nie zrobiłabym tego i teraz.

– Nie widzisz, że sytuacja jest inna? Wtedy mieliśmy zawrzeć uczciwy układ, każda ze stron coś dostawała, a tym razem…

– A tym razem kochaliśmy się ze sobą – przypomniała mu. – To zmienia wszystko. Przynajmniej w moim odczuciu.

– Tak, ale przedtem powinienem był ci o czymś powiedzieć, lecz nie zrobiłem tego, a potem nie wiedziałem, jak ci to wyznać. Otóż Crystal zażądała ode mnie natychmiastowej spłaty reszty pieniędzy.

– Wiem o tym od Freddy'ego.

– Czy rozumiesz więc, czemu moja sytuacja stała się beznadziejna? Kochaliśmy się, bo pragnąłem tego ponad wszystko na świecie, ale jak miałbym sprawić, byś w to uwierzyła?

– Właśnie tak. Powiedzieć mi.

– Lecz przecież to samo bym powiedział, gdyby mi chodziło o twój majątek! Skąd wiadomo, że moje zapewnienia nie byłyby kłamstwem? Mogłem starać się o ciebie z bardzo niegodnych powodów.

– Zdaniem niektórych postąpiłeś niegodnie, poślubiając inną, ale wtedy nie przeszkadzała ci niczyja opinia! – rzuciła mu prosto w twarz. – Dla Crystal zgodziłeś się znieść ludzkie gadanie, dla mnie jednak nie poświęcisz się w ten sposób.

– Najmilsza…

– Nie nazywaj mnie tak, hipokryto! Gustavo również stracił panowanie nad sobą.

– Kocham cię, więc będę cię nazywał, jak zechcę! A może moje uczucie nie ma dla ciebie znaczenia?

Przez dwanaście lat marzyła, by wyznał jej miłość i w końcu naprawdę to zrobił, jednak w najgorszy sposób – podczas głupiej, nikomu niepotrzebnej kłótni.

– Miałoby, gdybyś rzeczywiście mnie kochał – odparła powoli. – Wygląda jednak na to, że moja osoba znajduje się dość nisko na liście twoich priorytetów.

– O czym ty mówisz? Owszem, źle to wyszło, powinienem był…

– Przy Crystal nie zastanawiałeś się nad tym, co powinieneś, tylko poszedłeś za głosem serca.

– Czy możemy nie rozmawiać o niej?

– Nie, nie możemy! Gdy chodziło o nią, nie dbałeś o to, co ludzie pomyślą, ani nawet o to, co ty sam o sobie pomyślisz, za to kiedy chodzi o mnie, to na pierwszym miejscu stawiasz swoją dumę, na drugim swoją reputację, a dopiero na trzecim mnie. Nie dbam o takie asekuranckie uczucie, nawet od Freddy'ego dostałam więcej.

– Freddy szukał bogatej żony. Westchnęła.

– Gdybym bez końca rozważała motywy powodujące mężczyznami, którzy mają mniej pieniędzy ode mnie, umarłabym jako stara panna. Nigdy nie zwracam uwagi na stan konta, liczy się tylko to, czy mężczyzna mnie kocha.

– Przecież ci właśnie powiedziałem…

– Wiesz, co ty naprawdę kochasz? Poczucie, że jesteś człowiekiem godnym szacunku.

– Nie wiem, co ty kochasz, ale na pewno nie kochasz mnie! Gdybyś kochała, nie skorzystałabyś z pierwszego pretekstu, żeby się wycofać. Dwanaście lat temu zrobiłaś to samo.

Ogarnął ją tak straszliwy gniew, że prędzej by umarła, niż w tej sytuacji wyznała Gustavowi swoją miłość.

– Wracamy do domu. To nie jest czas i miejsce na podobną dyskusję.

– Owszem, jest. – Nie odzywaj się do mnie! Jestem tak wściekła, że nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek będą chciała z tobą rozmawiać.

– Nie rozumiem cię!

– Co do tego jednego się zgadzamy – skwitowała z zimną furią. – Nigdy mnie nie rozumiałeś.

Odwróciła się, pobiegła do samochodu i ruszyła w stronę pałacu. Dopiero w połowie drogi uświadomiła sobie, że w ten sposób skazała Gustava na powrót piechotą. Nie było to daleko, lecz nie mogła go w ten sposób traktować. Zawróciła.

– Wsiadaj – warknęła, otwierając drzwi. – Ale nie odzywaj się do mnie więcej, rozumiesz?

– Nie – odparł głucho.

W ciągu następnych dni wydobyto cały skarb, a choć jego wartość przekroczyła najśmielsze oczekiwania, Joanna pozostała na ten fakt obojętna, gdyż potrafiła myśleć tylko o jednym. Dla niej Gustavo nie wzgardził opinią i konwenansami, nie podeptał wszystkiego, jak uczynił to dla Crystal, a tym samym po raz drugi złamał Joannie serce. Nie zamierzała zadowolić się jakimś drugorzędnym uczuciem, ponieważ sama kochała całą swoją istotą, bez stawiania jakichkolwiek warunków.

W odróżnieniu od nich dwojga między ich byłymi małżonkami układało się jak najlepiej, więc Freddy opuszczał Montegiano, by zamieszkać w hotelu, w którym zatrzymała się Crystal. W wieczór poprzedzający wyjazd swego niechcianego gościa Gustavo zmusił się do tego, by zachować się jak dobry gospodarz i dołączył do Freddy'ego, który siedział w bibliotece w towarzystwie kryształowej karafki. -Może jeszcze jednego? – zagadnął, widząc pustą szklaneczkę.

– Nie odmówię

Gustavo dolał mu.

– Czy już się pan spakował? – spytał uprzejmie, zajmując miejsce w fotelu.

– Tak, bez obawy, pozbędzie się mnie pan jutro z samego rana.

– Mam nadzieję, że nie czuł się pan tutaj niemile widziany.

– Nie, ja wszędzie dobrze się czuję. Pobyłem sobie z Billym, przestałem się martwić o pana…

– O mnie? – zdumiał się Gustavo.

– Jeśli o mnie chodzi, to może pan sobie skoczyć z mostu do rzeki, oczywiście bez urazy. Myślałem o Jo. No i o Billym. Ale on twierdzi, że pan jest w porządku.

– To miło z jego strony – rzekł ostrożnie Gustavo. – Nie widzę jednak związku…

– Jak rany! – jęknął Freddy. – Wygłupiacie się z Jo od dwunastu lat. Może już dosyć, co?

– Chyba pan coś źle zrozumiał.

– A co, nie byliście zaręczeni? Dziwne, wszyscy mówią, że tak.

– Skoro bawił się pan na moim weselu, powinien pan wiedzieć, co się wydarzyło.

– Nie wiem, bo każdy gadał co innego. Ale teraz pan się w końcu ożeni z Jo i zostanie ojczymem Billy'ego, więc…

– Skąd ten pomysł? – spytał ostro Gustavo, który jak zwykle zesztywniał, gdy rozmowa zaczęła dotyczyć tematów osobistych.