Wilson McCue odczekał, aż dziewczyna usiądzie na wyświechtanym krześle za barierką dla świadków, tuż obok sędziowskiego stołu, i zaczął dość niewinnie:
– Proszę podać imię i nazwisko.
Cindy poruszyła się nerwowo na krześle, jakby polecenie sprawiło jej przykrość.
– Cindy Paige – odparła cicho.
– Panno Paige, od jak dawna zna pani oskarżonego?
– Od półtora roku.
– A czy dobrze go pani zna?
– Sądzę, że lepiej niż ktokolwiek inny.
– Czy prawdą jest, że łączy was związek uczuciowy?
– Owszem, mieszkamy razem.
– Ale nie mają państwo ślubu? – McCue nie tyle zapytał, co wyraził opinię o stanie rzeczy.
Cindy zerknęła na ławę przysięgłych. Siwa babcia – emerytowana nauczycielka – w drugim rzędzie zmarszczyła brwi z dezaprobatą.
– Nie, nie mamy ślubu.
– A jak dawno mieszkacie ze sobą?
– Od roku, jeśli nie liczyć krótkiej przerwy.
– Właśnie, pomówmy o tej krótkiej rozłące. Kiedy to było?
Cindy westchnęła w duchu. Pamięć jej nie zawodziła, ale pytano ją o coś, o czym z całego serca wolałaby zapomnieć.
– Prawie trzy miesiące temu.
– Tuż po procesie Eddy'ego Gossa, prawda? – w głosie McCue nie brzmiały przyjazne nuty. – Zaraz po wybronieniu go przez Swytecka przed sądem i uwolnieniu!? – dodał tonem śledczego.
– Sprzeciw, Wysoki Sądzie – Manny poderwał się z miejsca. – Prokurator nie zadaje pytań, tylko wyraża opinie.
– Uznaję sprzeciw – oznajmiła pani sędzia. – Panie McCue, uprzedzam pana, że nie będę tolerować takich nadużyć procedury. Przysięgłym zwracam uwagę, że pan Swyteck staje przed sądem pod zarzutem zabójstwa na osobie Eddy'ego Gossa, a nie dlatego, że był jego obrońcą.
Kilku przysięgłych spojrzało po sobie, jakby nie do końca rozumiejąc, który z dwóch wymienionych czynów Jacka stanowi prawdziwe przestępstwo.
– A teraz świadek odpowie na pytanie – zarządziła sędzia.
– Rozstaliśmy się z Jackiem parę dni po procesie Gossa, ale proces nie miał z tym nic wspólnego.
– To pani postanowiła wyprowadzić się od oskarżonego?
– Tak, to była moja decyzja.
– A pan Swyteck odczuł ją bardzo boleśnie?
Cindy zawahała się. Zaskoczyło ją i speszyło, że pytania dotyczą tak głęboko osobistych spraw. Spojrzała na Jacka, przeniosła wzrok na prokuratora.
– Oboje bardzo to przeżyliśmy – odparła patrząc prosto w oczy McCue'a.
– Spróbujmy to ukonkretnić. Doszło do wielkiej awantury, prawda?
– Sprzeciw, Wysoki Sądzie – Manny znów zerwał się z miejsca.
– Sąd odrzuca sprzeciw.
– Owszem, spieraliśmy się.
– Spieraliście się… – powtórzył McCue szyderczo – rozumiem, że bitwę pod Gettysburgiem też nazwałaby pani sporem.
– Sprzeciw! – zawołał Manny.
– Sąd uznaje sprzeciw – pani Tate zgromiła prokuratora wzrokiem. – Ostrzegam pana po raz ostatni, panie McCue, że nie będę tolerować takiego zachowania.
McCue jakby nie usłyszał.
– Czy to prawda, Miss Paige, że oskarżony fizycznie wyrzucił panią z domu?
– Nigdy nie podniósł na mnie ręki. Kłóciliśmy się, owszem, każdemu się to zdarza.
– Ale to nie była zwykła kłótnia. – McCue podszedł krok bliżej do Cindy. – Tego dnia pan Swyteck stracił całkowicie kontrolę nad sobą, prawda? – sugerował cichym, poważnym tonem. – Stał się jakby inną osobą, podziela pani tę opinię?
– Sprzeciw! – zawołał adwokat. – Wysoki Sądzie, te pytania są nie do przyjęcia!
– Jestem skłonna się zgodzić – sędzia spojrzała pytająco na prokuratora.
– Jeśli Wysoki Sąd pozwoli – rzekł McCue – chętnie wyjaśnię, że pytania te mają istotne znaczenie dla sprawy.
– Tylko krótko – skwitowała sędzia, dając znak obu prawnikom, żeby podeszli do stołu. Konferencje w sprawach proceduralnych mają charakter niejawny, chodzi o to, aby ich treść nie wpływała na decyzje przysięgłych. Drobne sprawy załatwia się szeptem przy stole sędziowskim, a gdy spór ma charakter poważniejszy, sędzia zarządza przerwę i zaprasza prokuratora i obrońcę do swojego gabinetu.
– Słuchałem cierpliwie – zaczął Manny, gdy z McCue podeszli do pani Tate – chcąc się zorientować, do czego to ma prowadzić, ale na Boga, zwykła kłótnia pary ludzi, którzy mieszkają ze sobą, nie może mieć absolutnie żadnego związku z istotą niniejszej sprawy. Uwagi pana prokuratora są poniżające i wielce niestosowne.
– Pytania dotyczą sedna sprawy – kontrargumentował McCue ze śmiertelną powagą. – Cóż z tego, że pański klient wygląda tak, jakby nawet muchy nie potrafił zabić, skoro w rzeczywistości jest całkiem inaczej! Wysoki Sądzie, twierdzę, że to szalenie złożona osobowość. Po procesie Gossa nagromadzone emocje wybuchły i wtedy Swyteck zabił swojego klienta. Zeznania świadka są więc istotne dla udowodnienia tej tezy, świadek bowiem może potwierdzić, że oskarżony stracił kontrolę nad swoim postępowaniem. Zamierzam wykazać, że pod wpływem stresu Swyteck stał się kimś zupełnie innym, zdolnym do zabójstwa.
– Panna Paige nie jest psychologiem, ani tym bardziej psychiatrą – zauważył Manny sarkastycznie.
– Nie interesuje mnie opinia lekarska – odpalił McCue – natomiast jestem ciekaw spostrzeżeń świadka. Ta kobieta mieszka z oskarżonym od ponad roku i, jak sama stwierdza, zna go lepiej niż ktokolwiek inny.
Sędzia nie była przekonana do końca, ale skłoniła się ku argumentacji prokuratora.
– Zgadzam się – oznajmiła – ale proszę nie przeciągać.
– Ależ, Wysoki Sądzie… – próbował protestować Manny.
– Wydałam postanowienie – ucięła pani Tatę.
McCue podziękował, Manny pokręcił tylko głową i wrócił na swoje miejsce obok Jacka. Prokurator znów stanął przy dziewczynie, tym razem jeszcze bliżej, niemal jej dotykał.
Cindy była ciekawa, co postanowiła sędzia. Wolałaby oczywiście, aby prokurator zmienił temat, ale z błysku w jego oczach domyślała się, że to jeszcze nie koniec, starała się więc panować nad sobą i nie dać się zaskoczyć.
– A więc panno Paige – ciągnął McCue – tego ranka, gdy opuściła pani narzeczonego, tuż po uniewinnieniu Eddy'ego Gossa, który niedługo potem został zabity, otóż czy przyzna pani, że tego ranka ujrzała pani jakby innego Jacka Swytecka?
– Nie powiedziałabym tego w ten sposób… – odparła, spojrzawszy najpierw na Jacka, a następnie na prokuratora.
– Ale przestraszyła się pani, prawda?
– Nie wiem, być może.
– Być może – powiada pani – spróbujmy więc to uściślić. Wychodząc nie próbowała pani pocałować narzeczonego na do widzenia.
– Nie.
– Nie podała mu pani ręki?
– Nie.
– I nie wyszła pani spokojnie, ale wybiegła?
– Owszem, wybiegłam.
– I to tak szybko, że nawet nie zdążyła się pani ubrać.
– Nie zdążyłam.
– W istocie uciekła pani na wpół naga, w samym tylko podkoszulku?
– To był mój nocny strój – łzy napłynęły jej do oczu.
– Uciekała pani w obawie o własne bezpieczeństwo?!
Pytanie ją dotknęło. Przesunęła językiem po suchych jak pieprz wargach.
– Nie zaprzeczy pani, że powiedziała pani Swyteckowi, iż proces Gossa zmienił go nie do poznania?
– Nie pamiętam niczego takiego – zmieszała się Cindy.
– Panno Paige – zadudnił McCue, a jego słowa poniosły się echem po całej sali – stwierdziła pani przecież, iż Jack Swyteck zmienił się do tego stopnia, że nie różnił się już od mętów, których bronił przed sądem. Tak pani powiedziała, prawda?
– Ja, to znaczy… – Cindy brakło słów, tak była zaskoczona.