Выбрать главу

— Nie — zaprzeczyła Joanna. — Pani Woollam za jednym razem widziała ogród, schody i ciemną, otwartą przestrzeń. Takie wspomnienia towarzyszyły jej więcej niż raz. Poza tym stwierdziła, że dwukrotnie znalazła się w tunelu.

— Czy masz jeszcze innych pacjentów po więcej niż jednej śmierci klinicznej?

— Tak — usiłowała sobie przypomnieć. — Muszę sprawdzić ich relacje.

— Przygotuj mi ich listę, z uwzględnieniem tego, co widzieli za każdym razem, zwłaszcza jeśli dostrzegli to samo. — Ponownie zapatrzył się w monitor. — Musi istnieć wyjaśnienie przyczyny, dla której widujesz Titanica.

Z całą pewnością, zgodziła się w myślach Joanna. Ale nie na skanach. To coś, co pan Briarley powiedział podczas lekcji albo odczytał nam z niebieskiej książki z karawelą na okładce. Zastanowiła się, czy Kit już znalazła książkę.

Mało prawdopodobne. Miała tylko kilka godzin na poszukiwania, a Joanna nie zapewniła jej żadnych pomocnych wskazówek. Mimo to sprawdziła wiadomości na automatycznej sekretarce. Dzwonił pan Mandrake i Guadalupe. „Czy nadal mamy spisywać wszystko, co powie Carl Aspinall?”, pytała pielęgniarka.

Tak, pomyślała ogarnięta poczuciem winy Joanna. Od niemal dwóch tygodni nie zawitała na czwartym piętrze wschodniego skrzydła. Guadalupe pewnie sądziła, że Joanna zupełnie zapomniała o Carlu. Przyszło jej do głowy, że od razu pobiegnie go odwiedzić, lecz minęła już przeszło godzina od chwili, gdy się ocknęła. Powinna nagrać swoje wspomnienia, zanim cokolwiek zapomni. Obiecała też zadzwonić do biura opieki nad ludźmi w podeszłym wieku, aby skontaktować kogoś z Kit.

Po załatwieniu tej sprawy zarejestrowała swoją relację, od razu spisując ją na komputerze dla zaoszczędzenia czasu. Następnie przygotowała wydruk i zaniosła go Richardowi, który właśnie rozmawiał przez telefon. Potem postanowiła porozmawiać z Guadalupe i w tym celu zeszła schodami na czwarte piętro i przez patologię dotarła do łącznika między skrzydłami.

Także tutaj dali o sobie znać malarze. Wejście na korytarz zablokowano żółtą taśmą z napisami „Nie wchodzić”, a na wszelki wypadek ktoś wepchnął metalowy pręt między uchwyty na drzwiach. W takiej sytuacji najkrótsza droga prowadziła przez drugie piętro, obok pokoju pani Davenport. Zbyt duże ryzyko.

Zeszła na pierwsze, pokonała łącznik między skrzydłami i windą dla personelu, dotarła na czwarte, gdzie zastała malarzy zajmujących się sufitem na korytarzu.

— Tędy pani nie przejdzie — odezwał się najbliżej stojący robotnik i machnął wałkiem z lewej strony Joanny. — Musi pani zejść na trzecie i przejść schodami dla odwiedzających.

Taka trasa oznaczała konieczność przejścia przez pediatrię bok pokoju Maisie, lecz lepsza Maisie niż pani Davenport, a zresztą może ogląda jakiś film na wideo i nic nie zauważy.

Płonne nadzieje.

— Pani Joanno! — wrzasnęła Maisie w chwili, gdy Joanna mijała drzwi.

— Cześć, dzieciaku. — Joanna zajrzała do środka.

— Muszę pani coś pokazać — oznajmiła zadyszana dziewczynka.

Organizm Maisie ponownie zaczął zatrzymywać płyny. Ręce i nogi dziewczynki opuchły, a twarz nabrzmiała.

— Mogę zostać tylko przez chwilę. Śpieszę się do pacjenta.

— To zajmie tylko minutę. — Maisie wydobyła książki spod koca. — Poprosiłam panią Sutterly o przyniesienie mi książek o Titanicu. Niech pani popatrzy! — Podniosła wielki album. Na okładce widniał znajomy rysunek statku z rufą sterczącą nad wodą, śrubami ociekającymi wodą i dymem wciąż wydobywającym się z kominów. Statek lada chwila miał się zanurzyć, choć jeszcze nie zgasły jego światła.

— Wiedziała pani, że orkiestra grała do samego końca? — spytała Maisie.

— Tak — potwierdziła Joanna, zastanawiając się, dlaczego kiedykolwiek wspomniała przy Maisie o Titanicu. — Grali Bliżej Ciebie, Panie.

— Ha! — wykrzyknęła dziewczynka. — Nikt nie wie na pewno, co grali. Niektórzy sądzą, że Bliżej Ciebie, Panie, a inni uważają, że piosenkę Jesień. Ale nikt nie wie na pewno, bo wszyscy zginęli.

— Twoja nauczycielka przyniosła ci te wszystkie książki? — Joanna spróbowała zmienić temat.

— Tak — potwierdziła Maisie, znowu wygrzebując coś spod koca. — Przyniosła mi jeszcze więcej, ale niektóre to książeczki dla małych dzieci. Wiedziała pani, że istnieje elementarz Titanica? — zapytała z obrzydzeniem.

— Nie — odparła Joanna, zadowolona, że Maisie nie traktuje bezkrytycznie wszystkich pozycji o katastrofach. Zastanowiła się, co oznaczały litery z książki. G jak góra lodowa? L jak Lorraine Allison? Z jak zatonięcie?

— Wie pani, co wpisali pod F? — zapytała z pogardą Maisie. — Film fabularny.

— A co powinni byli wybrać? — Joanna niemal obawiała się zadać to pytanie.

Maisie posłała jej spojrzenie pełne potępienia.

— F jak francuski buldog. Wie pani, ten, o którym mówiłam. Wiedziała pani, że pewna mała dziewczynka cały czas się z nim bawiła na pokładzie z promenadą?

— Maisie…

— Jest jeszcze książka z trójwymiarowymi obrazkami Titanica. Powiedziałam pani Sutterly, żeby je zabrała z powrotem do biblioteki, ale zostawiłam sobie te, w których jest naprawdę dużo informacji, więc jeśli potrzebuje pani pomocy w badaniach, jestem dobrze przygotowana — wyjaśniła, cały czas ciężko oddychając. Czyżby z powodu wysiłku związanego z wyciąganiem książek spod koca? A może przyczyna była inna? Organizm dziewczynki nie tylko zatrzymywał płyny w organizmie, ale jej usta wyglądały na jeszcze bardziej sine niż zwykle, a kiedy wdychała powietrze, Joanna słyszała lekki pogłos, przypominający świst. Jej stan się pogarsza, uznała, przyglądając się, jak Maisie wertuje książkę.

— Mam coś dla pani sprawdzić? — spytała Maisie.

— Teraz wolałabym, żebyś poczytała o Titanicu, a gdy nasuną mi się jakieś pytania, będziesz mogła od razu udzielić mi odpowiedzi. Poza tym masz odpoczywać i robić wszystko, co ci każą lekarze i pielęgniarki. — Joanna pozbierała książki. — Gdzie mam je schować?

— Do torby z Barbie, w szafce. Oprócz tej jednej. — Złapała dużą czerwoną książkę, zatytułowaną Titanic dla dzieci.

Joanna wsunęła pozostałe do różowej torby, którą wepchnęła do szafki.

— A teraz muszę się spotkać z pacjentem. Wkrótce do ciebie wpadnę, dzieciaku. — Poszła w stronę drzwi.

— Zaraz! — krzyknęła Maisie, zanim Joanna zdążyła zrobić dwa kroki. — Muszę panią o coś spytać. — Przerwała, żeby nabrać powietrza, a Joanna ponownie usłyszała świst w jej oddechu. — Co robić, kiedy bransoletka robi się zbyt ciasna? — Wyciągnęła opuchniętą rękę z plastikowym identyfikatorem na przegubie.

— Przychodzi siostra Barbara, odcina ją i przygotowuje większą — wyjaśniła Joanna. Czyżby dziewczynka martwiła się, że puchnie? Opaska na ręce nawet nie przylegała do skóry, nie mówiąc już o uciskaniu ciała.

— A jeśli stanie się coś złego, kiedy nie będę jej miała na ręku? Na przykład katastrofa, i nikt nie zdąży założyć mi nowej?

Może Maisie przypomniała się zgubiona złota bransoletka, którą znaleziono w ruinach Pompejów?

„Nic takiego nam nie grozi”, chciała powiedzieć Joanna, lecz zmieniła zdanie.

— Powiem Barbarze, aby w razie potrzeby najpierw założyła ci nową, a potem odcięła starą. Zgoda?

— Wiedziała pani, że strażacy co roku odwiedzają jej grób? — zapytała Maisie.