Выбрать главу

— Ofiarowanie mocy? — zdumiała się Joanna. Coś nowego.

— Tak, wielu moich pacjentów po powrocie wykazuje nabyte zdolności paranormalne: jasnowidzenie, telepatie, umiejętność nawiązywania kontaktu ze zmarłymi. Wątpię, aby którykolwiek z pani ochotników zdradzał takie zdolności.

Nie, pomyślała Joanna, bo gdybym sama potrafiła coś takiego zrobić, przesłałabym Richardowi telepatyczną wiadomość, aby wyszedł i mnie uratował.

— Z pani milczenia wnioskuję, że do niczego podobnego nie doszło, co mnie nie dziwi. Laboratoryjna stymulacja mózgu może jedynie wywołać wrażenia o charakterze fizycznym, podczas gdy doświadczenia graniczne nie mają związku z fizycznością, są zjawiskiem czysto duchowym. Dzięki nim wiemy, jak wygląda świat po Tamtej Stronie, rzeczywistość poza rzeczywistością, z którą zetknął się szereg moich pacjentów. Pani Davenport…

Może jednak mam zdolności telepatyczne, uznała Joanna. Wiedziałam, że prędzej czy później pojawi się temat pani Davenport.

— …wczoraj w nocy otrzymała wiadomość od swojej prababki. Przekaz był niewątpliwie autentyczny. Wie pani, jak brzmiał?

— „Rosabelle, uwierz”? — podsunęła Joanna.

Pan Mandrake wbił w nią wzrok.

— Powiedziała: „Nie kryje się tu lęk ani żal” — wyrecytował. — Czy pani ochotnicy rozmawiali kiedykolwiek ze zmarłymi? Oczywiście, że nie, bo te tak zwane symulacje śmierci klinicznej są zaledwie fizycznymi imitacjami. Pani Davenport uzyskała także wiadomości od rozmaitych…

Joanna zerknęła tęsknie na drzwi i stała się rzecz niewiarygodna — wyłonił się zza nich Richard, z rękami pełnymi teczek oraz wydruków skanów.

— O, pani doktor, tu pani jest — oznajmił, schylając się, aby zamknąć drzwi do laboratorium. — Bałem się, że pani zapomniała.

— O czym? — zdziwiła się Joanna.

— O naszym spotkaniu.

— Ach, spotkaniu! — wykrzyknęła Joanna, kładąc dłoń na ustach. — Z doktorem Tabbem. Rzeczywiście, zapomniałam. Co za szczęście, że pana spotkałam. Właśnie szłam do domu. Musi mi pan wybaczyć — zwróciła się do pana Mandrake’a. — Doktor Wright i ja mamy spotkanie…

— Już od dziesięciu minut. — Richard wymownie spojrzał na zegarek. — A świetnie pani wie, że doktor Tabb przykłada wielką wagę do punktualności. — Ujął Joannę pod rękę.

— To jest niezwykle… — Pan Mandrake zacisnął usta.

— Jesteśmy spóźnieni. Ogromnie nam przykro. — Richard przeprosił pana Mandrake’a i energicznie poprowadził Joannę do schodów i przez drzwi.

— Dziękuję — sapnęła Joanna, zbiegając po schodach u boku Richarda. — Jeszcze chwila, a zaprowadziłby mnie do pani Davenport, które ostatnio otrzymuje wiadomości od zmarłych. Skąd wiedziałeś, że tam stoimy?

— Telepatia. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu. — I przenikliwy głos pana Mandrake’a. Kim jest doktor Tabb?

— Pan Tabb jest pacjentem, z którym rozmawiałam dwa lata temu. Nie chciałam wymieniać nazwiska prawdziwego lekarza z obawy, że pan Mandrake pójdzie wyciągać z niego informacje.

— Mam nadzieję, że przez kilka następnych dni zajmie się poszukiwaniem doktora Tabba zamiast wysyłaniem nam wiadomości na pagery. — Dotarli na sam dół. — Dokąd iść, żeby na pewno go nie spotkać?

— Chodźmy tędy — zaproponowała Joanna, prowadząc Richarda przez onkologię do windy technicznej. — Stąd przedostanę się na parking. Zaraz, ale ty nie możesz wrócić do laboratorium, prawda? Przecież jesteśmy teraz na spotkaniu.

— Nie ma sprawy. I tak chciałem z tobą porozmawiać. Może pójdziemy coś zjeść?

— Z przyjemnością — odparła ochoczo Joanna. — Wydaje mi się jednak, że bufet jest zamknięty.

Nie myliła się.

— Czy on w ogóle bywa otwarty? — spytał Richard, kiedy oboje stali przed zamkniętymi szklanymi drzwiami i patrzyli do środka.

— Nie — stwierdziła Joanna. — Co teraz? Nie masz nic do jedzenia w swoim fartuchu?

Richard przystąpił do poszukiwań, zakończonych wydobyciem napoju Mountain Dew i połówki ciastka Hostess.

— Musze uzupełnić zapasy — oświadczył. — Może wybierzemy się do Taco Pierre’s? Oj, zaczekaj. — Znowu przetrząsnął kieszenie. — Nie wziąłem kluczyków.

— Za to ja wzięłam swoje. Tylko że nie masz płaszcza.

— W Taco Pierre’s podają ostry sos, a w twoim samochodzie jest grzejnik, prawda?

— Jest — przyznała Joanna.

Gdy tylko wsiedli do samochodu, nastawiła ogrzewanie na pełną moc i wręczyła Richardowi swoje rękawice, lecz zanim dotarli do baru, cały drżał. Gdy składali zamówienie na taco, poprosił jeszcze o dwie kawy dla siebie.

— Jedną na każdą rękę — wyjaśnił i po drodze do stolika zgarnął sześć torebek ekstra ostrego sosu. — Ktoś musi wreszcie otworzyć jakiś bar bliżej szpitala — oznajmił.

— Najlepiej dobry bar — szepnęła z uśmiechem Joanna. Lokal był brudny, a stojący za ladą młody, wytatuowany blondyn wyglądał tak, jakby ktoś postrzelił go w twarz z maszyny do wbijania gwoździ. W takim miejscu trudno o romantyczny nastrój, lecz było ciepło i pusto. Co za randka, pomyślała Joanna. Vielle by się zachwyciła. Joanna sama poczuła zadowolenie, gdy ugryzła kęs tater torro, upieczonego co najmniej tydzień wcześniej.

— Przynajmniej mam ciepło — skomentowała.

— Za to kawa jest zimna. Co takiego dowiedziałaś się od Mandrake’a? Umknęła mi pierwsza część rozmowy.

Opowiedziała mu wszystko podczas kolacji.

— A teraz pani Davenport otrzymuje wiadomości od zmarłych. — Zamyśliła się, sącząc colę. — Ciekawe, czy stosują szyfr.

— Szyfr? — zdziwił się Richard, popijając swoją zimną kawę.

— Tak, taki sam jak ten, którego obiecał użyć Houdini, przesyłając swojej żonie wiadomość po śmierci — wyjaśniła Joanna. — „Rosabelle, uwierz”, przykazał żonie, lecz w rzeczywistości wiadomość brzmiała: „Rosabelle, odpowiedz, powiedz, poproś o odpowiedź, spójrz, odpowiedz na odpowiedź, zapytaj”. Kolejne słowa oznaczały litery w wyrazie „uwierz”. Właśnie takiego szyfru używali w swoim starym tricku z odczytywaniem myśli.

— Udało mu się?

— Nie, a jeśli ktokolwiek potrafiłby przekazać wiadomość z tamtego świata, to tylko Houdini. — Joanna napiła się coli. — Nie wątpię jednak, że w ciągu dwóch najbliższych dni pani Davenport ogłosi, że rozmawiała z nim osobiście i powiedział jej, że… — przybrała grobowy ton — „…Nie kryje się tu lęk ani żal”.

— „Ani śmiałe ucieczki pod wodą” — dodał Richard, takim samym ponurym głosem. — Dlaczego życie po śmierci zawsze wydaje się najnudniejsze, jakie sobie tylko można wyobrazić?

— Nuda nie musi być zła — sprzeciwiła się Joanna, myśląc o pustce i ciemnościach za mostkiem i oficerze oznajmiającym: „Na pokład D wdziera się woda”.

— Chodzi ci o przeciwieństwo tego, co się działo na Titanicu — stwierdził Richard, jakby miał zdolności telepatyczne. Zgniótł papier po swoim burrito i odniósł tacę. — Prawdę mówiąc, właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. — Pogrzebał w stercie teczek, które położył na sąsiednim krześle, i wydobył jej relację. — Ciągle powtarzasz, że to Titanic. Skąd masz pewność?

Tyle tytułem randki, stwierdziła w myślach Joanna.

— Nie twierdzę, że to prawdziwy Titanic — wyjaśniła cierpliwie. — Już ci to mówiłam. To nie jest statek, który poszedł na dno w tysiąc dziewięćset dwunastym roku. To jakiś — sama nie wiem — Titanic stworzony przez umysł.