— Zgadza się — potwierdziła Joanna. — Kit, mogłabyś jeszcze coś dla mnie sprawdzić? Muszę wiedzieć, jak wyglądała jadalnia pierwszej klasy na Titanicu.
— Nie ma sprawy, z przyjemnością poszukam zdjęć. Coś jeszcze?
— Owszem. — Joanna zastanawiała się, co mogłoby dowieść, że widziała Titanica. — Sprawdź, czy tamtej nocy załoga Titanica korzystała z lampy sygnalizacyjnej, aby skontaktować się ze statkiem Californian. Poza tym spróbuj przygotować mi listę statków, z którymi udało się nawiązać wtedy łączność radiową. O ile nie za bardzo zawracam ci głowę.
— Wcale nie zawracasz — ucieszyła się Kit. — Na kiedy ci to potrzebne? Może być na jutro? O ile twoje zaproszenie na wieczór smakołyków wciąż jest aktualne. Postanowiłam, że jednak spróbuję się zjawić. Miałaś rację co do tego programu opieki. Faktycznie, można zamówić kogoś na szybki termin.
— Wspaniale. Podjechać po ciebie?
— Byłoby świetnie. Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem ci wdzięczna — wyznała Kit, zupełnie jakby to Joanna wyręczała ją w poszukiwaniach podręczników i sprawdzaniu informacji. — O której?
— Wieczór smakołyków rozpoczynamy o siódmej. Przyjadę pół godziny wcześniej.
— Rewelacyjnie. No to do zobaczenia ju…
Nagle rozległ się przeraźliwy, ogłuszający dźwięk.
— Co, do diabła! — wykrzyknęła Kit. — Zaczekasz chwilę?
— Wszystko w porządku? — spytała Joanna, lecz usłyszała wyłącznie piskliwe dzwonienie. Albo brzęczenie, przyszło jej do głowy. Zastanawiała się, czy powinna odłożyć słuchawkę, aby Kit mogła zadzwonić po pogotowie. A może lepiej by było, gdyby sama wezwała pomoc?
— Wszystko w porządku, wujku Pat — dobiegł ją cichy i spokojny głos Kit. — Nic się nie stało. — Dźwięk jednak nie ucichł. Ciekawe, skąd się bierze, myślała Joanna. Brzmi jak skrzyżowanie gwizdka czajnika z alarmem reanimacyjnym w szpitalu. Pewnie taki odgłos wydawały kominy na Titanicu, kiedy wypuszczano przez nie parę. Może usłyszała w przejściu właśnie to, a nie zatrzymanie silników.
— Większość z nich wcale tego nie słyszała. — W słuchawce rozległ się nagle głos pana Briarleya. Pewnie wszedł do biblioteki, kiedy Kit usiłowała uciszyć hałas.
— Pan Briarley? — spytała.
— Tak. Kto mówi?
— Joanna Lander.
— Joanna Lander — powtórzył, nie rozpoznając nazwiska.
— Jestem pana byłą uczennicą. Z liceum w Dry Creek.
— Z liceum… — Rozległo się ciche stuknięcie, jakby położył słuchawkę, lecz najwyraźniej tego nie zrobił, gdyż kilka sekund później stwierdził: — To było niespodziewane wytłumienie wibracji spowodowanych pracą silnika. Usłyszał to Jack Thayer, Ryersonowie i pułkownik Gracie, i wszyscy wyszli na pokład, żeby sprawdzić, co się stało.
Opowiada mi o wyłączeniu silników na Titanicu, pomyślała Joanna, ściskając słuchawkę. Kit mówiła, że jej wujek następnego dnia czasami coś sobie przypomina.
— Nikt nic nie wiedział — ciągnął pan Briarley. — Howard Case sądził, że zgubili śrubę. Jeden ze stewardów oznajmił, że to tylko drobna usterka mechaniczna. Nikt nie podejrzewał, że to coś poważnego… — Urwał, jakby czekając, aż Joanna coś powie.
— Panie Briarley — zaczęła Joanna, czując, jak mocno bije jej serce. — Co pan powiedział o Titanicu podczas tamtej lekcji?
Rozdział 27
„Czasami myślę, jak wspaniale byłoby powiedzieć sobie: Śmierć dobiegła końca; z tym doświadczeniem już się nie zetknę”.
Przez dłuższą chwilę Joanna słyszała wyłącznie przenikliwy dźwięk, a wreszcie dotarł do niej głos pana Briarleya:
— Mówią do nas — oznajmił. Joanna czekała, nie rozumiejąc, o co chodzi, i jednocześnie obawiając się, że jeśli zakłóci tor myślenia swojego byłego nauczyciela, zaprzepaści szansę dowiedzenia się czegoś więcej.
— Nudne, zakurzone zabytki. Oto, czym jest literatura — stwierdził pan Briarley, a następnie dodał niecierpliwie: — Tak, panie Inman, właśnie to będzie na egzaminie końcowym. Wszystko będzie na egzaminie końcowym. — W tej chwili nagle zapadła cisza.
Nie ulega wątpliwości, że właśnie to słyszę w przejściu, pomyślała nie na temat Joanna, wsłuchując się w dzwoniącą ciszę. To na pewno chodzi o urywający się hałas.
— Panie Briarley, czy pamięta pan, co powiedział wtedy na lekcji?
— Czy pamiętam? — powtórzył głucho. Zapadła długa cisza, zakłócona wyłącznie jego oddechem. — Zapamiętam to na zawsze — odezwał się wreszcie, tonem przepełnionym smutkiem i rozpaczą.
Pytanie go o cokolwiek nie ma sensu, skonstatowała Joanna.
— Przepraszam — mruknęła. — Ja…
— Kto to? — spytał stanowczo pan Briarley. — Jesteś przyjaciółką Kevina?
— Jestem pana byłą uczennicą, panie Briarley. Joanna Lander. I niech tak pozostanie — zadecydował, a w tle rozległ się głos Kit:
— Nie odkładaj słuchawki, wujku. To do mnie.
— Nie wiem, kto to taki — poskarżył się niezadowolony. — Ludzie dzwonią i się nie przedstawiają. — Joanna usłyszała, jak Kit odbiera mu słuchawkę.
— Przepraszam — odezwała się. — Wujkowi udało się jakoś uruchomić alarm przeciwpożarowy, a wyłącznik się zablokował, więc nie mogłam uciszyć tego wycia. Powiedziałaś, że wpadniesz wpół do siódmej?
— Tak. Kit…
— Ojoj, muszę kończyć. Na razie. — Kit odłożyła słuchawkę.
Joanna stała nieruchomo, wpatrując się w telefon. „Zapamiętam to na zawsze”, stwierdził pan Briarley, ale to nie była prawda. Nic nie pamiętał, tak samo jak Joanna. Nagle poczuła przytłaczające zmęczenie.
Odłożyła słuchawkę. Zobaczyła, że na sekretarce miga lampka. Wcisnęła przycisk odsłuchiwania. „Masz jedną wiadomość”, oświadczyło urządzenie. „Mówi Vielle. Pamiętałaś, żeby pożyczyć filmy?”.
— Nie — stwierdziła głośno Joanna. — Zajmę się tym rano. — Poszła do łóżka. Dopiero następnego dnia w drodze do pracy przekonała się, że wypożyczalnię Blockbuster otwierają o jedenastej. Czy wszystko zawsze jest pozamykane?, zastanawiała się, wpatrując się w zamknięte drzwi i myśląc o tym, kiedy uda się jej wyskoczyć po kasety.
Na pewno po południu. Sesja z panem Sage’em rozpocznie się o dziesiątej i trzeba na nią poświęcić jakieś pół godziny, plus co najmniej dwie dalsze na wydobywanie z niego relacji. A zatem o wpół do pierwszej przystąpi do spisywania jego wspomnień. Przynajmniej to potrwa krótko, stwierdziła w myślach. Ale musiała też dokończyć dla Richarda listę osób po wielu śmierciach klinicznych i spróbować skontaktować się z panią Haighton. Oraz porozmawiać z Guadalupe. I powiedzieć Vielle, że zaprosiła Kit na wieczór smakołyków.
Od tego zaczęła, mając nadzieje, że Vielle będzie zbyt zajęta, aby ponownie zadawać kłopotliwe pytania. Nie myliła się. Na oddziale nagłych wypadków panował nieopisany tłok.
— Wiosna całą gębą! — wykrzyknęła Vielle, a kiedy Joanna zrobiła zdumioną minę, wyjaśniła: — Sezon na grypę. Gorączki, odwodnienia, nagłe wymioty — lepiej się stąd wynoś.
— Ty też — odwzajemniła się Joanna. — Przyszłam poinformować cię, że zaprosiłam kogoś na wieczór smakołyków.