Выбрать главу

Konfabulujesz, upomniała się surowo. Może powinna przyjąć inną taktykę, nie starać się przypomnieć jednego, konkretnego zdarzenia, lecz wszystko to, co wie o Titanicu. Dzięki temu odświeżyłaby pamięć.

Dobrze. Wiedziała, że statek pędził cała naprzód, chociaż dowódca otrzymywał dziesiątki informacji o niebezpieczeństwie związanym z obecnością gór lodowych. Pamiętała, że nawet po opuszczeniu łodzi ratunkowych, w palarni pierwszej klasy mężczyźni spokojnie grali w brydża. Przypomniała sobie panią Straus, która odmówiła pozostawienia męża, i Benjamina Guggenheima, który zszedł do swojej kajuty, aby ubrać się we frak i białą kamizelkę. „Włożyłem najlepsze ubranie”, oświadczył, „i jestem przygotowany, aby pójść na dno jak prawdziwy dżentelmen”. Wspomniała też Californian, którego załoga nie dostrzegła wiadomości przesyłanych z Titanica za pomocą lampy sygnalizacyjnej i nie zrozumiała, że wystrzeliwane ze statku rakiety to wzywanie pomocy…

— Pani doktor Lander? — Tish zapukała do drzwi. — Doktor Wright prosił, aby pani przekazać, że jest już gotowy do rozpoczęcia sesji.

— Naprawdę? — Joanna spojrzała na zegarek. Mój Boże, już prawie dziesiąta. — Przepraszam, już idę. — Pośpiesznie zgarnęła dyktafon, nową kasetę oraz notatnik. — Przyszedł pan Sage?

— Tak — potwierdziła Tish. — Rozmowny jak zwykle.

Joanna uśmiechnęła się i zamknęła drzwi na klucz, na wypadek, gdyby pan Mandrake przyszedł węszyć. Obydwie udały się do laboratorium.

— Przynajmniej pan Sage nie siedzi z nosem w skanach jak pewne osoby, które mogę wymienić z nazwiska — stwierdziła sarkastycznie Tish. — I w dodatku słucha, kiedy się do niego mówi. Przyszłam do pani z pewnego powodu. — Tish pochyliła się tajemniczo w stronę Joanny. — Chciałam panią poinformować, że odpuszczam sobie doktora Wrighta. Teraz w całości należy do pani.

— Mnie też nie słucha — oświadczyła Joanna, przypominając sobie rozmowę w Taco Pierre’s.

— Wszystko dlatego, że cały czas myśli o doświadczeniach granicznych. Naprawdę cały czas. Wie pani, co powiedział, kiedy go poinformowałam, że pożyczyłam film z Tommym Lec Jonesem, o którym wcześniej rozmawialiśmy?

O którym sama mówiłaś, poprawiła Joanna.

— I że kupiłam steki i przyrządziłam sałatkę? Powiedział, że nic z tego, bo dziś wieczorem jest zajęty. Pewnie gapieniem się na skany.

Joanna uznała, że to niedobra pora na informowanie Tish o wieczorze smakołyków.

— On ma jakąś obsesję na punkcie tych zdjęć. Jeszcze trochę i podzieli przekonanie pana Mandrake’a, że doświadczenia graniczne to rzeczywistość.

— Jakoś trudno mi to sobie wyobrazić — stwierdziła Joanna i weszły do laboratorium.

Richard siedział przy pulpicie i wpatrywał się w skany, podpierając głowę ręką.

— Widzi pani? — Tish szepnęła do Joanny.

Joanna podeszła do stołu badawczego, na którym siedział pan Sage, ubrany w szpitalną koszulę.

— Dzień dobry panu — przywitała się. — Jak się pan miewa?

Pan Sage zastanawiał się przez dobre czterdzieści sekund.

— Może być — odparł wreszcie.

Tish posłała Joannie znaczące spojrzenie.

Przyglądając się, jak Tish przygotowuje pana Sage’a, Joanna pocieszyła się, że przynajmniej spisanie jego relacji nie potrwa długo. Dziesięć minut sesji i kolejne dziesięć na wydobycie z niego informacji o tym, że było ciemno.

Myliła się. Po dwóch minutach i czterdziestu sekundach w fazie płytkiego snu pan Sage przeszedł w stan doświadczeń granicznych. I w nim pozostał.

Po dziesięciu minutach Richard spytał:

— Po jakim czasie ocknął się ostatnim razem?

— Po dwóch minutach i dziewiętnastu sekundach — przypomniała Joanna.

— Siostro, jak tam jego odczyty?

— W porządku — oświadczyła Tish. — Tętno sześćdziesiąt pięć, ciśnienie sto dziesięć na siedemdziesiąt.

— A teraz? — spytał Richard minutę później.

— Bez zmian — padła odpowiedź. — Tętno sześćdziesiąt pięć, ciśnienie sto dziesięć na siedemdziesiąt. Czy jest już w fazie płytkiego snu?

— Nie. — W głosie Richarda zabrzmiała konsternacja. — Wciąż jest w stanie śmierci klinicznej. Wstrzymujemy dithetaminę.

Tish wykonała polecenie, lecz nic to nie dało.

— Jakieś kłopoty? — spytała.

— Nie — odparł Richard. — EKG w porządku, objawy czynności życiowych w granicach normy, a na skanach nie widzę niczego niepokojącego. Po prostu zapadł w długą śmierć kliniczną.

Joanna przyjrzała się panu Sage’owi. A jeśli nie może znaleźć powrotnego przejścia, tunelu czy innego miejsca, przez które przyszedł? Może zapomniał zaklinować tenisówka jakieś drzwi, bramę lub furtkę i teraz nie może wrócić?

Po dwudziestu ośmiu minutach i czternastu sekundach Richard oświadczył:

— Dobrze, wystarczy — i nakazał Tish podanie noradrenaliny w celu przywrócenia badanemu przytomności. Kiedy przyglądał się, jak na skanach wreszcie zaczęły się pojawiać obrazy wskazujące na przejście do fazy płytkiego snu i budzenia, oświadczył: — Przynajmniej tym razem sporo się od niego dowiemy.

Pan Sage okazał się jednak równie mało komunikatywny jak zawsze.

— Było ciemno… — stwierdził. — A potem zrobiło się jasno… i znowu ciemno.

— Czy tym razem znajdował się pan tam dłużej niż zazwyczaj! — spytała Joanna.

— Dłużej?

Joanna pomyślała, że mimo wszystko ma do czynienia z osobą opóźnioną w rozwoju.

— Tak — potwierdziła cierpliwie. — Czy odniósł pan wrażenie, że minęło więcej czasu?

— Kiedy?

— W ciemnościach — wyjaśniła Joanna, a kiedy dostrzegła zmieszanie na twarzy swojego rozmówcy, dodała: — Albo w świetle.

— Nie.

— Znalazł się pan w tym samym miejscu?

— Miejscu?

Przez niemal dwie i pół godziny próbowała coś z niego wyciągnąć i w końcu musiała przyznać się do porażki.

Cieszyła się wyłącznie z tego, że nie będzie miała wiele do spisywania, więc zdąży do wideoteki. Kiedy jednak zaniosła gotowy wydruk Richardowi, poprosił ją o wszystkie pojawiające się w jej wywiadach informacje związane z upływem czasu, a także długością trwania doświadczeń granicznych, o ile dysponowała takimi danymi. Gromadzenie informacji zajęło Joannie całe popołudnie. Kiedy znajdowała się w połowie pracy, do drzwi zapukał Richard.

— Nie sądzę, aby udało mi się dzisiaj dołączyć do was na wieczorze smakołyków. Jeszcze nie skończyłem analizować skanów pana Sage’a, do tego dochodzi analiza neuromediatorów.

— Która godzina? — zaniepokoiła się Joanna i zerknęła na zegarek. — O, do licha, już za piętnaście szósta! — wykrzyknęła, zapisała tekst na twardym dysku. O wpół do siódmej miała przyjechać po Kit, a wciąż jeszcze nie wypożyczyła kaset.

— Powiedz Vielle, że ogromnie żałuję. Spróbuję następnym razem — obiecał Richard, kiedy szukała kluczyków.

— Przekażę — zobowiązała się Joanna i pojechała do wypożyczalni Blockbuster. W drodze stwierdziła, że wszystko jest w porządku, wystarczy, że wejdzie, zdejmie z półek dwie kasety i podskoczy po Kit. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Chwała była wypożyczona, podobnie Jumpin Jack Flash, a kiedy przeszła się między stojakami, najpierw trafiła na Woody’ego Allena, a potem na jakiś film z Kevinem Costnerem. Odniosła wrażenie, że autorami wszystkich pozostałych są specjaliści od efektów pirotechnicznych.