— Mogę w czymś pomóc? — zainteresował się niski chłopak w niebiesko-żółtej koszuli.
Joanna pomyślała, że byłaby wdzięczna za informacje o tym, gdzie są główne schody albo dlaczego widzi Titanica.
— Zna pan jakąś dobrą komedię?
— Pewnie. — Chłopak powędrował wzdłuż stojaka z nowościami i wybrał pudełko ze zdjęciem Robina Williamsa, ucharakteryzowanego na klauna. — Umrzeć ze śmiechu — zaproponował. — To o facecie, który umiera na serce. Joanna potrząsnęła przecząco głową.
— A może to? Brakujące ogniwo. Komedia o człowieku z amnezją, który nie wie, kim jest ani jak się nazywa…
— Może coś z Julią Roberts? Jest jakiś film z jej udziałem?
— Jasne. — Podszedł do dramatów obyczajowych. — Zbyt wcześnie umierać. Julia Roberts i Campbell Scott. O młodej kobiecie, która opiekuje się człowiekiem umierającym na białaczkę…
— Chodziło mi o komedię z Julią Roberts — wytłumaczyła z rozpaczą Joanna.
— Jej wszystkie nowe komedie są w oglądaniu — zmarszczył brwi chłopak. — Może Uciekająca panna młoda!
— Świetnie. — Joanna wyrwała mu niebiesko-żółte pudełko, a kiedy odwrócił się, aby odejść, upewniła się: — Ale w tym filmie nikt nie umiera? Ani nie traci pamięci?
Zaprzeczył ruchem głowy.
— Wspaniale. — Joanna zaczęła szperać po kieszeniach w poszukiwaniu karty członkowskiej. Pamiętała, że na wieczorze smakołyków obowiązują dwa filmy, lecz nie potrafiłaby znieść kolejnych poszukiwań. Jeden musiał wystarczyć.
Poza tym nie miała czasu. Obiecała Kit, że przyjedzie po nią o wpół do siódmej, a zegarek już wskazywał dwadzieścia pięć po szóstej. Wyciągnęła Uciekającą pannę młodą z dłoni chłopaka i rzuciła się pędem do samochodu, mając nadzieję, że przez jej spóźnienie Kit nie postanowi pozostać w domu. Na szczęście Kit czekała już na nią w płaszczu.
— Cześć, wejdź — zaprosiła ją. — Jestem już prawie gotowa.
— Dokąd się wybierasz? — Z biblioteki dobiegł głos pana Briarleya.
— Wychodzę, wujku — odkrzyknęła Kit. — Z Joanną. Idziemy na film.
— Przepraszam — szepnęła Joanna. — Powinnam była poczekać na ciebie w samochodzie?
Kit zaprzeczyła ruchem głowy.
— Kilkakrotnie próbowałam wyjść z domu tak, aby tego nie zauważył — szepnęła w odpowiedzi. — To tylko pogorszyło sprawy. Wejdź. Muszę coś powiedzieć opiekunce. Znalazłam odpowiedzi na część twoich pytań.
Poszła przodem do biblioteki. Pan Briarley usadowił się na swoim krześle z ciemnoczerwonej skóry i czytał książkę. Nie podniósł wzroku, kiedy weszły.
Na kanapie siedziała siwa kobieta w kamizelce. Joannie skojarzyła się z panią Troudtheim. Zachowywała się w taki sam przyjacielski, rzeczowy sposób, jakby chciała powiedzieć, że zawsze da sobie radę. Nawet miała ze sobą koszyk wypełniony oliwkowozieloną i jasnofioletową wełną. Joannie przyszło do głowy, że osoby, które uczą się szydełkować, najwyraźniej od razu stają się daltonistami.
— Ma pani mój numer telefonu. — Kit zwróciła się do opiekunki i wyjaśniła Joannie: — Pożyczyłam komórkę od kuzyna, oddam mu, jak sobie sprawię własną.
— Jest tutaj — odparła pani Gray, klepiąc się po kieszeni sukienki.
— Podać ci numer do Vielle? — Joanna spytała Kit i po uzyskaniu potwierdzenia podyktowała go opiekunce.
— Jeśli coś się zdarzy, zadzwoni pani do mnie, prawda? — upewniła się niespokojnie Kit. — Cokolwiek?
— Zadzwonię — uspokoiła ją pani Gray i wyciągnęła robótkę. — Ale niech panie już idą. Życzę dobrej zabawy i proszę się nic martwić. Wszystko mam pod kontrolą.
— Idą? — odezwał się pan Briarley, zamykając książkę i zaznaczając miejsce kciukiem. — Dokąd idziesz?
— Wychodzę, wujku. Idę na film. Z Joanną. Joanną Lander — przedstawiła ją.
Ani jednym gestem nie okazał, że ją poznaje.
— Była twoją uczennicą w liceum — wyjaśniła Kit. — Idziemy razem obejrzeć film.
Joannie przypomniał się steward, wędrujący po pokładzie, a także młoda kobieta w koszuli nocnej, powtarzająca: „Zimno mi”. Czy właśnie tak się czuli ludzie cierpiący na chorobę Alzheimera? Uwięzieni w świecie halucynacji, we śnie, wielokrotnie powtarzają te same kwestie? A co z Kit? Ona też ugrzęzła w nieustającym koszmarze, chociaż nie sposób było to poznać po cichym, pełnym uczucia tonie, jakim odpowiadała na pytania wujka, i po tym, jak delikatnie poklepywała go po ramieniu.
— A co z Kevinem? — spytał. — Nie idzie z tobą?
— Nie, wujku. — Odwróciła się do Joanny. — Gotowa? Ojej, zaraz, zanim wyjdziemy, pokażę ci książkę — przypomniała sobie i pobiegła na piętro.
Przy słowie „wyjdziemy” Joanna spojrzała niepewnie na pana Briarleya, lecz on ponownie zagłębił się w swojej książce. Po chwili wróciła Kit, dźwigając dwa podręczniki.
— Nie sądzę, żeby chodziło ci o którykolwiek z nich — oświadczyła, wręczając je Joannie. — No, ale skoro już tu jesteś…
To prawda, Joannie nie chodziło o żadną z tych książek. Wiedziała o tym, gdy tylko je zobaczyła.
— Trudno, zawsze warto spróbować — oznajmiła Kit, odniosła podręczniki na górę i wróciła z komórką w dłoni. — Dobrze, jestem gotowa. Na razie, wujku. — Pocałowała go w policzek.
— Wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, „Pieśń o starym żeglarzu” nie jest wierszem pełnym porównań, aliteracji i onomatopei — objaśnił pan Briarley, jakby wygłaszał wykład przed klasą Joanny. — Nie chodzi w nim również o albatrosy i niecodzienną pisownię. To wiersz o śmierci i rozpaczy. I o zmartwychwstaniu. — Wstał, podszedł do okna i odciągnął zasłonę, aby wyjrzeć na dwór. — Gdzie się podziewa Kevin? Już dawno powinien tu być.
Kit podeszła do niego i zaprowadziła go z powrotem na fotel. Usiadł.
— Niedługo wrócę — wyjaśniła.
— Dokąd idziesz? — Spojrzał na nią zdziwiony.
— Wychodzę z Joanną. Idziemy na film — odparła i podniosła telefon, aby pokazać go pani Gray, która spokojnie szydełkowała. — Proszę do mnie zadzwonić.
— Czy to się powtarza za każdym razem, gdy wychodzisz? — spytała Joanna, kiedy wsiadły do samochodu.
— Zazwyczaj — potwierdziła Kit i włączyła komórkę. — Miałaś świetny pomysł. Teraz nie będę się martwić, że pani Gray nie uda się ze mną skontaktować.
Joannie przypomniał się statek Californian. Zastanawiała się, jak rozpocząć rozmowę o pytaniach, na które Kit podobno znalazła odpowiedzi. Gdyby podjęła temat w tej chwili, dziewczyna mogłaby odnieść wrażenie, że tylko dlatego została zaproszona na wieczór smakołyków. Z kolei dłuższe oczekiwanie groziłoby poruszeniem drażliwego zagadnienia podczas oglądania filmu, w obecności Vielle, która i tak coś podejrzewała.
Joanna zadecydowała, że lepiej będzie załatwić sprawę od razu. Postanowiła nakierować Kit na właściwy temat.
— Bardzo się cieszę, że jednak postanowiłaś przyjść.
— Ja też — odparła Kit i z kieszeni płaszcza wyciągnęła złożoną kartkę papieru. — Więc tak, lampa sygnalizacyjna znajdowała się na Titanicu i korzystano z niej, by nawiązać kontakt ze statkiem Californian. Lampę zainstalowano po lewej stronie mostka. Zgodnie z planem statku, zamieszczonym w książce Ilustrowany Titanic, urządzenie znajdowało się nieco przed mostkiem, bliżej lewej burty.