Выбрать главу

Nic nie słyszy ze słuchawkami na uszach, stwierdziła, tak samo jak ja nie słyszę Richarda ani Tish, kiedy mam na głowie słuchawki. Podczas katastrofy Titanica Jack był tak pochłonięty nadawaniem, że nie usłyszał palacza, który zaszedł go od tyłu, aby ukraść kamizelkę ratunkową. Joanna zrobiła jeszcze jeden krok, usiłując wsłuchać się w jego mamrotanie, zagłuszane przez głośne huki.

— Q… D… — mamrotał radiotelegrafista.

Huk. Nic nie usłyszy w takim hałasie. Wyszła na pokład, aby kazać Gregowi przestać, ale hałas nie dobiegał z sali gimnastycznej, tylko ze schodów.

Joanna otworzyła drzwi prowadzące na schody i weszła do środka. Huk. Dźwięk wydobywał się z głębi statku. Wychyliła się za balustradę i spojrzała na dół, lecz nie widziała niczego poza najbliższym podestem.

— Przestań! — nakazał męski głos. Joanna rozpoznała oficera, który rozkazał marynarzowi uruchomić lampę sygnalizacyjną.

— Co ty wyprawiasz?

W odpowiedzi rozległ się jeszcze jeden huk, a po nim następny. Joanna zeszła na pierwszy podest. Mężczyzna w ciemnoniebieskim mundurze wciągał coś ciężkiego po schodach. Przedmiot przypominał ludzkie ciało.

Oficer wspinał się po schodach za mężczyzną. Wyglądał na rozzłoszczonego.

— Nie możesz tego tutaj wnosić.

— To jedyna droga na górę, która jeszcze nie jest zalana — wyjaśnił mężczyzna w mundurze i pokonał kolejny stopień, a po nim jeszcze jeden, aż wreszcie znalazł się pięć stopni od Joanny. To nie było ciało, tylko wielki płócienny worek z szablonowym znakiem. Joanna domyśliła się, że to worek pocztowy.

— Całe pomieszczenie poczty jest zalane — stwierdził mężczyzna, zapewne urzędnik pocztowy. Otworzył worek, sięgnął do środka i wydobył garść zamoczonych listów.

— Patrz! — krzyknął, wymachując nimi przed twarzą oficera. — Zniszczone! — Potrząsnął listami w stronę Joanny. Cofnęła się przestraszona. — I jak ja mam to komukolwiek przekazać? — spytał gniewnie. Cisnął listy do worka, zamknął go i podciągnął kolejny stopień wyżej.

— Więc będziesz musiał wnieść ten worek w inny sposób — oznajmił oficer, zagradzając mu drogę. — Zniszczysz podłogę. — Wskazał na dywan. Pod leżącym workiem rozlała się wielka kałuża wody.

— Nic się z tym nie da zrobić — stwierdził stanowczo urzędnik i wciągnął worek na następny stopień. — Poczta musi dotrzeć do adresatów. Muszę ją umieścić na łodzi. Niech pani mi pomoże — zwrócił się do Joanny, która zapatrzyła się w mokry dywan. Woda sprawiła, że róż zmienił się w ciemną, niepokojącą czerwień, przypominającą krew.

— Jaka jest sytuacja? — spytał oficer.

— Woda sięga do pokładu salonowego — odparł urzędnik. — To już nie potrwa długo.

— Co to znaczy, że to już nie potrwa długo? — spytał Greg Menotti, stając za Joanną. Odwróciła się. Przystanął stopień wyżej i przyglądał się, jak urzędnik pocztowy wciąga worek. — Po co on to robi?

— Bo statek tonie — wyjaśnił urzędnik i zwrócił się do Joanny. — Niech pani lepiej schroni się w łodzi.

— Gdzie jest pokład salonowy? — spytała go Joanna. — Czy to pokład C?

— Jaki statek tonie? — pytał Greg. — To nie jest żaden statek, tylko siłownia. — Złapał Joannę za ramię. — Zdaje się, że chciałaś obejrzeć pozostałe urządzenia.

— Nie ma na to czasu — odparła, usiłując wyzwolić się z uścisku. — Czy pokład salonowy to pokład C?

— Musisz znaleźć czas — stwierdził Greg, wciągając ją po schodach. — Najważniejsze w życiu jest zdrowie. Mamy pełny program squasha, racquetballa, tenisa…

Szedł zbyt szybko. Straciła równowagę i niemal upadła.

— Ostrożnie, zdaje się, że powinnaś trochę poćwiczyć wchodzenie po schodach — skomentował Greg, stawiając ją na nogi. Nie mogła utrzymać równowagi. Schody pochyliły się pod dziwnym kątem, a stopy Joanny ciągle się zsuwały na bok…

Boże święty, pomyślała, pojawił się przechył.

— Muszę iść. — Usiłowała wyzwolić rękę z uchwytu Grega. — Pokład salonowy…

— Ćwiczę trzy razy w tygodniu — kontynuował. Wciąż bezlitośnie ściskał jej ramię.-Regularne ćwiczenia to podstawa…

Joanna wyrwała mu się i pobiegła w stronę schodów, potykanie się i rozstawiając szeroko ręce dla utrzymania równowagi. Popchnęła drzwi prowadzące na schody. Urzędnik pocztowy wciągnął już worek na niemal sam szczyt schodów. Joanna minęła mężczyznę i zbiegła po schodach, omijając ciemną, mokrą plamę po worku z pocztą.

— Nie powinnaś biegać bez rozgrzewki — krzyknął za nią Greg. Dostaniesz skurczu… — Jego głos ucichł za zamykającymi się drzwiami, a Joanna popędziła w dół schodów, mijając kolejne podesty i prześlizgując dłonią po wypolerowanych dębowych poręczach. Coraz niżej i niżej, nie liczyła podestów, pokładów ani drzwi, biegła na oślep, przez drzwi, po pokładzie, gwałtownie popchnęła drzwi i wskoczyła do przejścia, w ciemność, ciemność…

I ciemność. Wciąż jestem w przejściu, pomyślała z rozpaczą i usłyszała głos Richarda:

— Proszę jej zdjąć z oczu maskę.

Otworzyła oczy i zamrugała, widząc zupełnie obcą kobietę. Dopiero po chwili paniki przypomniała sobie, że Tish zachorowała na grypę, a na jej miejsce przysłano zastępstwo.

— Odpoczywaj. Nic nie mów — polecił Richard i zaczął objaśniać pielęgniarce procedury obowiązujące po sesji. Nie chce, żebym przy niej wspomniała o Titanicu, pomyślała Joanna.

Rzecz w tym, że to nie był Titanic. Schody wyglądały zupełnie inaczej, podobnie jak sala gimnastyczna. Na Titanicu znajdowała się sala gimnastyczna. Pamiętała, że pan Briarley o niej wspomniał przy okazji opowieści o wspaniałościach Titanica. Niemożliwe jednak, aby usytuowano ją na pokładzie łodziowym. Poza tym, chociaż Titanic był królewskim statkiem pocztowym, nikt nie wyciągałby worków z listami z ładowni pocztowej. Tamtej nocy utonęło półtora tysiąca ludzi. Nikt nie przejmowałby się przesyłkami. Zresztą Greg Menotti na pewno nie płynął Titanikiem, uzupełniła w myślach przygnębiona Joanna.

Znacznie bardziej przygnębiony był Richard.

— Znowu widziałaś Titanica! — wykrzyknął, gdy pielęgniarka skończyła kontrolę objawów czynności życiowych i wyszła, a Joanna poinformowała go o swoich przeżyciach. — Jak to możliwe? Spójrz na te skany. — Zaprowadził ją do pulpitu. — Schemat aktywności płata skroniowego jest całkowicie odmienny, a poziom acetylocholiny znacznie wyższy niż wcześniej.

— To wygląda tak samo. — Joanna wskazała czerwonopomarańczową plamę na hipokampie.

— Zgadza się, podobnie wygląda także aktywność ciała migdałowatego. Obydwa organy zachowują się tak samo we wszystkich wypadkach doświadczeń granicznych, ale one nie mają nic wspólnego z tworzeniem wizji.

— Czy schemat pamięci długotrwałej także się zupełnie nie różnił? — spytała Joanna, spoglądając na przesuwające się plamy czerwieni, błękitu i żółci.

— Nie — przyznał Richard. — Kilka ostatnich skanów przypomina wcześniejsze, chociaż nie pasują do żadnych z formuły lateralizacyjnej. Czy zakończenie twojej wizji wyglądało tak samo jak ostatnio?

— Nie — stwierdziła Joanna. Opowiedziała mu o biegu w dół schodów i gwałtownym wpadnięciu do przejścia. — Przejście było takie samo, ale tym razem drzwi okazały się zamknięte i musiałam biec znacznie dalej, aby się znaleźć w laboratorium.

— Mówisz, że przejście było takie samo. Czy to znaczy, że wyglądało tak samo?