Выбрать главу

Joanna podziękowała jej i poszła na górę do Maisie. Pani Nellis właśnie wychodziła z pokoju, uśmiechnięta od ucha do ucha.

— Maisie przyjmuje nowy lek i od razu widać ogromną poprawę. Jej stan uległ stabilizacji i całkowicie wyeliminowano problem zatrzymywania płynów w organizmie. Tylko tak dalej, a zabiorę ją do domu, zanim się pani zorientuje.

Pani Nellis się nie myliła. Z rąk i nóg Maisie zeszła opuchlizna, teraz łatwo się było przekonać, jak mizernie wygląda dziewczynka. Jej szpitalna bransoletka identyfikacyjna zwisała luźno jak obrączka na nóżce ptaszka. Joannie przyszło do głowy, że przynajmniej przestała się przejmować koniecznością odcięcia identyfikatora.

— Czytałam o Titanicu, więc mogę pani pomóc w badaniach — oznajmiła ochoczo Maisie, od razu sięgając do szuflady w nocnej szafce po podkładkę do pisania i ołówek. — Więc co mam dla pani sprawdzić?

— Na pewno nie powinnaś odpoczywać? Przed chwilą widziałam się z twoją mamą i wiem, że przyjmujesz nowe lekarstwo.

— Wcale nie jest nowe — sprostowała Maisie. — To nadolal, ten sam, który dostawałam, zanim zaczęto mi podawać amiodipril.

Ten, który nie potrafił ustabilizować jej stanu, dodała w myślach Joanna. Właśnie przy amiodiprilu trzeba ją było reanimować.

— Zresztą nie robię nic innego, tylko odpoczywam. Przeglądanie książek mnie nie męczy. To znacznie ciekawsze niż oglądanie głupawych filmów na wideo. — Wskazała ręką telewizor, w którym leciał Kubuś Puchatek z wyłączonym dźwiękiem.

— No dobrze. Muszę znać nazwy wszystkich statków, do których Titanic wysłał sygnał SOS — wyjaśniła Joanna. To zadanie powinno być bezpieczne i, zgodnie ze słowami Kit, czasochłonne.

Maisie zmarszczyła brwi.

— Sygnału SOS nie wysyła się do żadnych konkretnych statków, tylko po to, żeby ktokolwiek go usłyszał.

— Właśnie o to mi chodziło. Chcę znać nazwy statków, z którymi nawiązał łączność radiotelegrafista Titanica.

Maisie zapisała dziecinnym, starannym charakterem pisma: „statki”.

— Założę się, że było ich mnóstwo. Radiotelegrafista nadawał aż do samego zatonięcia.

— Maisie…

— Nazywał się Jack Phillips, a kapitan powiedział mu, że może już przestać. „W takiej chwili każdy jest zdany na siebie”, oznajmił, lecz radiotelegrafista nie przestał nadawać.

— Maisie — oświadczyła poważnie Joanna. — Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, nie możesz mi nic mówić o Titanicu, tylko odpowiadać na moje pytania. Nic więcej. To ważne. Rozumiesz?

— Aha — potwierdziła dziewczynka. — To z powodu możliwości konfabulacji, tak?

Joanna pomyślała, że ma do czynienia ze stanowczo zbyt inteligentną osobą.

— Tak. Przekazywanie mi pewnych informacji może podważyć wiarygodność wyników prac badawczych. Jak myślisz, będziesz potrafiła się opanować? Uda ci się mówić mi wyłącznie o sprawach związanych z moimi pytaniami i niczym więcej?

— No pewnie. A mogę pani mówić o rzeczach nie związanych z Titanikiem?

— Oczywiście — zgodziła się Joanna. — Czy właśnie dlatego do mnie dzwoniłaś? Masz mi coś do powiedzenia?

— Tak naprawdę to chciałam o coś spytać — wyznała dziewczynka, a Joanna znieruchomiała w wyczekiwaniu. — Co będzie, jeśli Szpital Miłosierdzia spłonie?

Joanna nie miała pojęcia, skąd Maisie przyszło do głowy takie pytanie.

— Od razu uruchomi się system alarmowy i wyprowadzimy wszystkich pacjentów na dwór — wyjaśniła. — Poza tym w każdym pomieszczeniu znajduje się system zraszający, włączany automatycznie.

— Nie, ja to wszystko wiem. Chodzi mi o coś innego. Co się stanie z bransoletkami identyfikacyjnymi? Są z plastiku. Jeśli szpital spłonie, stopią się i nikt nie będzie w stanie rozpoznać zwłok.

Znowu temat identyfikatorów. Joanna nie miała wątpliwości, że to ma związek z Małą Panienką 1565. Maisie się boi, że umrze i nikt nie rozpozna jej ciała. Ale przecież wszyscy w szpitalu ją znali, otaczali ją członkowie rodziny i przyjaciele. Czym się przejmowała? Może znalazła niewielką i łatwą do ogarnięcia troskę, aby odsunąć na dalszy plan sprawy, które naprawdę ją martwiły, stworzyła metaforę dla lęków, którym nie potrafiła stawić czoła z powodu zbytniego strachu? Lęków takich jak utrata tożsamości?

Joanna wiedziała, że każdy człowiek obawia się tego w obliczu śmierci. Ludzi nie zatrważa sąd ani samotność, ani też ognie piekielne, lecz świadomość nieistnienia. Właśnie dlatego pan Mandrake i jego wizja Tamtej Strony cieszą się taką popularnością. Nie wynika to z faktu, że stoi za tym obietnica światła, ciepła i przytulności. Chodzi o zapewnienie, że pomimo zatrzymania pracy serca i śmierci całego organizmu, ludziom nie grozi los Małej Panienki 1565. Rzecz w tym, że ludzie zgromadzeni przy bramie będą wiedzieli, kim jesteś, i ty sam też o tym nie zapomnisz.

— Pani lekarski identyfikator także spłonie — mówiła Maisie. Wskazała na legitymację Joanny, zwisającą na plecionym sznurku. — Powinny być metalowe.

Jak identyfikatory wojskowe, pomyślała Joanna.

— No dobrze, więc co jeszcze mam dla pani znaleźć? — spytała dziewczynka, jakby uznała poprzednią sprawę za zamkniętą. — Mam spisać treść wiadomości kierowanych z Titanica do różnych statków?

— Nie, wystarczą ich nazwy — stwierdziła Joanna i coś sobie przypomniała. — I jeszcze kod wywoławczy Titanica.

— Nie muszę tego sprawdzać, bo pamiętam. To są litery MGY, dlatego że… — zaczęła i zamilkła.

— Dlaczego? — spytała Joanna, ale Maisie nie odpowiedziała. Skrzyżowała ręce na piersiach i wpatrywała się nieprzyjaźnie w Joannę.

— Maisie? Co się stało?

— Sama pani mówiła, że mam odpowiadać na pytania i nic więcej nie dodawać.

— Masz rację, tak powiedziałam. Właśnie tego się chciałam dowiedzieć — potwierdziła Joanna i pomyślała, że wolałaby, aby literami wywoławczymi Titanica były CQD, a nie MGY.

— Dobrze, co jeszcze? — dopytywała się Maisie.

— To wszystko, wystarczy kod wywoławczy i lista statków.

— To strasznie mało — zaprotestowała Maisie. — W pięć minut będę gotowa. Może jest jeszcze coś, w czym mogłabym pani pomóc?

Joanna poczuła ogromną pokusę, aby spytać dziewczynkę o lampę sygnalizacyjną. Na pewno uzyskałaby precyzyjniejsze informacje niż od Kit, a w dodatku Maisie z całą pewnością dochowałaby tajemnicy. Świetnie sobie z tym radziła. Poza tym oparłaby się chęci zapytania: „A wiedziała pani, że…?”

— Muszę się czegoś dowiedzieć o Carpathii. — Joanna nagle podjęła decyzję. Carpathia pojawiła się na miejscu katastrofy długo po tym, jak Titanic poszedł na dno, więc informacje o tym statku nie mogą skazić jej doświadczeń granicznych. Poza tym na temat Carpathii bardzo wiele napisano. Maisie zyska zajęcie na kilka dni.

— Car-pa-thia — przesylabizowała Maisie, zapisując nazwę statku. — Co pani chce wiedzieć?

— Wszystko. Gdzie się znajdowała, kiedy jej załoga dowiedziała się o kłopotach Titanica i jak zareagowała, a także w jaki sposób uratowano rozbitków.

— I kim oni byli — dodała Maisie, pracowicie wszystko zapisując. — Pamiętam jednego z nich. Pan Ismay. — W jej głosie dało się wyczuć wzgardę. — To był właściciel, ale nawet nie próbował nikogo ratować, tylko wlazł do jednej z szalup, chociaż mężczyźni nie mogli tego robić, bo w pierwszej kolejności trzeba było ratować kobiety i dzieci, i uratował się, parszywy tchórz. Wszyscy inni zachowali się naprawdę dzielnie, choćby…

— Maisie — ostrzegła Joanna. — Tylko odpowiedzi na pytania zadane przeze mnie.