W gruncie rzeczy freudowska analiza snów prezentowała się bardzo podobnie. Zgodnie z nią wszystko można sprowadzić do podstawowych potrzeb seksualnych, ewentualnie lęków, kiedy sny są bardziej złożone. Niektóre marzenia senne bywają bezpośrednio zaczerpnięte z ukrytych niepokojów i trosk, inne wynikają z zewnętrznych bodźców, takich jak dzwonienie budzika, a na jeszcze inne mają wpływ substancje neurochemiczne, powstające w fazie REM, w szczególności acetylocholina, która zgodnie ze słowami Richarda intensywnie się wyzwala podczas doświadczeń granicznych.
Właśnie acetylocholina tworzy pomost między informacjami z zewnątrz oraz pamięcią długotrwałą. Takie połączenie jest niekiedy obrazowane w sposób bezpośredni, a w innych wypadkach — symboliczny. W rezultacie dzwonek budzika może się przekształcić w syrenę alarmową lub wrzask, a ten sam dzwonek, wraz z ciastkiem zjedzonym na śniadanie i pacjentem, o którego się martwimy, tworzą jednolite marzenie senne. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, istnieje możliwość analizowania snów. Właśnie o to chodziło Richardowi, kiedy stwierdził, że acetylocholina równie dobrze mogła przywołać obraz korytarza szpitalnego, jak Titanica, z tym, że miał na myśli całość przeżyć granicznych, a nie pojawiające się w nich pojedyncze obrazy.
Joanna nie myślała o traktowaniu swoich wspomnień tak jak snów, co po części wynikało z faktu, że przeżycia graniczne nie przypominały marzeń sennych, a po części stąd, że niektóre z obrazów — światło i tunel — stanowiły wyraźne objawy wpływu tego samego bodźca. Nie oznaczało to jednak, że wszystkie wizje miały taki sam początek. A może część przeżyć stanowiła symboliczną interpretację tego, co się działo podczas doświadczeń granicznych?
Czy to możliwe, że wciąż przypominała sobie wykład pana Briarleya o metaforach, dlatego że obrazy z jej przeżyć granicznych same były metaforami? Całą uwagę skoncentrowała na przypomnieniu sobie, co mówił pan Briarley, ale niewykluczone, że rozwiązanie znajdowało się w samych przeżyciach granicznych, ukryte w tym, co widziała i słyszała.
Na ekranie komputera wyświetliła relację ze swojej ostatniej sesji i przystąpiła do analizowania kolejnych zdań opisu. Niektóre rzeczy ujrzała niewątpliwie w wyniku pojawienia się bodźca uaktywniającego płat skroniowy. Światła z lampy sygnalizacyjnej, światła na pokładzie oraz jasność dobiegająca z sali gimnastycznej i z mostka ponad wszelką wątpliwość należały do tej kategorii. Zastanawiała się, czy biała odzież noszona przez wszystkich ludzi na statku — rękawiczki, koszule nocne, marynarka stewarda — również wynikała z pobudzenia płata skroniowego.
Niektóre obrazy wyraźnie pochodziły z Titanica — łodzie ratunkowe, pasażerowie na pokładzie, leżaki — a inne ze świadomego życia Joanny — Greg Menotti i czerwona tenisówka, a być może nawet koc, chociaż równie dobrze mógł pochodzić z ilustracji na okładce SOS Titanic.
Pozostawały tylko szczegóły, których nie dało się przypisać Titanicowi ani aktywności płata skroniowego, przez co mogły mieć istotne znaczenie: Jack Phillips wystukiwał kod CQD zamiast MGY; urzędnik pocztowy ciągnął po schodach mokry worek z listami; same stopnie również odgrywały jakąś rolę, skoro przypominały główne schody, lecz bez cherubina oraz Honoru i Chwały. Poza tym widziała jeszcze salę gimnastyczną i mechanicznego wielbłąda. Jeśli to wszystko można uznać za symbole, ich wymowa była znacznie subtelniejsza niż węża oznaczającego seks.
Jeśli to były symbole. Rozszyfrowanie ich znaczenia nie miało sensu, jeśli tak naprawdę należały do wspomnień związanych z Titanikiem. Joanna uznała, że powinna zwrócić się do Kit z prośbą o sprawdzenie, czy istnieje taka możliwość. Przygotowała listę rzeczy, które należało potwierdzić, a następnie wykręciła numer Kit. Słuchawkę podniósł pan Briarley.
— Ma pani przepustkę do holu? — spytał stanowczo, na co Joanna odpowiedziała, że chciałaby rozmawiać z Kit.
— „Odciął linę ze złamanego drzewa i przywiązał ją do masztu”* [Henry Wadsworth Longfellow, Rozbicie się okrętu Hesperus, tłum. Piotr Budkiewicz.] — padła odpowiedź.
Słuchawkę przejęła Kit.
— Przepraszam — zwróciła się do Joanny. — Przez cały ranek czytał Rozbicie się okrętu Hesperus. Pomyślałam, że może Longfellow nasunie mu jakieś wspomnienia, ale to lektura z młodszych klas, a nie maturalnych.
— „Och, ojcze! Słyszę…” — z oddali dobiegła recytacja pana Briarleya. — „To…”
— Chciałabym cię prosić o sprawdzenie kilku rzeczy, o ile to nie sprawi ci kłopotu.
— Już ci mówiłam, że chcę pomóc.
Joanna odczytała listę. Kiedy dotarła do mechanicznego wielbłąda, Kit oświadczyła:
— Kojarzę go. Zgadza się, w jednej z książek znajduje się jego fotografia.
— Wiesz może, na którym pokładzie znajdowała się sala gimnastyczna?
— Tak, na…
— Podobno martwi nie mówią — zakrzyknął pan Briarley. — Ale to nieprawda!
— Znajdowała się na pokładzie łodziowym — dokończyła Kit. — Przeczytałam o tym, jak szukałam czegoś o lampie sygnalizacyjnej.
W porządku, sala gimnastyczna odpada. Odczytała listę do końca.
— Zajmę się tym dziś wieczorem — obiecała Kit. — Aha, jeszcze jedno. Dokopałam się do informacji o klatkach schodowych. Na Titanicu zbudowano trzy. Tylna służyła pasażerom drugiej klasy. Znajdowała się na samej rufie, obok restauracji A La Carte. Środkową zbudowano w połowie drogi między tylnymi a głównymi schodami. Opisywano ją jako mniej elegancką wersję głównych schodów, z własnym świetlikiem i takimi samymi pozłacanymi balustradami z kutego żelaza.
Po zakończeniu rozmowy Joanna postanowiła wykreślić z listy schody. Wyglądało na to, że przechowała w pamięci długotrwałej wszystko, co pan Briarley kiedykolwiek opowiedział o Titanicu. A podobno człowiek zapomina wszystko, czego się uczył w liceum.
Przepisała relację pana Ortiza, a następnie zadzwoniła do Vielle, lecz numer był zajęty. Spróbowała ponownie po powrocie do domu i tym razem udało się jej obudzić chorą.
— Przepraszam. — Joannie zrobiło się przykro. — Sądząc po głosie, dochodzisz do zdrowia.
— Bo dochodzę.
— Będziesz jutro w pracy?
— Nie — oświadczyła Vielle. — Wciąż kręci mi się w głowie.
Kiedy zakończyły rozmowę, Joanna pomyślała, że Vielle nie tylko kręci się w głowie, ale w dodatku musi być strasznie senna, skoro nie wspomniała o niebezpieczeństwach związanych z uczestnictwem w eksperymentach.
Następnego dnia Tish również nie przyszła do pracy, a o pielęgniarce na zastępstwo można było tylko pomarzyć.
— Wiesz, co mi powiedziano, kiedy zadzwoniłem po inną pielęgniarkę? — spytał Richard, kiedy Joanna dotarła do laboratorium. — „Wiosna całą gębą”. W takiej sytuacji przesunąłem sesję pana Sage’a na jutro. Podobno ten wirus jest aktywny tylko przez dobę, zgadza się?
— Nie mam pojęcia. Vielle nie ma w pracy już od dwóch dni — odparła Joanna, myśląc, że odwołanie spotkania jest jej na rękę. Musiała dokończyć listę ludzi, którzy co najmniej dwukrotnie mieli doświadczenia graniczne, a poza tym chciała przypomnieć sobie swoje wcześniejsze relacje i przeanalizować je pod kątem ewentualnych wskazówek.