Выбрать главу

Poświęciła temu cały ranek. Nie zainteresowała się nawet mrugającą lampką na automatycznej sekretarce. Podczas przerwy na lunch zeszła do laboratorium i poprosiła Richarda o coś do jedzenia z kieszeni fartucha. Całe przedpołudnie lekarz spędził przed ekranem komputera, podobnie jak Joanna.

— I jak tam? — spytała go, przyjmując paczkę ciastek maślanych.

— Dno — odparł, odchylając się na krześle. — Nadal nie znalazłem niczego, co mogłoby wytłumaczyć, dlaczego pani Troudtheim wciąż powraca świadomość. Ani też dlaczego czujesz lęk, który mi opisałaś. Aktywność wykazywało tylko kilka receptorów kortyzolu.

— Bałam się, bo byłam na Titanicu, a pokład D znalazł się pod wodą, więc mogłam nie wrócić do rzeczywistości.

— Wciąż jesteś przekonana, że to, co widzisz, to Titanic, prawda?

— Tak jest, z tym, że to nie tylko przekonanie. Miejsca, które opisałam, naprawdę znajdowały się na statku, a schody nie miały marmurowych stopni i cherubina, bo to nie były główne schody. Znalazłam się na klatce schodowej drugiej klasy, położonej idealnie tam, gdzie się powinna znajdować, obok restauracji A La Carte. Tak właśnie nazywała się jadalnia, którą widziałam, i naprawdę wykończono ją orzechową boazerią, umeblowano różowymi krzesłami i…

— Skąd to wiesz? — wyprostował się Richard, a następnie wbił w nią oskarżycielski wzrok. — Czytałaś coś o Titanicu? Nic dziwnego, że wciąż go widzisz.

— Oczywiście, że nic na jego temat nie czytałam — zaprotestowała. — Dobrze wiem, że to skaziłoby moje doświadczenia graniczne. Poprosiłam kogoś…

— Poprosiłaś kogoś? — Richard wstał z krzesła. — W tym szpitalu? Chryste Panie, jeśli Mandrake…

— To nie jest osoba zatrudniona w naszym szpitalu — pośpiesznie wyjaśniła Joanna. — Poprosiłam przyjaciółkę, która nie ma nic wspólnego z naszym miejscem pracy, i jeszcze zabroniłam jej przekazywania mi jakichkolwiek dodatkowych informacji. Ma sprawdzać wyłącznie to, co zobaczę w trakcie swoich sesji. Dzięki temu wiem, że na Titanicu znajdowała się sala gimnastyczna z mechanicznym wielbłądem, pomieszczenie radiotelegrafisty i…

Znowu posłał jej spojrzenie, które mówiło: „Bridey Murphy”.

— O czym ty mówisz? Zmierzasz do tego, że nie ma możliwości, abyś znała te wszystkie szczegóły, więc to, co widzisz, jest rzeczywistością?

— Skąd, oczywiście, że nie.

— Powiedziałaś, że bałaś się, że nie uda ci się wrócić…

— To dlatego, że czuję się tak, jakbym znalazła się w prawdziwym miejscu, jakby wszystkie zdarzenia były rzeczywiste, ale wiem, że to nieprawda — wyjaśniła szybko. — Poza tym pan Briarley ciągle opowiadał o Titanicu. Każdy z opisanych przeze mnie szczegółów może pochodzić z jego lekcji, z filmu albo z książki SOS Titanic.

Richard wyraźnie się odprężył.

— A więc co chcesz mi powiedzieć?

— Chcę ci powiedzieć, że to jest Titanic, a nie amalgamat rozmaitych wspomnień albo pierwszy obraz, który pasuje do wszystkich bodźców lateralizacyjnych. Z jakiegoś powodu widzę Titanica. To ma coś wspólnego z podłożem doświadczeń granicznych.

— Niemniej nie wiesz, jak wygląda to podłoże — oświadczył Richard. — Czy wszystko, co widzisz, pasuje do Titanica?

— Nie. Na pokładzie łodziowym powinni znajdować się ludzie zajęci odsłanianiem łodzi, mostek nie powinien być pusty, a kod wywoławczy wysyłany przez radiotelegrafistę nie zgadzał się z oznaczeniem statku.

— Poza tym wciąż nie widziałaś ani nie słyszałaś nazwy Titanic, ani też jakiejkolwiek wzmianki o górze lodowej. Zgadza się?

— Tak, ale wydaje mi się, że te nieścisłości i braki mogą stanowić klucz do wyjaśnienia doświadczeń granicznych. — Przedstawiła mu swoją teorię na temat snów. — Odnoszę wrażenie, że obrazy nie pasujące do całości są symboliczne.

Pokiwał głową, jakby właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał. Zaraz się zacznie, pomyślała. Nie myliła się.

— Twój świadomy umysł dokonał pozornie racjonalnej konfabulacji, aby usprawiedliwić przekonanie o znaczeniu tego, czego doświadczasz — stwierdził. — To przekonanie jest tak rozbudowane, że obejmuje nawet szczegóły nie stanowiące elementu wizji, co oznacza, że stymulacja płata skroniowego jest zasadniczym powodem powstawania doświadczeń granicznych. Twoje przekonanie o istnieniu związku…

— Wiem, wiem. Nieważne — przerwała mu. — Moje przekonanie to poczucie intuicyjnej wiedzy, a wydedukowałeś to ze skanów. Mam tylko jedno pytanie.

— Mianowicie?

— Jak wyglądałyby skany, gdyby nie chodziło wyłącznie o stymulację płata skroniowego i naprawdę istniał jakiś związek z rzeczywistością? Czy wówczas zdjęcia prezentowałyby się inaczej? Zresztą wszystko jedno. — Nie miała go jak przekonać, dopóki naprawdę nie ustali, jaki to związek i nie dowiedzie jego istnienia.

Miała szansę dokonać tego tylko wtedy, gdy ponownie podda się eksperymentowi, lecz teraz mogła przynajmniej spróbować odcyfrować to, co już widziała. Rozbiła swoje relacje na pojedyncze obrazy i narysowała mapę trasy, którą pokonała. Opracowała także plan pokładu łodziowego, z uwzględnieniem pokoju radiotelegrafisty, mostka i miejsca, w którym stał marynarz odpowiedzialny za obsługę lampy sygnalizacyjnej. Potem przygotowała kolejną listę dla Kit. Czy w restauracji A La Carte znajdował się fortepian? Klatka dla ptaków? Czy pokład C był oszklony czy otwarty? Czy na Titanicu znajdował się kort do squasha?

Późnym popołudniem — a przynajmniej sądziła, że to późne popołudnie; kiedy spojrzała na zegarek, dochodziła szósta — ktoś zapukał do drzwi. Pan Mandrake, spłoszyła się Joanna i wbiła wzrok w szparę pod drzwiami, aby sprawdzić, czy za drzwiami nie świeci światło.

Pukanie rozległo się ponownie.

— To ja, Ed Wojakowski. Pani doktor, zdobyłem dla pani identyfikator. — Otworzyła drzwi. — Nie jest prawdziwy — wyjaśnił, wręczając jej łańcuszek z metalową plakietką, na której widniało imię i nazwisko Maisie, wygrawerowane zgrabnymi literami. — Tak naprawdę to jedna z odznak medycznych, ale powiedziała pani, że chodzi o coś metalowego na łańcuszku na szyję, więc znalazłem to.

— Jest idealny — przyznała Joanna i odwróciła blaszkę, spodziewając się ujrzeć czerwony symbol służb medycznych, lecz srebrny identyfikator był zupełnie gładki.

— Odszlifowałem oznaczenia medyczne — pochwalił się pan Wojakowski, wyraźnie zadowolony z siebie. — Tak jak obiecałem, popytałem trochę tu i tam, ale nikt od lat nie widział żadnej maszyny do tłoczenia identyfikatorów. Kiedy poszedłem zrealizować receptę, patrzę — jest. Plakietki grawerowane od ręki.

— Ogromnie panu dziękuję — powiedziała Joanna. — Ile jestem panu winna?

Sprawiał wrażenie urażonego.

— Zrobiłem to z przyjemnością — oznajmił. — Od razu przypomniały mi się czasy, kiedy pływałem na Yorktown i z Buckym Parterim musiałem zdobyć dwie przepustki na zejście na ląd, żebyśmy mogli zobaczyć te panienki z Korpusu Kobiet na Lanai. No i tak prosiliśmy rozmaite osoby o oficjalne zezwolenia i nic, a dowódca i patrol lądowy naprawdę byli ostrzy, więc pomyśleliśmy, że może ktoś sfałszowałby nam dwie przepustki i…

Opowieść była długa, niewątpliwie oparta częściowo na faktach, lecz w wielu miejscach fikcyjna. Joanna nie próbowała nawet się zastanowić, co jest czym. Czekała na moment, który choćby w przybliżeniu przypominał przerwę w akcji, i wreszcie stwierdziła: