Выбрать главу

— Z przyjemnością posłuchałabym do końca, ale naprawdę muszę już zanieść identyfikator Maisie.

Pan Wojakowski przyjął to ze spokojem.

— Proszę ją ode mnie pozdrowić. Żałuję, że nie jest prawdziwy, tak jak ten, który nosiłem w marynarce. Opowiadałem pani, jak kiedyś wypadłem za burtę i go zgubiłem? Wracaliśmy właśnie do Pearl…

Zanim Joanna uwolniła się od pana Wojakowskiego, było już po ósmej i Maisie spała.

— Przyniosę go rano. — Joanna poinformowała Barbarę. — Jak się czuje?

— Musieli jej odstawić amiodipril.

— Wiem. Maisie powiedziała mi, że znowu bierze nadolal.

Barbara potwierdziła skinieniem głowy.

— Nie mają już innych leków do wypróbowania. Właśnie dlatego jej matka tak bardzo walczyła o włączenie Maisie do programu klinicznego testowania amiodiprilu. Mówi się o przestawieniu dziewczynki na nowy inhibitor konwertazy angiotensyny, ale ma naprawdę fatalne skutki uboczne, a ona i tak jest strasznie osłabiona.

— Co z sercem?

— Można się tylko modlić o wypadek autobusu z dziećmi — oświadczyła. — Przepraszam. Miałam ciężki dzień i zdaje się, że dopada mnie grypa. W tej chwili nie jest źle. Kto wie, może czeka nas cud.

— Może. — Joanna poszła na górę, żeby jeszcze staranniej przejrzeć swoje relacje w poszukiwaniu dodatkowych wskazówek. Skończyła pracę po jedenastej.

Nic nie znalazła, a rano, kiedy udała się do Maisie, okazało się, że dziewczynka ma cewnikowanie serca.

— Póki co nie stwierdzono migotania przedsionków — doniosła Barbara. — Prosiła, żeby pani to przekazać. — Wręczyła Joannie kartkę papieru z notatnika, wielokrotnie złożoną na pół.

Joanna zaczekała z rozłożeniem kartki do czasu, kiedy znalazła się sama w gabinecie. Maisie wypisała ołówkiem listę statków: Carpathia, Burma, Olympic, Frankfurt, Mount Temple, Baltic. Joanna pomyślała, że nie była zbyt pilną uczennicą, skoro nawet słysząc te nazwy, nie przypominała sobie, aby pan Briarley o nich wspominał.

Co nie oznacza, że tego nie robił, dodała w myślach. Niektórzy ludzie potrafią przypominać sobie książki i filmy z niemal doskonałą precyzją. Takie zjawisko nosi nazwę kryptomnezji. Jak ustalono, właśnie na to cierpiała Bridey Murphy, skonstatowała ironicznie Joanna.

— Mamy problem — przywitał ją Richard, gdy tylko weszła do laboratorium.

— Tish wciąż jest na chorobowym?

— Nie, wróciła, ale właśnie dzwonił pan Sage, żeby odwołać sesję.

— Też ma grypę?

— Cały on — zirytował się Richard. — Dopiero po dziesięciu minutach rozmowy wyciągnąłem z niego, że odwołuje spotkanie. Więc jak, zajmiemy się tobą?

— Jasne — zgodziła się Joanna. — O której?

— Powiedziałem Tish, że o jedenastej.

Joanna skinęła głową i wróciła do gabinetu. Dzwoniła Kit. „Sala gimnastyczna znajdowała się na pokładzie łodziowym”, głosiła wiadomość. „Na prawej burcie, tuż za kwaterami oficerskimi. Radiotelegrafista urzędował na lewej burcie, obok kwater oficerskich”.

Wszystko, co kiedyś mówił pan Briarley. Czy pokazywał im także plan pokładu łodziowego? Nie pamiętała, ale nie mogła tego wykluczyć. W książkach Maisie roiło się od mapek i diagramów: trasy pokonanej przez samolot Amelii Earhart, ruin Pompejów, schematu gondoli Hindenburga.

Joanna zadzwoniła do Kit, ale telefon był zajęty. Przekręciła więc do Maisie.

— Maisie, stwierdziłaś, że litery MGY to kod wywoławczy Titanica, a potem zaczęłaś coś mówić. Co chciałaś powiedzieć?

— Przecież zabroniła mi pani wspominać o czymkolwiek, co nie jest związane z pytaniami.

— Pamiętam, to jest wciąż aktualne, z wyjątkiem tej jednej informacji. Co chciałaś powiedzieć?

— Chodziło o to, że wiem, co oznacza MGY, bo pamiętam wiadomość przesyłaną przez Titanica. „MGY CQD PB. Przybywajcie natychmiast. Zderzyliśmy się z górą lodową”. CQD oznacza „pomocy” — wytłumaczyła Maisie.

— Wydawało mi się, że Titanic wysyłał sygnał SOS.

— Bo tak było, tylko że… Jest pani pewna, że mogę o tym mówić?

— Jestem pewna.

— No więc najpierw wysyłano CQD, a potem Harold Bride, to był drugi radiotelegrafista, powiedział, jakby żartem: „Wysyłajmy SOS. To nowy kod oznaczający wezwanie o pomoc, i może nigdy nie nadarzy się kolejna sposobność”.

Rozdział 31

„No cóż, na to nic się nie poradzi”.

Ostatnie słowa George’a C. Atchesona, adiutanta generała MacArthura, kiedy zorientował się, że samolot niosący jego i dwanaście innych osób zaraz rozbije się w Oceanie Spokojnym

Podczas przygotowywania Joanny do seansu Tish cały czas trajkotała o swojej strasznej chorobie.

— Myślałam, że umrę — zaszczebiotała, wcale nie przejęta. — Bolało mnie wszystko i kręciło mi się w głowie. — Podłączyła elektrody do klatki piersiowej Joanny. — Niemal zemdlałam, kiedy schodziłam do samochodu — dodała, zakrywając jej oczy maską — a do domu musiał mnie odwieźć ten lekarz, który akurat jechał ze mną windą. Ma na imię Ted.

Joanna dopiero teraz zdała sobie sprawę, dlaczego Tish jest taka radosna. Pomyślała, że lepiej by było, gdyby pielęgniarka szybciej założyła jej słuchawki, bo chciała się zastanowić nad tym, co powinna robić i dokąd pójść, kiedy się znajdzie na pokładzie.

Jeśli się znajdzie na pokładzie. Richard oznajmił, że zmniejsza dawkę, „dzięki czemu ograniczy się stymulacja płata skroniowego. To powinno zmniejszyć intensywność przekonania o znaczeniu i wytworzyć inny obraz ujednolicający”.

Joanna uznała, że nic z tego nie będzie, bo nie o to chodzi. Była pewna, że istnieje głębszy sens tego, co widzi i zamierzała się przekonać, jaki on jest. Ale najpierw chciała się upewnić, że wizja Titanica nie jest amalgamatem różnych wspomnień.

— Ted upierał się, żeby wejść ze mną do domu i położyć mnie do łóżka, zanim odjedzie — paplała Tish. Trzymała w dłoniach słuchawki, lecz jeszcze nie założyła ich Joannie. — Pracuje tu od niedawna. Jest położnikiem i… — Pochyliła się nad Joanną i szepnęła: — I jest naprawdę przystojny, ma włosy w nieco ciemniejszym odcieniu blondu niż doktor Wright i ma szare…

— Siostro, czy Joanna jest gotowa? — zawołał Richard zza pulpitu.

— Już prawie. — Ponownie ściszyła głos. — Szare oczy i wcale go nie interesują skany. — Tish na szczęście założyła Joannie słuchawki.

No dobrze, pomyślała Joanna, spróbuję znaleźć główne schody, a jeśli mi się nie uda, poszukam salonu jadalnianego pierwszej klasy. Jeśli będą tam krzesła obite zielonym aksamitem haftowanym w irysy, to znaczy, że jestem na Titanicu. Może znajdę też menu z napisem RMS Titanic. Tylko że restauracja A La Carte była zamknięta. A jeśli salon jadalniany też okaże się nieczynny? I znalazła się w przejściu.

Podłoga była sucha i pozioma, a za drzwiami stało zaledwie kilka osób. Joanna uznała, że pewnie zjawiła się wcześniej, lecz gdy przekroczyła próg, spostrzegła, że młoda kobieta przebrała się z koszuli nocnej i miała teraz na sobie czerwony płaszcz oraz futrzany kołnierz z rudych lisich łbów ze spiczastymi nosami i lśniącymi na czarno szklanymi oczyma. Także kobieta z upiętymi włosami włożyła płaszcz, a na niego kamizelkę ratunkową.

— Jest tak zimno — poskarżyła się młoda kobieta i zadrżała. — Nie powinniśmy iść na pokład łodziowy?

Joanna liczyła na to, że pójdą. Wówczas przekonałaby się, gdzie są drzwi prowadzące do głównych schodów. Brodaty mężczyzna potrząsnął jednak głową i stwierdził: