Zdrowy i szczęśliwy. „Moja matka wyglądała na zdrową i szczęśliwą, nie tak jak ostatnim razem”, opowiadała pani Isakson. Tuż przed śmiercią strasznie schudła i zrobiła się żółta”. Joanna uświadomiła sobie, że osoby po doświadczeniach granicznych właśnie w taki sposób opisują swoich zmarłych krewnych, widzą ich z utraconymi kończynami i w pełni władz umysłowych.
Pan Briarley pamiętał, na czyją cześć nazwano Kit, potrafił zacytować Pieśń o starym żeglarzu.
On nie żyje, przeszło jej przez głowę i poczuła ukłucie strachu. Zmarł. Właśnie dlatego widziałam go na pokładzie. Pan Mandrake miał rację, opowiadając o tym, że osoby widziane podczas doświadczeń granicznych już nie żyją.
Bzdura, skarciła się Joanna, patrząc na magnetofon. Wiesz doskonale, że żaden z tych wypadków nie został udokumentowany, a pacjenci nigdy nie wspominali o spotkaniu z jakąś osobą, dopóki nie otrzymali z zewnątrz potwierdzenia jej śmierci, tak jak te wszystkie media, utrzymujące, że „widziały” W.T. Steada o drugiej dwadzieścia w nocy, kiedy zatonął Titanic. Żadne z nich nie podało swojej wizji do publicznej wiadomości, dopóki nazwisko Steada nie pojawiło się na liście osób zaginionych. Te historie są nieprawdziwe. Pan Briarley żyje. Ujrzałaś go, gdyż o nim myślałaś i martwiłaś się o niego. Tylko dlaczego nie zobaczyłam Vielle? Albo Maisie? I dlaczego spotkałam Grega Menottiego?
Dlatego, że nie żyje, uznała Joanna. Na pokładzie przebywają zmarli. Znowu poczuła strach. Muszę to sprawdzić. Zadzwonię do Kit.
Ale gdyby zadzwoniła, a panu Briarleyowi coś się stało, znalazłaby się w identycznej sytuacji, co pacjenci pana Mandrake’a. Nie dysponowała żadnymi dowodami na to, że wcześniej nie dowiedziała się o śmierci nauczyciela, że najpierw nie odbyła rozmowy z Kit, a potem nie wymyśliła sobie obecności pana Briarleya w bibliotece.
Postanowiła najpierw opowiedzieć Richardowi o swoich doświadczeniach, a potem zatelefonować do Kit. Nie miała jednak pojęcia, kiedy wróci. Mogła spróbować go znaleźć, ale nawet gdyby jej się to udało, i tak nie przebywała z nim przez cały czas po eksperymencie. Mógł bez trudu stwierdzić, że skontaktowała się z Kit pod jego nieobecność.
Tish mogła poświadczyć, że Joanna nie opuściła laboratorium, ani też z nikim nie rozmawiała telefonicznie. Problem w tym, że Richard nie chciał, aby pielęgniarka dowiedziała się czegokolwiek na temat Titanica. Zresztą Joanna zgadzała się z nim pod tym względem. Gdyby pan Mandrake dowiedział się o treści jej doświadczeń granicznych… Wyobraziła sobie nagłówki w piśmie „Star”: „Widzę zmarłych! Naukowiec otrzymuje wiadomości z tamtego świata”.
Nikt inny nie mógł jednak udowodnić, że nic nie wiedziała o śmierci pana Briarleya. Joannie przyszło w dodatku do głowy, że jeśli się nie pośpieszy, także Tish nie będzie mogła wystąpić w charakterze świadka. Spojrzała na pielęgniarkę, przygotowującą sprzęt do sesji pana Sage’a. Za pięć minut będzie gotowa do wyjścia.
Joanna przygryzła wargę, usiłując podjąć decyzję, co robić dalej. Po chwili włączyła magnetofon i zaczęła pośpiesznie opowiadać, opisując wszystko, co zapamiętała z wyglądu pana Briarleya i tego, co powiedział. „Zawsze jest mniej czasu, niż nam się wydaje”. I jeszcze: „jakikolwiek hałas usłyszycie, nie wchodźcie tu do mnie, bo nic uratować mnie nie może”* [Christopher Marlowe, Tragiczna historia…, op. cit.].
Starał się przekazać mi, że nie żyje, uznała Joanna. Całą siłą woli powstrzymała się przed wstaniem i podejściem do telefonu. Postanowiła zakończyć nagranie.
— Pan Briarley wyglądał zupełnie normalnie — stwierdziła do dyktafonu — ale kiedy…
— Mówiła pani coś? — zainteresowała się Tish, stojąca przy stole do badań.
— Nie, tylko nagrywam swoją relację — wytłumaczyła Joanna.
— Aha. Mam zrobić coś jeszcze czy mogę iść na lunch?
— Jest jeszcze jedna sprawa — oświadczyła Joanna.
— O — rozczarowała się Tish. — Co takiego? Jest już pierwsza, a bufet…
Pewnie jest nieczynny od kwadransa, dokończyła w myślach Joanna, a jeśli wyjdziesz, przepadnie moja dokumentacja.
— Chciałabym, aby była pani moim świadkiem.
— Świadkiem? Jak przy sporządzaniu testamentu?
— Nie, nie chodzi mi o testament, tylko o stwierdzenie faktu. Rzecz w tym, że zanim pani wyjdzie, muszę dokończyć nagrywanie swojej relacji z doświadczeń granicznych, co zajmie kilka minut.
— A nie mogę wyjść i wrócić?
— Nie — odparła stanowczo Joanna. — Musi pani ze mną zostać. Potrzebuję świadka, że nie opuściłam laboratorium ani z nikim nie rozmawiałam przez telefon.
Ponownie uruchomiła magnetofon i zaczęła szybko opowiadać.
— …ale kiedy się ocknęłam i przystąpiłam do nagrywania swojej relacji z doświadczeń granicznych, odniosłam silne wrażenie, że jego obecność w tamtym miejscu oznacza, że zmarł — mówiła Joanna, usiłując nie zwracać uwagi na Tish, która stała pośrodku laboratorium, tupała nogą o podłogę i co kilka sekund spoglądała na zegarek. — O ile mi wiadomo, pan Briarley… Nie musi pani się we mnie wpatrywać. — Tish wzruszyła ramionami i poszła do przebieralni, aby umalować usta szminką i przejrzeć się w lustrze wiszącym po wewnętrznej stronie drzwi.
— O ile mi wiadomo, pan Briarley żyje — kontynuowała Joanna. — Widziałam go pięć dni temu, a wczoraj rozmawiałam z nim przez telefon. O ile mi wiadomo, cieszył się dobrym zdrowiem, z wyjątkiem choroby Alzheimera. Nie był także ranny. Od tamtego czasu nie kontaktowałam się z nim i nikt mnie nie informował o jego stanie. Koniec relacji Joanny Lander. Godzina trzynasta osiem.
Wyciągnęła taśmę z magnetofonu.
— W porządku — zwróciła się do Tish, która właśnie pociągała rzęsy maskarą, i podeszła do biurka Richarda. Sięgnęła ręką do włącznika komputera, lecz powstrzymała się przed uruchomieniem urządzenia, kiedy uświadomiła sobie, że nie powinno być żadnej możliwości nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym. Wzięła więc kartkę papieru. Do biurka podeszła Tish. Z jej ramienia zwisała już torebka. Pielęgniarka najwyraźniej śpieszyła się do wyjścia. Joanna pomyślała, że to dobrze, bo nie będzie zadawała wielu pytań.
„Znajdowałam się w obecności J. Lander”, napisała Joanna,,,od początku procedury do zakończenia nagrywania jej relacji. J. Lander ani na moment nie opuściła laboratorium, ani też nie kontaktowała się z kimkolwiek spoza laboratorium”. Przesunęła papier do Tish.
— Proszę to podpisać i podać datę oraz godzinę — przykazała, wręczając pielęgniarce długopis.
Tish przeczytała oświadczenie.
— Po co to wszystko? — zainteresowała się. — Nie zapewniam pani alibi, co?
— Nie — odparła Joanna. — Chcę tylko, żeby pani udokumentowała, kiedy i gdzie sporządziłam relację z doświadczeń granicznych.
— Nigdy dotąd nie musiałam dokumentować pani eksperymentów — oświadczyła podejrzliwie Tish.
— Zwykle zajmuje się tym doktor Wright — skłamała Joanna. Spojrzała wymownie na zegarek. — Jest piętnaście po pierwszej.
— Naprawdę? — zaniepokoiła się Tish i podpisała oświadczenie. — Czy to już wszystko?
— Nie. — Joanna podniosła taśmę. — To jest nagranie mojej relacji. — Owinęła kasetę w inną kartkę papieru i zakleiła ją taśmą. — Podpisz się tutaj i napisz dzisiejszą datę.