Выбрать главу

— Nie — oświadczyła uparcie, wpatrując się w radiowy pulpit kontrolny i sterczące z niego przewody. — To coś oznacza, a ja się dowiem co. — Innymi słowy musiała oddzwonić Betty Peterson i linijka po linijce przejrzeć wszystkie relacje z doświadczeń granicznych w poszukiwaniu wskazówek.

Nina poprosiła, żeby telefon zostawić w recepcji. Podniosła go i otworzyła drzwi. Kobieta przestała krzykiem obwieszczać przybycie Brytyjczyków. Joanna wychyliła się za drzwi, aby sprawdzić, czy chora wciąż znajduje się w zasięgu wzroku.

Nieznajoma znikła, nie widać też było Niny. Ochroniarz niezmiennie podpierał ścianę, a pielęgniarki w fartuchach kręciły się między salami urazowymi. W połowie korytarza stał młody mężczyzna w białym fartuchu i tenisówkach — doktor Carroll? — i uważnie czytał kartę choroby.

Nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie pojawi się jakiś oszalały ćpun albo wymachujący pistoletem gangster. Joanna skierowała się do bocznych drzwi, uważnie wypatrując każdej niebezpiecznie wyglądającej osoby. Kiedy mijała dwa urządzenia do kontroli pracy serca, przyszło jej do głowy, że przynajmniej nie ma tutaj Vielle. Może kilka dni z dala od oddziału nagłych wypadków pozwoli jej spojrzeć na pewne sprawy z nowej perspektywy. Podeszła do recepcji i odłożyła telefon. Nagle drzwi do sali urazowej numer dwa się otworzyły i wyszedł z nich sanitariusz, rozmawiający z czarną pielęgniarką w czepku chirurgicznym i ciemnoniebieskim…

— Vielle! — wykrzyknęła Joanna. Podeszła do nich, przepychając się przez stłoczonych ludzi. — Co ty tutaj robisz?

Vielle odwróciła się na dźwięk swojego imienia. Gdy dostrzegła Joannę, złapała się odruchowo za prawą rękę i przycisnęła ją blisko do ciała, jakby usiłując ją zasłonić.

— Byłam przekonana, że wracasz dopiero w przyszłym tygodniu — stwierdziła Joanna. — Dlaczego zmieniłaś… — W tym momencie dostrzegła, co zasłaniała Vielle. Właściwie nie tyle zasłaniała, ile ukrywała. To był bandaż owinięty wokół połowy przedramienia.

— Co się stało? — spytała głucho Joanna.

— Nie słyszała pani, że Vielle została postrzelona? — zdziwił się sanitariusz.

— Postrzelona?

— Wlazł jakiś facet i wymachiwał pistoletem. — Sanitariusz pośpieszył z wyjaśnieniem. — Powiedział: Gdzie, do…

— Nie masz się czym zająć? — przerwała mu ostro Vielle. — Trzeba zmienić pościel na łóżkach w czwórce. I wyczyść podłogę. — Vielle wpatrywała się w Joannę, która nie mogła oderwać wzroku od jej zabandażowanej ręki.

— Wcale nie zachorowałaś na grypę — wymamrotała z osłupieniem. — Postrzelono cię.

— Joanna…

— Mogłaś zginąć.

Vielle pokręciła głową w czepku.

— Kula przeszła tylko przez mięsień. To…

— Powiedziano mi, że pojechałaś do domu z powodu grypy. Gdzie byłaś? Na OIOM-ie?

— Skąd, oczywiście, że nie — obruszyła się Vielle. — Kula ledwie drasnęła skórę. Nie potrzebowałam nawet szwów.

— Więc dlatego nie pozwoliłaś mi przyjechać. Twierdziłaś, że nie chcesz, żebym zaraziła się grypą, a tak naprawdę bałaś się przyznać, że ktoś do ciebie strzelał.

— Joanna…

— Mówiłaś, że zostaniesz w domu, aż wydobrzejesz. Naprawdę zostałaś, czy to też było kłamstwo, a ty wróciłaś do szpitala już następnego dnia, bo nie mogłaś się doczekać, aż ktoś znowu cię postrzeli?

— Nic ci nie mówiłam, bo wiedziałam, że zaczniesz się przejmować. Poza tym nie widziałam sensu…

— Co takiego? Przejmować?! — wrzasnęła z wściekłością Joanna, a doktor Carroll i jedna z pielęgniarek odwrócili się, aby sprawdzić, co się stało. Ochroniarz przestał się opierać o ścianę. — Dlaczego miałabym się przejmować, skoro moja najlepsza przyjaciółka została tylko trochę postrzelona?

— Mów ciszej — syknęła Vielle, spoglądając niespokojnie na ochroniarza. — Właśnie dlatego ci nie powiedziałam. Wiedziałam, że twoja reakcja będzie przesadna.

— Przesadna?

— Jakieś problemy, siostro Howard? — spytał ochroniarz, podchodząc z ręką na pistolecie.

— Nie — odparła Vielle. — Nie ma żadnych problemów.

— Owszem, są — zwróciła się do niego Joanna. — Gdzie pan był, kiedy ten facet wymachiwał pistoletem? — Odwróciła się do Vielle. — Kiedy dokładnie zamierzałaś mnie o wszystkim poinformować? W ogóle zamierzałaś cokolwiek mi mówić? Powiedziałabyś mi, gdyby trafił cię w serce? — wykrzyczała i rzuciła się biegiem przez cały oddział.

— Joanna! — wrzasnęła za nią Vielle.

Wskoczyła w boczne drzwi. Usłyszała za sobą głos Vielle:

— Zastąp mnie. Wrócę za kilka minut. Joanna, zaczekaj…

Joanna zignorowała przyjaciółkę i popędziła przed siebie korytarzem.

— Joanna, proszę cię! — Vielle dogoniła ją tuż przy schodach. — Nie wściekaj się — poprosiła, lewą dłonią trzymając Joannę za rękę. — Nie powiedziałam ci dlatego, że…

— Dlatego, że wiedziałaś, co powiem. Nie myliłaś się. Powiedziałabym to. Naprawdę myślisz, że będę stała bezczynnie i wpatrywała się, jak ginie moja najlepsza przyjaciółka?

— To tylko zadrapanie — zaprotestowała Vielle. — Nie strzelał do mnie. Wątpię nawet, czy w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że ma w ręku broń. Nafaszerował się rogue…

— Rogue — sapnęła Joanna. — To świństwo o dwadzieścia pięć procent zwiększyło liczbę poszkodowanych trafiających na oddział nagłych wypadków.

— Nic nie rozumiesz. W tym wypadku można równie dobrze winić mnie. Powinnam była się zorientować, że zupełnie stracił zdrowy rozsądek. Myślałam, że mogę go uspokoić, i złapałam go za rękę. W szpitalnym okólniku na pierwszym miejscu napisano:,,Nie należy brać udziału w walce”. Nie miałam żadnego powodu…

— Nie masz żadnego powodu, aby pracować na tym oddziale — przerwała Joanna. — Ile jeszcze ostrzeżeń potrzeba, abyś to pojęła? Tutaj nie ma się nad czym zastanawiać. Musisz po prostu zmienić oddział.

— Nie mogę. I tak brakuje nam personelu. Dwie pielęgniarki leżą z grypą, a fatalna opinia o oddziale sprawia, że nie możemy znaleźć nikogo na zastępstwo. Posłuchaj, to się więcej nie powtórzy. Zatrudnili dodatkowego ochroniarza. Zaczyna od jutra, a dyrekcja napomyka o zainstalowaniu wykrywacza metali.

— Dyrekcja, która na ostatnią strzelaninę zareagowała wydaniem okólnika? Vielle, posłuchaj mnie uważnie. Musisz się przenieść natychmiast.

Vielle spojrzała na nią z dziwnym wyrazem twarzy.

— W porządku — oznajmiła.

— Poprosisz o przeniesienie? — zamrugała Joanna.

— Zawrzemy układ. Ja się wyniosę z oddziału, a ty powiesz Richardowi, że przestajesz pełnić rolę świnki morskiej.

— Mam zrezygnować z projektu? Dlaczego? — Joanna wpatrywała się w nią z osłupieniem.

— Powiedziałaś, że nie możesz stać bezczynnie i wpatrywać się, jak ginie twoja najlepsza przyjaciółka? Widzisz, ja też nie. Martwię się o ciebie.

— Martwisz się o mnie? To ty nosisz bandaż na ręce. To ty…

— To ty masz cienie pod oczyma, sięgające kolan — przerwała Vielle. — Zaglądałaś ostatnio do lustra?