— I wcale się nie bałaś?
— Bałam się, kiedy zobaczyłam wodę na podłodze Scotland Road i zalany magazyn pocztowy — wyliczyła, usiłując sobie wszystko przypomnieć. Tak bardzo zajęła się poszukiwaniami pana Briarleya, aby go spytać o znaczenie jej doświadczeń granicznych, że nie czuła szczególnego strachu. Z całą pewnością nie można go było porównywać z tym, co czuła, spoglądając na mokrą plamę na dywanie, w miejscu, gdzie urzędnik pocztowy położył worek, a także z uczuciem, które ogarnęło ją, gdy spojrzała w ciemność za burtą statku.
— Czy mój poziom kortyzolu był wyższy niż podczas dwóch ostatnich sesji?
— Jeszcze nie sprawdziłem analizy neuromediatorów, lecz wnioskując ze skanów, tak. Czy wtedy bardziej się bałaś?
Przypomniała sobie paniczną ucieczkę po schodach, po pokładzie i gwałtowne wpadnięcie do przejścia.
— Tak.
— Tego się obawiałem. — Podszedł do pulpitu.
Joanna szybko się ubrała.
— Idę nagrać swoją relację. Wrócę o trzeciej. — Pośpiesznie zamknęła drzwi i uciekła do gabinetu, zanim zdążył zadać jej inne pytania. Musiała pomyśleć o swoich przeżyciach, zanim straci przekonanie, że za chwilę odkryje tajemnicę. To miało coś wspólnego z rakietami i ich odpalaniem przez pana Briarleya.
Odtworzyła w myślach całą sytuację, usiłując przypomnieć sobie dokładne słowa pana Briarleya. „Proszę się cofnąć”, powiedział, a wtedy wystrzeliła rakieta, rozsiewając białe iskry…
Nagrała opis sceny, a potem cofnęła się myślami do początku eksperymentu i zarejestrowała całą relację, usiłując nie dopuścić do zaniku przekonania o rychłym odkryciu prawdy. Coś związanego z rakietami, chociaż one faktycznie odegrały pewną rolę na Titanicu. Chyba że ujrzała inne rakiety niż te, które wystrzeliwano z tonącego statku.
Zadzwoniła do Kit i spytała ją, jakich rakiet alarmowych użyto na liniowcu.
— Białych fajerwerków. Pamiętam, jak wujek Pat wspominał, że biel była międzynarodowym kolorem alarmowym. Poza tym w filmie pojawiła się scena z białymi ogniami sztucznymi.
No pewnie. Pamiętała tę scenę. Oficer oparł cylinder o reling.
— Coś jeszcze? — spytała Kit.
— Tak. Chciałabym wiedzieć, czy na statku znajdowało się coś, co określano jako Scotland Road. To może być jakiś długi korytarz na… — zamyśliła się — …na pokładzie E lub F. Poza tym sprawdź, czy na statku znajdowała się biblioteka. Mogła być na pokładzie z promenadą, obok baru. Interesuje mnie jeszcze wszystko, co się wiąże z rakietami i miejscem ich przechowywania.
— Scotland Road, biblioteka, rakiety. Załatwione — potwierdziła Kit. — Aha, jeśli masz chwilę, mogę ci podyktować nazwiska Edith, które płynęły statkiem. Doliczyłam się czterech. Nie jestem pewna, czy to już wszystkie. Członkowie załogi są wyszczególnieni jedynie z nazwiska i inicjału imienia, a niektóre pasażerki określono mianem pani NN.
— Ile z nich zginęło? Z tej czwórki?
— Tylko Edith Evans.
Joanna powróciła myślami do swoich doświadczeń granicznych. Nie rakiety, lecz coś, co się znalazło w tej części sesji. Winda? Z całą pewnością odbiegała od ówczesnej rzeczywistości. W 1912 roku nie budowano wind, a nawet jeśli, to na pewno nie na pokładach statków. A kiedy odzyskiwała przytomność, mruknęła: „Winda”.
Ponownie zadzwoniła do Kit. Numer był zajęty. Zerknęła na zegarek. Kwadrans po drugiej. Zbyt mało czasu, aby pojechać do domu pana Briarleya. Musiała znać odpowiedź natychmiast, zanim straci poczucie bliskości odkrycia prawdy. Trzeba spróbować z Maisie.
Pobiegła na górę, licząc na to, że Maisie nie zaprowadzono na badania. Dziewczynka leżała w łóżku, obojętnie oglądając Kubusia Puchatka. Gdy ujrzała Joannę, poprawiła się na poduszkach i oznajmiła:
— Dowiedziałam się wszystkiego o Carpathii.
— Świetnie. Muszę cię o coś spytać. Czy na Titanicu znajdowała się winda?
— Tak. — Maisie nie miała wątpliwości. — Nie pamięta pani, jak na filmie uciekali przed tym złym gościem, wskoczyli do windy i zjechali na dół?
— Zdawało mi się, że twoja mama nie pozwoliła ci oglądać z Titanica.
— I nie obejrzałam. Przyjaciółka, o której pani wspominałam, obejrzała film i opowiedziała ten fragment — stwierdziła przekonująco Maisie, lecz Joanna nawet przez chwilę jej nie wierzyła.
— Czy przyjaciółka opowiedziała ci, jak wyglądała ta winda?
— Tak. Wchodziło się do niej przez taką rozsuwaną kratę. — zademonstrowała ręką.
Winda z kratą. A więc na Titanicu znajdowała się winda. Nie ma mowy o rozbieżności. Joanna mogła sobie wyobrazić, co powie Richard, kiedy się dowie o wszystkim. Mogła tylko liczyć na to, że w jej relacji pojawią się inne nieścisłości. Uznała, że powinna od razu zająć się spisywaniem wspomnień, zanim zapomni, co powiedział pan Briarley.
— Pora na mnie, dzieciaku. — Poklepała Maisie po kolanach.
— Nie może pani iść. Jeszcze nie zdążyłam opowiedzieć o Carpathii. Poza tym chciałam pani zadać pytanie. Z jaką prędkością poruszają się statki?
— Z jaką prędkością? — Joanna wiedziała, że Titanic płynął zbyt prędko, ignorując ostrzeżenia o górach lodowych, ale ile dokładnie wynosiła jego prędkość? — Nie wiem.
— Bo w mojej książce napisali, że Carpathia płynęła bardzo prędko, a w tej drugiej, że znajdowała się pięćdziesiąt osiem mil od Titanica…
— Pięćdziesiąt osiem? — powtórzyła Joanna. — Carpathia znajdowała się pięćdziesiąt osiem mil od Titanica?
— Zgadza się. A dotarcie na miejsce zajęło jej trzy godziny. Titanic zatonął znacznie wcześniej. Dlatego trudno mi uwierzyć, że Carpathia płynęła bardzo prędko. Przecież pięćdziesiąt osiem mil to nie jest aż tak dużo.
Rozdział 35
„Zdaje się, że to śmierć”.
— Co się stało? — Maisie przyglądała się Joannie z niepokojem. — Nic pani nie jest?
— Zupełnie nic — odparła Joanna. — Masz rację. Pięćdziesiąt osiem mil to niezbyt daleko. Jak daleko znajdował się Californian? — Pięćdziesiąt osiem mil. Tego dnia, na oddziale nagłych wypadków, Greg mówił o Carpathii.
— Wyglądała pani bardzo dziwnie, kiedy powiedziałam o tej odległości. — Maisie nie zamierzała ustąpić. — Czy któryś z pani pacjentów widział Carpathię?
— Nie. Jak daleko znajdował się Californian?
— Bardzo blisko. — Maisie wciąż spoglądała podejrzliwie na Joannę. — Załoga dostrzegła rakiety, więc pewnie dałoby się ocalić większość ludzi, lecz radiotelegrafista wyłączył urządzenia nasłuchowe. Na Californian nie dotarło ani jedno SOS, więc załoga aż do rana nie wiedziała, że coś się wydarzyło.
Joanna nie słuchała. Usiłował mi przekazać, że Carpathia znajdowała się zbyt daleko i nie mogła dotrzeć na czas.
— Wydaje mi się, że nie powinni byli tego robić — stwierdziła Maisie. — Jak można wyłączyć radiotelegraf? Jak pani myśli?
— Nie powinni. — Właśnie dlatego słowa Grega tak mnie prześladowały, dlatego wciąż miałam wrażenie, że wiem, co znaczą. Znaczyły, że Greg znalazł się na Titanicu.
— Statek znajdował się bardzo blisko. Tak blisko, że z Titanica dostrzeżono jego światła. Ludzie na łodziach ratunkowych mieli wiosłować w tamtą stronę.