Выбрать главу

Ominęła główkę sałaty i podeszła do zlewu, aby napełnić filiżanki.

— Ogromnie się cieszę, że przyszłaś. Jestem pewna, że znalazłam właściwą książkę. Tak jak opisałaś, jest niebieska i ma na okładce wszystko to, o czym wspomniałaś. — Wsunęła filiżanki do kuchenki mikrofalowej i nacisnęła kilka przycisków. — Te przedmioty narysowano w szarych prostokątach. O ile się nie mylę, to właśnie miały być lustra…

Lustra i labirynty. Joanna ujrzała pochylone zwierciadła, a w każdym inny rysunek — kałamarz i pióro, królową Elżbietę, której Ricky Inman dorysował wąsy i okulary, zakrzywiony dziób karaweli przecinającej niebieskie fale.

Kit zajrzała pod stos ściereczek do trzymania gorących naczyń.

— Na jednym widnieje statek, tak jak mówiłaś, a także…

— …zamek i korona na czerwonej poduszce z aksamitu — dokończyła Joanna. — To z całą pewnością książka, o którą mi chodziło.

— Świetnie! — Kit klasnęła w dłonie. — A teraz mam nadzieję, że równie owocnie zakończą się moje poszukiwania herbaty w torebkach… — Zajrzała pod chwiejny stos pudełek z płatkami śniadaniowymi i przypraw.

— W jakiej odległości od Titanica płynęła Carpathia? — zainteresowała się Joanna.

— Chodzi ci o ten statek, który przybył na pomoc rozbitkom? Nie wiem. Mogę to sprawdzić. — Postawiła na stole puszkę z cynamonem i poszła do drzwi, przeskakując nad brytfanną, słoikiem oliwek i kartonem z jajkami. — Zaraz wrócę.

Podreptała przez przedpokój, weszła po schodach i niemal natychmiast zjawiła się z powrotem, trzymając naręcze książek.

— Sprawdziłam, co u wujka. Wciąż śpi. — Przesunęła przedmioty na stole w jedno miejsce, aby położyć książki. — Zobaczmy. — Otworzyła pozycję z samej góry i zajrzała do indeksu. — Carpathia, Carpathia. Jest. Pięćdziesiąt osiem mil.

— Jesteś pewna? — spytała Joanna. Oczywiście, że tak. Wiedziałaś, że to prawda już w chwili, gdy usłyszałaś słowa Maisie. Sama się oszukiwałaś, że potrzebujesz potwierdzenia z zewnątrz.

— Tak jest tu napisane — potwierdziła Kit. — „Pięćdziesiąt osiem mil na południowy zachód od Titanica, kiedy radiotelegrafista odebrał pierwsze SOS” — odczytała. — „Carpathia popłynęła pełną parą, ale dotarła zbyt późno, aby przyjąć pasażerów ze statku”. — Zamknęła książkę, aby spojrzeć na okładkę. — To z Titanica — symbolu naszych czasów. Mam sprawdzić w innej książce?

— Nie, to nie jest konieczne.

— Co się stało? Joanna, dobrze się czujesz?

— Nie.

— To ma jakiś związek z twoimi doświadczeniami granicznymi, zgadza się? — niepokoiła się Kit.

— Nie. Z doświadczeniami kogoś innego.

Opowiedziała jej o ostatnich słowach Grega Menottiego i powracającym uczuciu, że powinna wiedzieć, co one oznaczają, a także o tym, że Maisie wspomniała o odległości dzielącej Titanica i najbliższy statek, który odebrał wezwanie o pomoc.

— On miał na myśli Carpathię — zakończyła.

— A więc sądzisz, że Greg Menotti przed śmiercią ujrzał Titanica, tak jak ty go widzisz na swoich sesjach?

— Właśnie. Tylko dlaczego on miałby widzieć to samo, co ja? Skany RIPT dowodzą, że doświadczenia graniczne pochodzą z pamięci długotrwałej. Każdy badany ma inne wyobrażenia zakodowane w umyśle. Dlaczego więc my dwoje mielibyśmy ujrzeć takie same wizje? Dlaczego Greg miałby zobaczyć Titanica?

— Jesteś pewna, że naprawdę go widział? Rzecz w tym, że liczba pięćdziesiąt osiem może się odnosić do najrozmaitszych rzeczy — adresów, kodów PIN… Ile on miał lat?

— Trzydzieści cztery — wyjaśniła Joanna. — Nie chodziło o jego ciśnienie krwi ani o numer telefonu komórkowego, ani też o kombinację w skrytce. Na pewno miał na myśli mile. Stwierdził: „Za daleko dla niej”. Mówił o Carpathii. Jestem tego absolutnie pewna. Znalazł się na pokładzie Titanica, zupełnie jak ja.

— A może… Widzisz, istnieje jeszcze jedna ewentualność — zamyśliła się Kit. — Powiedziałaś, że on miał takie same doświadczenia graniczne jak ty. Nie da się wykluczyć odwrotnej sytuacji.

— Odwrotnej? — zdumiała się Joanna. — Nie bardzo rozumiem.

— Pamiętasz, jak mi powiedziałaś, że wszyscy widzą tunele, światła i krewnych tylko dlatego, że tego oczekują? I jak pan Mandrake wpływa na swoich rozmówców, sugerując im, że ujrzeli Świetlistego Anioła?

Joanna skinęła głową, nie rozumiejąc, do czego zmierza Kit.

— Można więc wyobrazić sobie, że kiedy usłyszałaś, jak tamten pacjent mówi: „Pięćdziesiąt osiem”, twoja podświadomość powiązała to z Titanikiem z powodu tych wszystkich historii, opowiedzianych ci przez wujka Pata. Możliwe, że właśnie dlatego znalazłaś się na Titanicu, kiedy poddałaś się eksperymentowi. Myślę, że Greg Menotti wpłynął na ciebie i twój sposób myślenia. Mógł mówić o czymkolwiek, ale ty powiązałaś to z Carpathią.

Słowa Kit brzmiały niezwykle rozsądnie. Joanna nastawiła się negatywnie wobec wizji związanych z krewnymi, aniołami i retrospekcjami życia, wspominanymi przez wszystkich swoich badanych. Nie oznaczało to jednak, że nie spodziewała się niczego ujrzeć. Przez dwa ostatnie lata przyglądała się zachowaniom pacjentów, obserwowała ich język ciała, usiłując się w ten sposób przekonać, jakie były ich doświadczenia graniczne. „O nie, o nie, o nie”, powiedziała Amelia, a pani Woollam przytuliła Biblię do swojej klatki piersiowej i spytała: „Jakże to ma nie być przerażające?”

Poza tym w czasie bezpośrednio poprzedzającym eksperyment Joanna intensywnie myślała o Gregu Menottim, przejmując się tym, co powiedział, usiłując zrozumieć jego słowa. Uznała, że liczba pięćdziesiąt osiem brzmi znajomo. Jej podświadomość musiała zapamiętać, jak daleko znajdowała się Carpathia, i uruchomić inne wspomnienia, które wpłynęły na kształt doświadczeń granicznych i przywołały postać pana Briarleya. Zatrzymanie silników statku nie stanowiło pomostu między jej wspomnieniami i doświadczeniami z sesji. Istotne były słowa pana Briarleya: „Carpathia znajdowała się w odległości pięćdziesięciu ośmiu mil, za daleko, żeby przybyła na czas”.

— Masz rację — przyznała Joanna. — To brzmi bardzo logicznie.

— Tylko, jakie znaczenie ma książka? — zapytała Kit. — Założę się, że jest w niej jakiś wiersz lub coś związanego z Carpathią. Jeśli tak będzie, wszystko stanie się jasne. Czuję się, Jakbym uczestniczyła w rozwiązywaniu zagadki kryminalnej — Przyznała z podnieceniem i położyła książkę o Titanicu na stole. — Idę po podręcznik — oświadczyła, omijając garnki i żywność.

— Nie chcę, żebyś przeszkadzała panu Bri…

— Będę cicho. Zaraz wrócę. — Kit wyszła do przedpokoju.

Joanna podniosła Titanica — symbol naszych czasów i przyjrzała się rysunkowi tonącego statku z rozbłyskującą nad nim rakietą. Gdyby Greg Menotti rzeczywiście wpłynął na jej doświadczenia graniczne, stałoby się jasne, dlaczego go ujrzała podczas sesji. A pan Briarley…

— O nie! — krzyknęła z biblioteki Kit. Joanna błyskawicznie zerwała się z krzesła, przy okazji uderzając boleśnie kolanem o nogę stołu. Stos talerzy niebezpiecznie przesunął się blisko krawędzi blatu, a na ziemię spadło z brzękiem sześć noży.

Joanna rzuciła się, aby uratować talerze. Złapała je i odsunęła bliżej środka stołu.