Tego samego wieczoru zadzwoniła do niej i poprosiła ją przyjście.
— Nie uczestniczę już w projekcie — oświadczyła, a Joanna chwilę myślała, że Amelia odłoży słuchawkę.
— Wiem, że nie — pośpiesznie wyjaśniła Joanna. — Mam tylko kilka pytań, które chciałabym pani zadać. Dotyczą naszych sesji. Po prostu muszę uzupełnić archiwa. To zajmie tylko kilka minut.
— W tej chwili jestem bardzo zajęta. W tym tygodniu mam trzy egzaminy i cały czas ślęczę nad pracą z biochemii. Do końca semestru nie mam czasu — stwierdziła i tym razem odłożyła słuchawkę.
Czy potrzeba było lepszego dowodu niż ten? Lęk i niechęć przebijały z każdego słowa dziewczyny. Joanna wyciągnęła z szafki teczkę Amelii. Podczas wypełniania kwestionariusza, na prośbę Joanny Amelia napisała nie tylko swój adres, ale także plan zajęć, wraz z budynkami i numerami sal. Ćwiczenia z biochemii wypadały jutro od pierwszej do drugiej czterdzieści.
Jutro o pierwszej. A do tego czasu… Joanna wsunęła do komputera dyskietkę z relacją Amelii i zaczęła przeglądać jej treść w poszukiwaniu wskazówek. Nie znalazła nic ciekawego. Ciepło, spokój, jasne światło, ani słowa o wodzie, pochylonej podłodze lub ludziach, stojących na pokładzie.
Nie, zaraz. Kiedy Joanna spytała ją, czy światło świeciło cały czas, powiedziała: „Nie, dopiero kiedy otworzyli drzwi”. Później poprawiła się: „Nagle zrobiło się jasno, jakby ktoś otwierał drzwi w nocy i wpuszczał światło”. Joanna zastanowiła się, która wersja jest prawdziwa.
Doczytała relację do końca. Gdy spytała Amelię o odczucia, usłyszała: „Spokojnie”, co mogło się odnosić do zatrzymania silników. Po sesji dziewczyna skarżyła się na chłód. Co niczego nie dowodziło, poza tym, że jeśli się chce, to w relacjach z doświadczeń granicznych można się doszukać wszystkiego, jak pan Mandrake.
Wyciągnęła dyskietkę Amelii, wsunęła w jej miejsce jedną z relacji z ostatniego roku, wydrukowała sześć plików i zajęła się ich przeglądaniem z flamastrem w dłoni. Podkreślała wszystkie słowa i zdania, które wzbudziły jej zainteresowanie. „Leżałem w karetce i nagle znalazłem się poza ciałem. Poczułem się tak, jakby w moim ciele pojawił się iluminator, a dusza po prostu uleciała przez niego”. Joanna podkreśliła na żółto słowo iluminator.
„Czułam się tak, jakbym wyruszała na daleką podróż”.
„Wszędzie wokół światło”, powiedziała Kathie Holbeck, wpatrując się w sufit i rozkładając ręce jak rozkwitający kwiat płatki. Albo jak startująca rakieta. Pani Isakson wykonała podobny gest. Joanna przejrzała jej relację. „Wszystko rozświetlone”, oświadczyła. Jak płomień rakiety.
„Był tam mój ojciec i ucieszyłam się ze spotkania z nim. Zginął na Salomonach. Na amfibii”.
Joanna postukała flamastrem w kartkę, myśląc o panu Wojakowskim i jego opowieściach z Yorkshire. Czy to możliwe, że przypomniał je sobie, bo pływał na statku?
Pan Wojakowski niczego sobie nie przypomniał, bo zmyślał, odpowiedziała sobie od razu. A gdyby nawet, to tak mizerny dowód nie nadawałby się do przedstawienia Richardowi. Powróciła do przeglądania relacji.
„Usłyszałem dźwięk, ale bardzo dziwny, zupełnie nie przypominający dźwięku, rozumie pani?”
„Zabrzmiał dokładnie tak, jakby coś przetoczyło się po rozsypanych szklanych kulkach”. Szklanych kulkach. Odszukała notatki Kit, dotyczące zatrzymania silników. Jest. „Zupełnie jakby statek poślizgnął się na tysiącu szklanych kulek”, stwierdziła pasażerka Titanica Ella White, kiedy spytano ją, jaki dźwięk towarzyszył zderzeniu z górą lodową.
Joanna jeszcze raz przejrzała wydruki. „Przemieszczałem się przez tunel, bardzo szybko, lecz gładko, jakbym się znajdował w windzie”.
,,Wiedziałem, że przekraczam rzekę Jordan”.
Nie kłamała Vielle, kiedy stwierdziła, że nie uda jej się dotrzeć do domu przed dwudziestą drugą. O wpół do dziesiątej miała jeszcze do przejrzenia drugie tyle wydruków. Wyłączyła komputer, włożyła płaszcz i usiadła, nie zdejmując go. Znowu włączyła komputer.
Zapisała wywiady z ostatnich dwóch lat na jednym pliku, następnie zaczęła wyszukiwać wszystkie wypowiedzi, w których pojawiło się słowo „woda”.
„Czułem się tak, jakbym pływał w wodzie”.
„Światło było ciepłe i błyszczące, jakbym znajdowała się pod woda.”.
„Znajdowaliśmy się nad jeziorem (z opisu retrospekcji życia Pauline Underhill), nad które chodziliśmy, gdy byłam mała. Siedziałam w naszej starej łodzi wiosłowej. Przeciekała, woda dostawała się do środka przez burtę”.
Wiosłowanie na jeziorze, pomyślała Joanna i wyświetliła plik Carla Śpiączki, gdzie zapisała długą listę pojedynczych słów i niezrozumiałych dźwięków.
„Woda”, „zimno” lub „ciemno”. Przeczytała pozostałe słowa. „Zniszczyć” albo „zniżyć” lub „zmiażdżyć” oraz „przeciąć węzeł”. Przeciąć węzeł. Mężczyźni w kwaterach oficerskich, usiłujący odciąć łodzie, kiedy dziób statku zanurzył się w wodzie. Czytała dalej. „Woda”, „o rety”. Przerażenie z powodu podnoszącej się wody?
Skończyła pracę o pierwszej, poszła do domu, a przed zaśnięciem czytała Światło na końcu tunelu. Pozaznaczała strony, na których pojawiały się słowa: „woda”, „podróż” oraz „ciemność”.
Rankiem udała się do Carla Śpiączki, z nadzieją że znowu coś powiedział, ale jego twarz skrywała się pod maską tlenową, a z ust wystawała mu rurka dotchawiczna.
— Ma kiepski dzień — szepnęła pani Aspinall. Łagodnie powiedziane. Carl przypominał trupa, był cały siny, pomimo koca wyraźnie była widoczna jego zapadnięta klatka piersiowa i kościste ręce oraz nogi. Wydawało się, że zapada się w łóżko, pogrąża w nim jak w śmierci.
— Nie potrafią mu obniżyć temperatury — płaczliwym głosem poskarżyła się pani Aspinall. Ona również wyglądała fatalnie. Miała ciemnoszare cienie pod oczyma i była wyraźnie wyczerpana. Na parapecie leżała poduszka i zgrabnie złożony szpitalny koc, co oznaczało, że spędzała noce w jednym pokoju z mężem. I nigdy nie spała.
— Wygląda pani na zmęczoną — odezwała się Joanna. — Może przynieść pani kawy? Nie chciałaby pani położyć się w poczekalni? Ja mogę przy nim posiedzieć.
— Nie, on może… Nie — odmówiła pani Aspinall. — Nic mi nie jest. Ale dziękuję za troskę. To miło z pani strony. — Spojrzała na męża. — Przestał cokolwiek mówić. Oczywiście, nie może mówić przy włożonej rurce dotchawicznej, ale nawet nie stara się już wydawać jakichkolwiek dźwięków. Po prostu tak leży w łóżku… — Głos jej się załamał. — Taki nieruchomy.
Joanna pomyślała, że on wcale nie leży w łóżku, i przypomniała sobie, jak stała przy nim w dniu, kiedy poznała Richarda. Przypuszczała wtedy, że Carl Śpiączka znajduje się gdzieś daleko. Zastanawiała się gdzie. U stóp głównych schodów? Czeka, aż ktoś go wywoła do jego łodzi? A może już w jednej z szalup, wiosłując w ciemności i zimnie?
Stanęła z drugiej strony łóżka.
— Carl — odezwała się i położyła rękę na jego chudej, zmęczonej dłoni. — Przyszłam sprawdzić, jak się miewasz… — Urwała, nie mając pojęcia, co powiedzieć. „Szybkiego powrotu do zdrowia”? Bzdura. „Lekarz mówi, że dobrze się trzymasz”?
Maisie powiedziała kiedyś, że ludziom trzeba mówić prawdę, nawet jeśli jest ona zła. Albo kiedy są zbyt daleko, aby usłyszeć.
— Jest tutaj twoja żona. Pielęgniarki bardzo się o ciebie troszczą. Wszyscy chcemy, żebyś do nas wrócił.