Выбрать главу

Za plecami Joanny pani Aspinall przeszukiwała torebkę w poszukiwaniu chusteczek. Joanna pochyliła się nad chorym i pocałowała go w blady i cienki jak pergamin policzek.

— Nie bój się — szepnęła i wróciła do gabinetu, aby ponownie zająć się przeglądaniem relacji.

Pani Woollam stwierdziła, że jeden tunel okazał się węższy i miał bardziej nierówną podłogę. Musiała się łapać ścian, żeby nie upaść. Poza tym widziała schody oraz otwartą przestrzeń, zupełnie pustą na przestrzeni wielu kilometrów.

Poza tym ujrzała ogród, „zielony i biały, otoczony winoroślami”. I jeszcze była Maisie, która nie widziała świateł ani ludzi w bieli, tylko mgłę.

O wpół do drugiej Joanna pojechała na uniwersytet, żeby się spotkać z Amelią. Zostawiła sobie sporo czasu na odszukanie właściwego budynku, sali i miejsca parkingowego. Pamiętała, jakim koszmarem jest znalezienie tam kawałka wolnej przestrzeni na samochód. Na szczęście fatalna pogoda zmusiła wielu studentów do pozostania w domach. Znalazła miejsce w pierwszym rzędzie.

Na parkingu urządzono kino samochodowe. Pomyślała, że musi powiedzieć o tym Vielle. Tylko że ona zaraz spyta: „A co robiłaś na uniwersytecie?” Jeśli jej wytłumaczę, oskarży mnie o prześladowanie Amelii. I będzie miała rację. Joanna stanęła przed drzwiami do sali, w oczekiwaniu na wyjście studentów. Amelia zrezygnowała z uczestnictwa w badaniach i jasno dała do zrozumienia, że nie chce ze mną rozmawiać. Nie mam prawa tu przychodzić.

Kiedy jednak dziewczyna wyłoniła się zza drzwi, z zarzuconym na ramię plecakiem i rękawicami w dłoniach, Joanna podeszła do niej i spytała pośpiesznie, jakby spodziewając się, że ucieknie:

— Pani Amelio? Czy możemy gdzieś pójść na chwilę, żeby porozmawiać?

Sądząc po przerażonym spojrzeniu, które posłała Joannie, rzeczywiście miała ochotę się gdzieś ukryć. Rozejrzała się wokół, najwyraźniej próbując zlokalizować jakąś klatkę schodową, do której mogłaby dać nura. Joannie przyszło do głowy, że na pewno wygląda tak samo, kiedy widzi pana Mandrake’a. Nie miała pewności, czy Amelia traktuje ją w podobny sposób. Czy to możliwe, że Amelia zrezygnowała nie dlatego, że ujrzała coś, co ją przeraziło, tylko dlatego, że doszła do wniosku, iż projekt to pseudonaukowe bzdury?

Nie dało się tego wykluczyć, kiedy bowiem poszły do bufetu, który, o dziwo, był otwarty po południu, a Joanna zaproponowała Amelii coś do picia, usłyszała w odpowiedzi:

— Za kilka minut mam kolejne zajęcia.

Joanna wiedziała, że to jawne kłamstwo.

— Nasza rozmowa potrwa właśnie kilka minut. — Joanna otworzyła notatnik. — Chciałam tylko uzupełnić dane do wywiadu na zakończenie uczestnictwa w badaniach. — Miała nadzieję, że to zabrzmiało oficjalnie i poważnie. — Jak długo brała pani udział w badaniach?

— Cztery tygodnie.

Joanna zapisała.

— Powody rezygnacji?

— Już mówiłam, moje zajęcia zrobiły się w tym semestrze wyjątkowo trudne. Po prostu nie mam czasu.

— W porządku — potwierdziła Joanna, jakby sprawdzając listę pytań. — Pierwsza sesja, przy której asystowałam, była pani trzecią sesją z kolei. Mówiła pani wtedy, że czuła ciepło i spokój.

— Zgadza się — potwierdziła Amelia, lecz tym razem na jej twarzy nie pojawił się nieznaczny uśmiech, który Joanna zapamiętała. Dziewczyna zacisnęła mocno dłonie.

— A podczas ostatniej sesji stwierdziła pani, że widziała wszystko wyraźniej, i dostrzegła stojących w świetle ludzi, lecz nie potrafiła pani ich rozpoznać.

— Nie, światło było zbyt intensywne.

— Czy widziała pani cokolwiek ze swojego otoczenia?

— Nie — zaprzeczyła, a jej ręce ponownie się zacisnęły. Joanna odniosła wrażenie, że rozmówczyni zdała sobie z tego sprawę i dlatego położyła dłonie na udach.

— Jak się pani czuła podczas tej czwartej sesji?

— Już pani mówiłam, czułam spokój. Ma pani jeszcze jakieś pytania? Śpieszę się na zajęcia.

— Tak. Czy pani zajęcia były jedynym powodem rezygnacji z uczestnictwa w badaniach?

— Przecież mówiłam pani…

— Odniosłam wrażenie, że podczas ostatniej sesji ujrzała pani coś, co panią przestraszyło. Czy mam rację?

— Nie — oznajmiła stanowczo Amelia i wstała. — Mówiłam, że w tym semestrze mam bardzo trudne zajęcia. Czy to wszystko?

— Chciałabym, żeby pani to podpisała. — Joanna podsunęła kurtkę i długopis. Amelia pochyliła się nad formularzem. Jej twarz, przysłoniły długie czarne włosy. — Jeżeli widziała pani cokolwiek, co panią przestraszyło, bardzo bym chciała o tym wiedzieć. To ważne.

— Widziałam tylko światło. — Amelia się wyprostowała. Oddała Joannie długopis i sięgnęła po plecak. — Czułam ciepło i spokój. — Zarzuciła plecak przez ramię i posłała Joannie wyzywające spojrzenie. — Nie ma w tym absolutnie nic strasznego.

Joanna pomyślała, że jej rozmowa niczego nie dowiodła, poza tym, że Amelia nie ma ochoty z nią dyskutować. Przyglądała się, jak studentka przepycha się przez tłum ludzi zgromadzonych w bufecie. Joanna z całą pewnością nie uzyskała potwierdzenia, że Amelia widziała Titanica. Niemniej tak właśnie było. I przeraziła ją perspektywa kolejnej sesji. Dlatego zrezygnowała.

Trudno to jednak uznać za dowód, podobnie jak pojedyncze słowa i określenia, pojawiające się w różnych relacjach. Wyobraziła sobie, jak Richard mówi: „Słowo srebrny również występuje w wywiadach. To nie oznacza, że badani widzieli Hindenburga”. Miałby rację. Diabeł może cytować Pismo Święte dla własnych celów. Przeszukiwanie materiałów i zwracanie uwagi wyłącznie na fragmenty, potwierdzające jakąś tezę, było systemem stosowanym przez pana Mandrake’a, a nie szanującego się naukowca, zwłaszcza jeśli istniało sporo elementów zupełnie nie pasujących do teorii, takich jak ogród pani Woollam czy mgła Maisie.

Potrzebowała dowodów. Musiała uzyskać wypowiedzi świadków. Problem w tym, że nie miała się do kogo zwrócić. Tylko ona sama mogła wystąpić w roli świadka, lecz Richard już zakwestionował jej słowa. Amelia odmówiła udzielania dalszych wyjaśnień, pani Troudtheim odmówiła poddawania się eksperymentowi, a Carl Aspinall znajdował się w stanie śpiączki. Pozostawał jeszcze pan Briarley, tylko dlaczego Richard miałby wierzyć gadaninie człowieka cierpiącego na chorobę Alzheimera, nawet gdyby Joannie udało się zmusić go do powtórzenia tego, co opowiedział w bibliotece. Musiała znaleźć sposób na uzyskanie potwierdzenia z zewnątrz, tak samo jak sprawdziła fakty dotyczące Midway i Morza Koralowego, które wykorzystała do udowodnienia, że pan Wojakowski kłamał.

W tej samej chwili ujrzała go i pomyślała, że przywołała go telepatycznie albo co gorsza ma halucynacje. Pan Wojakowski szedł do niej przez bufet, z czapką baseballową w dłoni i szerokim uśmiechem na ustach.

— Witam panią doktor, co pani tu robi? — spytał. — Nie powinna pani być w szpitalu?

— Co ja tutaj robię? — zdumiała się Joanna. — To ja powinnam spytać, co pan tutaj robi.

— Przyszedłem obejrzeć galerię sztuki współczesnej — skrzywił się pan Wojakowski. — Cholerne brzydactwa z drutów i sedesów. Dyrekcja Aspen Gardens zafundowała nam przejażdżkę mikrobusem, żebyśmy się rozerwali. — Pomachał czapką do kilku błękitnowłosych pań, kupujących kawę przy ladzie. — Ustaliła pani już ten nowy plan?

— Nie — odparła. — Jeszcze nie.

— Tak myślałem. Dzwoniłem do pani przez cały tydzień. Zacząłem się czuć jak Norm Pichette. Pomyślałem, że pora sobie sprawić karabin maszynowy.