Joanna doszła do wniosku, że na Titanicu z całą pewnością nie było żadnego ogrodu i bardzo pragnęła w to uwierzyć, lecz pamiętała o znajdującym się na statku basenie i łaźni tureckiej. Niewykluczone, że zaprojektowano tam także ogród.
Zatelefonowała do Kit, lecz linia była zajęta. Wydrukowała wszystkie fragmenty opisów odnoszące się do ogrodów i poszła porozmawiać z Maisie. Dziewczynka leżała i oglądała telewizję, ale zdradził ją płytki oddech i szybko poruszające się nozdrza. Joanna nie wątpiła, że Maisie przed chwilą wskoczyła na łóżko. Zaciekawiło ją, jaką książkę właśnie ukryła, lecz dostrzegła tylko przewody wystające spod koszuli z nadrukiem lalki Barbie i podłączone do urządzenia monitorującego pracę serca.
— Jeszcze nie znalazłam wiele o wiadomościach radiotelegraficznych — oświadczyła Maisie, kiedy ujrzała Joannę. Wyłączyła telewizor pilotem. — Znowu mam migotanie przedsionków. Zabronili mi nawet czytać. Jak dotąd mam tylko dwie wiadomości. — Kilka razy odetchnęła głęboko i kontynuowała: — Są w szufladzie. — Ruchem głowy wskazała nocną szafkę. — Pozostałe sprawdzę, jak tylko się poczuję lepiej.
Joanna wysunęła szufladę i wyciągnęła notatnik Maisie. Na pierwszej stronie widniał napis: „Toniemy. Nic nie słychać z powodu szumu pary”. I poniżej: „Przybywajcie szybko. Maszynownia zalana do wysokości kotłów”.
Joanna starała się nie myśleć o Maisie na pochylających się pokładach Titanica, na odchylonych od pionu stopniach głównych schodów. Ale przecież dziewczynka widziała mgłę, a w noc zatonięcia liniowca powietrze było przejrzyste. Jeśli na Titanicu nie istniał żaden ogród, to pan Briarley się mylił.
— Maisie — odezwała się Joanna. — Czy na Titanicu był ogród?
— Ogród? — powtórzyła z niedowierzaniem Maisie. — Na statku?
— Albo coś, co przypominało ogród, z kwiatami i drzewami. — Maisie pokręciła głową. Joanna pomyślała, że gdyby na statku znajdowało się takie pomieszczenie, Maisie na pewno wiedziałaby o tym.
— Nigdy nie słyszałam o ogrodzie — oznajmiła dziewczynka. — Założę się, że gdyby istniał, jego rysunek na pewno znalazłby się w książce Ilustrowany Titanic. — Odrzuciła koc i usiadła.
— Nie — zabroniła Joanna. — Nie ma mowy o sprawdzaniu jakichkolwiek informacji, dopóki nie ustanie migotanie przedsionków.
— Ale przecież…
— Masz mi to obiecać, bo skreślę cię z listy moich asystentów naukowych.
— No dobrze — przystała z niechęcią Maisie. — Obiecuję. — Widząc powątpiewające spojrzenie Joanny, dodała: — Przysięgam z ręką na sercu.
Joannie przyszło do głowy, że serce dziewczynki nie jest wiele warte.
— Połóż się i odpoczywaj, dzieciaku — przykazała, podniosła pilota i włączyła telewizor. — Wkrótce znowu do ciebie zajrzę.
— Nie może pani jeszcze wychodzić — zaprotestowała. — Nie zdążyłam opowiedzieć o sprawie Mackay-Bennetta.
— No dobrze. Dwie minuty, a potem odpoczywasz. Co to jest Mackay-Bennett?
— To statek wysłany na miejsce katastrofy w celu wyłowienia ciał.
— Myślałam, że wszystkie zwłoki zatonęły.
— Większość tak, ale nie wszystkie. Niektórzy ludzie mieli na sobie kamizelki ratunkowe, więc unosili się na wodzie. — Maisie oparła głowę na poduszce, rozpostarła ramiona i otworzyła oczy, aby groteskowo zobrazować pływającego trupa. — Istniały obawy, że pasażerowie innych statków mogą ujrzeć zwłoki, więc do ich zebrania skierowano Mackay-Bennetta z trumnami i pastorem na pokładzie. Kto to jest balsamista?
— To człowiek, który przygotowuje ciała do pogrzebu. Zabezpiecza je przed rozkładem.
— Aha. No więc zabrano też balsamistę i mnóstwo lodu. Pewnie także po to, żeby uniemożliwić rozkład ciał?
— Zgadza się — potwierdziła Joanna. — No dobrze, dwie minuty minęły. — Wstała.
— Nie — zaprzeczyła Maisie. — Jeszcze nie zdążyłam o czymś pani powiedzieć. Znaleziono ciało małego chłopca, którego nikt nie znał i po którego nikt się nie zgłosił, dlatego dowódca i załoga Mackay-Bennetta urządzili jego pogrzeb, przygotowali małą białą trumienkę i wznieśli nagrobek z napisem: „Nieznane dziecko, którego szczątki wyłowiono po katastrofie Titanica”.
— Tak samo jak Małej Panienki 1565 — zauważyła Joanna.
— Nie — sprzeciwiła się Maisie. — W końcu odkryto, kim był chłopczyk. — Owinęła identyfikator wokół dłoni, jakby trzymała różaniec. — Nazywał się Gosta Paulsson. — W rezultacie Joanna siedziała z Maisie do czasu przybycia jej matki, jak zwykle tryskającej radością.
— Pielęgniarki mówią, że twój stan znacznie się poprawił — usłyszała Joanna, pośpiesznie wychodząc z pokoju. — Przyniosłam ci zupełnie nową kasetę wideo. Rebecca z farmy Sunnybrook.
Joanna z ulgą wróciła do gabinetu. Na Titanicu nie znajdował się ogród ani nie zasnuwała go mgła, a Maisie nie była jedyną osobą po śmierci klinicznej, która widziała mgłę. W książce Oślepieni światłem zjawisko to sklasyfikowano w oddzielnej kategorii doświadczeń granicznych. Odczytała fragment: „Niektórzy pacjenci twierdzą, że znaleźli się w otwartej, nieokreślonej i zamglonej przestrzeni. Część osób wspomina o ciemnościach przypominających nocną mgłę, inni mówią, że widzieli światło. Niemal wszyscy opisują to miejsce jako zimne i przerażające. Niewątpliwie chodzi o czyściec, a ludzi, którzy go widzą, można określić mianem niewierzących lub nie zbawionych”.
Joanna głośno zatrzasnęła książkę i sprawdziła wyszukiwarką słowo „mgła”. Przyjrzała się wynikom poszukiwań. „Było zimno”, wspominał Paul Smetzer, „i otaczała mnie tak gęsta mgła, że nie widziałem dłoni uniesionej przed twarzą”.
Paul Smetzer. To nazwisko wydało się jej znajome. Otworzyła jego plik i przeczytała całą relację. A tak, Paul. „Nie widziałem dłoni uniesionej przed twarzą. Oczywiście, jako zmarły raczej nie miałbym dłoni, prawda? Ani twarzy, rzecz jasna”.
Paul Smetzer, czyli Ricky Inman osób po śmierci klinicznej. Opowiedział jej także o aniele-kobiecie, „niemal tak ślicznej jak ty”, i spytał ją, czy to prawda, że w niebie nie ma seksu, „bo jeśli faktycznie go nie ma, to chciałbym sobie pójść gdzie indziej”.
Jego uwagi można by uznać za nieistotne, lecz nie tylko on wspominał o mgle: „Stali tam ludzie, lecz nie mogłem ich rozpoznać z powodu mgły”. „Nie, było ciemno” (odpowiedź na pytanie Joanny, skierowane do Raya Gomeza, mającego opisać tunel) „i wszystko się rozmywało, jakby otaczała mnie mgła lub coś podobnego”. „Pływałem w jakiejś gęstej mgle”.
Tamta noc z całą pewnością nie była mglista. Aby się upewnić, Joanna zadzwoniła do Kit, ale ktoś wciąż rozmawiał przez jej telefon. Wydrukowała zestaw wypowiedzi związanych z mgłami, aby je zabrać do domu, i zaczęła się zbierać do wyjścia.
Zadzwonił telefon.
— Cześć, mówi Richard — odezwał się do automatycznej sekretarki. — Chciałem tylko powiedzieć, że pani Troudtheim przychodzi jutro o czwartej, jeśli to…
Joanna podniosła słuchawkę.
— Cześć, jestem tutaj.
— Myślałem, że poszłaś do domu — stwierdził. — Przechodziłem koło twojego gabinetu i nie zauważyłem światła pod drzwiami.
— Nie, jeszcze tu siedzę. Zajęłam się zaległymi relacjami — odparła. Przynajmniej nie do końca mijała się z prawdą. — Zdawało mi się, że nie zamierzasz przeprowadzać kolejnych sesji z panią Troudtheim, dopóki nie określisz przyczyn jej szybkich powrotów do rzeczywistości.