Выбрать главу

Znowu przewinęła, tym razem za daleko, nagranie się skończyło. Cofnęła. Jest. Powoli zanikające mruczenie Carla Śpiączki. Odtworzyła całość, jednocześnie zapisując nuty na kartce. Liniami oznaczyła ich głośność, a strzałkami wysokość — długa, długa, obydwie opadające, krótka, długa. Joanna żałowała, że nie zna nut. Czy w melodii Bliżej Ciebie, Panie ton opadał czy rósł?

Zamruczała początkowe takty, starając się dostosować ich długość do tempa Carla Śpiączki, lecz to nic nie dało. To mogła być zupełnie dowolna melodia. Pomyślała, że musi odtworzyć nagranie w szybszym tempie. Cofnęła taśmę do początku i wcisnęła jednocześnie odtwarzanie i przewijanie do przodu, lecz usłyszała wyłącznie pisk. Na swoim maleńkim magnetofonie nie miała możliwości kontrolowania szybkości przewijania.

Pomyślała, że potrzebuje bardziej wymyślnego sprzętu i zastanowiła się, u kogo mogłaby go znaleźć. U Kit? Gdyby tak było, mogłaby odsłuchać taśmę i jednocześnie odebrać książkę, lecz w bibliotece pana Briarleya nie przypominała sobie żadnej wieży ani nawet zwykłego gramofonu. Niewykluczone jednak, że Kit miała coś takiego u siebie w pokoju. Joanna wykręciła jej numer, lecz linia była zajęta.

No dobrze, a może ktoś na miejscu, w szpitalu? Magnetofon Maisie to różowa plastikowa zabawka, pewnie jeszcze gorsza niż dyktafon. Vielle? Skąd, w pokoju lekarskim na swoim oddziale miała tylko odtwarzacz ośmiościeżkowy, „bo od 1974 roku nikt nie został u nas na tyle długo, aby posłuchać muzyki”, skarżyła się którejś nerwowej nocy.

Joanna zerknęła na dyktafon, usiłując sobie przypomnieć, gdzie widziała magnetofon. W jednym z biur, gdzie słuchano muzyki podczas pracy. Rachunkowość lub kadry. Archiwum, zadecydowała. Wyciągnęła taśmę, wcisnęła ją do kieszeni i zbiegła do archiwum.

Pamięć jej nie zawiodła. Naprzeciwko drzwi, nad wnękami, stał rząd drogo wyglądającego sprzętu. Joanna musiała tylko przełamać opór kobiety przy pierwszym biurku. Wyglądała na osobę nieprzejednaną i gorliwie przestrzegającą przepisów. Zanim Joanna się przywitała, kobieta obróciła się twarzą do kilku rzędów półek z zadrukowanymi formularzami i wyciągnęła rękę, aby od razu wziąć właściwy.

— Myślę, że nie znajdzie pani dla mnie odpowiedniego formularza, pani Zaneto — oświadczyła Joanna, odczytując imię z tabliczki na biurku. — Potrzebuję magnetofonu mogącego odgrywać taśmy z różną prędkością. — Zaneta ponownie odwróciła się do niej.

— Jest pani w archiwum. Sprzęt znajduje się w następnym pomieszczeniu.

— Nie, nie chcę składać zamówienia na magnetofon. Potrzebuję pani sprzętu na kilka minut, żeby przesłuchać taśmę — wyjaśniła i wyciągnęła z kieszeni kasetę, aby dowieść prawdziwości swoich słów. — Mój magnetofon nie ma opcji kontroli prędkości przewijania, a ja chcę…

— Pracuje pani tutaj? — spytała Zaneta.

— Tak, nazywam się Joanna Lander. Pracuję z doktorem Wrightem przy badaniach naukowych. — Zaneta obróciła się w stronę monitora komputera. — Chciałabym tylko…

— Lander? — spytała Zaneta, wystukując litery na klawiaturze. — L-a-n-d-e-r?

— Tak — potwierdziła Joanna. — Muszę spisać tekst z tej taśmy, ale jej fragmentu trzeba wysłuchać ze zwiększoną prędkością, więc zastanawiałam się, czy…

Pager Joanny zapiszczał. Nie, pomyślała i sięgnęła do kieszeni, żeby go wyłączyć, lecz Zaneta już popychała telefon w jej stronę.

— Ktoś chce się z panią skontaktować — oświadczyła surowo.

Joanna dała za wygraną. Byle tylko to nie był pan Mandrake, pomyślała i zadzwoniła do centrali.

— Proszę niezwłocznie zadzwonić do pokoju pielęgniarek na trzecim piętrze. Wewnętrzny trzysta dwadzieścia osiem.

Trzecie piętro. Carl Śpiączka, uznała i uświadomiła sobie, że spodziewała się tej wiadomości.

Zaneta podsunęła jej notatnik i ołówek. Joanna zignorowała ją i wystukała wewnętrzny. Słuchawkę podniosła Guadalupe.

— Co się stało? — spytała Joanna. — Chodzi o Carla Śpiączkę?

— Tak, od pewnego czasu usiłuję się z panią porozumieć. Nie wie pani, gdzie jest pani Aspinall, prawda? Nigdzie nie możemy jej znaleźć. — Wstrząśnięty i poruszony głos pielęgniarki powiedział Joannie wszystko.

— Kiedy zmarł? — spytała, mając go przed oczyma, jak samotnie wiosłuje w łodzi i mruczy.

— Zmarł? — zdumiała się Guadalupe. — Ależ skąd. Obudził się.

Rozdział 38

„(…) Morse (…) Indianin (…)”

Jedyne zrozumiałe słowa w ostatnim zdaniu wygłoszonym przez Henry’ego Davida Thoreau

Kiedy przyszła Joanna, Guadalupe siedziała w pokoju pielęgniarek i rozmawiała przez telefon.

— Naprawdę się obudził? — spytała Joanna, pochylając się nad biurkiem.

Guadalupe podniosła rękę, dając jej znak, aby zaczekała.

— Tak, chcę się skontaktować z doktorem Cherikovem — wyjaśniła do słuchawki. — No dobrze, a mogę rozmawiać z jego pielęgniarką? To ważne. — Zasłoniła dłonią mikrofon. — Tak, naprawdę się ocknął — potwierdziła. — Nie uwierzy pani, nie możemy znaleźć jego lekarza prowadzącego. Ani żony. Pewnie nie widziała pani po drodze pani Aspinall?

— Nie. Może jest w bufecie?

— Wysłałam pielęgniarkę, żeby sprawdziła. Pani Aspinall siedziała tu dzień i noc przez dwa tygodnie i zawsze nas informowała, kiedy wychodzi. Dzisiaj zrobiła wyjątek. Ile czasu musi minąć, zanim ta pielęgniarka podejdzie do telefonu? — sapnęła niecierpliwie.

— Czy Carl coś powiedział? — zainteresowała się Joanna.

— Spytał, czy może się zobaczyć z żoną. Poza tym powiedział, że jest głodny, ale nie możemy dać mu nic do jedzenia, bo nie mamy żadnych zaleceń, a jego lekarz zniknął. Nie odpowiada na wiadomości przesyłane na pager.

— Wspominał coś o swojej śpiączce?

Guadalupe pokręciła głową.

— Większość pacjentów ze śpiączką… Tak — odezwała się do słuchawki. — Mówi Guadalupe Santos ze szpitala Miłosierdzia. Muszę rozmawiać z doktorem Cherikovem. To pilne. Sprawa dotyczy jego pacjenta, Carla Aspinalla. — Zapadła cisza. — Nie — odezwała się Guadalupe, a Joanna wywnioskowała z jej tonu, że odpowiada na pytanie, czy Carl umarł. — Odzyskał świadomość.

Pielęgniarka ponownie zasłoniła mikrofon dłonią.

— Jakieś pół godziny temu Paula poszła sprawdzać jego objawy czynności życiowych. Rozsunęła zasłony, a on powiedział: „Nie jest ciemno”. Śmiertelnie ją przeraził… Już próbowałam przesłać mu informację na pager — wyjaśniła do słuchawki.

— Wie pani, dokąd pojechał?

Odwróciła się do Joanny.

— Większość pacjentów ma bardzo niejasne wspomnienia z okresu spędzonego w stanie półśpiączki.

Joanna pomyślała, że te niejasne wspomnienia z każdą chwilą zacierają się coraz bardziej. Zerknęła w stronę pokoju Carla i uznała, że natychmiast musi tam iść.

— Może przyjmować gości?

Guadalupe zmarszczyła brwi.

— Nie wiem, kto jest… Tak — powiedziała do telefonu. — Harvest? — Chwyciła długopis i zapisała coś na bloczku recept. — Proszę mu powtórzyć, aby zadzwonił do mnie zaraz po powrocie.

Odłożyła słuchawkę.

— Doktor Cherikov poszedł na lunch — wyjaśniła z niechęcią, sięgając po książkę telefoniczną. — Jest w restauracji Harvest albo Sfuzzi’s. Obydwa lokale figurują w jego kalendarzyku. — Zaczęła przerzucać strony książki telefonicznej. — Żona Carla pewnie także poszła coś zjeść. Harvest, Harvest…