Выбрать главу

— Nie. — Joanna minęła róg i zatrzymała się przy windach. Wcisnęła przycisk, modląc się, aby drzwi jak najszybciej się rozsunęły. — Damy panu znać, jak tylko plan będzie gotowy.

— To dobrze. Proszę do mnie dzwonić o każdej porze. Mam teraz dużo wolnego czasu.

Winda wreszcie nadjechała i Joanna weszła do kabiny. Przez jedną okropną chwilę sądziła, że pan Wojakowski wsiądzie za nią, lecz na szczęście zatrzymał się przed progiem.

— Tak czy owak, pani doktor, Ace nie patrzył, dokąd idzie, i wpadł do otwartego luku. Spadł całe dwa pokłady niżej, łamiąc obydwie nogi. Półtora roku spędził w szpitalu na Oahu.

Joanna wcisnęła przycisk siódmego piętra i drzwi zaczęły się wyjątkowo wolno zamykać.

— No i co ci dał ten twój pośpiech, pytam go. — Pan Wojakowski pośpiesznie kończył opowiadać. — Trzeba go było widzieć, jak wisiał na tych linkach i w dwóch odlewach gipsowych sięgających mu aż do…

Nie przestawał mówić, chociaż drzwi się już zamknęły. Wysiadając na siódmym piętrze i szukając gabinetu, Joanna pomyślała, że pan Wojakowski pewnie wciąż opowiada.

— „730-750”. — Joanna odczytała jedną z tablic informacyjnych ze strzałką, wskazującą korytarz z lewej. Poszła tam, szukając numeru 741. Na końcu stali dwaj ubrani w kombinezony Latynosi. Pochylali się nad wiadrami i mieszali w nich farbę.

Wszystkie gabinety na korytarzu były otwarte, z wyjątkiem pokoju 741. Joanna zapukała, odczekała chwilę i ponowiła próbę, tym razem waląc do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Nacisnęła klamkę. Zamknięte.

— Nie wiedzą panowie, gdzie jest doktor Jamison? — krzyknęła do robotników.

Obydwaj pokręcili przecząco głowami i powrócili do przelewania farby z jednego wiadra do drugiego. Joanna z irytacją zmarszczyła brwi. Dokąd oboje poszli? Udali się gdzieś, aby porozmawiać? Może do bufetu?

Podeszła do malarzy. Obaj się wyprostowali, jakby spodziewając się reprymendy.

— Czy któryś z panów widział, jak wychodzi doktor Jamison? — spytała. Ponownie potrząsnęli głowami, a Joanna odniosła wrażenie, że żaden z nich nie mówi po angielsku.

— Senor… — zaczęła, a wtedy jakiś młody człowiek wytknął głowę zza drzwi, sąsiadujących z wejściem do gabinetu doktor Jamison i powiedział:

— Szuka pani doktor Jamison? Musiała iść spotkać się z kimś na oddziale nagłych wypadków.

— Dziękuję. Wie pan, czy był z nią doktor Wright?

Pokręcił głową.

— Właśnie wróciłem z lunchu i zobaczyłem jej notatkę.

— Notatkę?

— Na drzwiach — potwierdził i wyszedł, aby pokazać kartkę. — Hm — mruknął zdziwiony. — Ktoś ją musiał zerwać.

Na pewno Richard. Zobaczył wiadomość, schował ją do kieszeni i poszedł na oddział nagłych wypadków. Kartkę mogli zerwać także malarze. Joanna przez moment wahała się, czy ich o to zapytać, ale sobie darowała.

— Czy mogę skorzystać z pańskiego telefonu? — spytała młodego człowieka.

— Pewnie — odparł i otworzył szerzej drzwi.

Wystukała numer laboratorium, a gdy włączyła się automatyczna sekretarka, odłożyła słuchawkę.

— Dziękuję — stwierdziła krótko i wróciła do windy, zastanawiając się nad najkrótszą drogą na oddział nagłych wypadków. Uznała, że powinna zejść na drugie piętro, przejść łącznikiem do głównego budynku, a potem windą na pierwsze. Wcisnęła przycisk wezwania kabiny. Przyszło jej do głowy, że powinna była to zrobić zaraz po wyjściu na piętro, wówczas winda już by na nią czekała.

Ponownie wcisnęła przycisk, myśląc o tym, jak pan Briarley wciąż przyciskał guzik z kości słoniowej, jak w podobny sposób wielokrotnie uderzał w stół egzemplarzem SOS Titanic — „Literatura to komunikat!”, wykrzykiwał, trzaskając o blat książką w miękkich okładkach.

Właśnie ten wykład usiłowała sobie przypomnieć, wykład, który odtworzył się teraz w jej pamięci, kiedy już tego wcale nie potrzebowała, kiedy sama się domyśliła, czym są doświadczenia graniczne. „To komunikat!”, grzmiał pan Briarley, a ona widziała, jak Ricky Inman pochyla się na swoim krześle. Miała przed oczyma całą tę sytuację: śnieg — nie mgłę, tylko śnieg — za oknem, oraz tytuł Pieśń o starym żeglarzu, wypisany na tablicy. Pan Briarley stał wtedy w szarej tweedowej kamizelce, uderzał czerwono-białą książką o biurko i krzyczał: „Jak myślicie, czym są te wszystkie wiersze, powieści i sztuki? Nudnymi, nieciekawymi rupieciami? Nieprawda!” Trzask. „To są komunikaty, takie same, jakie wysyłano z pokładu Titanica!” Trzask. „Samuel Taylor Coleridge, John Milton, William Szekspir, oni wszyscy wystukują do was wiadomości!”

Potrząsnął egzemplarzem SOS Titanic. „Podobno umarli nie mówią. Nieprawda! Ludzie w tej książce zmarli przeszło sześćdziesiąt lat temu, na środku oceanu, samotni, ale mimo to przemawiają do was. Wciąż mogą przesyłać nam wiadomości — o miłości, odwadze i śmierci! Właśnie tym jest historia, nauka i sztuka. Tym jest literatura. Wszędzie tam kryją się ludzie z przeszłości, wysyłający nam komunikaty, zza grobu informujący nas o życiu i śmierci! Wysłuchajcie ich!”

Joanna słuchała. I pamiętała. Przeszło dziesięć lat później, kiedy uczestniczyła w eksperymencie symulowania doświadczeń granicznych, pan Briarley przemawiał do niej z przeszłości, chcąc jej powiedzieć, że doświadczenia graniczne to komunikat.

Drzwi windy się otworzyły i Joanna weszła do środka. Po namyśle uznała, że nie powinna ryzykować jazdy na drugie piętro. Przed drzwiami wciąż może stać pan Wojakowski, czekający na okazję dokończenia swojej historii o Asie Willeyu. Lepiej będzie, jeśli zjedzie na pierwsze, przejdzie przez radiologię i skorzysta z windy technicznej. Wcisnęła przycisk oznaczony jedynką.

Gdy obserwowała zmieniające się numery pięter, przyszło jej do głowy, że robi to samo, co mózg w czasie doświadczeń granicznych. Krążę, omijam przeszkody, wybieram trasy, gdy nie mogę skorzystać z jednej, kieruję się na inną. Pytam pana Briarleya o odpowiedź, a kiedy nie jest w stanie mi pomóc, usiłuję znaleźć podręcznik, przeglądam relacje, wypytuję Kit i Maisie.

Zupełnie jak w śnie Carla — najpierw zmierzam w stronę torów, a potem, kiedy okazuje się, że przewody są przecięte, podążam na płaskowyż. Wizje poszukiwania i niepowodzenia, zerwanych linii, zamkniętych drzwi i zablokowanych przejść. Wizje umierającego mózgu.

I jeszcze wizje pośpiechu z powodu braku czasu. Śmierć mózgu następuje w ciągu czterech do sześciu minut, a magazyn pocztowy jest już zalany, winda nie działa i robi się ciemno.

Wizje wywołane endorfinami i impulsami elektrycznymi, rozpaczliwe sygnalizowanie SOS, desperackie próby złapania się ostatniej deski ratunku, kojarzące się z Carlem chwytającym Joannę za nadgarstek. A cała reszta, tunele, krewni oraz Świetliste Anioły, ogrody, pochylające się pokłady oraz pustynie piaskowe to nic innego, jak tylko skutki uboczne. Joanna skręciła w korytarz prowadzący na chirurgię, minęła nieznaną pielęgniarkę. Pomyślała, że to także desperackie wysiłki świadomości pragnącej nadążyć za docierającymi do niej doświadczeniami, zrozumieć wrażenia, których nie da się pojąć, przeszukującej pamięć długotrwałą w celu odkrycia wszelkich związków i metafor.

Joanna zdumiała się, jak to możliwe, że nie rozpoznała tej metafory. I wpadła prosto na pana Mandrake’a.

— Doktor Lander. Właśnie o pani myślałem — stwierdził surowo. — Wszędzie pani szukałem. Nigdy nie odpowiada pani na wiadomości przesyłane na pager.

— To nie jest dobry moment, proszę pana — odparła, usiłując go obejść. — Jestem… — Musiała się zatrzymać, bo mocno chwycił ją za rękę.